To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
piątek, 06 sierpnia 2010

Ja to jednak nie potrafię zwięźle. Miał być krótki komentarz do poprzedniej notki, trochę mnie poniosło i mi się relacja do komcia nie zmieściła. No to będzie nowa, nieco chaotyczna notka, której śmiało możecie nie czytać.

Wczoraj, w drodze powrotnej do domu, zatrzymałem się na miejscówce i już po 5 minutach rozpocząłem sms-ową transmisję na żywo do przyjaciółki. Żaden filmik na youtubie nie odda atmosfery tam panującej. Po kolei było tak:

- nauczony doświadczeniem, imprezę minąłem jadąc po ulicy. I już z powodu tego, co się tam dzieje, policja powinna pałami rozpędzić towarzystwo. Bo kwestią czasu jest to, że kogoś tam w końcu potrąci taksa albo bus. Ludzie stoją na ulicy i dopiero klakson potrafi ich z niej przegonić.

- zażulony ziom gryzący bochen chleba i popijający go herbatą, tłumaczył wszystkim dokoła, że jak chcą obejrzeć krzyż z bliska, to mogą przeskoczyć przez barierkę i od razu dostaną kulkę. Zgaduję, że chodziło mu o kulkę od służb ochraniających pałac. Potem wytłumaczył wszystkim, że już za późno, nic nam nie zrobicie, nie dotkniecie krzyża, nic nie możecie, zero.
Gość był śmieszny do momentu, w którym najpierw ktoś poprosił go grzecznie to, żeby jednak się oddalił a potem dobiła go starsza pani, która powiedziała mu coś takiego 'jestem wierząca, chodzę do kościoła, miejsce tego krzyża jest właśnie tam. A pan kiedy ostatnio był w kościele?'. Zapadła cisza i taki był koniec gambitu przykurzonego piona.

- młodzi skandują 'krzyż do kościoła'.

- tuż za mną starsza pani disowała młodą dziewczynę przy pomocy argumentu 'młoda jesteś, gówno wiesz'. Dziewczyna próbowała dyskutować przy pomocy argumentów ale to jak rozmowa z korą. Szybko została sprowadzona do parteru i sponiewierana. Nie pomogły jej 2 fakultety i znajomość języków obcych, wymiękła, bo w obliczu takiej blokady umysłowej u interlokutora każdy by wymiękł. Ale i tak była twarda, bo wytrzymała jakieś 10 minut, ja poległbym po 15 sekundach, bo pewnie na wstępie opowiedziałbym anegdotę o mądrości, brodzie i koźle, po czym dostałbym w głowę torebką i ochlapaliby mnie święconą wodą.

- starsza pani się oddala, dziewczyna rozpoczyna rozmowę ze swoją koleżanką. Najbardziej rozśmieszyła mnie jej naiwna, młodzieńcza wiara w rozsądek rozmówcy. Jeszcze nie wie ale pewnie niedługo zacznie pracować i się dowie, że rozsądnych jest tak gdzieś 30%.

- chyba mignął mi w tłumie redaktor Terlikowski.

- młodzież ponownie zaczęła wznosić okrzyk 'krzyż do kościoła'. Na twarz wpełza mi pierwszy szczery i szeroki uśmiech.

- w odpowiedzi obrońcy zaczęli litanię do wszystkich święconych męczenników kościoła. Rzecz jasna nie odpuścili Popiełuszce.

- po litanii, młodzi wznowili skandowanie. W ogóle jak na durną młodzież sterowaną narkotykami, internetem, pornem, TVN-em i Gazetą Wyborczą, zachowywali się dość przyzwoicie, nie przerywając modlitw.

- pojawił się nawalony, starszy facet z gitarą. Najpierw myślałem, że psychiczny, bo się dziwnie zachowywał ale po chwili okazało się, że jednak tronkowy. Właził z instrumentem między modlących się i namawiał do wspólnego śpiewania. Policjanci wykazali się kompletnym brakiem ogłady towarzyskiej i wyczucia dramaturgii, wyciągnęli go ze zgromadzenia i poprosili o przyjęcie kursu na północ. To właśnie nazywam psuciem imprezy.

- policja dostała donos od starszej pani, że pod krzyżem jakiś ziom w marynarce się rozpycha. Najpierw wyciągnęli z tłumu wysokiego typa w tiszercie, co rozśmieszyło mnie bardzo. Potem udało im się namierzyć gościa w marynarce. Pani asystowała dzielnie, żeby mieć pewność, że kara go spotka. Pan trafił do lodówy i zaczęli go spisywać.

- chwilę potem ze zgromadzenia wychynął Sendecki i poskarżył się, że jakiś 'psychicznie chory wjeżdża rowerem w modlących się pod krzyżem'. Miałem go na wyciągnięcie[1] ręki ale wystraszyłem się policjantów. Mam nadzieję, że historia mi to wybaczy.

- policjanci wbijają się w tłum ale żadnego rowerzysty nie udaje im się tam znaleźć. Cholerni cykliści, nie dość, że knują, to jeszcze są złośliwie niewidzialni.

- młodzież znowu zaczęła skandować, w tłumie jakieś poruszenie, nie widziałem o co chodzi, bo bałem się podejść. Jeszcze ktoś by zechciał ze mną porozmawiać.

- a potem nastąpił gnadensztos. Jako początkujący obserwator nie spodziewałem się części artystycznej a tu niespodzianka. Na słuch kilkuletnia dziewczynka, zaczęła do mikrofonu śpiewać 'Warszawskie dzieci'. Zacząłem łzawić ze śmiechu. Chwilę potem odpaliła wiązankę zakazanych piosenek (w tym, nieodzowna w takich przypadkach 'Siekiera motyka'). Łzawienie przybrało na sile.

- a jak myślałem, że tego nie da się przebić, dziecko zaśpiewało całego Mazurka Dąbrowskiego (nawet z tymi zwrotkami, które zna 2% społeczeństwa) a potem dobiło niewiernych wierszem 'Kto ty jesteś? Polak mały'. Wszakże z jedną znaczącą zmianą, bo poszło 'A w co wierzysz? W boga wierzę'. Śmiałem się już w głos. Za mną ktoś zadał najważniejsze w tej sytuacji pytanie: 'czy to dziecko nie powinno o tej porze spać?'.

- o 22 jakiś mało imprezowy skwaszeniec zadzwonił na policję i zgłosił zakłócanie ciszy nocnej. Wodzirej zbolałym głosem stwierdził, że przyjmują to z pokorą i zaprosił wszystkich do wspólnej, cichej modlitwy.

- młodzież zaczęła skandować 'krzyż do kościoła'.

- około 2215 oddaliłem się w stronę domu, bo impreza zdechła.

Dzisiaj przeczytałem, że tuż przed 22 ktoś przytargał krzyż z puszek po Lechu. Oczywiście nie widziałem go[2], pewnie wprowadzili go od strony Bristolu, podczas gdy ja stałem bliżej Rynku. Mam wrażenie, że ta zgęstka i poruszenie była wywołana właśnie jego wniesieniem. Chyba dobrze, że go przegapiłem, bo pewnie dostałbym ze śmiechu drgawek i mogliby zacząć mnie egzorcyzmować.

W skrócie - jeżeli jesteście odporni na wykrzywione nienawiścią twarze, zaciśnięte usta cedzące 'Bóg, Ojczyzna, Honorarium, Żydy, Skurwysyny, Szmaty, Agora, Ubecy, Zdrajcy, Nie Jesteś Polakiem i Mordercy', potraficie bez zdenerwowania słuchać dyskutanta nie mającego żadnych racjonalnych argumentów i zaimpregnowaliście się na idiotów, wbijajcie o 20-21 pod krzyż[3].
To jest jak Mumio plus Nie tylko dla orłów plus Za chwilę dalszy ciąg programu plus Monty Python do potęgi. Intensywna krzyżówka absurdalnego humoru i surrealizmu z ogromnym potencjałem rozwojowym. Już wiem gdzie spędzę kilka kolejnych wieczorów. I mam nadzieję, że krzyż postoi przynajmniej do Triconu, bo darmowej rozrywki nigdy mi dosyć.

A na sam koniec coś do gorzkiego śmiechu. Komentarz z Facebooka dotyczący poprzedniej notki: "składam głębokie i szczere kondolencje autorowi tekstu z powodu zatarasowanego chodnika. i myślę, że mój komentarz jest równie głęboki i ważki jak i jego wypowiedź. grafomani, kurwa."

Wydawało mi się, że przesłanie mojego tekstu jest zrozumiałe dla średnio rozgarniętego licealisty. A tu nagle okazuje się, że skamlam, bo mi chodnik zatarasowali. Chyba trzeba będzie dawać więcej didaskaliów. Chociaż oczywiście sporo może tłumaczyć fakt, że osoba, która ten komentarz napisała pochodzi z Krakowa. Do poczytania. Albo do zobaczenia pod krzyżem.

[1] Uważam go za czystej wody kanalię. Nazbierałoby się kilkanaście osób, które darzę niechęcią (nienawiść jest pojęciem mi obcym). Ale w życiu nie przeszłoby mi przez myśl zrobienie happeningu pod tytułem 'Wykopmy Geremka' (czy kogokolwiek). Mam daleko przesuniętą tolerancję na zwyrodniałe akcje, znający mnie osobiście poświadczą. Wykopywanie kogokolwiek uważam jednak za wysoce obrzydliwe.
[2] Taka rzadka umiejętność. Jak na imprezie dzieje się coś epickiego, ja w 9 przypadkach na 10 patrzę akurat w drugą stronę.
[3] Chyba, że lubicie stać w słońcu. Wtedy śmiało wbijajcie wcześniej.

czwartek, 05 sierpnia 2010

Miałem nie pisać, bo przecież wszyscy piszą, temat przeżuty, przełknięty, przetrawiony i wydalony przez wszystkie możliwe kanały artykulacji w tym kraju. Ale wczoraj, tuż po północy, upadłem ofiarą aparatu represji, zdenerwowałem się okrutnie i postanowiłem jednak napisać. Anegdota będzie na końcu.

Rok temu 'kupcy' i ich pomocnicy roznieśli w drzazgi pół centrum. W tym roku, na razie odbyło się bez awantur. Ale nie mam złudzeń, jak ktoś w końcu pokaże, że ma jaja i ruszy krzyż, pod Pałacem będzie łomotanina podobna do tej spod KDT. Ale ja i nie o tym. Bo ja chciałem jedynie wyrazić zdumienie.

Otóż zdumiewa mnie jak to jest, że tuż przed siedzibą głowy państwa, koczuje sobie, zupełnie bezkarnie, grupa fanatyków ogarniętych religijnym szałem. Nikt nie widzi w tym żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa prezydenta, nikt nie dostał mandatu za bezprawne zajęcie części chodnika[1], nikt nie został aresztowany za groźby karalne, pomówienia, publiczne znieważanie urzędników państwowych, policji czy straży miejskiej. Czysta anarchia w psychodelicznych oparach opium dla ludu.

Państwo wykazuje daleko posuniętą indolencję i niezrozumiałą dla mnie bezsilność, przegrywa w starciu z garstką[2] obłąkańców. W normalnie funkcjonującym kraju impreza obrońców krzyża zostałaby spacyfikowana w pół godziny[3]. Nie została, bo komuś zabrakło zdecydowania.

Dodatkowy kamyczek do tej farsy dokładają media, które z przypadku dla konsylium psychiatrów, robią codziennego niusa na jedynkę. Stała obecność kamer, stada szałowo odstrzelonych reporterek i dziennikarek, tłumy fotografów - wszystko to stanowi pożywkę, na której obrońcy krzyża pasą się. I z dnia na dzień rosną. Takie uroki sezonu ogórkowego, że z nic nieznaczącej i nielegalnej akcji robi się atrakcję. To nie atrakcja, to żałość.

Żałość jeszcze większa, bo dopuszcza się do głosu kreatury pokroju Sendeckiego (wykopmy Geremka) czy Bubla. Nie tylko pokazuje się ich w telewizji. Im się pozwala w tej telewizji wypowiadać, co jest dla mnie niepojęte.

Po raz kolejny okazało się, że wystarczy zebrać się w grupę, głośno krzyczeć, zainteresować media, by wylądować w grupie równiejszych wobec prawa. Co strasznie frustruje każdego, kto nie ma czasu na takie zabawy a bardzo chciałby ugrać coś dla siebie.

A teraz dykteryjka portowa opisująca sytuację, która sprowokowała mnie do napisania tej, jakże wtórnej, notki. Wczoraj miałem długi dzień i jeszcze dłuższy wieczór. Do domu wracałem o północy. Postanowiłem się przespacerować Krakowskim a na rower wsiąść dopiero na moście. Pod krzyżem kłębił się tłum rozmodleńców, w który wmieszali się pijani kolesie śpiewający Szalom Alejchem. Atmosfera była nieco gęstawa. Teren, na którym odbywał się happening był sznurem umundurowanych dziewczynek opasan[4]. Trochę mnie to zdezorientowało, bo kto normalny wymyśliłby jako eskortę młodzież gimnazjalną. No ale w policji nie płacą za IQ więc po sekundzie zdumienie rozchodziłem.
Problem był taki, że po lewej stronie Krakowskiego, chodnik był nieprzechodni gdyż z Zakąsek wylał się tłum lekko lącniętych ludzi i głośno a dosadnie komentował modły. Po prawej, pod krzyżem, taka gęstwa, że jakbym wbił się tam z rowerem, dostałbym od razu gazem i awansował na Żyda, podżegacza i odwetowca z Bonn. Postanowiłem bandę minąć ulicą.

Co było błędem.

Już po sekundzie usłyszałem zdecydowany głos jednej z dziewczyn w mundurze 'Proszę natychmiast wejść na chodnik'. Było to niewykonalne, bo w tym miejscu gdzie się akurat znajdowałem nie było wolnej nawet ćwierćpłyty chodnikowej, nie mówiąc o miejscu zdolnym pomieścić mnie, mój plecaczek i mojego Wheelera. Zgodnie z logiką i sytuacją zastaną, odparłem 'zaraz wchodzę'.

Co było niepotrzebne.

Dziewczynka była tak zestresowana, że nie wnikając w moje racje i rzeczywistość, ponowiła rozkaz. Wzbogacając go o dodatkowe polecenie 'proszę natychmiast wejść na chodnik albo wsiąść na rower'. I tu się zagotowałem. Bo nagle to ja byłem ten zły, który łamie przepisy. Nie ci obkurwieńcy przymocowani szarfą do krzyża. Nie, oni są w porządku, mają prawo blokować cały chodnik. A ja mam tę trzodę w cudowny sposób minąć.

Ale to nawet nie o to chodzi. Bo chodzi mi o to, że nie będzie mi policja mówić czy mam iść, czy mam jechać. Bo akurat w tym momencie miałem ochotę na spacer. Co jest moim, w mordę kopanym, obywatelskim prawem. Koniec anegdoty.

Nie mam żalu do młodziutkiej policjantki. Widać i słychać było, że jest zestresowana całą sytuacją i sobie z nią nie radzi. Jakiś głupek w mundurze ze szlaczkiem na pagonie wysłał ją pod to zbiegowisko chore i kazał wystawać po nocy. Ja ją rozumiem, że stara się jak może i swoją indukowaną stresem i strachem agresję kieruje w kierunku tych, którzy nie obrzucą jej judaszowymi drobniakami i nie wyzwą od Gestapo. Jednakowoż z drugiej strony może niech przed akcją dadzą im jednak coś na uspokojenie i wręczą broszurkę, z której w jasny sposób będzie wynikać kto pod krzyżem łamie prawo. Dziękuję za wysłuchanie przydługiej i nudnej opowieści.

Cholernie Współczuję Dzielnej Policji. Naprawdę. Z trudem ciułają punkty sympatii u społeczeństwa, po to by je w dziesięć sekund roztrwonić w stylu mój dziadek cały majątek w Monte Carlo. Takie to nasze. Biedne bo polskie. Do poczytania.

[1] Prawem serii, podpowiedź dla restauratorów. Olewajcie pozwolenia i papiery niezbędne do uruchomienia letniego ogródka na chodniku. Zbudujcie przed knajpą krzyż i posadźcie przed nim miejscowych mebli. Każda szanująca się knajpa ma klientów-mebli. Dajcie im po browarze w buteleczce z Panią Bozią (taka z zakrętką w kształcie korony na głowie) i niech piją na zdrowie, a w przerwach wznoszą hasła.
[2] Gdzie im tam liczebnie do manifestantów spod znaku Samoobrony, kilofa i wiadra czy rękawic i pieca martenowskiego.
[3] Obok krzyża przebiega jedna z moich tras do pracy. W ubiegłym tygodniu wymyśliłem metodę szybkiego, bezbolesnego i, co najważniejsze, taniego rozwiązania kwestii krzyża. Wystarczyłoby przyjechać tam o godzinie 8:00. W normalny dzień stało tam 2-3 obrońców i kilku turystów. Jeden radiowóz, ksiądz i trójka harcerzy rozwiązałaby problem w kwadrans. Chyba wyślę CV do wydziału odpowiadającego za likwidację krzyża, może dostanę nieźle płatne zlecenie na zorganizowanie wywózki.
[4] Policja ledwo przędzie skoro do asystowania przy krzyżu wypycha ostatnie zasoby. Bo jak inaczej skomentować decyzję by na Krakowskie wysłać wyglądające na szesnastolatki policjantki. Sięgające mi do splotu słonecznego.