To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
piątek, 28 marca 2008

Poprzednia notka za długa a ja mam dziwną potrzebę pisania, choćby bez sensu. Dlatego daję na opór, czy to się komuś podoba, czy nie. W tej części robi się trochę absurdalnie.

Po jakim czasie mogę oddać sprzedającemu gazete - jeżeli nie stać cię na gazetę, to korzystaj z prasy darmowej, idź do Empiku albo poczytaj wydanie internetowe. Bo obawiam się, że próba zwrotu gazety do kiosku zakończy się latającym fakiem w wykonaniu sprzedawcy. 
Połknij dziwko - jeżeli po tak sympatycznie wyrażonej prośbie dalej płacze, że jej nie smakuje, kopnij kurwę w ryj. A najlepiej rzuć świnię, bo nie jest ciebie warta.
Dlaczego powinieneś odmówić zapalenie trawki dla szpanu - śliski temat. Samo zaś pytanie sformułowane w duchu myślenia nastolatka albo doradzającego nastolatkom łże-psychologa. Po ki chuj szukać uzasadnień dla czegoś, co powinno być prostym 'nie chcę'? Wiem, że ciężko w to uwierzyć ale nie musisz tłumaczyć się kumplom zawsze i ze wszystkiego. Moim zdaniem lepiej mieć nie wyjebany przez THC mózg niż być przymulonym ale za to popularnym przygłupem, który baka non stop w gronie ziomów i nie potrafi sklecić zdania. Bzdury o tym, że trawka nie robi krzywdy, włóżcie między bajki, bo krzywdy to ona nie robi palaczom okazjonalnym. Kolesiom wypalającym grama dziennie mózg rozpuści się za jakieś 5 lat, cudów nie ma. Jeżeli zaś chodzi o kojące działanie trawki, to złego słowa nie dam na nią powiedzieć - raz na jakiś czas dobrze robi na skołataną głowę. Byle z głową.
Piwo niszczy mózg - wszysko niszczy mózg. W żarciu mogą być pasożyty albo grzyby, w powietrzu wirusy, w wodzie metale ciężkie a w fajkach cyjanowodór. Życie samo w sobie jest szkodliwe dlaczego więc nie urozmaicić go sobie krótkimi chwilami szczęścia, jakie zawsze czuję siedząc przy kuflu ze znajomymi i przyjaciółmi?
Jak zwalić konia koniowi - odpadłem. Jeżeli jesteś początkującym inseminatorem, to spytaj swojego mentora. Przy okazji zapytaj jak zasysać w pipetę, żeby się nie napić przypadkowo. Jeżeli lubisz zabawy słowem, to witam w klubie. Jeżeli natomiast podnieca cię dynamizowanie ślimaka u konia, to nie wiem co powiedzieć. Może tylko to, żebyś nie został przyłapany podczas polerowania końskiego monokla, bo może to być nieco ambarasujące. No wiesz, te ukradkowe spojrzenia i szepty 'ej, to ten koleś, który pienił końską rurę'. Trochę obora.
Mistrzowskie robienie laski - w telegraficznym skrócie i potężnie upraszczając: daj mu poczuć swoje migdałki na fiucie a będzie wniebowzięty.
Skutki uboczne niepalenia - że jak? Aaaa... objawy powrotu do normalności nazywasz skutkami ubocznymi? Najbardziej krępujące są wycieki analne oraz cieknące wrzody na twarzy. Wkurza spadek potencji, wkurzają spuchnięte nogi i ręce, wkurzają opuchnięte genitalia. Ale najbardziej wkurza nieświeży oddech, w którym wyraźnie wyczuwalna jest nutka padliny. Na szczęście po miesiącu wszystko mija i jest w pytę.
Demon rozszerza pośladki - tak właśnie kończą się amatorskie czarne msze. Czy czytając z wypiekami na twarzy Biblię Szatana Antona Szandora LaVeya naprawdę marzyliście o gwałcie analnym dokonanym przez demona? Zawsze wydawało mi się, że satanizm jest dziwny ale żeby aż tak? 
Kilka sposobów jak poniżyć faceta - nie zdradza się własnego gatunku, choćby nie wiem jak pojebani i żenujący byli jego przedstawiciele. Jak jesteś inteligentna, to sama sobie poradzisz... wróć, inteligentna nie zadawałaby takiego pytania guglowi. W takim razie podpowiem - napój go wódką. Wódka strasznie poniża ludzi.
Żona lubi być ruchana przez innych facetów - kierowniku, nie ma strachu, wszystko się porządnie zrobi. Nad wejściem walniemy prowadnicę, rozgałęzimy ją w przedpokoju na salon, sypialnię, łazienkę, ubikację i kuchnię. W salonie zrobimy jedną do kanapy i jedną do telewizora, w sypialni wystarczy jedna do łóżka, w ubikacji też jedna, w łazience dwie - pod prysznic i do lusterka, w kuchni jedna do lodówki. I wszystko. Po wejściu wpuszcza pan rogi w te prowadnice i wszystko elegancko działa, żyrandoli pan nie tłuczesz i jest jak ta lala. A tą kurwę weź pan pogoń w kibinimatry.
Laska wali sobie konia - wiem o co chodzi ale dobór użytych słów zwalił mnie z nóg.
Niespełniony romantyk za skorupą - widziałem kiedyś takiego. Upił się, na krzywy ryj oczywiście, bo skąd u romantyka pieniądze. Zwłaszcza niespełnionego. Potem coś bełkotał o tym, że jest romantyczny jak chuj. Następnie zjadł pół homara (drugie pół rozrzucił), walnął lufę i padł twarzą w stół, za tą skorupę. Ale tobie chyba nie o to chodziło.
Sztuczki matematyczne - liczby kończące się zerem albo wielokrotnością dwójki dzielą się przez dwa. Liczby, których cyfry składowe sumują się do trzech, sześciu lub dziewięciu (np. 153, 24 albo 12) dzielą się przez 3. Liczby, których cyfry składowe sumują się do dziewięciu (np. 45) dzielą się przez 9. Liczby kończące się na 0 albo 5 dzielą się przez 5. W każdym przypadku mam na myśli dzielenie bez reszty. Sztuczki bardziej skomplikowane są zbyt skomplikowane bym potrafił je wytłumaczyć.
Środki znieczulające podczas robienia tatuażu - nie skamlaj i umieraj jak mężczyzna. Jakie znieczulenie? Chcesz się kłuć, to rób to w pełni przytomny. Jak trudno znosisz ból, to sobie naklej tatuaż z Czupa Czupsów albo namaluj go henną.
Czy poprzez walenie konia można przestać być prawiczkiem - a co? Kwiat swojej cnoty chronisz dla tej jedynej? Jeżeli ma ci to poprawić samopoczucie, to możesz roboczo przyjąć tezę, że rozprawiczenie następuje w momencie gdy twój penis znajdzie się w dowolnym, naturalnym otworze ciała innej osoby płci ci nieobojętnej. A teraz wracaj do szarpania bohatera.
Biochemika wzory tatuażu - Kuśtyk, jeżeli to czytasz to patrz jak inni biochemicy na placówce kochają swoją pracę. Chcą sobie tatuować takie fajne wzory, jak na przykład CH3(CH2)18COOH albo C18H34O2. A w tobie zero oddania robocie, nic tylko zlewki, probówki, grzyby i Bunsen.
Tibia korzyści finansowe - koszt internetu+koszt PACC+koszt czasu zmarnowanego na wypakowanie postaci+koszt czasu zmarnowanego na hunty+koszt czasu zmarnowanego na handel itemami na allegro+nędzne ceny za owe itemy, bo gracze są raczej biedni niż bogaci+brak życia. O jakich ty kurwa korzyściach finansowych myślisz? Zlobotomizowali cię przy narodzinach? Chyba, że potrafisz przez dwa tygodnie wyprodukować chara 100+lvl na w miarę nowym serwerze, z dobrymi skilami (to oczywiście bajka ale załóżmy, że jesteś cudotwórcą) i z pakiem (postać faccową kupiłby tylko idiota). Będziesz miał szczęście jak trafisz na jelenia, który zapłaci ci za niego więcej niż 300-400 zł. Wolałbym zbierać puszki aluminiowe. 
Kurwa zen - kurwa racja.
Jebanie nauczycielek przez uczniów - panie, takie rzeczy to tylko w internecie albo w 'Ostatnim dzwonku'. Dlatego zapomnij o tej fajnej pani od biologii, bo to nie ta bajka.
Sprowokować do zrobienia laski - na młodsze działa tekst 'jeżeli mnie kochasz, to weź do buzi'. Starsze powinny same kumać, że nie jest to akt heroizmu i poświęcenia a normalny element ars amandi. Jeżeli nie wiedzą, to przykro mi z tego powodu.
Czy można wystawiać śmieci na klatkę schodową - jeżeli jesteś chamem wyrwanym granatem z czworaków, to oczywiście można. Jeżeli masz pretensje do bycia człowiekiem kulturalnym, to niech cię ręka Cthulhu broni.
Tribale wzory na ledzwi - pojechałem kurwa na tą wycieczkę do jebanego Paryża. Najpierw kurwa zobaczyłem tą w chuj wielką wieżę Eiffla, potem kurwa polazłem pod pierdoloną katedrę Notre-Dame. Następnie kurwa zabrali mnie do Luwru ale kurwa kolejki takie były, że myślałem, że opiździeję a i tak kurwa gówno zobaczyłem. Następnym jebanym punktem programu był kurwa Wersal, taka bardziej elegancja-Francja. Jak kurwa stamtąd wróciłem, to już był wieczór. Stwierdziłem kurwa, że pójdę obejrzeć ten pierdolony plac Pigalle. Idę kurwa, patrzę a tam same kobiety lekkich obyczajów. I wszystkie kurwa miały wytatuowane tribale na lędźwiach.
A w nocy upijam zapachem mój samotny mózg - nie wiem co palisz ale też chcę trochę. Oczywiście tylko i wyłącznie w celach badawczych. Znajdź sobie kobietę/faceta albo jakiegoś przyjaciela i przestań skamlać. Jeżeli jesteś zbyt fajny, by z kimkolwiek się kumplować, to zabij się, bo i tak nikt nie lubi tutaj cię.
Żartobliwa instrukcja uwodzenia - cześć, ruchasz się trochę czy trzeba z tobą chodzić? Że co? Za mało żartobliwa? Przepraszam ale wszystko wskazuje na to, że jestem całkowicie pozbawiony poczucia humoru, nie radzę sobie z kobietami i zupełnie nie znam się na uwodzeniu. Dlatego moje rady mogą być trochę z dupy.
Grube gołe ognie - ta zaraza się rozpełza. Przyleźli od Barta, jak papieża w ogniu kocham, przyleźli od Barta. Nie ma u mnie na blogu grubych gołych bab w ogniu. Powtarzam - nie ma tutaj grubych gołych bab w ogniu. One są u Barta.

Cykl Wujek Dobra Rada daje mi mnóstwo radości ale też mnóstwo zgryzot. Bo gdy czytam hasło 'tata mnie wyruchał', to zastanawiam się czy ktoś sobie robi jaja, czy jednak jestem biernym i mimowolnym świadkiem jednego z najgorszych przestępstw jakie można popełnić. Natomiast w żadnym z tych dwóch przypadków nie bardzo wiem co napisać. Ale to tak zupełnie na marginesie.

To już kwartał będzie jak ostatnio radziłem błądzącym. Pora więc najwyższa by rzucić kolejną porcję pereł wiedzy przed wieprze ignorancji, ciemnoty i zabobonu. Poza tym mam lekkie ciśnienia związane z różnymi tematami i samemu przyda mi się chwila luzu i wytchnienia. Dzisiaj postanowiłem przyjrzeć się zapytaniom, w wyniku których zostaliście u mnie na blogu dłużej niż sekundę oraz sprawdzić stan edukacji seksualnej młodzieży. Na początek słowo o chuju. Przepraszam - o penisie.

Długość penisa (obwód, średnica, tabele, przeliczniki, rasy etc.) - to fajnie, że interesujesz się swoim ciałem. Ale gdybyś na lekcjach nauczyciela traktował nie jako stojak na kosz na śmieci a bardziej jako źródło pożytecznej wiedzy o życiu, to nie musiałbyś klikać po internecie w poszukiwaniu informacji i dowiedział byś się od belfra między innymi, że: 
- jeżeli nie masz mikropenisa, to jesteś w stanie odbyć normalny stosunek gdyż średnia długość kobiecej pochwy to 6-8 cm (wybaczcie skrót myślowy)
- braki w długości można spokojnie nadrobić techniką
- są inne metody zadowolenia kobiety niż przybicie jej penisem do prześcieradła tak mocno, że przez tydzień chodzić nie mogła he, he, he...
- ... i wiele, wiele innych, pożytecznych rzeczy
No ale skoro wolicie głupawo się zabawiać i nagrywać zajebiste filmiki na swoje wypasione komóry, to jest to wasza prywatna sprawa. Miłej walki z własnym penisem życzę.
Wrzód/wrzud/wrzut/czyrak/czarne plamy/pękający naskórek/białe kawałki na penisie proszę o pomoc - gdybyś nie był bezmózgim idiotą, to byś wiedział, że penis to najlepszy przyjaciel faceta. Niektórzy nadają mu imiona, inni z nim rozmawiają zaś prawie wszyscy polerują go na błysk. I jeżeli twój najlepszy przyjaciel zaczyna wyglądać na chorego, to nie sprawdzasz w internecie czy posmarowanie go towotem pomoże, tylko pakujesz dupę w troki i tupiesz do lekarza. Jakim trzeba być debilem, by w przypadku pękającego napletka szukać porad w sieci a nie u urologa lub dermatologa?
Skórka przylepiona do penisa/przylepienie się napletka do żołędzi jak leczyć - odciągnij, wymyj, naciągnij. Powinna zacząć chodzić luźno. Chyba, że zauważyłeś to u noworodka albo małego dzieciaka (do 2-3 roku życia). Wtedy jest to normalny stan fizjologiczny i nie musisz wpadać w panikę. Jeżeli nie jest to kwestia wieku albo nadmiaru zastałej mastki (to białe się tak nazywa, nie żartuję), znaczy że twoja dziewczyna powinna przestać używać w łóżku kleju - nowa prezerwatywa jest tania i pewniejsza od tej wulkanizowanej przy pomocy Super Glue.
Nie mogę naciągnąć naskórka penisa - musiałbym obejrzeć ale tak na słuch to masz stulejkę, na siłę ściągnąłeś napletek, nastąpiło zadzierzgnięcie (tzw. załupek) i jesteś w dupie. Dygaj do lekarza albo w skrajnym przypadku skończysz z odpadniętą końcówką fiuta. Jeżeli opisujesz stan jaki przytrafia ci się podczas walenia konia, to wyluzuj - mężczyzn nagminnie spotyka coś takiego, że naskórek nie chce dać się z powrotem naciągnąć na nabrzmiałą od krwi żołądź.
Jak naprostować penisa - trzep drugą ręką. Słyszałeś o takiej profesji jak lekarz? W twoim przypadku zaraz po wizycie u doktora od ptaszka, który powie ci, że skrzywienie penisa występuje u większości facetów i jest normalnym stanem wynikającym z naturalnej asymetrii ciała, polecam wizytę u doktora od głowy, który wyleczy cię ze szkodliwego przekonania, że sieć to cudowne panaceum na wszystko. Kurde, kiedy nagle ludzie przestali rozmawiać z rodzicami czy starszymi kumplami? Pewnie wtedy, jak dostali na komunię neostradę.
Czy pocieranie penisa to grzech? - w religii, którą ja wyznaję (kościół Latającego Potwora Spaghetti) nie jest to grzechem jeżeli tylko nie obraża to ciebie albo osób postronnych. Skąd mam kurwa wiedzieć czy grzeszysz, jeżeli nie wiem w którego pana bozię wierzysz? Póki co katolicyzm nie jest w tym kraju obowiązkowy.
Czy walenie konia zmniejsza penisa - że niby co? Onanizując się, wbijasz penisa w głąb siebie czy kurczy ci się on ze wstydu? A właściwie co mi szkodzi - walenie konia zmniejsza penisa, powoduje ślepotę, skurcze mięśni, postępującą demencję, utratę potencji i sił witalnych, ataki serca i udary mózgu. No i oczywiście rosną ci włosy na dłoniach.
Jak mieć miękkiego penisa - kapitanie Ahab, zdaje się, że mamy tutaj białego wieloryba. Wszyscy chcą mieć twardego a ty jeden miękkiego? O co chodzi?
Bicze wodne na penisa - niezły pomysł. Byle nie za mocno, nie za zimno i nie za gorąco. Przyjemnym efektem ubocznym może być odkrycie nowej metody masturbacji.
Fryzura na penisie - jeżeli już się przy tym upierasz, to sugerowałbym raczej przystrzyżenie futra na łonie. Zakładanie peruczki na żołądź może spowodować uczulenia (klej), swędzenie (włosy pod napletkiem), konfuzję (partnerka), problemy z oddawaniem moczu (nieprawidłowe umieszczenie peruczki) i zabawne nieporozumienia (przycięcie irokeza suwakiem). Poza tym peruczki przestały być modne jakiś czas temu.
Czy można poznać po penisie czy facet zdradza kobietę - ślady szminki na fiucie mogą być pewną wskazówką. Ale najlepiej wynająć prywatnego detektywa, który sprawdziłby co to za szminka i która to dziwka jej używa.
Jak wygląda prawiczek i jego penis - tak samo jak ktoś, kto przeszedł już inicjację. Po penisie prawiczka truno poznać. Zdradza go natomiast paniczne spojrzenie, drżenie rąk i nieporadność w ruchach podczas zbliżenia. I nie wierz w bajki w męską błonę dziewiczą gdyż nieprawdą jest, że całkowite odsłonięcie żołędzi odbywa się podczas pierwszego stosunku (pomijając fakt, że tam naprawdę nie ma żadnej błony). Widzisz, młodzi chłopcy bardzo często odkrywają uroki cofania Bułgara, także ten trop jest niedobry.
Wymiotowanie na penisa - rzadka parafilia kojarząca mi się z Japończykami. Do tego średnio fajna, bo kwas żołądkowy może podrażniać członka a resztki wielkanocnego obiadu mogą zaplątać się we włosy łonowe. A co jest fajnego w wyczesywaniu białej kiełbasy z krocza, nigdy nie pojmę.
Zapłodnienie poprzez branie penisa do ust - jest tak samo możliwe jak zapłodnienie przez branie penisa do pupy. Co? Słyszałaś od katechetki, że w jelicie grubym są mikropory, którymi sperma może przeniknąć do macicy i właśnie w ten sposób jej rozwiązła koleżanka zaszła w ciążę? No cóż - w przypadku brania pindola do buzi nie ma tego zagrożenia gdyż brak jest bezpośrednich mikroporowych połączeń między jamą ustną a macicą. Oczywiście mogłabyś obawiać się co się stanie gdy połkniesz nasienie (zakładam, że jeżeli wypluwasz, to robisz to w chusteczkę, na prześcieradło lub do zlewu a nie do własnej pochwy) - czy podstępne plemniki nie przemkną przez gardło, przełyk, żołądek i jelito cienkie do zdradliwych mikroporów w jelicie grubym? Ano nie przemkną, bo w kwasie żołądkowym najpierw zwolnią a potem polegną śmiercią bohaterów spod Ypres. Oczywiście na imprezie może się zdarzyć, że jednego penisa masz w ustach a drugiego w pochwie. W takiej sytuacji mogłoby ci się wydawać, że istnieje jakiś związek między robieniem laski a aborcją, której musiałaś się poddać. Nic bardziej mylnego - ciążę spowodował penis wbity w twoją cipkę. Uznaj zatem seks oralny za seks bezpieczny z punktu widzenia zajścia w ciążę. Czuję jak mój mózg się rozpuszcza.
Najdłuższy babski kutas - na babskiego kutasa wykształciuchy mówią łechtaczka. Jej pobudzanie może dać kobiecie mnóstwo radości, ale to tak na marginesie. To co z wrodzoną sobie rubasznością nazwałeś 'najdłuższym babskim kutasem' fachowo zwie się przerostem łechtaczki lub klitoromegalią i najczęściej jest stanem wrodzonym. Rekord nie jest mi znany ale na podstawie opisu piątego stopnia skali Pradera strzelam, że może to być kilka centymetrów. Fotkami nie dysponuję.
Rekordowe chuje - nie wiem jak ty ale ja w życiu staram się jednak rekordowym chujem nie być. Z jakiegoś powodu fajne dziewczyny chujowych kolesi niezbyt lubią.
Miedziany kutas - mam kupę wejść po tej frazie ale do tej pory nie wymyśliłem o co może pytającym chodzić. Myślicie, że może chodzić o dildo wykonane z miedzi? E, bez sensu, toż jumacze złomu momentalnie by je zakosili. Wasze pomysły wpisujcie w komentarzach.
Uroczy penis - i tak trzymać dziewczyny, tak trzymać. Nie każdy penis jest chujem aczkolwiek często jest tak, że do penisa chuja doczepiono. C'est la vie.

I płynnie przejdę do innych, nader interesujących zapytań.

Słowo po angielsku wujek - uncle. Jeżeli wujkiem nazywasz pieszczotliwie swojego penisa, to może to być big bird, button, candy stick, choad, chopper, cock, creamstick, dong, dick, fuck-pole, johnson, meat, pecker, putz, shlong, swipe lub trouser snake. Słyszałeś kiedyś łosiu o internetowych słownikach języków obcych?
Trzęsące ręce masturbacja - nie da się ukryć, że w tej konkretnej sytuacji mogą być pomocne. Jeżeli obawiasz się, że ręce trzęsą ci się w wyniku masturbacji, to znaczy, że masz 13 albo 73 lata.
Jak poznać że jedziesz za szybko - pod podłogą słyszysz chlapiąco-glamzgające dźwięki, efekt Dopplera uniemożliwia normalną rozmowę, drzewa nasadzone wzdłuż drogi wyglądają jak lita ściana, zegarek zaczyna zwalniać a ty czujesz się, jakbyś przytył 20 kilo.
Drożdżowy samorodek - co prawda nic nie przebije Kopca kreta ale niektóre nazwy potraw rozczulają mnie swoją poetycznością. Drożdżowy samorodek kojarzy mi się co prawda z grzybem lęgnącym się na męskich narządach płciowych ale w samym brzmieniu wyczuwa się pewien dekadencki urok.
Sześciu kolesi oni wszyscy faku faku - ach te młodzieńcze marzenia o gejowskim seksie grupowym. Pewnie mieszkasz w męskim internacie i zastanawiasz się czy wasze zabawy pod prysznicem to coś złego. Nie przejmuj się w ogóle, wbrew temu co mówią, sześciu nagich facetów spiętych niczym wagony kolejowe to zupełnie normalna rzecz. W HomoNarnii.
Są dni że wszystko bym jebnął - mam tak za każdym razem gdy jest niskie ciśnienie. Mi pomaga kawa, ty powinieneś znaleźć sobie jakieś fajne hobby. Klejenie góralskiego domku z zapałek albo składanie żółwia z papieru zajebiście uspokaja i organizuje czas. A po skończonej robocie możesz domkiem jebnąć w ścianę a żółwia podpalić albo rozdeptać.
Nie pij tequili z mlekiem - bo będziesz womitował serwatką. To jest wspaniała rada, Wujku. Pycha.
Smarowanie moszny pastą do zębów - przerażacie mnie. Owszem, pastą można wypolerować rzeczy do połysku ale pod warunkiem, że są metalowe. Chcesz powiedzieć, że masz mosiężne jaja? Aaaa... już wiem, zdiagnozowałeś u siebie próchnicę jąder. Wróć, teraz już wiem na pewno - owszem, pasta wysuszy te krostki tak, że będziesz je mógł zdrapać ale likwidowanie jedynie objawów choroby nie jest dobrą metodą leczenia. Idź do lekarza zanim ci fiut odpadnie. (Minęło 37 strzałów znikąd) O ja głupi - toż to smarowanie jest ściśle powiązane z miedzianym kutasem, który błyszczy. Kończę te wizje, bo zaczyna się robić nazbyt Pythonowsko, nawet jak dla mnie.
Z jakim mlekiem pijemy malibu - z kozim, ty idioto. No przecież, że ze sklepowym, białym, takim od krowy. A jak jesteś na mleko uczulony, to pij wódkę z lodem a nie malibu.
Łykiem piwa można się upić? - tak. Pod warunkiem, że tego łyka weźmie dla ciebie Gargantua albo Pantagruel. Jeżeli natomiast na ostatniej imprezie odpłynęłaś po łyku piwa, to gratuluję - jesteś kolejną ofiarą pigułki gwałtu. Sugeruję rozmowę z rodzicami, wizytę u ginekologa i w razie odkrycia śladów penetracji, wizytę na policji. Lepiej mieć przez miesiąc szlaban od starych niż przesrać sobie życie.
Jak uwieść prawiczka - to łatwe. Prawiczka podnieca wszystko, nawet linoleum, w związku z czym nie trzeba go uwodzić, bo choćby cień sugestii seksu odbiera mu jasność myślenia. Błyśnij mu w oczy sutkiem przebijającym spod bluzki i jest twój. Jeżeli to nie zadziała, to koleś jest gejem, boi się, że zgrzeszy albo jest niedorozwinięty. 
Jak poznać skurwysyna - to łatwe, jak sama nazwa wskazuje ma matkę, która jest kurwą. Sprawdzenie jak prowadza się matka domniemanego skurwysyna jest tą trudniejszą częścią.

Ciąg dalszy nastąpi za moment.

piątek, 14 marca 2008

Normalnie stary, film byłby świetny ale sceny w serwerowni to żenada, bo po ubraniach widać było, że mieli tam ze 35 stopni a serwery nie wyglądały jak serwery tylko jak duże komputery a do tego ekran logowania składał się tylko z dużego pola do wpisania hasła i przycisku enter a typ łamał hasła w 5 sekund klepiąc szybko na klawiaturze, znowu potem się bili i normalnie jakby człowiek zainkasował połowę tych ciosów, to by umarł a z kolei numer z odczepianiem bomby z podwozia samochodu przy użyciu dźwigu był niemożliwy z fizycznego punktu widzenia i jakby tak jeździł po mieście, to by opony spalił w pół minuty, na dodatek ten jego szpiegowski aparat to miał jakąś kosmiczną rozdzielczość i nieprawdopodobny zoom optyczny, powiększali zdjęcia z niego w nieskończoność a jak ściągnął od denata odciski palców przy pomocy świecy, to umarłem ze śmiechu a na koniec samochód zamienił się w robota, co było zupełnie bez sensu...

Znacie ich. Każdy zna przynajmniej jednego takiego kolesiowca, co to po powrocie z kina nie będzie opowiadał o tym, jak to film przeniósł go do krainy wyobraźni. O nie, to jest dobre dla dziewczyn i humanistów. Nasz analny banita będzie przez pół godziny rozbierał film, scena po scenie, i udowadniał, że twórcy nie znali się na niczym, że dali dupy po całości, wszystko było bez sensu, żenada i szkoda pieniędzy wydanych na bilet.

W tym szkodliwym procederze przodują ludzie od komputerów[1], którym wydaje się, że przeciętnego zjadacza chleba, od scen kasacji Kapitolu i Empire State Building bardziej zainteresuje fakt, że nie da się na ludzkim kompie napisać wirusa infekującego komputer obcych. Ba, normalny człowiek, który o komputerach wie tyle, że zdaje sobie sprawę z głupoty tego rozwiązania fabularnego, też oleje to nieprawdopodobieństwo sikiem gotycko wysklepionym i z rozdziawionymi ustami będzie oglądał scenę ataku lotniczego na statek-bazę Obcych. Bo w kinie nie o to chodzi, żeby zastanawiać się po ilu ciosach w głowę John McClane zamieniłby się w śliniącego się i sikającego pod siebie selera a o fun płynący z wsłuchiwania się w zabójczy akcent Hansa Grubera. 

Zawsze z uwagą, jaką rezerwuję dla rzadkich przypadków, wysłuchiwałem majaczeń o tym, co filmowcy pokazali źle a potem popadałem w głęboką zadumę nad tym, jak biedne i przykre życie prowadzą analni banici. Rozumiem, że ktoś ma hobby. Rozumiem, chociaż z trudem, że można zbierać pudełka po zapałkach, guziki, starą broń czy spędzać dnie na siedzieniu na nasypie i przyglądaniu się pociągom. I nawet rozumiem, że hobby może przerodzić się w obsesję prowadzącą do budzącego podziw zgłębienia tematu. Nie rozumiem natomiast skąd pomysł, że magicy od ruchomych obrazków muszą się znać na wszystkim. Albo że będą skłonni wydawać kasę na konsultantów, którzy sprostują w scenariuszu poważne błędy, bo przecież nawet dziecko wie, że najdroższym znaczkiem USA jest znaczek z Benjaminem Franklinem, drukowany w 1868 r., o wartości 1 centa, niebieski, z grillem typu Z[2]. Nikogo oprócz psychopatów to nie interesuje - od edukacji są kanały Discovery a kino służy rozrywce.

Dlaczego właściwie piszę te banały? Ano jakiś czas temu przypomniałem sobie sagę wiedźmińską. Związanych z nią jest kilka skojarzeń, z których najmocniejsze dotyczy moich lat w akademiku. Podryfowałem pamięcią w przeszłość i przypomniałem sobie rozmowę z kolesiem z piętra, który opowiadania Sapkowskiego podsumował następująco. Aha, studiowałem na SGH, co jest ważne w kontekście jego wypowiedzi. Mianowicie facet po lekturze stwierdził, że ten cały Sapkowski to nawet sprawne ma pióro ale nie będzie go czytał, bo sposób opisywania przez niego spraw handlowych (pewnie chodziło o opowiadanie Wieczny ogień) jest żenujący, śmieszny i nie odpowiada prawdzie. Na moje nieśmiałe próby wytłumaczenia, że AS nie tworzył podręcznika kupca a dobre, żywe, kapitalnie skonstruowane opowiadanie, gość wzruszył ramionami i z wyżyn dostępnych tylko podnieconym swoją świeżo nabytą wiedzą teoretyczną studentom stwierdził, że tak się nie handluje. Odpadłem i odpuściłem sobie tłumaczenie, że Sapkowski zna handel od strony praktycznej zaś głupotę typa uczciłem minutą ciszy. To jest smutny autentyk.

Z innych autentyków wymienię kilka grubszych, które mnie osobiście wbiły w podłogę. Król Bezmiarów Kresa byłby fajną książką gdyby nie to, że Kres nie zna się na żeglowaniu dużymi jednostkami. W związku z tym wszystkie sceny morskie są źle napisane. Oczywiście źle z punktu widzenia doświadczonych żeglarzy, którzy wśród czytelników Kresa stanowią zapewne wstrząsające pół promila. Hej, ho - cztery rumby na wschód!
Blade Runner to fajny film ale aż mnie telepie gdy oglądam scenę, w której Deckard ogląda zdjęcie, powiększając jego fragmenty w nieskończoność. W tym przypadku nawet próbowałem dyskutować przy użyciu argumentu 'no ale to jest jednak film sf'. Była to ostatnia próba dyskusji z analnym banitą - on zawsze wie lepiej, bo przecież to musiałaby być jakaś kosmiczna rozdzielczość, której... ZAMKNIJ SIĘ WRESZCIE CZŁOWIEKU!!!
Obcy byłby jednym z najlepszych horrorów świata gdyby nie zawarte w nim absurdy biologiczne (nienormalnie szybki przyrost masy obcego etc.). I tak oto zamiast zachwycać się przerażającym, bezokim, najbardziej Obcym ze wszystkich obcych, analny banita rozstrząsa problem materiału biologicznego, z którego zbudowana była forma życia, w której żyłach płynął bardzo silny kwas. Od nadmiaru kwasu poczułem pieczenie w przełyku.
Matrix 2 zawiódł moje rozbudzone jedynką oczekiwania a dodatkowego minusa dostaje za bezsensowną i żenującą scenę wyłączania elektrowni. Przecież to tak nie działa. No jasne - ty wiesz najlepiej jak działają elektrownie w Matriksie i jak je się wyłącza. A to, to było straszne kurestwo. To, to kiedy wyłączyli prąd. Elektrownia wyłączyła czy jak, a skąd?[3]
Dowolnie wybrany film, w którym bohater wbija do strzeżonego pomieszczenia z komputerem, wgrywa swój program z dysku a potem ten program robi różne fajne rzeczy typu przelewanie jednocentowych końcówek na wybrane konto, przejęcie kontroli nad wieżą lotów, zmiana orbit satelitów szpiegowskich albo uzyskanie możliwości wystrzelenia międzykontynentalnych pocisków jądrowych. Bo rozumiesz, nie ma możliwości żeby on sobie siadł w domu i taki program napisał. I chociaż nie interesuje mnie dlaczego nie ma takiej możliwości, zostaję uraczony opowieścią o zgodności bibliotek, architekturze systemu, nazwach tabel w bazie, protokołach, beta-testach i kompilacji. Z bibliotek to ja kojarzę BUW, Bibliotekę Publiczną m.st. Warszawy na Koszykowej oraz dwie biblioteki w Krasnymstawie, dzięki którym stałem się uzależnionym od czytania. Architektura to te brzydkie budynki w centrum Warszawy, tabele nazywa się według prostego algorytmu: tabela1, tabela2... tabela(n) albo od zawartości tychże, protokół jest pokontrolny a skompiluję ci za chwilę jądro jak się nie zamkniesz. 
Ba, ja nawet kiedyś czytałem kawałek o tym, że twórcy cyberpunka zupełnie lekceważą fakt lawinowego narastania ilości stosowanych w komputerach gniazd, złącz i wtyczek. Nie żartuję. Jak bardzo trzeba mieć nawalone w głowie, by na coś takiego w ogóle wpaść? Przecież wszyscy mamy USB więc w czym problem?

Drogi analny banito, droga analna banitko - wiem, że zobrazowanie transferu kasy przy pomocy paska postępu jest lame. Ale mam to w dupie, bo przyszedłem na film a nie skrócony kurs komputerowej bankowości.
Wiem, że fechtunek w filmach ma niewiele wspólnego z fechtunkiem na treningach ale mam to w dupie, bo przyszedłem na film a nie skrócony kurs wymachiwania pałaszem.
Zdaje sobie sprawę, że pojedynki pięściarskie w Rockym nie mają niczego wspólnego z rzeczywistością gdyż ich uczestnicy umarliby po pierwszej rundzie. Ale mam to w dupie, bo przyszedłem na film a nie na sekcję pięściarską Gwardii Warszawa.
I zdaje sobie sprawę, że prawdziwy Jason Bourne nie tłukłby się z kolesiem przez trzy minuty, bo to o 2 minuty i 50 sekund za długo. Ale mam to w dupie, bo przyszedłem na film będący zwieńczeniem chyba najlepszej serii szpiegowskiej świata a nie na korespondencyjny kurs walki wręcz.
W związku z tym wszystkim mam prośbę: to wolny kraj i każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii. Nikomu tego nie bronię. Wzywam jednak do chwili refleksji i zastanowienia się nad tym, czy kogokolwiek poza analnym banitą interesuje to, że w rzeczywistości niemożliwe jest skonstruowanie Gwiazdy Śmierci. Nawet jeżeli jest to niemożliwe, to ja i większość ludzi na sali kinowej nie przyszła tutaj po to, by zastanawiać się nad logistycznymi trudnościami związanymi z transportem materiałów budowlanych na orbitę. Myśmy tu przyszli na bajkę. Przyszliśmy tutaj dać się zaczarować - film nie musi kopiować rzeczywistości ale na pewno musi ładnie wyglądać. Trudności logistyczne mamy w życiu, w kinie chcemy dać się oszukać. Dlatego proszę - STFU! Z góry dziękuję.

Chorobliwym upierdliwcom współczuję, bo nie rozumiem jak zamiast dobrej zabawy można fundować sobie tego typu jazdy. No ale to nie mój problem. Moim problemem natomiast jest to, że oni często mówią do mnie. Przestańcie. Od zaraz. Tłumaczenia, że my tak sobie z tymi drobiazgami żartujemy, wcale was nie tłumaczą. Ba, one was dodatkowo pogrążają, bo jakże straszliwym łosiem trzeba być żeby nie zorientować się, że śmieszne to były rozmowy o prawdziwym znaczeniu Gwiezdnych Wojen zaprezentowane nam w Human Traffic. Wasze pierdy o trudnościach logistycznych to wielki smutek, który dobrym żartem nie będzie. Nigdy.

Żeby nie wpisywać się w nurt analnych banitów, temat potraktowałem pobieżnie, skrótowo, płytko i wyjątkowo mętnie - w razie czego doprecyzuję w komentarzach. Poza tym jest prawie północ (piszę to w czwartek) i nie chce mi się. Dobranoc.

Na koniec honorable menszyn - tytuł zawdzięczamy Malatowi i Karolinie, którzy dawno temu donieśli mi, że jest taki film (odgadnięcie jego tematyki pozostawiam waszej domyślności). Nie dali co prawda rady donieść mi samego filmu ale tytuł pozostał, by bawić do końca świata. A nawet jeden dzień dłużej. Dzięki wam za to.

[1] Nie robiłem badań, nie podam metodologii, nie podam sposobu doboru próby, wszystko to wynik moich obserwacji.
[2] Grill to znak ochronny w formie małych kwadracików wytłoczonych na niektórych znaczkach USA i Peru. Uniemożliwia to usuwanie tuszu kasownika ze znaczka i jego ponowne użycie. Bawiąc - uczy.
[3] Killa Familla rulz.

poniedziałek, 10 marca 2008

Zachwycił mnie kiedyś taki krótki dowcip: stary, gdzie to ja nie byłem, to sobie sprawy nie zdajesz. W Stanach nie byłem, w Anglii nie byłem i we Włoszech też nie byłem. Podobnie ja - o czym to ja wam nie chciałem napisać... Wróć, na odwrót - o czym to ja wam chciałem napisać ale mi się odechciało, bo skoro piszą o tym wszyscy, to ja nie będę. Dlatego pod nóż poszły rozgrzebane wpisy o naszej klasie (entuzjastyczny), o przygłupach (może kiedyś do nich wrócę), o radości przenikającej me członki na myśl o tym, że zobaczę PJ Harvey na żywo (fakt, że zobaczę PJ Harvey na żywo powoduje, że drżę z podniecenia a radość przenika me członki), o wypadku Zientarskiego Juniora (przez niego i podobnych mu głupców boję się wyjeżdżać na ulicę rowerem - raz mnie jebnięto, czterokrotnie duże samochodziki spychały mnie do rowu albo na wysokie krawężniki, mam traumę) albo o śmierci półrocznego dziecka, którego dyżurna pielęgniarka nie chciała przyjąć bez skierowania od lekarza pierwszego kontaktu (odczekałbym rok i upozorował jej samobójstwo). Bo po co pisać dużo o czymś, o czym można napisać w jednym zdaniu? Zresztą męczą mnie ostatnio rozważania na temat, dlatego dzisiaj znowu kilka słów o serialach.

House M.D. - w końcu wkręciłem się w doktorka, oglądam sobie po 2 odcinki dziennie, aczkolwiek niekoniecznie codziennie i w sumie przyłączyłbym się do chóralnych okrzyków zachwytu nad filmem gdyby nie kilka łyżeczek dziegciu w wielkiej beczce miodu, którą House niewątpliwie jest.
Po pierwsze - rozumiem, że doktor jest cynikiem nienawidzącym świata ale przeginają pałę, przez co jego zachowania dochowują ducha cynizmu ale nie mają kompletnie nic wspólnego (albo niczego wspólnego?) ze zdrowym rozsądkiem i regułami przetrwania. Przykro mi bardzo, kołek do zawieszania niewiary pęka z huczkiem bo wiem, że nawet geniusze są do zastąpienia.
Po drugie - tylko syte społeczeństwa zachodnie mogą uwierzyć, że przeciętny pacjent przychodni potraktowany przez doktora w zwyczajowy sposób, uśmiechnąłby się głupkowato i poszedł do domu bez zwolnienia lekarskiego i recepty. W Polsce House dostałby w najlepszym przypadku opierdol, w najgorszym wpierdol. Sorry, nie kupuję tego, podobnie jak nie kupuję dobrotliwych Rosjan z powieści Clancy'ego. Niby się coś tam wspomina o skargach na niego ale raz i nieśmiało.
Po trzecie - co za dużo, to niezdrowo. Nie wierzę, że istnieje na świecie osoba, która kontestuje wszystko. Zawsze w poprzek, zawsze na przekór, zawsze po swojemu. A najbardziej rozśmieszyło mnie jak w pierwszej serii szpital wolał House'a niż wielkiego murzyna ze 100 milionami dolarów. Nie łykam tego.
A tak poza tym potwierdzam wszystko, co napisałem o serialu poprzednio - wielki Hugh Laurie, zwalające z nóg one-linery, solidna detektywistyczna robota w każdym odcinku (poszukiwanie chorób jest nie mniej pasjonujące od poszukiwania złoczyńców przez Sherlocka), świetne dialogi i tylko czasami nadmiernie męczący doktor. Gdyby trochę złagodzili House'a byłby to dla mnie serial modelowy. Co nie zmienia faktu, że polecam ze wszech sił, nawet tym, którzy wymiękali przy Ostrym dyżurze. Włączajcie Dwójkę we czwartek o 21:30 albo rozejrzyjcie się w internecie.

Weeds - Little boxes on the hillside, little boxes made of tickytaky... lalala. Rozumiecie, że czułem się trochę jak dzikus z buszu gdy wszyscy dokoła ekscytowali się Trawką a ja nie wiedziałem o co chodzi. Teraz już wiem - Nancy Botwin, bezrobotna gospodyni domowa z dwójką dzieciaków, po śmierci męża zostaje bez środków do życia. Zaczyna więc handlować trawką. Ale nie wśród brudnych, śmierdzących ćpunów. Ona swój towar upycha innym gospodyniom domowym z przedmieścia, głowom rodzin, studentom i innym, tak zwanym, porządnym ludziom. Ma świadomość tego, że łamie prawo, ma świadomość tego, że jest hipokrytką ale ma też świadomość tego, że musi utrzymać rodzinę i dom. Łamie więc prawo z wdziękiem a ja ten wdzięk kupuję.
Bo tylko homoseksualista może nie kupić wdzięku Mary-Luise Parker, którą z tego miejsca chcę okrzyknąć najgorętszym MILF-em[1] Hollywoodu. Możecie darować sobie wyliczanie operacji plastycznych jakie przeszła - kobiecie tak bryzgającej sekapilem jestem w stanie wybaczyć praktycznie wszystko. 90% przyjemności z oglądania Weeds płynęło z przyjemności, jaką odczuwałem patrząc na Mary-Luise Parker (która jednakowoż gra wszystko na jedno kopyto, co mi zupełnie nie wadziło). Pozostałe 10% to fajna historia, momentami perełkowe dialogi, genialny wyluzowany palacz ziela, radny Doug Wilson (w tej roli Kevin Nealon), jeszcze bardziej wyluzowany palacz ziela, erotoman, niebieski ptak i luzak wujek Andy (szwagier Nancy, nie chce mi się szukać kto go gra), który daje radę[2]. I w ogóle cały film daje radę.
Aczkolwiek odradzam go osobom wrażliwym, których światopogląd może runąć w wyniku oglądania golizny (serial leci w Showtime, który pozwala na wiele, nawet na ukazanie penisa). Oprócz tego Weeds oferuje możliwość obcowania ze scenami palenia zioła, jeszcze większą ilość golizny, obrazoburstwo, krytykę kościoła katolickiego, profanację krzyża oraz gnojenie głównej bohaterki. To ostatnie to mój największy zarzut pod adresem scenarzystów - czy to w literaturze, czy w kinie, nie lubię twórców, którzy piszą tak, jakby nienawidzili swoich bohaterów. Zawsze mnie to wkurzało i pewnie zawsze wkurzać będzie. W przypadku Weeds odniosłem wrażenie, że całą nienawiść zarezerwowano dla Nancy. Inni zbierają po tyłkach ale jak trzeba przywalić z naprawdę grubej rury, zawsze obrywa się jej. Poza tym większych uwag nie zgłaszam. No dobra, jeszcze jedną mam - pomimo mojej całej sympatii do bohaterów i serialu jako takiego, pomysł by kręcić czwartą serię jest bez sensu. Trzeci sezon zakończył się naprawdę ładnie i ciągnięcie tego może zaprowadzić Trawkę na manowce. Nie lubię jak niesmak pozostaje. A tymczasem zapraszam do palenia.

Robot Chicken - GE-NIAL-NE. Serial animowany zrealizowany w technice poklatkowej. Mamy lalki, mamy wycinanki, mamy plastelinki. Jeden odcinek to jedenastominutowa zbitka krótszych lub dłuższych, niepowiązanych ze sobą scenek i skeczów, eksplorujących szeroko pojętą popkulturę. Oglądanie grozi śmiercią lub ciężkim kalectwem, bo można się ze śmiechu udusić albo rozerwać sobie przeponę. Przyjęta formuła pozwala twórcom pokazać wszystko, nawet absurdalne 4 sekundowe wstawki. Nabijają się prawie ze wszystkiego (z muzułmanów jak wiadomo, nabijać się jest niebezpiecznie), wzorem South Parku czy Family Guya nie oszczędzają polityków, artystów, aktorów, dziennikarzy. Twórczo rozwijają sceny z filmów, które stały się ikonami popkultury. Mamy na przykład absolutnie genialne Star Wars Special[3], Misery w wykonaniu Fistaszków, dalsze losy ET po powrocie na ojczystą planetę, genezę imienia Dicka Tracy czy nieznane epizody z pokładu Enterprise. Nałogowy pożeracz książek i filmów będzie się czuł jak w niebie. Wymieniać i zachwalać można długo ale daruję sobie opowiadanie skeczy oraz lanie wazeliny i dokonam najlepszej rekomendacji, jaka może paść z mych ust: Robot Chicken to Monty Python naszych czasów. Wszystkie osoby, które potraktują powyższe zdanie jako profanację, proszone są o pospierdalanie na Poważne Forum Miłośników X Muzy. Cała reszta, która wie kiedy można podnieść się z klęczek, niech idzie i ogląda Robotycznego Kurczaka. Bo to zacny kawałek absurdalnego kina i z poczuciem humoru twórców bardzo mi po drodze.

I szybki rzut oka na filmy znane i lubiane.

Lost - 4 sezon daje radę, chociaż ja nie dawałem mu szans. Moim faworytem są zdecydowanie flashforwardy (scenki z przyszłości), które fajnie podgrzewają napięcie. Sceny na wyspie straciły na dynamice ale ja nie narzekam. Powoli Lost staje się filmem, który oglądam radując się kolejnymi niespodziankami i wcale nie interesuje mnie, w jaki sposób twórcy mi to wszystko wyjaśnią. Jak dla mnie wcale nie muszą tego robić, bo mam wrażenie, że każde zakończenie pozostawi niedosyt.
Prison Break - końcówka trzeciego sezonu tchnęła we mnie wiarę w twórców, bo moim zdaniem zakończyli ją optymalnie jak na bagno, w jakie stoczył się serial w ostatniej serii. Zakończenie z jednej strony zamknięte (możemy zakończyć definitywnie, bohaterowie ruszają w stronę zachodzącego słońca), z drugiej otwarte (możemy nakręcić jeszcze ze 12 odcinków dla fanatyków, pod hasłem 'Scofield na tropie spisku'). Mam nadzieję, że twórcy nie dżampną szarka[4] i zaprzestaną pożerania własnego ogona.
South Park sezon 11 - gdy wydawało mi się, że Parker i Stone nie są w stanie przekroczyć jeszcze bardziej granic obrazoburstwa, szydery i obrzydliwości, oni fundują mi 11 serię Miasteczka. Dla mnie chyba najlepszą ze wszystkich jako całość. A może i nie. Nieważne zresztą, SP to dla mnie prawdziwy fenomen - 167 odcinków i potrafią kopać zupełnie jakby serial zaczął się miesiąc temu. Daje mi to nadzieję, że South Park będę mógł odwiedzać do końca świata i jeden dzień dłużej.
Jericho - zgodnie z zapowiedziami, twórcy postanowili zejść trochę z wątku obyczajowego, przyśpieszyć trochę akcję i powiedzieć nam więcej na temat spisku, w wyniku którego... No co wy? Przecież nie będę psuł. I faktycznie, w pierwszych czterech odcinkach drugiego sezonu jest akcji więcej niż w całej serii pierwszej. Mam nadzieję, że wytwórnia nie wycofa się z Jericho w połowie, bo to naprawdę niezły serial. Mam też nadzieję, że nie dadzą dupy według najgorszego możliwego scenariusza: robimy na szybko 12 odcinków, jak słupki będą kiepskie to wyjaśniamy widzom wszystko, rozwikłujemy spisek, zostawiamy małą furteczkę dla ewentualnej kontynuacji i kończymy.
Bones - serial fenomen. Zachęcony pozytywnymi głosami postanowiłem dać mu szansę, zacząłem oglądać pilota i zasnąłem po 20 minutach. Po przebudzeniu cofnąłem się do momentu, w którym zasnąłem i zacząłem oglądać znowu. Po 10 minutach ponownie zasnąłem. Po przebudzeniu postanowiłem sobie Kości darować. Drodzy wytwórcy arcydzieła - pilot nie musi zaczynać się wysadzeniem Empire State Building. Ale musi mi dać jakiś powód, żebym zainteresował się przynajmniej losami głównych bohaterów. Może to być sympatia, może to być nienawiść. Natomiast bohaterowie Bones byli mi kompletnie obojętni. Warto dać mu drugą szansę?

I na koniec z innej beczki. Od bodajże 3 lat obserwuję w TV4 kuriozum pod tytułem Kinomaniak. Prowadzi ten program Artur Pietras i za każdym razem gdy na niego trafię, mam tygodniową traumę połączoną z sikaniem pod siebie. Wiem jak się kreuje gwiazdy w telewizorze. Wiem, że swój kącik w szklanym oknie może dostać każdy. No bo skoro dostały go takie charyzmatyczne indywidualności jak Prokop, Welman czy rzeczony Pietras, to swój program może mieć także kubeczek nawozu, papierek po krówce oraz zżuta guma Wrigleys o niegdysiejszym smaku owocowym. A teraz kilka konkretnych uwag do pana Pietrasa, bo na razie tylko obraźliwymi ogólnikami jadę.
Ten pan. Nie. Wie gdzie. W zdaniu. Należy postawić. Kropkę a. Gdzie. Przecinek. Dołóżcie do tego nadmierną emfazę, rozciąganie słów, zawieszanie głosu w kompletnie nieprzewidywalnych momentach i zerowe wyczucie rytmu zdania. W efekcie otrzymamy półgodzinny program, którego słuchanie boli bardziej nawet niżby prowadził go program do syntezy mowy Ivona. Jak można nie mając kompletnie słuchu do melodii języka prowadzić swój program? Ano widzicie - można.
Sprawa subiektywna czyli ocena filmów - tu jest tak, że w większości przypadków gust mamy ortogonalny i zarzutu uczynić z tego nie mogę. Ale mogę czepić się czegoś innego - jeżeli ja najeżdżam na film, to mogę napisać 'nie wiem czego ale czegoś mi tu zabrakło'. Bo ja piszę sobie w wolnych chwilach amatorskiego bloga. Gdy takie hasło słyszę z ust kolesia prowadzącego program z ambicjami, śmiech mnie pusty ogarnia. Profesjonalizmu trochę, kurna.
Gestykulacja i mimika to temat na oddzielną notkę z przykładami. Ale nie chce mi się wiec jeżeli ktoś Kinomaniaka nie widział, to niech uwierzy na słowo - warto obejrzeć jeden odcinek po to, by ujrzeć na własne oczy te wymachy rękami i częste składanie usteczek w ciup. Dla mnie rewelacja, bo z reguły pod koniec programu mam ze śmiechu obfajdane pantalony.
I zarzut zupełnie niemerytoryczny - wkurzają mnie kolesie w skórzanych kurtkach. Ale tylko w sytuacji gdy te kurtki im nie pasują. Mi na przykład skóra pasuje i sam na siebie się nie wkurzam. Pietrasowi skóra nie pasuję, to się trochę irytuję jak go widzę. Bo widzicie, on swoje programy często w skórze prowadzi. Takiej ramonesce. Śmieszne to jest. I na dodatek popija w trakcie programu mleko. A to już jest zbyt wydumane nawet jak dla mnie. Niech mi ktoś powie - jak się załapać na własny program w tv? Skoro Artur Pietras może, to i ja sobie dam radę. Ba, myślę, że poprowadzić Kinomaniaka w takiej formule dałby radę trzytygodniowy kawałek sera żółtego, który kryje się w kącie najwyższej półki mojej lodówki. Osoby, które wiedzą do kogo się zgłaszać w celu zaistnienia na szklanym ekranie, proszone są o wpisywanie tego w komentarzach. Do poczytania.

[1] Mom I would Like to Fuck. I to nie twórcy American Pie wymyślili ten skrót.

[2] Wujek Andy tłumaczy dorastającemu synowi Nancy pewne aspekty masturbacji po tym, jak ten ostatni zatkał zużytymi skarpetkami kanalizację. Znajdźcie sobie na imdb w memorable quotes fragment zaczynający się następująco: Alright, listen closely. I'm not going to beat around the bush.

[3] Dłuższy odcinek poświęcony Gwiezdnym Wojnom. Rozmowa Palpatine z Vaderem po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci czy scena w knajpie w Mos Eisley przyprawiły mnie o omdlenie w wyniku hiperwentylacji.

[4] Jumping the shark jest częstą przypadłością wielosezonowych seriali. Każdy kto ogląda seriale odczuł kiedyś ten moment. Moment, w którym dokładnie wiemy, że po nim serial nie będzie już taki sam. To może być scena, zwrot akcji, nowy bohater, nowy wątek - od tego momentu serial dżampnął szarka i zjeżdża w dół. Prison dotknęło to w okolicach 3-4 odcinka drugiej serii ale dla mnie serial od totalnego upadku ocalił agent Mahone więc był to przeskok połowiczny. Trzecia seria to była już przykrość ale dało się ją jeszcze jakoś oglądać. Pierwszy odcinek ewentualnej czwartej serii będzie, niezależnie od swojej zawartości, dżampnięciem szarka. Definitywnie. Aha, radosne spolszczenie, którego tutaj używam, zawdzięczamy Wojtkowi Orlińskiemu (wo.blox.pl)