To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
piątek, 20 września 2013

Domofon.
- Tak?
- Dzień dobry. Nazywam się (nieczyt.), i rozmawiamy dziś z sąsiadami o tym, czy Halloween jest świętem biblijnym.

Taki wpis znalazłem u koleżanki O. i stwierdzam, że opowiem wam w jaki sposób, zupełnie niechcący, spowodowałem, że przestali mnie nachodzić Świadkowie Jehowy. Nie będzie to jakaś przesadnie fajna historia czy coś a już na pewno nie traktujcie jej jako poradnika, bo nadmiar inscenizacji może zabić efekt. Ja wszystko pociagnąłem na półprzytomności, pewnie dzięki temu osiągnąłem wysoką efektywność.

Było to jeszcze w Piasecznie, co ważne, bo jak mieszkałem w Piasecznie, reprezentowałem biedę (dalej reprezentuję, ale to nie o tym), nie było mnie stać na płacenie za taksę stówki a nocne zatrzymywały się jeszcze wtedy przy Karczunkowskiej, potem PKP Jeziorki (przystanek-widmo, nigdy nie widziałem, żeby tam ktoś wsiadł lub wysiadł, niektórzy pasażerowie, korzystając z opcji, że to była taka minipętla, wyskakiwali na odsik) i z powrotem do Warszawy. A ja z Karczunkowskiej do domu miałem równiutko 4 kilometry i bardzo nie chciało mi się chodzić, zwłaszcza nocą. Bo albo krzakami, albo poboczem. W krzakach kryły się niespodzianki, pobocza się bałem.

Dlatego raczej wolałem zostać na imprezie do 4:00, przebić się na Wilanowską i złapać pierwsze 709 do domu (4:50). Ważne było, by nie wbić się w 727 o 5:00, bo pętla była dalece za daleko.

No i wracałem często z imprez w ten sposób, w efekcie w niedzielę kładłem się spać około 5:30. Pewnie się domyślacie, jak wyglądałem gdy mnie ktoś budził o 11:00. W zasadzie to wam się tylko wydaje, że się domyślacie. Wyglądałem gorzej niż się wam śniło w najgorszych koszmarach. Ciąłem się krótko ale po takim przebudzeniu, potrafiłem mieć zmierzwione włosy. Na twarzy dwudniowy zarost, więc dokładnie widać każdą fałdę poduszki odbitą na ryju. Usta sklejone takim białym nalotem poimprezowym, który wydziela się nawet jeżeli umyjesz zęby dwukrotnie. Pocisz się alkoholem, nikotyną i knajpą oraz zjedzonym po drodze kebabem, który chyba był z psa. I ogólnie wyglądasz jak żul, którego inny pies wszamał a potem zwrócił.
Dodatkowo mam taki zwyczaj, że jak nie mam gości, to śpię nago a jak mam gości, to też śpię nago. Chyba, że któryś z gości śpi w moim łóżku, wtedy nie śpię nago, bo to byłby już nadmiar gościnności. W Piasecznie ludzie odwiedzali mnie raz na rok, i wcale się im nie dziwię, więc spałem nago przez okrągły rok, za wyjątkiem tych odwiedzin.

No i jak mnie obudził pewnej poimprezowej niedzieli dzwonek do drzwi, wstałem i poczłapałem do drzwi, a chuj melancholijnie bawił się w metronom, bo przecież świtaniec, co nie? W połowie drogi skojarzyłem, że nie mogę otwierać ludziom drzwi nago, bo będzie siara i kolejny kamyk do ogródka pt. grubasy, nie dość, że chamskie, to jeszcze obleśne. Wróciłem po pantalony. Nie znalazłem. Wciągnąłem zatem bokserki i poszedłem otwierać. Z tym wzwodem, sklejonym pyskiem i innymi historiami, o których za chwilę.

Bez patrzenia w judasza, otworzyłem.
- Czy zastanawiał się pan czasami skąd się tutaj wszyscy wzięliśmy i... dokąd... wszyscy... zmierzamy...
Patrzyłem kaprawym okiem (bo drugie miałem sklejone wyjątkowo twardymi śpiochami) jak słowa stygły i umierały na wargach sympatycznej starszej pani. To, że się uśmiechałem, nie polepszało mojej sytuacji bo jak się uśmiecham, wyglądam trochę jak krokodyl. I teraz sobie wyobraźcie, co zobaczyła ta sympatyczna, starsza pani: grubego, wytatuowanego, łysego gościa w samych gaciach, z dziwnymi purpurowymi pręgami, poodbijanymi na całym ciele (prześcieradło mi się pomięło a i poduszka była nielitościwa), który patrzy na nią jednym, przekrwionym okiem i uśmiecha się, jakby miał coś na myśli. No i ten nieszczęsny wzwód, celujący jej w okolice mostka, bo niższa była.

Oczywiście uśmiechałem się nie do sympatycznej, starszej pani tylko do jej towarzyszki. Na oko 25-27 lat, śliczna jak ruska bajka, wszystko na miejscu, na pewno inteligentna, chciałem z miejsca klękać i się oświadczać gdyż po pięciu godzinach snu, byłem jeszcze krzynkę pijany.

- Panie wejdą, herbaty naparzę. Albo nie, mam lepszy pomysł. Panie pójdą pochodzić po innych mieszkaniach a ja proszę o 10 minut. Się trochę ogarnę i zapraszam, herbatę mam i inne rzeczy, - zapodaję, nie spuszczając wzroku z tej młodej. Aż się zarumieniła. Kiedy ostatnio widzieliście jak się dziewczyna płoni? Bo ja jakoś dawno. Z drugiej strony ja jej się nie dziwię, bo od 15 sekund wzwodem celowałem w jej mostek. Oczywiście nieświadomy tego faktu.
Wycofały się, również nie spuszczając ze mnie wzroku, ja się cały czas uśmiechałem, w tych gaciach, pręgi gasły na ciele, wzwód poranny znikał, ale jakoś niechętnie. Dobrze, że mi się kij bejsbolowy nie przewrócił, wtedy trzymałem go opartego o szafkę na buty, tuż przy drzwiach. Bo jakby się zaczął turlać w kierunku progu, zabiłyby się na schodach i miałbym grzech śmiertelny.

Poszły i już nigdy więcej nie wróciły a przede mną zatrzasnęły się bramy raju. Czasami siedzę w starym fotelu i zastanawiam się, jakby się potoczyło moje życie gdybym poprzedniego dnia nie był jednak na imprezie, otworzył im trzeźwy i ubrany, wpuścił do domu (wiecie, ta młoda była naprawdę śliczna) i zaczął rozmawiać.
Tak, mam wrażenie, że znowu gdzieś coś spierdoliłem i przegapiłem okazję zdobycia klucza do wieczności. Trochę mi smutno.