To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
czwartek, 18 lipca 2013

No więc ja z tej strony, chciałem wszystkich miłośników dobrej zabawy latem, zaprosić do oglądania filmu Pacific Rim gdyż jest dobry i nie słuchajcie takiego jednego krytyka, co nie mogę o nim pisać oraz innych, którzy się nie znają. Wywlekają temu biednemu Guillermo Labirynt Fauna, żgają go nim w oczy, zupełnie jakby kiedykolwiek Del Toro miał ambicje być reżyserem filmów bardzo ambitnych. Przecież odkąd pamiętam, ziom robi horrory akcji: Mimic, Blade II, Hellboy I/II. Nawet ostatnio (w sensie ostatnio ją przyczaiłem w księgarni, bo napisał ją w 2009) książkę o wampirach napisał (Wirus, do spółki z Chuckiem Hoganem).
To czego wy właściwie od niego, panowie krytykanci, chcecie?
Pacific Rim składa się z samych wad:
- jest przewidywalny do bólu, co udowadnia znany krytyk na F., bo panta rhei i wszystko było
- wszyscy na sali wiedzą, co się za chwile stanie
- przewidywalny do bólu scenariusz
- film nie potrafi niczym zaskoczyć
- dialogi, bardzo niedobre dialogi są
- co nie jest zaskakujące, bo wszystko w tym filmie jest przewidywalne do bólu, a zwłaszcza scenariusz
- patos, lany w oczy i do gardła patos, wszędzie patos, o patos się potykamy i w ogóle
- wszyscy wiemy jak film się skończy
- oraz, wedle krytyka na F., emocji w tym wszystkim tylko trochę więcej niż na grzybobraniu, bo wszystko już było i panta rhei

Do nielicznych zalet należą:
- jest przewidywalny i schematyczny, weźcie dziewczynę na randkę, zaimponujecie jej znajomością klisz i wbijecie over 9000 punktów krizmy, lansu i zajebiozki
- Hunnam i Perlman i Elba i Martini oraz urocza i zjawiskowa Rinko Kikuchi, która jest taka rozbrajająca, że chciałem ją posadzić sobie na kolanach, przytulić i głaskać po włosach oraz oczy ma uroczne
- Del Toro żongluje konwencjami tak, że koleś z trzema piłami łańcuchowymi to przy nim amator
- i prawie ani razu nie przeszarżował
- są w tym filmie mechy
- które są duże i groźne i wredne
- chiński ma trzy ręce zakończone wirującymi ostrzami - TAI-CHI, MOTHELFUCKEL!
- oraz Cthuliczne potwory spoza czasu i przestrzeni
- I ONI SIĘ NAWZAJEM NAPIERDALAJĄ NA PIĘŚCI!!! (oraz te wirujące ostrza)
- a jak już myślisz, że nie może być lepiej, mech wyciąga miecz. WIELKI, PIERDOLONY MIECZ
- to wtedy właśnie zaczęliśmy wszyscy bić brawo po raz kolejny
- a potem biliśmy brawo jeszcze kilka razy, tak najbidniej ze dwa
Kolesie siedzą w głowach mechów, w parach (Chińczycy we trzech) i są ostatnią nadzieją ludzkości. Z dziury w dnie morza wychodzą potwory, które znamy z Lovecrafta. I leją się między sobą na pięści, ostrza, ogony, paszcze i działka plazmowe.
Przepraszam, czy może być lepsza rozrywka na lato? Przez pół filmu siedziałem na skraju fotela i czułem się jak dziesięciolatek a uczucie, które wzbudzały we mnie mechy brodzące w oceanie, da się opisać wyłącznie po francusku. Jak można nie pokochać tego filmu?
Oraz Hunnam w pewnym momencie zaczyna bić Cthulhu tankowcem. Wybacz, twój argument jest inwalidą.
Do kina bez dyskusji.