To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
piątek, 18 września 2015
Jechałem we wtorek wzdłuż Świętokrzyskiej, ten nowy ddr jest dość sympatyczny. Na wysokości Emilki, tuż obok mnie upadł obrany z zielonej skorupki orzech. Spojrzałem w niebo, bo może to jakiś znak? Jedyny w zasięgu wzroku był znakiem drogowym. Siedziała na nim wrona, która rzucała tym orzechem o chodnik i próbowała go rozbić, tego orzecha, nie chodnik.

Jej próby tak mnie wzruszyły, że postanowiłem ptaku pomóc. Zaparkowałem rower dwa metry dalej, żeby jej nie spłoszyć, podszedłem powoli do znaku, wytłumaczyłem wronie, że nie przyszedłem tu na jumę tylko z pomocą, wyciągnąłem nóż i zacząłem łupać. Za dzieciaka natłukłem jakąś tonę orzechów włoskich, pamięć mięśniowa zadziałała i w minutę osiem orzech był obrany, pokawałkowany i usypany w kupkę. Kawałeczek rzuciłem wronie na ddr, żeby utwierdzić ją w przekonaniu, że tylko pomagam, skorupki odmiotłem na bok, wróciłem do roweru i obcinałem.

Najpierw się zastanawiała o co chodzi i gdzie jest orzech. Potem zorientowała się, że orzecha nie ma, ale to białe w brązowej skórce jest dobre. Następnie zaprosiła koleżankę albo kolegę na poczęstunek. Nad jednym tylko biedna nie była w stanie przejść do porządku dziennego. Nie kleiło jej się, że orzech jest już obrany, więc przyciskała kawałki łapą do ziemi i tłukła w nie dziobem, żeby się dostać do smacznej zawartości. Nie miałem serca jej przerywać i tłumaczyć, że potrawa jest gotowa do natychmiastowego spożycia i nie wymaga dodatkowych zabiegów, z instynktami ciężko się dyskutuje.

Strzeliłem trzy fotki, przysiadłem na chwilę, pokontemplowałem świat zwierząt i pojechałem do domu.

Tak mi się skojarzyło, bo i ja potrzebuję waszej pomocy. Może niekoniecznie musicie dla mnie obierać orzecha, wystarczy, że pokażecie mi gdzie jest.

Po dziesięciu latach rozeszły się drogi moje i Agory. W związku z czym szukam pracy. Mogę analizować prasę, radio, telewizję albo internety. Mogę pisać za hajs. Mogę paść kozy w Hiszpanii.

Więcej informacji na linkedin, gdzie występuję jako Radek Teklak.
No i fotki, nie?
Na dróżce. Rowerzyści mijali ją szerokim łukiem, żeby nie przeszkadzać w posiłku. 

I szeroki plan.
Z koleżanką. Albo kolegą.