To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
wtorek, 21 lutego 2012

Oglądam dużo seriali bo nie potrzebuję spać długo. I się zastanawiam co się porobiło z kilkoma produkcjami, które rokowały, które polubiłem a potem zeszło z nich powietrze. Dalszą część notki czytacie na własne ryzyko, bo zapodaję umiarkowane spojlery. Będzie też jedno pytanie retoryczne, ale to na koniec.

American Dad udowadnia, że ciągnięcie przez jedną ekipę trzech seriali równolegle, powoduje wystrzelanie się z pomysłów. A tak lubiłem Klausa.

Californication udowadnia, że nie każda syfiasta sytuacja, w jaką twórcy pakują Hanka (i/lub jego rodzinę) będzie bawić widza. Bo ile można oglądać ludzi robiących sobie nawzajem w życiu gnój. I co z tego, że z uśmiechem na ustach. A tak lubiłem Runkle'a i Beccę i Marcy i Karen. I nawet Hanka.

Fringe udowadnia, że bez pomysłu na jakąś konkluzję, można pociągnąć jeden serial i oszukać pół świata (aczkolwiek o Lostach złego słowa nie powiem, bo to był jeden z seriali, który uratował seriale). Jak się próbuje to zrobić z drugim, ludzie stają się nieufni. Czy ktoś mi może z ręką na sercu powiedzieć, że wie gdzie zmierza scenariusz? Kurde, ja mam momenty gdy wydaje mi się, że przegapiłem jakiś poprzedni sezon, bo co drugi odcinek rzucają mi retrospekcje, których nie kojarzę i nie pamiętam. A tak lubiłem Waltera.

Alcatraz udowodnił, że, w sumie niezły, ale jednak tylko pomysł, to za mało żeby robić kolejny serial z cyklu monster of the week i zainteresować tym kogoś więcej od swojej starej, sąsiadów z klatki schodowej i rodzin aktorów.

How I Met Your Mother udowadnia, że wystarczy jeden legendarny ziom w garniturze i ludzie będą oglądać serial, który przestał być śmieszny trzy sezony temu. A tak lubiłem cały skład.

Weeds udowodnił, że zmiana piosenki z openingu jest najlepszą metodą żeby zabić niezły serial. Przyznacie, że taka korelacja jest nieco straszna ale przyznacie również, że Weeds bez Little Boxes zamienił się w niestrawnego gniota. A tak lubiłem Douga i Andego.

Two and a Half Men udowadnia, że trzeba być wielkim optymistą by wierzyć, że zamiana Charliego Sheena na Asthona Kutchera może się udać. Charlie, na zawsze pozostaniesz w naszych sercach bo twoje choroby weneryczne były siedem razy ciekawsze od problemów sercowych Waldena. I tak lubiłem Bertę.

Walking Dead udowadnia, że w przypadku zombie sprawdza się albo szkoła Romero (zrobić pełny metraż i zamknąć gatunek) albo szkoła brytyjska (krótki sezon albo dwa i finał). Wyprawa do Centrum Chorób Zakaźnych była ekscytująca i wciągająca. Wyprawa do... No właśnie, gdzie oni teraz właściwie idą? Więc ta wyprawa jest interesująca jak leczenie kanałowe. A tak lubiłem eksplodujące fragmenty zombich.

House udowadnia, że Hugh Laurie, kurwa!!! A wszystkich, którzy chcieliby powiedzieć złe słowo napominam, że to ostatni sezon i że nie będzie już Grega cytującego wielkiego mędrca Micka Jaggera. Więc wiecie, trochę ciszej nad tą trumną.

White Collar udowadnia, że nie można rozwiązywać głównej sprawy w połowie sezonu. Od kilku odcinków serial sobie gdzieś dryfuje i boję się, że zdryfuje do matecznika niskiej oglądalności i go zabiją. Byłoby szkoda, bo bardzo lubię Mozziego.

Mentalist udowadnia, że Red John jest bardzo ciężki do zabicia i że można zrobić sezon o niczym. Bo o czym jest aktualny sezon? Szkoda, bo bardzo lubię Patricka i Cho.

Castle udowadnia, że wystarczy Nathan Fillon i można ciągnąć 4 sezony fajnego serialu bez wyrazistej przewodniej linii fabularnej. Bo jeden odcinek na sezon to było trochę za mało. Ale tu się nie dam, bo za bardzo lubię cały skład. Może scenarzyści innych produkcji powinni się udać po poradę do tej ekipy?

2 Broke Girls udowadnia, że można wziąć obsadę z twarzy podobną zupełnie do nikogo, dać im do odegrania śmieszne sceny, eksploatować, w granicach rozsądku i ewentualnych pozwów, stereotypy rasowe, pozwolić się dziewczynom bawić na planie i nie przejmować się megatoną nienawiści i fatalnych recenzji, jakie towarzyszyły serialowi od samego początku. Bardzo się cieszę, że nie skasowali serialu po kilku pierwszych odcinkach, bo to teraz mój ulubiony sitcom.

Hustle (Misfits, Sherlock, Doctor Who, wstaw swój ulubiony serial z Wysp) udowadniają, że Anglicy to ludzie pozbawieni serc, dusz i sumienia. Jak można robić sześcioodcinkowe sezony?
Pytanie retoryczne było związane z serialami brytyjskimi i sam sobie w międzyczasie na nie odpowiedziałem. Dziękuję za uwagę.

piątek, 10 lutego 2012

To jest początek drugiego apdejtu.
Jest taka akcja, że podpisujemy petycję oraz wysyłamy maile do komisarz Nehrebeckiej anehrebecka@radny.um.warszawa.pl. Byle grzeczne. Napiszcie coś o młodym elektoracie, to działa na nich jak elektryczny pastuch na bydło na pastwisku.
To jest koniec drugiego apdejtu. Teraz notka.

Bóstwa mi się pomyliły. Akcja krzywa, komisja nazewnictwa stwierdziła, że kij wam w dupę, wasz głos jest potrzebny tylko przy urnach a potem to nam nie przeszkadzajcie. I ta komisja postanowiła, że stację łącznikową dwóch linii metra sobie przemianuje, bo wsłuchali się w głos ludu, który woła z dołu. Przepraszam, lobby. Lobby ma dużo czasu więc sobie wychodziło zmianę ze Świętokrzyska na Świętokrzyska PAST-a. Jest to idiotyzm wyższego rzędu gdyż:
- nazwa Świętokrzyska funkcjonuje od powstania tej stacji
- żeby uniknąć robienia sobie z nowej nazwy żartów, P w PAST-a będzie w formie... kotwicy... Polski... Walczącej, aaaaa!!!
- i już widzę jak ta kotwica przeszkodzi w robieniu sobie z tego idiotyzmu beki
- oraz trzeba będzie dokonać wymiany wszystkich tabliczek informacyjnych, co będzie operacją, i tutaj cytat' 'kosztowną, w dodatku dość kłopotliwą'. To słowa radnej Marii Szreder
- wymiana oczywiście za nasze pieniądze

Ponieważ przestałem już trochę się przejmować tym, co w tym mieście wyprawiają kombatanci i patryjotyczno-bogoojczyźniani radni, skoncentruję się na logistyce i trochę na kasie. No dobra, o jednej akcji dziadków powstańczych warto wspomnieć: wychodzili zamianę ronda Babka na rondo Zgrupowania AK 'Radosław'. Badum-tss i kurtyna.
Doniesienie z ostatniej chwili, kombatanci walczący chcą przemianować kolejne rondo. Tym razem nie pasuje im rondo Żaba i lobbują za zmianą na rondo podporucznika Jana Wójcika "Znicza", który podczas Powstania zginął tuż obok. Rondo Znicza ma nawet sens, obok cmentarz Bródnowski. 

A teraz nudne szczegóły. Moja analiza będzie przybliżona, bo nie mam dostępu do dokładnych danych z ZTM-u. Dlatego proszę mi nie zarzucać uproszczeń bo ja analizuję w innej branży a to robię po godzinach.

Strona warszawskiego ZTM-u donosi, że przez przystanek o nazwie Metro Świętokrzyska jeżdżą następujące linie. Aha, w nawiasach liczba przystanków na trasie w obu kierunkach (często jest tak, że trasy różnią się przebiegiem, a co za tym idzie liczbą przystanków, choćby linia 171 na odcinku Górczewska). Będzie nam to potrzebne do dalszych analiz:

LINIE DZIENNE
- 107 (25/23)
- 127 (48/46)
- 151 (31/30)
- 171 (29/35)
LINIE NOCNE
- N32 (26/21)
- N35 (35/35)
- N38 (21/16)
- N42 (35/32)
- N85 (47/46)
- N88 (45/35)

Razem: 10 linii, 658 przystanków. Oczywiście część przystanków się dubluje dla różnych linii więc będzie ich de facto mniej. Dlatego uściślijmy, na dzień dobry mamy do zamiany 658 rozkładów jazdy. Za chwilę policzę ile jest samych przystanków. Klikety klik, all glory to The Mighty Excel i mamy:
390 (199/191) przystanków w Warszawie oraz 40 (22/18) w strefie podmiejskiej. A konkretnie ekipy będą się musiały przejechać do:
Falenty (5/1)
Falenty Duże (1/0)
Janki (2/2)
Piastów (4/4)
Pruszków (7/7)
Raszyn (3/4)
Razem 430 przystanków. Nie wiem ile jest przystanków w Warszawie i być może 430 to marny procent ale przyznacie, że zmiana jednej nazwy robi duże kręgi na wodzie.

Ale to jeszcze nie koniec. Trzeba też zmienić rozkłady jazdy na stacjach metra. Stacji mamy 23, niektóre są z jednym peronem, inne z dwoma, nie chce mi się już teraz liczyć dlatego przyjmę na oko, że dwa perony to Centrum a potem od Marymontu do końca. Czyli 6x2 plus 17x1. Razem 29. I jeszcze razy 2, bo mam wrażenie, że na każdym peronie są 2 rozkłady. Czyli 58 sztuk.
Ale metro to nie tylko perony, trzeba pamiętać o składach. W każdym wagonie nad drzwiami wisi mapka metra. Każdą trzeba będzie przekleić. Nie pamiętam czy wagony rosyjskie i alstomowe mają tyle samo drzwi (bo kto nie będący fanatykiem metra zwraca uwagę na takie szczegóły) ale wydaje mi się i dlatego przyjmę, że każdy wagon ma 4 pary drzwi. Znaczy razem 8. Według stanu na 03.09.2009 w ruchu pasażerskim było 240 wagonów. Jeżeli były jakieś zmiany to raczej powiększenie taboru więc przeklejenie 1920 rozkładów w wagonach jest wartością co najwyżej zaniżoną (nie macie pojęcia jak spuchłem z dumy gdy udało mi się napisać to zdanie).
Rekapitulując, do objechania mamy:
430 przystanków naziemnych
23 stacje metra
Do zmiany jest
658 rozkładów jazdy na przystankach naziemnych
58 rozkładów jazdy w metrze
1920 planów metra w wagonach
Nie wiem ile to będzie kosztować bo nie znam umów, jakie ma ZTM z drukarnią. Ale pewnie parę zika trzeba będzie wypruć z naszej kieszeni.

No i nie zapominajmy, że w tym mieście dalej jest niewiele autobusów z elektronicznymi tablicami wewnątrz więc trzeba będzie również wyprodukować nowe tablice dla każdej linii. Nie jestem w stanie policzyć ile autobusów obsługuje każdą z tych linii dlatego tutaj pojadę na pełnym fristajlo. W tym sensie, że wykombinowałem sobie taką metodę: czas przejazdu od pętli do pętli to liczba przystanków razy 2. Że niby średnio autobus w 2 minuty robi trasę od przystanku do przystanku. A potem sprawdziłem ile autobusów trzeba upchnąć w szczycie, żeby zrobiły płynnie trasę w obie strony. Zrobimy to na liczbach na przykładzie linii 107 a potem to już tylko same wyliczenia.
- 107. 25x2 czyli w jedną stronę 50 minut, w obie 100 minut. Odjazdy w szczycie średnio co 12 minut. 100/12 daje nam 8 autobusów. W każdym 2 tablice. Razem 16 nowych.
- 127, 26 tablic
- 151, 14 tablic
- 171, 40 tablic
LINIE NOCNE
- N32, 8 tablic
- N35, 10 tablic
- N38, 4 tablice
- N42, 10 tablic
- N85, 6 tablic
- N88, 6 tablic
Łącznie 140 nowych tablic.

Co możemy my, jako mieszkańcy? Napisałbym coś o latarniach ale wiem, że politycy są wrażliwi i mogliby to odebrać jako nawoływanie do przemocy. Więc nie napiszę. Sugeruję natomiast poważne zastanowienie się nad tym, na kogo oddamy głos w następnych wyborach. Różne wpadki notuje ratusz. Ale takiego ładunku lekceważenia i pogardy dla głosów mieszkańców jak w przypadku komisji nazewnictwa to ja nie kojarzę.
Uszczęśliwiają nas Żołnierzami Wyklętymi, rondem Radosława, ulicą Popiełuszki, że przypomnę co głośniejsze, bardziej skandaliczne i nikomu niepotrzebne, uciążliwe zmiany. W dupie mają opinie mieszkańców, o czym najdobitniej świadczy ostatnie forsowanie nazwy Mostu Północnego. Nie czarujmy się, nikt nie będzie mówił na niego Curie-Skłodowskiej tylko Północny. Ewentualnie, wzorem miasteczka akademickiego w Lublinie, będziemy go pieszczotliwie nazywać mostem Maryśki. W sumie, czemu nie. Ale dlaczego z taką pogardą w stosunku do mieszkańców? A PAST-a? No cóż, myślę, że będzie największym dokonaniem komisarzy ludowych z wydziału do spraw nadawania nazw. I jedyna pociecha jest taka, że za 20 lat umrze ostatni uczestnik II WŚ czy Powstania Warszawskiego. I może skończy się debilna martyrologia.

A najśmieszniejsze jest to, że oficjalnie w PAST-a na poważnie ma być kotwica. Ile będzie śmiechu z próbą napisania tej nazwy na komputerze. Może nawet zmienimy polski alfabet. Chociaż oczywiście mogę się mylić.

Mały apdejt po dyskusji na blipie i fejsie.

Gdy pisałem notkę, miała iść na fejsa. Rozrosła mi się i nakarmiłem nią bloga. Pierwotny zamysł jednak pozostał i wspomniałem w niej jedynie o najbardziej oczywistych efektach zmiany nazwy stacji. Skoro mam więcej miejsca, uzupełnię listę.

- nowe nagrania z nazwami przystanków do metra. Głosu za darmo użycza pan Ksawery Jasieński (najbardziej rozpoznawalna po głosie osoba w Warszawie, dawno powinien zostać jej honorowym obywatelem) ale w tym przypadku postuluję żeby zapłacili mu za to z własnej kieszeni komisarze z komisji
- nowe nagrania do autobusów obsługujących tę technologię
- przeprogramowanie wyświetlaczy w metrze
- przeprogramowanie wyświetlaczy w autobusach i tramwajach z elektronicznymi rozkładami
- mapki w metrze poza peronami (zupełnie wyleciało mi to z głowy)
- zmiany w mapach komercyjnych
- zmiany w informatorach, mapkach turystycznych/promocyjnych
- jeżeli jakiś przedsiębiorca ze stacji Świętokrzyskiej ma jej nazwę w papierach, to będzie musiał trochę pospacerować
- TRAMWAJE, ZAPOMNIAŁEM O TRAMWAJACH!!!

No właśnie, taki byłem znudzony, że zapomniałem o czterech liniach tramwajowych. Szybko oblecę:
- 4 (44/43)
- 15 (36/35)
- 18 (42/40)
- 35 (36/38)
Razem 314 rozkładów jazdy, 207 przystanków (103/104).
Tablice. Tutaj trzeba pamiętać, że w składzie są 2 wagony, w każdym po 2 tablice.
- 4, 70 tablic.
- 15, 58 tablic
- 18, 68 tablic
- 35, 60 tablic
Razem 256 sztuk.

Sporo osób zwróciło mi uwagę, że to w sumie nie całe tablice tylko naklejki, że rozkłady na przystankach ZTM zmienia często, bo są różne okazje (np. ferie) i w ogóle to nie będzie ani wielki problem, ani wielki koszt. Otóż nie, to będzie wielki problem i wielki koszt, bo za takie uważam każde bezproduktywne marnowanie ludzkiej energii i naszych pieniędzy.

A kombatanci lobbujący o upamiętnienie ich walk o budynek PAST, płacząc że nie uhonorowano ich należnie, przeginają pałę. 9 listopada 2000 budynek PAST został przekazany środowiskom kombatanckim, była uroczystość, wybuchy, apel poległych, władze państwowe, poczty sztandarowe oraz biskup Głódź. W 2003 na budynku ustawiono kotwicę na 4 metry szeroką i na 6 wysoką. W nocy kotwica podlega iluminacji i widać ją naprawdę z daleka. I maszty z flagami, wyższe nawet od tej kotwicy. No to ja się pytam, kto się na coś takiego jeszcze w tym mieście załapał?

Więc ja mam taką sugestię żeby jednak zostawić stację Świętokrzyska. Dziękuję za uwagę.

11:40, radkowiecki
Link Komentarze (42) »
czwartek, 02 lutego 2012

Jako człowiek pretendujący do miana erudyty, intelektualisty, osobnika kulturalnego i przodującej siły młodego pokolenia powinienem napisać, że wychowałem się na wierszach Wisławy Szymborskiej i wiadomość o jej śmierci spadła na mnie niczym grom i jestem pogrążony w bólu i żalu ale nie napiszę. Przeżyła piękne 89 lat, pomimo ciężkiej choroby i operacji, zmarła w domu we śnie a nie w szpitalu pod kroplówką oraz zostawiła na skałach czasu tyle śladów, że mogłaby obdzielić nimi kilka osób. Nie widzę powodu żeby ronić nieszczere łzy nad kimś, kto mógł powiedzieć 'przeżyłam życie'. Raczej trzeba wzbudzić w sobie zdrową zazdrość i samemu zacząć ryć. A po drugie jestem kiepski z poezji i kojarzę jej 2 wiersze. Pierwszy o kocie martwego właściciela a drugi napisany po aferze z listą Macierewicza. Więc totalnie nie moja bajka, co nie przeszkodzi mi w wychyleniu za poetkę stu gram wódki przy weekendzie. Oraz uważam, że totalnie powinna spocząć na Wawelu, chyba że rodzina sądzi inaczej.

Zamiast tego chciałem wejść na chwilę w skórę dziennikarza śledczego i poczuć się jak Woodward i Bernstein.
Tradycyjnie już Polaków zaskoczył i zszokował fakt, że zimą jest zimno. A czasami tak zimno, że trzeba zamknąć okno w sypialni i rozkręcić grzejnik. W skrajnych przypadkach przestajemy spać nago, na noc wbijamy się w dres i wyciągamy z pawlacza drugą kołdrę. Praktycznie 4 zimy na 5 są mroźne a my dalej w szoku.
Jedną z niedogodności polskiej zimy jest to, że w komunikacji pizga mrozem. Dlatego w listopadzie 2005 ZTM wystartował ze znakomitą inicjatywą jaką jest 'ciepły guzik'. Sprawdza się tak podczas mrozów, jak i przy upałach (oczywiście gdy działa klima). Wydawałoby się, że przez 6 lat nawet płaziniec nauczyłby się prostych zasad. Niestety, mieszkańcy Warszawy są w swej masie mniej skomplikowani od przywr i po raz kolejny radują mnie festiwalem swojej głupoty, bezmyślności i nieogarnięcia. W tym roku postanowiłem podjąć dziennikarskie śledztwo i sprawdzić czy coś się zmienia.
Nic się nie zmienia. Ludzie jak byli głupi, tak są.
Mógłbym tu ulać ściany tekstu ale zamiast tego zachowam się jak nie ja i zadam wam zagadkę-psychotest.
Jeżeli na zewnątrz jest -18 stopni a na przystanku, do którego zbliża się autobus obsługujący technologię ciepłego guzika, stoją 3 zdrowe, sprawne ruchowo osoby, ile drzwi otworzą wsiadający gdy autobus się zatrzyma? Zakładamy, że nikt nie wysiada.
1 - jesteś osobą naiwną, wierzysz w zdrowy rozsądek, logikę i procedury. Śmiało możesz się spakować i wyjechać na wyspę robotów, nikt cię tutaj i tak nie lubi. Na wyspie robotów na pewno nie zmarzniesz zimą w autobusie.
2 - jesteś osobą towarzyską, kulturalną i wyluzowaną i masz wyjebane na fakt, że prawdopodobnie zostaniesz w drzwiach stratowany przez innych. Możliwe, że ustępujesz miejsca w komunikacji. 
3 - jesteś Prawdziwym Polakiem i chuj innym do tego, którymi drzwiami wchodzisz do autobusu. Na forum napiszesz o złodziejach rządzących tym miastem, przez których w komunikacji jest zimno. A nie grzeją, bo oszczędza się kosztem obywatela.
4 - wolność rządzi. Ewentualnie w wejściu, które wybrałeś, leżał obdarty dziadek-smród i musiałeś się szybko zaadaptować do sytuacji. Ty też napiszesz na forum, że w komunikacji jest zimno. Albo oznajmisz, że zimą kręcisz bekę na mieście.

6 lat tresury a to bezmózgie bydło dalej nie widzi związków przyczynowo-skutkowych między temperaturą wewnątrz komunikacji a procentem bezsensownie otwieranych na przystankach drzwi. Jak ja czasami pogardzam ludzkością to wy nawet nie wiecie.
A teraz idę wymyślać jakiś pseudonim dla mojego informatora w najwyższych kręgach władzy. Może Long Dong Silver? 

Mała aktualizacja.
Nie da się dzisiaj uciec od Szymborskiej dzięki czemu dowiedziałem się, że jestem trochę za bardzo znudzony. Okazało się bowiem, że znam więcej jej wierszy. Nie wiedziałem po prostu, że to są jej utwory. Tak na szybko dopiszę te, które skojarzyłem w wyniku trzyminutowej kwerendy:
- Gawęda o miłości ziemi ojczystej. Robiliśmy to na lekcji polskiego i chyba nawet musiałem się nauczyć kawałka, bo początek wiersza znam.
- Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej. Nawet najcięższy moronita kojarzy 'tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono' co oznacza, że mam dzisiaj ciężki dzień.
- Konkurs piękności męskiej. Też to robiliśmy w szkole, bo kawałek o brzuchu w dwudziestu pięciu minach zaskoczył natychmiast. I że wszedł napięty od szczęk po pięty.
- Nic dwa razy. Dawno temu myślałem, że to tekst Kory. Nie śmiejcie się, nie było wtedy internetu.
To tak na szybko. Jakbym miał godzinę więcej to by się pewnie okazało, że Szymborską znam, jak na zioma, który niekoniecznie poetycki, całkiem nieźle. No ale tak mi się nudzi, że nie mam siły sprawdzać.

Aha, jak już tu jestem to warto dodać, że cytat o śladach na skałach czasu został przeze mnie przekręcony. Ale totalnie nie chce mi się tego poprawiać. Dla porządku - chodziło o ślady w piaskach czasu.

13:30, radkowiecki
Link Komentarze (24) »