To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
Blog > Komentarze do wpisu

Metoda na Indianina

No więc w nawiązaniu do szczegółu, dawać mi tu cztery dwieście i dodatkowo odpowiedzieć mi na pytanie 'co się kurwa dzieje?'

Wczoraj na fejsie trochę popomstowałem na rowerowe bezmózgowie na ścieżkach, ulicach i chodnikach, nie minęło 10 godzin od wrzutu i kolejny przykład, będący przejawem szerokiego zjawiska, które z roku na rok, przybiera rozmiary epidemii. Mianowicie przejeżdżanie na czerwonym. Próbuję zrozumieć ale nie potrafię, bo otchłań głupoty zerknęła na mnie tylko raz i od tamtej pory nieco się jąkam, więc sami rozumiecie, że boję się do tej rzeki wejść ponownie.
Więc ja może powoli, naukowym dowodem z anegdoty. I chociaż wiem, że przemawiam do przekonanych, to pamiętam również, że w raju więcej radości z jednego nawróconego grzesznika niż z dziesięciu świętojebliwych, znacie to, więc nieście dobrą nowinę wśród niewiernych.

Wielokrotnie przeżyłem uderzenia przodem roweru, trzy albo cztery razy przeleciałem przez kierownicę tak efektownie, że jakby byli sędziowie, to bym dostał noty jak Torvill i Dean. Powaga, przynajmniej raz moja głowa celowała w dół a nogi w górę, i mam na to świadka.
Raz przeżyłem uderzenie od tyłu pod ostrym kątem, jak mnie potrąciła taksówka na pustej Puławskiej (północ była, to strasznie śmieszna historia).

Ale w życiu nie dałem się potrącić z boku gdyż:
- w tej materii jestem czujny jak ważka i mam oczy dokoła głowy
- oraz wiem, że dla rowerzysty nie ma bardziej przejebanej opcji od trafienia bocznego.
Nie ma jak amortyzować, nie ma jak chronić głowy (przy upadkach do przodu możemy osłaniać się rękoma, przy tylnych dociągnąć brodę do klatki piersiowej i napiąć mięśnie grzbietu, byłem, sprawdziłem, u mnie działa). Przy strzałach bocznych upadasz na biodro i bok rzepki kolanowej, to u dołu. A u góry walisz bokiem czaszki w glebę - sami sprawdźcie jaki dystans muszą pokonać ręce przy osłanianiu się przy upadku do przodu, a jaki w bok. Oraz jak bardzo małą ruchliwość mamy przy tym osłanianiu boku głowy. Oraz jak to w efekcie lądujemy na glebie na poduszce z własnej dłoni, co jest na pewno śmieszne ale dzięki. Oczywiście można schować głowę między barkami a je same unieść ale to już trochę trudniejsze. Nie mówię, że niewykonalne ale trudniejsze.

No i nie zapominajmy o tym, że przy uderzeniach w płaszczyźnie strzałkowej (przód-tył), nasz kręgosłup w odcinku szyjnym ma dużo większy zakres ruchu niż w płaszczyźnie czołowej (na boki). Sami sprawdźcie jak daleko jesteście w stanie odgiąć głowę w przód i w tył a jak w bok. I dziękuję za uwagę.

Więc dlaczego, do kurwy nędzy, dobrowolnie narażacie się na strzał. A do tego łamiecie przepisy, przez co spierdalacie mi renomę i resztki szacunku, jaki żywią do mnie dziewczyny jak im mówię, że na rowerze jeździć uwielbiam pasjamy.
Przestańcie chuje przejeżdżać na czerwonym.

Dziękuję za uwagę.

PS. Tak, zdarzało mi się przejeżdżać na czerwonym. Na przykład podczas nocnych przelotów. Ale ostatnio nawet tego nie robię, bo wyobrażam sobie siebie, w stanie wegetatywnym, moją rodzinę w dupie i bank, w którym mam kredyt. To świetnie leczy z głupoty. 

czwartek, 16 maja 2013, radkowiecki

Polecane wpisy

  • Skręt na prawo prowadzi do wypaczeń ideałów rewolucji

    Dzień jasny, chociaż późno, słońce świeci z góry. Niebo błękitne, żadnej nie ma na nim chmury. To jakby ktoś chciał coś poopowiadać o niedostatecznej widocznośc

  • Spocone, biedne grubasy

    WUJEK DOBRA RADA NA WSZYSTKO Ludzie są dziwni i zgłaszają się do mnie po rady. Niektóra banalne, bo dotyczące związków, sposobów powiększania penisa, w co się u

  • It's the killin' floor

    Och jak bardzo się cieszyłem, że w słuchawkach nie łupało mi akurat Body Count. Zaburzyłbym sobie pewnie przepływ chi, szarpiąc się z idiotą a tak tylko miałem

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/05/16 11:12:44
W Niemczech rowerzyści też często przejeżdżają na czerwonym. Nie wiem dlaczego, czy to oderwanie nóg od podłoża tak działa, czy co?
-
2013/05/16 11:21:25
Mialem pisac, ze PIERFFSHY!, ale cmoscmos mnie uprzedzil, wiec niet.
Na rowerze nie jezdze juz od dosc dawna (choc chyba bede musial sie z nim przeprosic i zaproponowac mu miejsce na kwadracie, bo szef niespecjalnie chce byc szoferem, a te ~40km do pracy jakos dojechac trzeba), ale nie wyobrazam sobie szarzowania na czerwonym nawet tam, gdzie normalnie szarzuje z buta. I tak bym sie zatrzymal i rozejrzal, a skoro sie juz zatrzymalem, to przeprowadze rower zamiast przejezdzac. Totez nie rozumiem tych ludziow.
No chyba, ze sytuacja krytyczna, albo czerwone nagle mi wyrosnie przy nachyleniu trasy 45 stopni.
-
2013/05/16 11:28:51
@cmoscmos
W Niemczech rowerzyści też często przejeżdżają na czerwonym. Nie wiem dlaczego, czy to oderwanie nóg od podłoża tak działa, czy co?

Z mojego doświadczenia - kierowcy w Berlinie jeżdżą tak ostrożnie i tak zwracają uwagę na rowerzystów, że wytwarza się syndrom świętej krowy. Najpierw x razy zatrzymujesz się i puszczasz kierowcę. Po n-tym razie orientujesz się, że on i tak się zatrzyma i cię puści nawet jeśli to on ma pierwszeństwo. A potem przegapiasz moment, kiedy zaczynasz po prostu wymuszać pierwszeństwo, bo przecież jedziesz rowerem, szkoda hamować a on się i tak zatrzyma.

Z czerwonymi pewnie jest podobnie.

Ciągle jeszcze jestem na etapie, że też mnie to wkurwia, ale już dwa razy za to zabuliłem (w sumie stówka ojro). Przy czym w obu przypadkach było to skrzyżowanie typu T i nie byłem na kolizyjnej z żadnym pasem ruchu samochodów, a jedynie z przejściami dla pieszych.
-
2013/05/16 13:25:01
Prawdopodobnie wkrótce stworzę notkę analityczną, która raz i na zawsze da odpowiedź, co za pierdolona hołota wsiadła niedawno na rowery. Bo ja już nie wyrabiam na tą szlachetkowość.
-
2013/05/16 14:25:31
@miasto-masa-maszyna
Sam widziałem w Berlinie, na Ku-Dammie koło Gedächtniskirche jak dziewczyna wjechała na przejście dla pieszych mimo że miała już czerwone. A jednocześnie ruszył tłum ludzi, Ktoś nawet postanowił dać jej lekcję i popchnął ją żeby się wywaliła. A ona oczywiście jeszcze miała pretensje.

U nas, we Frankfurcie też widuję takich, ale myślę że to nie przez przepuszczających kierowców, tylko takie oderwanie od rzeczywistości: Nie jade samochodem - więc światła dla samochodów i zanki drogowe mnie nie obowiązują, nie jestem pieszym - więc mogę jeździć po ulicy i jak chcę.
I dopiero twarda rzeczywistość lakierowanej blachy może kiedyś to zweryfikuje.
-
2013/05/17 00:59:28
No patrz, a w takiej Francji w jakiejś mieścinie pozwolili rowerzystom przejeżdżać na czerwonym, jeśli jadą prosto lub w prawo (ale w lewo już nie) z zastrzeżeniem, że muszą ustąpić pierwszeństwa wszystkim, co mają zielone, oczywiście. I jakoś nie wzrosła od tego liczba wypadków. Mieli to również eksperymentalnie wprowadzać w Paryżu, ale nie wiem jak się dalej potoczyły losy tego pomysłu.

Sęk w tym, że rowerzyści na ogół wjeżdżają na czerwonym, jak już nic w poprzek nie jedzie. I mają dużo lepsze warunki do sprawdzenia, czy w poprzek nic nie jedzie, niż kierowcy. Szczerze mówiąc, rowerzystów wpieprzających się na pałę na czerwonym widuję jak na razie wyłącznie w filmikach o amerykańskich kurierach.

Jest jeszcze więcej zachowań wyraźnie zabronionych przez PoRD, których wypadkogenność jest czysto mityczna:

1. Jazda ulicą jednokierunkową pod prąd.

W co najmniej jednym kraju w Europie jest to po prostu dozwolone, w większości pozostałych nagminne jest dodawanie tabliczek "nie dotyczy rowerów" pod zakazami wjazdu.

2. Jazda po piwie.

W zachodniej Europie limity są znacznie wyższe dla rowerzystów, niż dla kierowców (0,5 lub 0,8 promila, przy 0,2 dla kierowców).
-
2013/05/17 11:09:51
Idiotyzm, fakt. Mnie natomiast intryguje inna sprawa - czemu niemal wszyscy rowerzyści jeżdżą chodnikiem, skoro PoRD mówi wyraźnie, że chodnikiem można jechać gdy: 1. jest zła pogoda, 2. na drugim rowerku jedzie dziecko w wieku (o ile mnie pamięć nie myli) do 10 r.ż. Radkowiecki, może jako czynny rowerzysta jesteś w stanie wytłumaczyć mi ten fenomen?
-
2013/05/17 11:34:49
Mnie ostatnio do białości wpienił jeden rowerzysta. Przechodzę sobie przez przejście dla pieszych u mnie na dzielni, po jednym pasie w każdą stronę, bez świateł. Kierowca zatrzymał się zgodnie z kodeksem drogowym, zaś rowerzysta nie i śmignął mi przed nosem. Bo jego nakaz przepuszczenia pieszych przecież nie obowiązuje, c'nie?
-
2013/05/17 12:08:07
Mnie natomiast intryguje inna sprawa - czemu niemal wszyscy rowerzyści jeżdżą chodnikiem, skoro PoRD mówi wyraźnie, że chodnikiem można jechać gdy: 1. jest zła pogoda, 2. na drugim rowerku jedzie dziecko w wieku (o ile mnie pamięć nie myli) do 10 r.ż. Radkowiecki, może jako czynny rowerzysta jesteś w stanie wytłumaczyć mi ten fenomen?

Jako rowerzysta czynny i doświadczony w Polsce i zagranico (i to niejedno), udzielę Ci prostej i zwięzłej odpowiedzi. Brzmi ona:

"stan polskich dróg + kultura polskich kierowców"

End of troll-topic.
-
2013/05/18 20:24:24
@ssamsara

Odpowiedzi udzielił m-m-m i ja się z nią zgadzam. Przez ponad 14 lat rowerowania po Piasecznie i Warszawie przekonałem się, że prędzej od raka prostaty, choroby serca czy ptasiej grypy, zabije mnie warszawski kierowca. I wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? Niektórzy z nich próbowali mi to zrobić intencjonalnie. Jak ten cierpiarz, który skręcił w moim kierunku i zwalcował mnie między swoją burtą a zderzakiem drugiego samochodu tylko dlatego, że na finiszu przed pracą, przejechałem 50 metrów pod prąd. To był dla niego powód, żeby mnie pouczyć przez najechanie we mnie. Przyznacie, że dość wysoki wymiar kary za złamanie przepisów. Więc ja pierdolę ulice i wybieram chodnik. Moje życie jest warte więcej niż pięć dyszek mandatu. To jest naprawdę no-brainer.
-
2013/05/22 22:58:14
Animowany obrazek wprawdzie kiepskiej jakości, ale ładny i na temat:

londongrumblr.co.uk/post/32512859446/when-cyclists-dont-stop-at-red-lights

Dla mnie, jak dotąd, rekordzistą okazał się rowerzysta, który wyprzedził stojące przed przejściem na czerwonym dwa samochody i mnie (na rowerze), a potem pomknął w siną dal.
-
2013/05/22 23:51:58
I co, spowodował jakieś zagrożenie ów rowerzysta? Wjechał komuś pod koła, potrącił pieszego, albo coś?
-
2013/05/27 13:00:30
@rmikke
"I co, spowodował jakieś zagrożenie ów rowerzysta? Wjechał komuś pod koła, potrącił pieszego, albo coś?"

Tym razem nie.

Zastanawia mnie tylko, co sobie w tamtej chwili myślał. Że my wszyscy tak stoimy na tym czerwonym, bo lubimy? Hobby mamy takie?
-
2013/05/27 21:20:06
Mógł sobie na przykład pomyśleć tak: "Jestem dużo bliżej skrzyżowania, niż samochody, nic mi nie ogranicza widoczności, więc w przeciwieństwie do kierowców jestem w stanie ocenić, czy wjazd na skrzyżowanie jest bezpieczny, czy nie.".

Albo mógł sobie pomyśleć: "Jak teraz przejadę przez to skrzyżowanie, to będę szybciej u celu. W przeciwieństwie do samochodów, które i tak staną na kolejnych światłach".

Mógł sobie wreszcie pomyśleć: "Jak ruszę teraz, to samochody mnie dogonią dopiero, jak już nabiorę prędkości i rower przestanie mi się kiwać na boki. A jakbym czekał na zielone, to samochody musiałyby poczekać z wyprzedzaniem, aż się przestanę kiwać na boki, więc bardziej bym je blokował".

Mógł nawet pomyśleć o tych wszystkich trzech rzeczach naraz.

Oczywiście mógł też pomyśleć po prostu: "Mam to w dupie, jadę!". Ale nie zmienia to prawdziwości powyższych argumentów.
-
2013/05/28 17:50:43
@rmikke
"Mógł sobie na przykład pomyśleć tak: "Jestem dużo bliżej skrzyżowania, niż samochody, nic mi nie ogranicza widoczności,"

Widzisz, ale tam były nie tylko samochody. Byłam też ja, na rowerze, i też stałam na tym czerwonym. Nic mu to nie dało do myślenia?

"więc w przeciwieństwie do kierowców jestem w stanie ocenić, czy wjazd na skrzyżowanie jest bezpieczny, czy nie.".

Podejście "ja oceniam, kiedy należy przestrzegać prawa" jest równie szkodliwe i należy się za nie strzał z liścia w potylicę, niezależnie od tego, czy rowerzysta spowodował wypadek na tym konkretnym skrzyżowaniu.
-
2013/05/29 00:05:30
Mógł sobie pomyśleć, że Ty nie umiesz, lub nie chcesz samodzielnie ocenić sytuacji - i masz do tego pełne prawo. Ba, jeśli akurat nie umiesz, to bardzo Ci się chwali, że nie próbujesz.

Natomiast ocenianie, kiedy przestrzegać prawa, to śliski temat troszeczkę. Sporadycznie, można nawet za to pójść siedzieć - nie za nieprzejechanie na czerwonym, oczywiście.

Ale też popatrz parę postów wyżej; pisałem, że we Francji, w paru miastach, zezwolono rowerzystom przejeżdżać na czerwonym. Myślisz, że ktoś by o tym pomyślał, gdyby wcześniej wszyscy rowerzyści praworządnie stali na czerwonym?
-
2013/05/30 12:16:20
@rmikke
"we Francji, w paru miastach, zezwolono rowerzystom przejeżdżać na czerwonym. Myślisz, że ktoś by o tym pomyślał, gdyby wcześniej wszyscy rowerzyści praworządnie stali na czerwonym?"

To może limit dopuszczalnego stężenia alkoholu też warto zwiększyć, skoro tylu kierowców nie przestrzega ustawowego? Prawdopodobnie oni też samodzielnie oceniają sytuację i dochodzą do wniosku, że trzy piwa i setka wódki wcale nie umniejszyły ich sprawności.

I jest mi bardzo wszystko jedno, jakie przepisy obowiązują w innych krajach. Jeśli komuś polskie wydają się nieżyciowe, niech pisze petycje albo próbuje je zmienić w inny sposób, a nie łamie je tak bardzo na bezczelnego jak w opisanym przypadku.
-
2013/05/30 23:19:28
W Niemczech limit stężenia alkoholu we krwi wynosi 1.1 promila dla kierowców i 1.6 promila dla rowerzystów, u nas 0.2 dla jednych i drugich. Jak myślisz, gdzie więcej ludzi ginie na drogach? A Niemców jest ponad dwukrotnie więcej, niż nas i samochodów też jeździ tam więcej. Co Ci to mówi o wpływie limitu alkoholu we krwi na liczbę wypadków na drogach?
-
2013/05/31 03:52:31
1,1? chyba cos ci się bardzo pojebalo. o 1.6 nie wspominając. i przy okazji weryfikacji zrodla sprawdz od ilu promili automatycznie masz wspolwine wypadku a z AC ni zobaczysz centa.
-
2013/06/01 00:02:45
No jak to, przecież Onet tak podał:
wiadomosci.onet.pl/swiat/niemcy-restrykcje-dla-rowerzystow-po-alkoholu-jak-,1,5522022,wiadomosc.html
Jak zajrzeć do źródła:
www.stuttgarter-zeitung.de/inhalt.promillegrenzen-bei-radfahrern-weniger-alkohol-im-sattel.187c8588-c651-4c01-b103-b1420b7d9cb9.html
(fatalnie się czyta, jak się nie zna niemieckiego ;) )
to widać, że są to wartości, przy których człowiek nie nadaje się do prowadzenia, a mandat dostać i prawo jazdy stracić można przy 0.5 promila (za kierownicą), co i tak jest 2.5 razy wyższą wartością, niż u nas - więc podtrzymuję tezę, że obniżenie dozwolonego poziomu alkoholu we krwi nie ma decydującego wpływu na ilość wypadków.

A swoją drogą, ciekaw jestem po co określają te wartości, kiedy człowiek nie jest w stanie prowadzić (rozumiem, że w przepisach?), skoro łapią za niższe...
-
2013/06/02 00:09:34
"während Autofahrer schon von 0,5 Promille an ihren Führerschein abgeben müssen."

podkreslic ci te 0,5?

-
2013/06/02 00:11:16
A swoją drogą, ciekaw jestem po co określają te wartości, kiedy człowiek nie jest w stanie prowadzić (rozumiem, że w przepisach?), skoro łapią za niższe...

przykladowo:
mandat -> wykroczenie -> przestepstwo