To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
Blog > Komentarze do wpisu

Kochamy polskie seriale część 13

Oglądam dużo seriali bo nie potrzebuję spać długo. I się zastanawiam co się porobiło z kilkoma produkcjami, które rokowały, które polubiłem a potem zeszło z nich powietrze. Dalszą część notki czytacie na własne ryzyko, bo zapodaję umiarkowane spojlery. Będzie też jedno pytanie retoryczne, ale to na koniec.

American Dad udowadnia, że ciągnięcie przez jedną ekipę trzech seriali równolegle, powoduje wystrzelanie się z pomysłów. A tak lubiłem Klausa.

Californication udowadnia, że nie każda syfiasta sytuacja, w jaką twórcy pakują Hanka (i/lub jego rodzinę) będzie bawić widza. Bo ile można oglądać ludzi robiących sobie nawzajem w życiu gnój. I co z tego, że z uśmiechem na ustach. A tak lubiłem Runkle'a i Beccę i Marcy i Karen. I nawet Hanka.

Fringe udowadnia, że bez pomysłu na jakąś konkluzję, można pociągnąć jeden serial i oszukać pół świata (aczkolwiek o Lostach złego słowa nie powiem, bo to był jeden z seriali, który uratował seriale). Jak się próbuje to zrobić z drugim, ludzie stają się nieufni. Czy ktoś mi może z ręką na sercu powiedzieć, że wie gdzie zmierza scenariusz? Kurde, ja mam momenty gdy wydaje mi się, że przegapiłem jakiś poprzedni sezon, bo co drugi odcinek rzucają mi retrospekcje, których nie kojarzę i nie pamiętam. A tak lubiłem Waltera.

Alcatraz udowodnił, że, w sumie niezły, ale jednak tylko pomysł, to za mało żeby robić kolejny serial z cyklu monster of the week i zainteresować tym kogoś więcej od swojej starej, sąsiadów z klatki schodowej i rodzin aktorów.

How I Met Your Mother udowadnia, że wystarczy jeden legendarny ziom w garniturze i ludzie będą oglądać serial, który przestał być śmieszny trzy sezony temu. A tak lubiłem cały skład.

Weeds udowodnił, że zmiana piosenki z openingu jest najlepszą metodą żeby zabić niezły serial. Przyznacie, że taka korelacja jest nieco straszna ale przyznacie również, że Weeds bez Little Boxes zamienił się w niestrawnego gniota. A tak lubiłem Douga i Andego.

Two and a Half Men udowadnia, że trzeba być wielkim optymistą by wierzyć, że zamiana Charliego Sheena na Asthona Kutchera może się udać. Charlie, na zawsze pozostaniesz w naszych sercach bo twoje choroby weneryczne były siedem razy ciekawsze od problemów sercowych Waldena. I tak lubiłem Bertę.

Walking Dead udowadnia, że w przypadku zombie sprawdza się albo szkoła Romero (zrobić pełny metraż i zamknąć gatunek) albo szkoła brytyjska (krótki sezon albo dwa i finał). Wyprawa do Centrum Chorób Zakaźnych była ekscytująca i wciągająca. Wyprawa do... No właśnie, gdzie oni teraz właściwie idą? Więc ta wyprawa jest interesująca jak leczenie kanałowe. A tak lubiłem eksplodujące fragmenty zombich.

House udowadnia, że Hugh Laurie, kurwa!!! A wszystkich, którzy chcieliby powiedzieć złe słowo napominam, że to ostatni sezon i że nie będzie już Grega cytującego wielkiego mędrca Micka Jaggera. Więc wiecie, trochę ciszej nad tą trumną.

White Collar udowadnia, że nie można rozwiązywać głównej sprawy w połowie sezonu. Od kilku odcinków serial sobie gdzieś dryfuje i boję się, że zdryfuje do matecznika niskiej oglądalności i go zabiją. Byłoby szkoda, bo bardzo lubię Mozziego.

Mentalist udowadnia, że Red John jest bardzo ciężki do zabicia i że można zrobić sezon o niczym. Bo o czym jest aktualny sezon? Szkoda, bo bardzo lubię Patricka i Cho.

Castle udowadnia, że wystarczy Nathan Fillon i można ciągnąć 4 sezony fajnego serialu bez wyrazistej przewodniej linii fabularnej. Bo jeden odcinek na sezon to było trochę za mało. Ale tu się nie dam, bo za bardzo lubię cały skład. Może scenarzyści innych produkcji powinni się udać po poradę do tej ekipy?

2 Broke Girls udowadnia, że można wziąć obsadę z twarzy podobną zupełnie do nikogo, dać im do odegrania śmieszne sceny, eksploatować, w granicach rozsądku i ewentualnych pozwów, stereotypy rasowe, pozwolić się dziewczynom bawić na planie i nie przejmować się megatoną nienawiści i fatalnych recenzji, jakie towarzyszyły serialowi od samego początku. Bardzo się cieszę, że nie skasowali serialu po kilku pierwszych odcinkach, bo to teraz mój ulubiony sitcom.

Hustle (Misfits, Sherlock, Doctor Who, wstaw swój ulubiony serial z Wysp) udowadniają, że Anglicy to ludzie pozbawieni serc, dusz i sumienia. Jak można robić sześcioodcinkowe sezony?
Pytanie retoryczne było związane z serialami brytyjskimi i sam sobie w międzyczasie na nie odpowiedziałem. Dziękuję za uwagę.

wtorek, 21 lutego 2012, radkowiecki

Polecane wpisy

  • Pacific Rim z bólem dupy

    No więc ja z tej strony, chciałem wszystkich miłośników dobrej zabawy latem, zaprosić do oglądania filmu Pacific Rim gdyż jest dobry i nie słuchajcie takiego je

  • Kochamy polskie seriale część 15

    Miałem zacząć z wysokiego C i zacząć jechać znowu po rowerzystach, że niby patrzcie, trzeci dzień z rzędu, jaki ze mnie monotematyczny gość ale nie chce mi się,

  • Kochamy polskie seriale część 14

    Wszyscy siedzą i zamulają w pracy albo na zimnym urlopie (sprawdzić czy nie ZAGRANICO), w feedzie dostaję wyłącznie fotki kotków (dzięki czemu, niektórz

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/21 12:02:27
Radkowiecki udowadnia, ze mozna pisac o serialach tak by ubawic kogos kto o wiekszosci z nich nawet nie slyszal.
-
2012/02/21 14:18:20
Śledzę z 3 seriale. Californication rzeczywiście robi się coraz bardziej niesmaczne w kolejnych sytuacjach życiowych i naiwne w swoim epatowaniu seksem; House z kolei chce już skończyć i wszyscy czekają na finałowy odcinek. Nic wielkiego.
-
2012/02/21 18:01:21
Californication - veto!

Sezon pierwszy był świetny, drugi słabszy, trzeci słaby, czwarty porażkowy. Ale! Piąty, jak na razie, jest całkiem zabawny i nie aż tak tragicznie głupi jak dwa poprzednie, więc póki co jest nadzieja.
-
2012/02/21 18:06:20
Weeds się nomen omen wypaliło już dośc dawno, ale i tak te kilka serii było świetnych. Jak ktoś polubił aktorów z Weeds to powinien sobie obejrzec Anioły w Ameryce.

Szkoda, że Breaking Bad się skończył, a w Mad Man jest chyba przerwa. Niezły jest też The Killing.
-
2012/02/21 18:33:29
W "HIMYM" już nawet Barney cienko przędzie. Nowym Stinsonem jest Oleg z "2 Broke Girls".
"Grey's Anatomy" i "Desperate Housewives" już nie oglądasz?
-
2012/02/21 19:15:00
Nie wiem, czy oglądasz, bo pisałeś o serialach, które się skichały i mają już trochę sezonów za plecami, ale zwróć uwagę na "Shameless" (wersja amerykańska) i "House of Lies".
-
2012/02/21 20:57:43
Taki trochę niedosyt czuję w kwestii opisania przez Ciebie, Radku, Misfits i innych produkcji z Wysp.
Przyznaj chociaż, że muzyka w Misfits mocno intryguje (:
-
2012/02/21 21:26:18
6 odcinków to i tak full wypas w porównaniu do takiego "Black Mirror". Gupi Brytole.
-
2012/02/21 22:43:31
Się zgodzę. 'Californication' się skończyło tak pięknie w czwartym sezonie, że ten piąty to już nekrofilia. Co prawda obejrzałem tylko pierwszy odcinek, ale scenka z minetą w obecności dziecka zniesmaczyła mnie i odegnała skutecznie.

'Walking dead' - pięknie się zapowiadało, ale odkąd trafili na farmę, mam wrażenie, że skończyły im się pieniądze i tłuką kolejne odcinki z niewykorzystanego materiału, licząc, że uzbierają kasę i w końcu będą mogli wysłać ekipę dalej. Noż kurwa, ileż można. Ja rozumiem, że interakcja między postaciami, że dramaty międzyludzkie i w ogóle, ale to już zaczyna przypominać 'Modę na sukces'. Zwłaszcza że w komiksie, który jest zajebisty, farma była w sumie krótkim epizodem, a smakowitości zaczęły się potem. Do tego Lincoln z twarzą żydowskiego spaniela, który sili się na redneckowski akcent i stroi srogie miny, jest mało przekonujący.

'Weeds' już nawet nie próbuję oglądać, nie sprawia mi przyjemności oglądanie fabuł, gdzie wszyscy bohaterowie to albo durnie, albo skurwysyny. Zgadzam się całkowicie z teorią piosenki tytułowej.
-
2012/02/22 09:28:13
californication odpuściłam sobie po półtora albo nawet dwóch pierwszych odcinkach pierwszego sezonu.
choć sam początek był naprawdę niezły z hankiem moodym uciekającym ze spodniami od kochanki.
jednak - sam klimat filmu- to nie moja bajka.

house love'am wielce.
house cytujący mądrości micka jaggera jest genialny.
chociaż zaczynam się zastanawiać- dokąd zmierza house, po tym jak rozwalił cuddy pół chaty.
ale tak czy siak- mam w serduszku specjalne miejsce dla tego pana.
bo - bycie housem mu wychodzi znacznie lepiej, niż pisanie książek ("sprzedawcy broni" są sUabą książką, niestety)
-
2012/02/23 19:55:16
To wszystko i tak marność wobec śmierci Ryśka z Klanu...
-
2012/02/25 11:06:50
"Sprzedawca broni" jest, umówmy się, książką zajebistą.
Lecz.
"Modern Family" tłumaczy mi świat i przekonuje, że ludzie są małymi kłębuszkami różowej waty, których stać jedynie na pomniejsze kłamstewka i bardzo mnie kochają. To chyba niedobrze. Ale uwielbiam.
"Luther". Neil Cross ma osobne miejsce w piekle za drugi sezon (4 odcinki, no przecież to się nie da opisać, co ja temu typowi zrobię, jak go przydybię).
"Sherlock". Moffat i Gatiss mają osobne miejscówki w piekle za "The Reichenbach Fall", za to, co czynią z moim sercem, żołądkiem i, nie ukrywajmy, innymi organami, i za to, że jeszcze rok do trzeciego sezonu.
"Shameless" - potwierdzam absolutnie.
"Durham County". Tak to tutaj po prostu położę. Hugh Dillon. Dodam kusząco.
"ReGenesis". Making science sexy since 2004.
"Community". Siwy, bardzo opalony Chevy Chase. Paintball. Dean w kolejnych damskich wdziankach, które "pożyczył od siostry".
"Parks and Recreation".
-
2012/03/01 08:54:14
I jeszcze dodam - zachęcon Radkowieckiego recką powyżej zacząłem oglądać '2 Broke Girls' i mam mieszane uczucia. To serial bardzo bipolarny - tyleż zajebisty, co żenująco chujowy. Zajebista jest w nim Max, która sypie jak z rękawa świetnymi tekstami, i Oleg, który bije rekordy w kategorii 'Obleśny amant'. Żenująco chujowe jest w nim wszystko inne - irytująco kabaretowa gra aktorska, oparta właściwie wyłącznie na ping-pongu śmiesznych grepsów; szczątkowa fabułka, właściwie nieistotna i służąca tylko temu, żeby zlepić ze sobą w jako-tako logiczny ciąg kolejne popisy sarkazmu Max; karykaturalnie przerysowane postacie i przyciężkawa, nieustanna beka z hipsterstwa. Na razie obejrzałem kilka pierwszych odcinków, może później się rozkręci i nabierze polotu, ale póki co plasuje mi się to zaledwie oczko wyżej od 'Kiepskich' czy '13 posterunku'.
-
2012/03/01 12:28:20
@suisan
a mnie właśnie "sprzedawca broni" się nie spodobał książkowo.
-
2012/03/03 00:54:29
może wiesz, a może jeszcze nie... ale będzie 4 sezon White Collar :) mnie osobiście Mozzie wkurzył zachowaniem z tytułu: jesteś moim przyjacielem, więc masz respektować moje marzenia, ale twoje to już są do kitu i się nie liczą... no, ale potem się zrehabilitował :) ja uwielbiam to, jaką postacią jest Elisabeth- pamiętam Tiffani Thiessen z Beverly Hills 90210 i nie za bardzo ją wtedy lubiłam :)

-
2012/03/14 17:04:05
Dwa słowa od Magistra: God Wife
-
2012/03/14 22:56:42
Good Wife oczywiście
-
2012/04/19 18:51:29
Warty polecenia jest serial The Killing, nie znalazłem go przeglądając wpisy