To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Wpis o rowerach trafił na jedynkę gazety i na wykop, w wyniku czego rozlał się po kraju. Wylądowałem na 9 miejscu rankingu bloxa, w ciągu trzech dni zanotowałem w sumie 20 tysięcy wejść, zalinkowano mnie na kilku forach i grupach. Gdy wróciłem z urlopu, bitewny pył już opadł i mogłem przeczytać co też ciekawego do powiedzenia na temat, mieli ludzie, którzy ów tekst przeczytali. Śmiałem się długo ale potem zrobiło mi się smutno. Poniżej wybrane teksty z kilku miejsc gdzie wylądowałem. W przypadku niektórych zdobyłem się na krótki komentarz (głównie objaśniający kontekst plus kilka odautorskich), większość zostawiam na żywca, skomentujcie sobie sami.

pl.rec.rowery

- Słabe, głupie ... jak połowa rowerzystów?
- Czy proces zgłaszania nominacji do nagrody Darwina jest już zamknięty? (w kontekście mojego wchodzenia pod pędzące po chodniku rowery)
- Osobiście podoba mi się ten tekst o jeździe środkiem pasa... Może ja już zasługuję na Darwina, ale osobiście uprawiam ten rodzaj "sportu" dzięki czemu nie muszę się martwic o to czy zostanę zepchnięty na krawężnik  przez tira, czy zmieciony jego podmuchem do rowu. Nie ma też gamoni próbujących się wcisnąć "na gazetę"+"może jakoś się uda"... No ale autor bloga wie lepiej, on na pewno 1cm od krawężnika stara się przeżyć i na pewno ma z tym ciekawe doświadczenia związane, skoro sam się przyznaje do jeżdżenia po chodnikach
- Daj spokój, koleś w korku stoi kilometr od świateł, "na czerwonym". Pewnie jak widzi korek to wskakuje na chodnik i tak pogina.
- kolega tak sie rzuca, ze rowerzysci nie czytali pord, a sam "wymija" samochody stojace na czerwonym - doprawdy pocieszne. (pomyliłem wymijanie z omijaniem, co zdyskwalifikowało wszystkie moje wywody)
- Jazda parami. Wszystko zalezy od warunkow, ale tak czy siak nazwalbym to raczej chamstwem a nie skrajnym debilizmem. A czasami i tak kierowca jest zmuszony zmienic pas by wyprzedzic, wiec co mu za roznica ile osob jedzie na pasie obok.
- Co do jazdy bez trzymanki. Znowu nie ma co generalizowac. Ogolnie sie zgadzam, zwlaszcza jak sie jedzie wsrod ludzi. Ale na trasie czasami po prostu trzeba dac odpoczac kregoslupowi i dlonia.

forum.gazeta.pl

- Pisałeś, że idiotyzmem jest jechanie lewym pasem. A czy znasz inny, legalny!!!, sposób aby skręcić w lewo na drodze wielopasowej??? (często się ten 'argument' przewijał, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że w tym kraju idiotów nie ma być może zbyt wielu ale są tak sprytnie rozstawieni, że co krok na nich wpadam)
- Ciekawe,że takie bazgroły, GW eksponuje na pierwszej stronie swojego portalu. W gazetkach kolonijnych dzieci piszą ciekawiej i jaśniej wyrażają swoje myśli. Koleś - kierowca, nie mający nic wspólnego z rowerowaniem podszywa się pod rowerzystę i wypisuje slogany powtarzane przez kierowców. Niestety niektórzy internauci nie zauważyli tego. (mój faworyt)
- Oczywiście net przyjmie wszystko więc i ten strumień myśli - natomiast eksponowanie tego jako głosu świadomego rowerzysty wydaje mi sie, hm... przedwczesne (mój tekst był za długi)

bikeforum.pl

- Jak ja nienawidzę wrzucania wszystkich do jednego wora. (a imię me Legion - twój tekst jest do dupy, bo krzywdząco uogólniasz)
- Koleś dosyć arogancko do wielu spraw podchodzi! ja uważam zę bezpieczniej i sprawniej się przejeżdza niż przechodzi przez pasy!
- http://www.bikeforum.pl/showpost.php?p=133857&postcount=6 (to trzeba przeczytać w całości, koleś albo nie rozumie prostych zdań, albo sili się na humor - w obu przypadkach fail)
- jak zwykle przesada. Nie chce mi sie komentować całości, bo niektóre zarzuty są dość żałosne, zresztą tak jak stwierdzenia, ze wszyscy kierowcy jezdzą jak urodzeni mordercy. Zgadzam sie jedynie co do "nocnych marków" i "chodnikowych ścigantów".

narolkach.pl

http://www.narolkach.pl/component/option,com_fireboard/Itemid,44/func,view/id,21278/catid,9/#21280 (użytkownik slesh jest bardzo wesołym młodzieńcem, polecam cały jego komentarz)

wykop.pl

- http://www.wykop.pl/link/216148/trafna-analiza-rowerzystow#comment-1326157 (Quad był jednym z wielu, którzy zarzucili mi brak badań na poparcie tezy o tym, że 90% cyklistów to idioci. Napisał też o skręcie w lewo z lewego pasa)
- Co do tej znieczulicy, to nie rozumiem, o co burzy się ten pan. Jeżeli on już pomagał tej kobiecie, to po co kolejni przejeżdżający rowerzyści mieliby się zatrzymywać? Żeby zrobić niepotrzebny tłum "pomagaczy" (w późniejszym komciu wytłumaczyłem, że mogę mdleć na widok krwi i wtedy cała moja asysta psu w dupę)
- Dlaczego rowerzysta powinien wyprzedzać samochody stojące na światłach ? Dla własnego bezpieczeństwa, żaden problem jadącego poprawnie rowerzystę wyprzedzić - zresztą nie rozumiem argumentu w stylu "pole position" i "muszą wyprzedzić" (z jednej strony rowerzyści postulują żeby jechać metr od krawędzi, z drugiej twierdzą, że nie problem rowerzystę wyprzedzić, z trzeciej, że kierowcy wcale nie muszą rowerzystów wyprzedzać - kurwa, wstyd się przyznawać, że jest się cyklistą, bo natychmiast tracisz w oczach rozmówcy 60 punktów IQ, 50% zajebistości i 42 punkty atrakcyjności towarzyskiej)
- Żaden normalny kierowca nie rusza ze skrzyżowania z piskiem opon, opuszczając je po czasie 0.1s - z praktyki wiem, że mój czas przejazdu jako rowerzysty przez jest nieznacznie niższy niż samochodu. (zapraszam na Puławską w Piasecznie/Warszawie)
- Odnośnie tej jazdy po pijaku to bym się nie zgodził, wiadomo jak się ma 2 promile to się nie wsiada na dwukołowca, ale żeby w upalny dzień nie mogę sobie po przejechaniu kilkunastu kilometrów zatrzymać się gdzieś w barze na schłodzonego browarka to już jest chore (wielu rowerzystów nie rozróżnia stanu 'po pijaku' od stanu 'po jednym zimnym browarze')
- Co za agresja! Widać, że łysy
- momentami lepiej jechac caly czas srodkiem jezdni, niz co chwile cos omijac... druga kwestia przy kilku pasach ruchu, sprobujcie zmienic pas, jak nie bedziecie jechac srodkiem swojego pasa ruchu
- wielokrotnie jechalem bez trzymanki, i jakos nie widze powodu dla ktorego mialbym przestac to robic, kwestia KIEDY sie tak jezdzi
- sam jezdzil po pijaku, a jak jechal, to nie widzial w tym problemu; jak Kali krasc to dobrze, jak Kalemu to zle
- sam nieraz szorowalem asfalt po upadku, i powiem jedno, osoby ktore to widziala z boku byly przerazone, a ja wsiadalem z powrotem na rower i jechalem dalej
- kiedy to straszne "gnoje i gnidy" nie zatrzymały się pomóc tej biednej dziewczynie i wybawić ją z opresji mam pytanie: a po co? Jakoś sobie nie przypominam, by jakiekolwiek złamania lub obtarcia bolały odwrotnie proporcjonalnie do liczby ludzi jaka tłoczy się nad głową poszkodowanego
- Nic mnie bardziej nie wkurwia niż pisanie bloga tonem specjalisty i wszystkowiedzącego. Chyba jak ktoś już komuś pomaga to po co ja się mam jeszcze wpierdalać ze swoim "jak dobrze czujesz". Do prawie każdego punktu się można przyczepić ale oczywiście autor wszystko wie najlepiej a nam niech zgniją flaki. Kretyn.
- Człowiek który to pisał wrzuca wszystkich do jednego wora - nienawidzę tego. Styl i bluzgi jakie lecą w artykule powodują u mnie raczej niesmak do autora, który wydawać by się mogło - wie wszystko najlepiej. Resztę pozostawię bez komentarza
- Autor dokonał wiekopomnego odkrycia że na drogach obowiązuje łańcuch pokarmowy na którego szczycie stoją ci którzy dysponują pojazdami o największej masie
- Koleś ma rację, jednak nie podoba mi się jego styl
- W końcu gdy trafi na normalnego mężczyznę będzie oglądał zęby na chodniku (to o moim wchodzeniu pod pędzące po chodniku rowery)
- kolejny radykalny pseudointelgent ktory mysli ze jest zabawny, idealnie pasuje na wykop
- Ogólnie zgoda, ale z tym oświetleniem to ciężka sprawa. Taki odblask waży pewnie z 50g razy 2 to już 100g zbędnej wagi. Ja tam sobie nie mogę na taki luksus pozwolić tym bardziej że mam jeszcze 500 do zrzucenia z roweru ;) Rowerek poniżej 10kg wymaga poświęceń:P (naiwnie zakładam, że to żart)
- Według mnie autor bardzo generalizuje
- Po części może tekst prawdziwy, ale kiepski (taka lepsza wersja tekstu 'fajne, tyle że chujowe')
- Co Wy wykopaliście? Kolejne narzekania... Lubicie to czy co? Artykuł sianie mitów poprzez narzekania...
- Co to za człowiek, co napisał ten artykuł? "Łysy grubas" - jak sam się opisał? Samotny, czy co?
- Jak dla mnie tekst żałosny- kosz.
- lubię jeździć bez trzymanki nie dla tego by poszpanować przed dziewczynami(tu są inne sposoby by na rowerze poszpanować, np. jedna noga na siodełku a druga na kierownicy i jedziesz ;) ale dla tego że można się wyprostować, może odpocząć kręgosłup, można rozluźnić nadgarstki(jeden miałem połamany) i ogólnie lżej się jedzie. a co powiesz o pieszych, rowerzyści na ścieżkach normalnie jeżdżą, i zazwyczaj jeżdżą po ścieżkach a nie chodniku, czyli w miejscu przeznaczonym dla nich, a nie jak k**a piesi, zapieprzają po ścieżce rowerowej, a jeszcze się buntują jak się ich blisko wyminie, wrzaśnie na nich, czy nawet zadzwoni dzwonkiem rowerowym. całego tekstu mi się nie chce czytać
- Co do jazdy bez trzymanki to zgadzam się - nieraz po kilkudziesięciu kilometrach dziur nadgarstki zaczynają doskwierać, więc gdy wiem że droga wolna a dziurawa, to puszczam kierownicę i rower sam jedzie, ew. chwytając za kierownicę gdy pojawia się jakiś większy uszczerbek w jezdni. Na normalnym łatanym asfalcie dobrze trzyma kierunek i spokojnie można przejechać kilka kilometrów z wolnymi rękoma.
- mam dziwne wrazenie ze autor tego tekstu na oczy roweru nie widzial. nie wiem skad taka negatywna ocena , pewnie kiedys jakis rowerzysta wydymal go bez masla i tak sie wkurzyl i splodzil taki beznadziejny tekst
- Tekst pretensjonalny i przesycony malkontentyzmem. Samo narzekanie na wszystko i wszystkich. Jakbym codziennie miał czytać takiego pokroju teksty to bym stwierdził że cały świat jest bezmózgowiem, a jedynymi myślącymi istotami są autorzy takich artykułów.

radkowiecki.blox.pl

Oh, wait.

Miałem to jakoś zbiorczo podsumować ale mi się odechciało. Miłe jest to, że sporo osób odczytało mój tekst tak, jak sobie tego bym życzył. Mam cichą nadzieję, że pod jego wpływem zmienią kilka nawyków i na rowerach będzie się nam pocinać sympatyczniej, w atmosferze przyjaźni, radości i wzajemnego zrozumienia.
A tymczasem, w innym zakątku Ziemi - moje terenowe badania stanu oświetlenia rowerów po zmierzchu czynione podczas późnych przejazdów miejskich pokazują, że jakiekolwiek lampki ma średnio 20% cyklistów. W pytę.

środa, 12 sierpnia 2009

Premiera. Będzie to pierwszy tekst jaki kiedykolwiek napisałem pod wpływem różnych środków psychoaktywnych. Z premedytacją i świadomie. Środki to piwo aczkolwiek jeżeli pod koniec utracę spójność wywodu, oznaczać to będzie, że sobie lekko dobawiłem wziewnie. Błędów nie wytykajcie.

Goszczący tu tłumacz, prawdopodobnie chcący zachować anonimowość, przetłumaczył na rodzimy książkę, której po filmie wyczekiwałem jak kania. Po latach owszem, dostałem ale niestety wydawca zarzucił rynek jakimś nikczemnym nakładem w wyniku czego Lęku nawet na alegro nie byłem w stanie utrafić. Za to utrafiłem zupełnym przypadkiem dzisiaj, na półce księgarnianej. Jako, że mam urlop, o 1500 zasiadłem w knajpie, zamówiłem duże piwo (w sensie litra a nie pół) i począłem kończyć ledwo zaczętego Careya (Mój własny diabeł). Lekko mroczna, chandlerowska duchem opowieść o egzorcyście, którą polecam. Skończyłem ją czytać w okolicach początku trzeciego dużego (albo szybko czytam, albo wolno piję). W lokalu spodobało mi się na tyle, że po zakończonej zacząłem następną. Tytułową. I piwa dokupiłem. No i kurwa zrobiłem sobie dobrze.

Uwaga na marginesie. Czytanie Lęku na trzeźwo ma taki sam sens jak picie ciepłej wódki. Niby smakuje ale... Porównanie mi chyba nie wyszło. No moim zdaniem trzeba to czytać na spawie. W moim przypadku alkoholowym, lepszy pewnie byłby inhalator.

Tutaj, celem nadęcia objętości, miał być ściągnięty z posłowia i z wiki kawałek o gonzo, kontrkulturze i innych mądrych rzeczach ale doszedłem do wniosku, że w stanie w jakim się znajduję, kopypasta mogłaby się nie udać i przeczytalibyście kawałek o langustach jedzących dżem. Więc nie będzie o gonzo i o kontrkulturze. Wszystko wskazuje na to, że będzie to średnio udany strumień świadomości skatalizowany lekturą. Jak nie będzie strumienia to przepraszam.

Fabuła jest taka, że dwóch ziomów jedzie do Las Vegas żeby napisać artykuł o jakichś złowoniaszczych wyścigach motocyklowych na pustyni. Walić fabułę. Cała książka to jakiś chory trip zafundowany niczego nie spodziewającemu się czytelnikowi. Thompson i Gonzo ładują dragami tył cadillaca i pociskają do stolicy hazardu. Ładują narkotyk garściami a ich kolejne jazdy świetnie zgrywały się z kuflami mojego piwa. Aczkolwiek uważam, że w przypadku tej książki powinna być taka możliwość, że zaczynam ją czytać od ósmego-dziesiątego piwa a kończę na trzecim. Bo pierwsza część jest tak pojebana, że nie próbujcie dotykać tego na trzeźwo. Znaczy pewnie się da ale po chuj, tak się zapytam?

Jak już napomknąłem kolesie walą dragi, widzą nietoperze, jaszczury i inne rzeczy, potem jest eter, koka, znowu meskalina, jakieś pixy, znowu meskalina i jeszcze więcej rzeczy, których nazw nie pamiętam. Sączyłem kolejne browary i dawałem się porwać opowieści. Dalej czuję się porwany ale za to nie czuję nóg i końcówek palców. Nie pamiętam kiedy ostatnio książka zafundowała mi taką jazdę bez trzymanki w otchłań szaleństwa. Do tego tak sugestywną jazdę.

Gówno wyszło ze strumienia, ręce mnie mrowią coraz bardziej, pisać bym chciał ale się nie klei więc może podsumuję ten jakże krótki jak na mnie, mętny wywód. Kupować, czytać, pożyczać żeby czytali. Mocarny literacki kop w łeb. Pod koniec lektury i browara chcieli mi chyba dać do zrozumienia żebym spierdalał, bo co prawda trochę tutaj monalizy drobnej zostawiłeś ale twoje dzikie kwiki (ze śmiechu) płoszą gości. No to dokończyłem kwicząc i wyszedłem. Czytać. Po środkach.

Ten Thompson to był ktoś, ten Thompson.

A teraz odpalam piwo i wracam do ponownej lektury.