To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
wtorek, 24 lipca 2012

WUJEK DOBRA RADA NA WSZYSTKO

Ludzie są dziwni i zgłaszają się do mnie po rady. Niektóra banalne, bo dotyczące związków, sposobów powiększania penisa, w co się ubrać na randkę albo kto to jest Kamasutra. Inne poważne, dotyczące zarabiania miliona w weekendy albo jakie studia wybrać, żeby zarobić milion w weekendy. Jest też spora grupa, która pyta się mnie jak walczę z okrutnym smrodem, który wydziela moje cielsko podczas i po przejeździe z domu do pracy na rowerze.

Do niedawna odpowiadałem im, że mam w pracy prysznic i się smrodu nie boję. Bo to prawda. Jednakowoż miesiąc temu, podczas fali tych okrutnych upałów, od których się mózg lasował, postanowiłem zrobić eksperyment i sprawdzić, czy faktycznie bez prysznica, dojazd rowerem do pracy, skończy się wymordowaniem współpracowników falami duszących zapachów spod skrzydła.

NAJPIERW O MNIE

Na rowerze jeżdżę od 1998, z dwuletnią przerwą, bo mi się nie chciało. Przekłada się to na jakieś zbudowanie kondycji ale bez przesady. Jestem amatorem a nie wyczynowcem i nie robię na rowerze niczego specjalnego. Tym niemniej, w eksperymencie przyjąłem pewne ograniczenia, o których dalej.
Mam 185 cm wzrostu i ważę 125 kilogramów. Przy mojej budowie ciała oznacza to jakieś 20-25 kilo nadwagi, zgromadzone w oponie. Mam też taki feler, że strasznie się pocę podczas upałów. A już w dusznych autobusach to dramat. Dlatego za punkt odniesienia skali zapocenia, przyjąłem stan, w jakim przyjeżdżam do pracy komunikacją zbiorową.

METODA

Metoda jest prosta. Dystans 10 km, średnia prędkość nie przekraczająca 15 km/h. Dlaczego tak? To proste. 10 km to odcinek z domu do pracy. Średnia prędkość 15 km/h oznacza przejazd z prędkością osiągalną dla każdego. Nawet jeżeli ten ktoś wsiadł na rower wczoraj. Nawet przy założeniu, że rower nie jest dopasowany i wygodny a wyłącznie modny. I nawet przy założeniu, że ten rower jest ciężki. Bo mój Wheeler waży ponad 20 kg więc masa testowanego układu, dobijała w moim przypadku do 150 kg. 15 km/h to tempo rekreacyjne, a, i tak, pozwala osiągnąć spory dystans w niezłym czasie.

TRASA

Trasa uwzględnia wszystkie typy ukształtowania terenu jakie możemy znaleźć w Warszawie, oprócz ostrego podjazdu. Ostry, długi podjazd (Ujazdowskie) stestowałem raz w drodze powrotnej i zalecenie jest takie, żeby nie wjeżdżać tylko wprowadzać. Typy terenu  na trasie, obejmują jedno delikatne wzniesienie na dystansie maksymalnie pół kilometra, jeden krótki zjazd i dużo długich prostych, niektóre lekko pod górę ale uśrednia się to płaskich 8-9 kilometrów. Pół trasy w cieniu, pół w słońcu. Zasadniczo tak wygląda pewnie 75% tras miejskich w Warszawie, bo nie jesteśmy miastem położonym na siedmiu wzgórzach. Dojazd do pracy - 40 minut, od wyjścia z domu do wejścia do firmy. Komunikacja, przy najlepszych układach (przesiadki bez oczekiwania, brak korka), pozwala mi dojechać do pracy w 45 minut (35 minut przejazd, 10 minut dojścia do przystanku i do pracy).

TECHNIKA

Tu było najtrudniej, bo utrzymanie 15 km/h wymaga dużego wysiłku. W sensie zwalniania. To tempo 2 razy szybsze od energicznego marszu wiec rozumiecie, że to jazda mocno wypoczynkowa. Co do samego pedałowania, utrzymywałem równe tempo, żadnego przyśpieszania, żeby zdążyć na światłach albo przemknąć na pomarańczowym. Jazda na pełnym czilaucie. Do tego na odcinkach chodnikowych, rower przeprowadzałem przez przejścia dla pieszych. Więc jak widzicie, zgodnie z przepisami[1] i nienerwowo.

WARUNKI POGODOWE

Poniżej statystyki z kolejnych pięciu dni (pon-pt), wzięte ze strony twojapogoda.pl, stan na godzinę 9:00. Eksperyment trwał od 2 do 6 lipca 2012

02.07 temperatura 26, odczuwana 28, gorąco i sucho, wilgotność 71
03.07 temperatura 26, odczuwana 30, gorąco i sucho, wilgotność 68
04.07 temperatura 26, odczuwana 28, gorąco i mokro, wilgotność 75
05.07 temperatura 26, odczuwana 28, gorąco i sucho, wilgotność 73
06.07 temperatura 27, odczuwana 28, gorąco i sucho, wilgotność 69

Oczywiście nie są to rekordy, bo rano było minimalnie chłodniej niż po południu ale przyznacie, że solidnie grzało.

3...2...1... START

Najgorzej było drugiego dnia, było mi subiektywnie tak gorąco, że odruchowo podkręcałem tempo, żeby się trochę podmuchami ochłodzić. Skończyło się to wykręceniem średniej ponad 20 km/h i w efekcie do pracy przyjechałem zlany potem od pasa w górę. Może byłoby trochę lepiej gdybym nie jeździł z małym plecaczkiem a zamiast tego zafundował sobie małą sakwę. No ale jeżdżę, przez co przy ostrzejszych przejazdach najbardziej leje mi się z pleców i zaczyna się piękna tragedia. 3 lipca udałem się pod prysznic.

W pozostałe dni pilnowałem tempa i przyjeżdżałem do pracy MNIEJ spocony niż po komunikacji miejskiej. Oczywiście gdybym za każdym razem jechał klimatyzowanym tramwajem/autobusem, nie byłoby porównania ale tak się nie dzieje. Po przyjeździe do pracy zbiorkomem, cieknę. Oczywiście nie do stanu 'wanna i kąpiel, albo przynajmniej prysznic' ale opłukanie się pod zlewem pomaga.
Mniejsze spocenie nie oznacza oczywiście, że siedzę w tym tiszercie, w którym przyjechałem. Ale wystarczyło podejść do zlewu, ochlapać się wodą od pasa w górę, zapodać antyperspirant, wrzucić świeżą koszulkę i siąść do pracy. Omdleń z powodu mojego smrodu nie zanotowano.

JEST JEDNO ALE...

Przepraszam potencjalnych urażonych ale muszę to napisać. Cała ta zabawa miała sens tylko wtedy, gdy rano, przed wyjściem do pracy, bierzemy prysznic. Jak ktoś się chce wpakować na rower po przespanej nocy a potem chlapać się pod zlewem i psikać antyperspirantem, to życzę powodzenia w nawiązywaniu kontaktów ze współpracownikami. Jeżdżenie do pracy rowerem w sposób opisany przeze mnie, jest dopuszczalne przy założeniu elementarnej higieny u zainteresowanego.
Więc powtórzę jeszcze raz. Robimy to tak: prysznic - rower w sposób opisany przeze mnie - zlew - antyperspirant - czysty tiszert - biurko.

WOLNE WNIOSKI

Oczywistą rzeczą jest, że nie zawsze się nam wszystko uda tak, jak byśmy chcieli. Czasem podgonimy na trasie, czasem coś nas ukłuje i przejedziemy kilometr na pełnej kurwie. Czasem wilgotność będzie tropikalna. Jasna sprawa. Dlatego nie pretendowałem do miana badacza, który sprawdzi każde warunki.
Chodziło mi tylko o to, żeby pokazać, że, przynajmniej po Warszawie, można dojeżdżać do pracy na rowerze, bez konieczności posiadania w niej prysznica. Bo jeżeli może to robić mutant z prawie trzydziestokilogramową nadwagą, to ktoś z wagą normalną, nie zgrzeje się pedałując ponad 20 km/h. A grubasy mi podobne, mogą pedałować tak, jak im tu podpowiedziałem.

Powiedz mi zatem, jaka jest teraz twoja wymówka?

[1] Moje odcinki chodnikowe obejmują chodniki, po których mogę jeździć legalnie oraz kilometr (w tym most Śl-Dąbrowski), po których jadę nielegalnie.

środa, 18 lipca 2012

BOLI, KURWA, JAK BOLI

Wczoraj, tak zupełnie niechcący, wyszedł mi jakiś przerażający eksperyment socjologiczny, którego ani nie planowałem, ani nie chciałem. Fakt, siła, moc i wszelkie inne przesłanki były po mojej stronie, bo koszmarny ból pleców, nerwobóle w pośladkach i udach, pogorszenie się jakości życia, niemożność wysiedzenia na fotelu w pracy dłużej niż 30-40 minut, medyczna konieczność przesiadki z roweru do komunikacji i zarzucenia treningów na miesiąc, trochę mnie rozstroiły i w dyskusji wystąpiły z mojej strony zaburzenia w przepływie chi, ale nie spodziewałem się, że ta mysz urodzi tak urodziwą górę. Jednakowoż przestrzegam ponownie, bolało mnie, zaczynały kopać mocne środki i nie byłem w tym flejmie w najlepszej formie. Wybaczcie, nie spodziewałem się go po prostu.

TAKI BYŁ POCZĄTEK

Kierownicy bałaganu zwanego Warszawą, po raz kolejny zaproponowali Pradze udogodnienia komunikacyjne związane z budową metra. Po rewolucji sprzed roku, gdy w sierpniu zamknięto nas w ‘getcie’[1] i przewrócono cały ruch zbiorowy do góry nogami, teraz uszczęśliwia się nas kolejnymi utrudnieniami. Otóż kilkanaście linii zostało przeciętych przy Wileniaku, bo objazdy nie wchodzą w rachubę (korki przecież w wakacje są i będą koszmarne) a te kilkaset metrów sobie ludzie szybko przejdą i się przesiądą. Uniosłem się oburzeniem a mój wpis inicjujący brzmiał tak:
To, panie inżynierze, jakby tych brudnych skurwieli z Pragi jeszcze bardziej upodlić? Może opłata na mostach w kierunkach do centrum? No i link do tekstu na gazecie
I nagle, z niezrozumiałych dla mnie powodów się zaczęło.

KLIENT W KRAWACIE JEST MNIEJ AWANTURUJĄCY SIĘ

dla Ciebie zamknięcie ulicy z okazji budowy metra to jakieś upodlenie? 
Ale jak nie wiesz o co chodzi, to po chuj coś piszesz? (pogrubione będą moje moje wpisy z blipa, komentarze do komentarzy innych wrzucam w nawiasy)
widocznie zabrali mu miejsce do spania (to poszło u kogoś innego na blipie jako komentarz do tego pytania o zamknięcie ulic z okazji budowy, jest to mój ulubiony komentarz w tym wątku, hahaha, wyjebali z miejscówki bezdomnego)
No stary, normalnie boki zrywać.
łaknę wiedzy, myślałem, że mnie oświecisz (i dalej jedziemy o upodleniu)
Tak, bo nie mam nic innego do roboty jak ci tłumaczyć historię komunikacyjnego rozpierdalania Pragi od 2 lat. Weź idź gdzie indziej.
geez, jaka agresja 
Tak, agresja. Bo jeżdżę coraz bardziej wydumanymi trasami a potem przychodzi mundry i pyta się mnie, o co mi chodzi.
i sądzisz, że zamknięcie Z POWODU BUDOWY STACJI METRA to kolejny etap "komunikacyjnego rozpierdalania Pragi"? pytam serio (tutaj widać, że ziom nawet nie przeczytał linkowanego tekstu tylko uczepił się moich słówek, znam sztuczkę, myślałem, że jak będę ignorował, to minie)
Czy ja ciebie nie prosiłem, żebyś mnie nie zaczepiał i poszedł sobie gdzie indziej? Mam wyjątkowo zjebany humor więc odpłyń.
no i co, mi też zamknęli Marszałkowską i jeżdżę objazdem, nie piszę że to jakieś upodlenie mnie
Wiesz co, poczytaj w internecie jak to wygląda od 2 lat a potem opowiedz mi o zamkniętej Marszałkowskiej z metrem pod nią.

BOLĄ JUŻ NIE TYLKO PLECY, UDA I POŚLADKI ALE I MÓZG

Dobra, nie mam czasu na indywidualne potyczki. Przeczytaliście zalinkowany tekst czy zobaczyliście tylko mój do niego komentarz? 18 linii to mało? (byłem już w takim stanie, że próbowałem przeciwdziałać eskalacji)

I WCHODZI WYJĄTKOWO UDANY SUBWĄTEK

Skad w Warszawiakach tyle agresji? 
z konsekwentnego upadlania praskiej części miasta 
help help we're being opressed

Ale wiesz o czym ja w ogóle piszę czy tak sobie komentujesz, bo to takie zabawne?
oczywiście, że nie wiem, przecież nigdy w życiu nie byłam w warszawie na pradze. ogarnij się.
I dojeżdżasz stamtąd codziennie rano do pracy, jak rozumiem? Oraz wiesz, którędy będą ludzie chodzić, żeby się przesiąść. Spoko.
a, bo jak rozumiem, żeby to ocenić, trzeba codziennie dojeżdżać, panie znawco. lol&plonk 
Ojej, zgapiłem lola i plonka. Nie, oczywiście, że żeby cokolwiek sensownie ocenić, nie trzeba niczego na ten temat wiedzieć. 
bo oceniać można tylko te trasy, którymi jeździ się codziennie do pracy 
Zawsze mi się wydawało, że to pomaga w dyskusji, jak się cokolwiek wie na temat. Ot, choćby jak wygląda przejście dla ludności.
a ty masz machinę do podróży w czasie i wiesz jak to wygląda od 22 lipca 
Wiem jak wygląda teraz i założę się o wódkę, że jestem sobie w stanie wyobrazić, jak będzie wyglądać w następny poniedziałek.
kurwa, po co było to metro na pragę budować, perły przed wieprze, chodźcie zamiast tego rozkopać bemowo, bardzo proszę 
Czyli nie mogę narzekać na to, że od roku mam jeden tramwaj na 11 Listopada i rano nie da się do niego wbić? (TO BARDZO ISTOTNY KAWAŁEK W KONTEKŚCIE NADCHODZĄCEGO LOLA)
paczpan, właśnie przeczytałem oficjalnego focha od bydgoskiego zarządu komunikacji właśnie w tonie "trzeba widzieć, żeby wiedzieć" 
I co w związku z tym? Znaczy jak to się ma do mnie, ten bydgoski foch?
się mi skojarzył, bo też się odnosił do tego że trzeba BYĆ i WIDZIEĆ, a nie się czepiać że kilometr między przystankami w centrum 
Stary, poranek przy Wileniaku to nowa forma chaosu. Naprawdę dobrze jest to zobaczyć o 8 rano, żeby wiedzieć o co chodzi.
Ale już nie będę do takich głupot nawoływał, bo plonki się za to sypią. Więc pogadajmy o korkach w Bydgoszczy. Uważam, że są złe.
współczuję, ale nie da się zbudować metra nie robiąc dziur w ziemi 
Nie mam nic przeciwko dziurom, bo wiem, że będzie lepiej. Wkurzają mnie eksperymenty na komunikacji. Czy ja tak niejasno piszę?
masz tu lepiej buca do stłuczenia (z linkiem do 'artykułu' jadącego po rowerzystach)
Ziom, znudziło mi się. Zwłaszcza odkąd wyniosłem się z ulicy i ułożyłem trasę pod legalny chodnik. (TO KOLEJNY BARDZO ISTOTNY KAWAŁEK W KONTEKŚCIE NADCHODZĄCEGO LOLA)

Czyli nie mogę narzekać na to, że od roku mam jeden tramwaj na 11 Listopada i rano nie da się do niego wbić?
możesz, ale czemu twierdzisz, że to jakieś "upadlanie"? (teraz powinienem się zorientować, że tu na pewno nie chodzi o sensowną rozmowę tylko o trolling ale akurat wszedł Mydocalm Forte i się rozluźniłem)

Ze 2 godziny temu prosiłem o poczytanie jak mielili komunikację na Pradze przez ostatnie 2-3 lata. Tam leży odpowiedź.
ależ ja wiem bardzo dobrze jak zmienia się komunikacja na Pradze - no i moim skromnym zdaniem mówienie o "upadlaniu" jest na wyrost (dalej nie zauważałem wzorca, moja wina)

CHOPAKI, WJEŻDŻAMY NA TE IMPREZE NA PEŁNEJ KURWIE

Pojawia się nowy komentator, fik. W kontekście całego flejma jest moim absolutnym ulubieńcem

Czyli co? Dalej nie chodzi o to, jaka tam jest chujnia tylko o jedno moje słówko? Może naprawdę zakończmy. 
pozwól, że wytłumaczę: wyjechałeś z typową wielkopańską bucerką bez cienia refleksji, i dziwisz się, że dostałeś kulturalną zjebkę 
No i cóż ja bym bez kulturalnych komentatorów zrobił? I wskaż palcem wielkopaństwo, nie mogę się doczekać.
no jak to co byś zrobił? to samo, co robisz, nadal byś był bucem
To wiem, czekam na wielkopańskość. Napieraj.
i wiem, o czym mówię, pracowałem w zbiorkomie na pierwszej linii kontaktu z elementem przewozowym, widziałem już takich jak ty :-) 
Znaczy narzekających, że każda zmiana na Pradze to nieprzemyślany eksperyment? Oraz dalej czekam na wielkopańskość.
A z frazy 'element przewozowy' aż bryzga kultura, brak bucery i grzeczność. Jakiś specjalny kurs strzelania w nogę z przyłożenia?
"zmiany są nieprzemyślane" = krytyka; "jebane inżyniery nas gnoją" = bucerka. naprawdę nie widzisz różnicy? (pamiętajcie, musicie uważać nie na to co, ale jak mówicie)
Aha, czyli wielkopańskości się nie doczekam natomiast widzę ewolucję cytatów ze mnie.
wielkopańskość już dostałeś, teraz jeszcze jedno słówko w bonusie: PARAFRAZA. 
No tak, dodanie do frazy 'upodlenie' jebanych inżynierów, to PARAFRAZA. Tyle się od ciebie nauczyłem.
Oraz naprawdę nie widzę gdzie dostałem wielkopańskość. Też sparafrazowałeś?
a bez "jebanych" to będzie dość dobry cytat? bo to nadal, like, idiotyzm (tu się wkluczył ponownie poprzedni dyskutant)
Ustalcie wspólny front i tu wróćcie, co? Bo nie wiem o co wam w tej chwili chodzi z tymi parafrazami.
urajanie spisków i czucie się zgnojonym przez absolutnie normalne niedogodności to klasyczny objaw ego wielkości pałacu kultury (to jest właśnie moja wielkopańskość)
To jest według was wielkopańskość? Według jakiego słownika?
a mówiłeś, że to ja się czepiam słówek - no więc nie, ta zmiana nie służy gnębieniu Pragi 
W pierwszej fazie czepiłeś się 'upadlania', potem zeszło na moje bucerstwo. Dopytuję o wielkopańskość, chcę wiedzieć na czym stoję

IDZIE KUP DE GRAS

przerost ego nie jest wielkopańskością? weś wyjć. 
A przerost ego to po prostu przerost ego. Moje sięga Szczecina, Wetliny, Berlina i Kijowa. Nigdy się z tym nie kryłem.

Problem polega na tym, że o ile ciebie rozumiem, to fik przyszedł, puścił bąka i uciekł. Więc może będę kontynuować z jedną osobą?
bąka, miły panie, to puściłeś ty, bajdurząc o "gnębieniu". naprawdę tak ciężko napisać "zagalopowałem się", miast trwać w bucerce? 
To co się dzieje z komem na Pradze przez ostatnie 2 lata, nosi dla mnie wszelkie cechy gnębienia. Co mi teraz zrobisz?
stwierdzę, że jesteś nie tylko bucem, ale i idiotą, i pokażę paluszkiem miejsce w kfie. nara. (to kulturalny fik)
nie wiem jak fik, ja uznam Cię za blisko paranoi (a to drugi kulturalny komentator)
No, coraz kulturniej. Idiota, buc, paranoik, śpi na ulicy. Erupcja dobrego wychowania. 
och, nagle jaki arbiter elegancji 
Ojej, a kogoż to ja w tym bieda-flejmie obraziłem z dyskutantów? 
ktoś, który na proste pytanie reaguje tak: Ale jak nie wiesz o co chodzi, to po chuj coś piszesz?  a potem bieduje nad brakiem wychowania, wygląda śmiesznie 
Przecież to była grzeczna prośba o odniesienie się do linka a nie do mojego niefortunnego doboru słów. Gdzie tu obraza? 
że łomatko niegrzecznie do Ciebie mówio 
Nie, ja się dziwię, że najpierw się dowiaduję, że kulturalnie mnie prostujecie a potem dostaję paranoikiem. Trochę to takie jakieś

DOKĄD? SPYTAŁ RYCHU, I NA TYM ZAKOŃCZYMY

Zapytacie co to niby za eksperyment mi wyszedł. Ano widzicie, w pewnym momencie tego flejma zorientowałem się, że kogoś w jakiś sposób uraziłem a niefortunny dobór słów zeskalował wątek. Zdarza się w internecie. Problem moich dyskutantów polegał niestety na tym, że w całym tym swoim zacietrzewieniu nie czytali dokładnie tego, co ja piszę. Bo jakby czytali, to by się zorientowali, że...

WATSONIE, NAM KTOŚ PO PROSTU PODPIERDOLIŁ NAMIOT

W wątku zaznaczyłem dwie podpowiedzi, które mogły ich naprowadzić na dobry trop i zrozumieć, dlaczego zamknięcie małego kawałka ulicy, wywołało taką furię we mnie. Gdyby częściej tam bywali a nie nadawali z Ochoty, Bemowa czy Śródmieścia, to by łatwo zrozumieli, dlaczego zamknięcie małego kawałka ulicy, wywołało taką furie we mnie. Nie pomyśleli i nie bywają więc walnęli ze wszystkich dział. Problem polega na tym, że w zły cel.

THE PLEDGE, THE TURN, THE PRESTIGE

Czas odpowiedzieć na pytanie, co to niby za eksperyment mi wyszedł? Ano spojrzyjcie na mapkę.

Na niebiesko moja trasa do pracy. Jedyny tramwaj spod bloku z przesiadką w 180
Na zielono trasa z przesiadką na 162
Na fioletowo moja trasa rowerowa. Tak od kwietnia do października, co wytrawni śledczy czytającego mojego blipa, powinni skojarzyć dawno temu ale zawiódł ich zmysł dedukcyjny, bo widzieli tylko 'upodlenie' i 'jebanych inżynierów'.
A na czerwono zaznaczyłem zablokowany fragment przy Wileniaku. W przybliżeniu.
Widzicie pewną rzecz? Wiecie już o co mi chodzi? Was też to śmieszy?

FABRICATI DIEM, PVNC

W całym flejmie dałem podpowiedzi, którędy i czym jeżdżę (zaznaczyłem je wcześniej). W subdyskusjach omówiłem dwie trasy totalnie alternatywne (Most Gdański i zjazd na Wisłostradę w 185 albo Metro Gdański i dalej jak mi się zechce), które wybornym znawcom praskiej komunikacji powinny dać minimalnie do myślenia. Niestety, moim kulturalnym współdyskutantom już wtedy czerwona mgła opadła na oczy i nie zauważyli, że...

TU JEST SPIZEG GRUBYMI NIĆMI SZYTY

Bo wyjątkowo nie skamlałem w swoim imieniu. Mi przez sekundę nie będzie gorzej, ta zmiana nic dla mnie nie zmienia. Ba, jak będę dalej musiał śmigać komem, to na Hallerowym placu mam pętlę 162 i miejsce siedzące. No dobra, gdybym się uparł na jeżdżeniu 169, wtedy mógłbym się pocisnąć. Ale nim nie jeżdżę, bo nie mam takiej potrzeby. Zakupów w Wileniaku nie robię, bo mam pod blokiem tanią osiedlówkę. A jak już się wybieram, jadę tam rowerem, i z dużym plecakiem. Ja, zupełnie jak nie ja, postawiłem się w sytuacji ludzi starszych, dla których Wileniak to świetne, bo tanie, miejsce zakupów. Od przyszłego tygodnia będą ciągnęli swoje torbokółki po trotuarze, który składa się albo z dziur (strona północna) albo z nierównych płyt chodnikowych i jest obstawiony handlarzami tak, że nie da się przejść (strona południowa, zakładając, że tego przejścia nie zamkną).
Wszystkim dojeżdżającym Radzymińską i koleją, dobrze zrobi poranna przebieżka. Bo przecież jak gdzie indziej chodzą, to i tutaj nie powinniście narzekać. Za 4 tygodnie będzie lepiej.

GANGSTABLOGER I WRAŻLIWOŚĆ SPOŁECZNA

Tak, wiem. Z powodu kilku flejmów, mam w lewicowo wrażliwym towarzystwie opinię chama, buca i skurwiela bez serca, który chce wyrzucać śmierdzących bezdomnych z komunikacji na mróz i bić lekarzy. Rzadko się kryję z poglądami, bo wiem, że one nie są w stanie zmienić opinii na mój temat u tych ludzi, na których opinii mi zależy i których szanuję. Opinia pozostałych wisi mi kalafiorem. Ale wydawało mi się, że wystarczy chwilę się zastanowić, wiedzieć, o czym rozmawiamy i flejm potoczyłby się w zupełnie innym kierunku. A tak zostało tylko upodlenie i jebane inżynierki.

Dlaczego wczoraj siedziałem do pierwszej w nocy i to pisałem? Bo dawno się tak nie śmiałem, patrząc na erupcje lewicowej wrażliwości społecznej. Nikt nie postawił się w sytuacji ludzi, których kolejna zmiana skopie, skopano i wyprostowano za to mnie. Kulturalnie, żeby nie było. No i ogóle co się rzucają, będą mieli metro. A że przy okazji zabito handel na sporej części Targowej? Cóż, koszty postępu.

No więc z tego miejsca, życzę wam kochani udanej rewolucji, na pewno mnóstwo osób dołączy do waszej kulturalnej, empatycznej i zaangażowanej grupy. Oraz spróbujcie czasami zdjąć końskie klapki z oczu i dostrzec we mnie coś więcej niż praskiego buca i gangstablogera. Podobno jesteście młodzi, oczytani i inteligentni. Udowodnijcie to następnym razem.
Wszystkim, którzy w tym flejmie wzięli udział, serdecznie dziękuję. Wnioskując po częstotliwości naparzanek u mnie, do zobaczenia w okolicach moich urodzin. Sajonara, biczys.

PS. Żeby uniknąć zarzutu o manipulację przez selektywność - cały wątek jest do obejrzenia na moim blipie: radkowiecki.blip.pl Zaczyna się 17 lipca o 11:29, pierwszym wpisem tego dnia. Wygasa ok. 15. Wybrałem część wpisów, bo przeklejanie całości wydało mi się bezsensowne. Zainteresowani tą kloaką, mogą sobie poczytać bez cięć. Wolny wybór.

[1] Ponieważ kulturalni dyskutanci bardzo lubią czepiać się słówek, 'getto' specjalnie ująłem w cudzysłowy i dodatkowo piszę komentarz. Nie chodzi mi o to, że nas otoczyli murem, głodzą i eksterminują. Po prostu wszystko przy Wileniaku zostało taki inteligentnie pogrodzone, że są miejsca, w których nie są w stanie minąć się dwie osoby a matka z wózkiem jest bez szans (niesławna, krótkotrwała kładka przy zbiegu Targowej i Białostockiej, na ten przykład).