To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
Blog > Komentarze do wpisu

Taki był początek

'Radek, jedziesz z nami na imprezę do Torunia?'. 'Radziu, to co? Jedno, góra dwa?'. 'Stary, a może byśmy skoczyli nad Białe na urodziny Blondyna?'.  Mam tak, że moim znajomym zdarza się rzucić z partyzanta tekstem, który generuje tak fantastyczny ciąg zdarzeń, że czasami mam wrażenie obcowania z ukrytą kamerą. W przypadku mojego ostatniego urlopu było bardzo podobnie. Miałem już zakontraktowany czerwcowo-lipcowy rejs z Francji do Portugalii, dwa tygodnie pod żaglami, Ailen za sterem, skład na miejscówce znany i sprawdzony, zaliczki wpłacone. Rozmowa z kapitanem Karolem miała więc dotyczyć ustalenia pasującego mi terminu na tygodniowe bujanie się po Mazurach. Żadnych zagrożeń niespodzianką, ot, rzucimy okiem w kalendarz, spojrzymy na koncerty, konwenty i urodziny znajomych i wypracujemy konsensus. Jakim byłem naiwnym łosiem.

Karol wbił na miejscówkę, zanęcił wiśniówką, wzięliśmy po piwie i udaliśmy się na patio na szluga i kalendarzowe rozkminy. Nie pamiętam teraz czy dał mi minutę czy kwadrans ale zamiast 'to kiedy na te Mazury byś się wybrał?' usłyszałem coś takiego: 'Zią, miałbyś ochotę na trzytygodniowy rejs z Wysp Kanaryjskich na Majorkę przez Ibizę?'.

Tutaj zrobimy sobie krótką przerwę reminiscencyjną. Gdy byłem wątłym i zahukanym młodzieńcem, obiecałem sobie, że przed czterdziestką wybiorę się na kilka dni na Ibizę, przyjmę każdy narkotyk znany światu, wypiję mnóstwo alkoholu oraz złapię kilka uleczalnych chorób skórnych od przygodnie poznanych turystek. Marzenie to pielęgnowałem kilka lat a potem okazało się, że nie trzeba wyjeżdżać na Baleary żeby zrealizować ten prosty plan. No, może z pominięciem narkotyków. Mimo tego, gdy usłyszałem słowo 'Ibiza', pod czaszką eksplodowały wspomnienia i już po 2 sekundach zacząłem, tocząc wielkie płaty śliny, pieszczotliwie ganić kapitana za zniszczenie mi perfekcyjnie zaplanowanych wakacji. Było dużo chujów, kurew oraz japierdolę. Bo wiecie, dwa długie urlopy w odstępie dwumiesięcznym to, w przypadku mojego miejsca w strukturze działu, spory problem logistyczny. O kasie na razie nie myślałem.

Gdy odzyskałem zdolność artykułowania inteligenckiego i wytarłem większość śliny, zapytałem się kiedy i ile. Kwiecień, trzy i pół koła plus wydatki na lądzie. Wtedy strzeliło mnie znowu, bo nie dość, że trasa piękna, to jeszcze po takiej taniości, że Mazury po sezonie się chowają. Chociaż już wiedziałem, że popłynę, poprosiłem o kilka dni na odpowiedź, bo jednak musiałem kwestie urlopowe obgadać z szefową. Minął weekend i nastał poniedziałek.

Czasami bywam niemądry. Nie wiem jakim cudem zalęgła się nawet we mnie myśl, że będą kłopoty z urlopem. Szefowa gdy usłyszała skąd i dokąd płynę, zerknęła w mój licznik zaległego urlopu i powiedziała, że nie ma najmniejszego problemu. Pierwsza przeszkoda wzięta.

Teraz zacząłem kombinować skąd naskładać kasy na oba rejsy, bo to dla pracownika niskiego szczebla z kredytem frankowym było już wyzwanie. Na szczęście z pomocą przyszli nieocenieni Rodzice, dla których dalej jestem małym chłopcem i którzy nie chcieli słyszeć bełkotania 'pożyczcie a jak będę miał, to oddam'. Po prostu podarowali mi worek kasy i ze słowami 'płyń po morzach i oceanach w podróż swoich marzeń' poprosili grzecznie o pospierdalanie. Do tej pory nie wiem w co ich całować, bo faktycznie to dzięki nim do skutku doszła ta wyprawa[1].

Urlop - check. Kasa - check. Zaliczki wpłacone - check. Kasa na przelot przelana - check. Pozostało mi tylko oczekiwanie i robienie zakupów na rejs. Czas oczekiwania na kwietniowy wypad umilałem sobie myślami jak to będzie pięknie i mądrze gdy w ciągu trzech miesięcy przepłynę dwa tak różne dystanse i dwie tak różne trasy. Niestety, jak pewnie część z was wie, Los postanowił zagrać nam wszystkim na nosie i wyciął wszystkim taki numer, że ja do tej pory nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości faktu, że nigdy już nie popłynę w rejs z Ailen. A najbardziej żałuję, że nigdy nie będę jej w stanie podziękować za to, że pokazała mi to morze i że to właśnie dzięki niej ruszyłem się z Mazur i przeżyłem sto tysięcy najpiękniejszych chwil na wodzie.

Fakt, że rejs Francja-Portugalia wypadł nam wszystkim z kalendarza skwasił mi limo ale spowodował również to, że tym bardziej niecierpliwie wyczekiwałem kwietnia. Bo ciągnęło mnie nad wielką wodę okrutnie.

Na tydzień przed wylotem chodziłem po ścianach. Na trzy dni przed wylotem popadłem w bezsenność i dostałem zaparcia. Dzień przed wylotem dostałem takiego rajzefibera, że cudem tylko nie stanąłem w ogniu. Zaś w dzień wylotu nie mogłem się przez kilka minut podnieść z łóżka, bo mnie chyba ze stresu sparaliżowało.

Stres nie był spowodowany wizją lotu, bo ja się latać nie boję. Nie wiem kiedy ale wiem jak zginę i nie będzie w tym uczestniczył żaden samolot. Sparaliżowała mnie wizja żeglowania po Atlantyku łodzią wielkości mojej gąbki kąpielowej. Oczywiście w porównaniu do ogromu wody dokoła, bo Bavaria 46 Cruiser to całkiem spora i zacna jednostka.

 

I faktycznie, pierwsze dwa dni to był respekt, szacuneczek i lekki paraliż. Bo wiecie - ocean. A potem pierdolnął sztorm i całe napięcie ze mnie zeszło. Ale nie uprzedzajmy faktów.

15 kwietnia załadowałem się na pokład samolotu i pofrunęliśmy na skrzydłach burzy[2] do Madrytu. Tam spędziliśmy sto godzin czekając na połączenie na Teneryfę, które się spóźniało, bo nad wyspą duł wichor i ogólnie warunki były mało lotne. W końcu się udało, maszyna podkołowała pod rękaw, wyciągnęliśmy z bagażu podróżnego buzdygany, morgenszterny i krótkie miecze i wyrąbaliśmy sobie w tłumie starców, kobiet i dzieci drogę na pokład. Chwilę później moje stopy po raz pierwszy w życiu dotknęły hiszpańskiej ziemi. Jeszcze nie wiedziałem, że ten pierwszy krok na zdrętwiałych nogach[3] to początek najpiękniejszych trzech tygodni mojego życia.

[1] No dobra, i tak by doszła, bo na horyzoncie majaczyły dodatkowe zlecenia i miałem już zakontraktowane trzy wieczory w tygodniu na rurce w klubie dla pań ale tym razem stwierdziłem, że wyjątkowo lepiej jest łatwiej niż trudniej.
[2] Figura stylistyczna. Turbulencje nad Madrytem, jakkolwiek zabawne i wywalające żołądek na nice, były zbyt mało burzowe i trwały niecałą minutę. Zero emocji.
[3] Chcę spędzić 3 minuty w zamkniętym pomieszczeniu z psychopatą, który zaakceptował odstępy między siedzeniami w klasie ekonomicznej.

wtorek, 17 maja 2011, radkowiecki

Polecane wpisy

  • Człowiek szuka pracy

    Jechałem we wtorek wzdłuż Świętokrzyskiej, ten nowy ddr jest dość sympatyczny. Na wysokości Emilki, tuż obok mnie upadł obrany z zielonej skorupki orzech. Spojr

  • Żebyś ty jeszcze gotować umiała

    Stałem wczoraj na Wileniaku, autobus nie podjeżdżał, obejrzałem sobie zatem dokładnie te nowe wiaty reklamowe, które udają przystanki. Pierwsza uwaga natury ogó

  • A góry nade mną jak niebo

    Bieszczady, co to najlepiej w nie wyjechać jak życie nas wkurwia. Raz byłem. No, dwa. Pierwszy jeszcze w ogólniaku, na Polowej Zbiórce Harcerzy Starszych. A tak

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/05/17 23:00:08
Pięknie! Prosimy o więcej, ze szczegółami i obrazkami.
-
2011/05/17 23:10:39
polataj czarterami to przestaniesz narzekać na ekonomiczną, w czarterach jest gorzej
-
2011/05/18 02:33:31
Ledwo człowiek zaczyna czytać, akcja wartko pooooo...myka, a tu koniec!? C'mon!
-
2011/05/18 09:13:59
...i oczywiście z całej notki bardziej niż na burzliwe przygody Radka czekam na wyjaśnienie kwestii Ailen. Czy tylko ja tak mam?
-
2011/05/18 09:44:12
Wyjaśnienie kwestii Ailen pojawi się w następnym odcinku. Być może wyrobię się na piątek.
-
2011/05/18 10:20:39
No, berberyjscy piraci zabrali sobie tę płaksę, która blipała i oddali starego, dobrego Radzia.
-
2011/05/18 10:26:45
kogo widzą me oczęta! ;-)
-
2011/05/18 10:39:48
Hej, tu Marcin/Ezechiel z Seaconu szewdzko-gdyńskiego.

Pisz dalej, chętnie poczytam. Ja rok temu pływałem po Północnym i też nie mogę doczekać się powtórki.

Co do Ailen - pełna zgoda. Tu nie ma co gadać, tu trzeba pić, szlochać i rozpierniczyć kawałek świata w akcie przepracowania smutku.
-
2011/05/18 15:00:09
WIĘCEJ!!!
Więcej opowieści, zdjęć i informacji!!!
Nie wiem kim jest Ailen ale zrobiło mi się niewesoło :(
-
2011/05/18 17:26:10
mam nadzieję, że dzisiejszy wpis jest jedynie wstępem do wstępu.

-
2011/05/19 09:54:55
We want moar.
-
2011/05/19 11:24:38
Kazałeś nam się naczekać, ale było warto, bo dawno nie widziałem tak świetnie napisanej blognotki. Co oczywiście nie oznacza, że nie dołączam się do tego podekscytowanego tłumku krzyczącego "więcej!".

Za sformułowanie "pieszczotliwie ganić" należy Ci się co najmniej pulicer.