To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
Blog > Komentarze do wpisu
Niewielki melanszyk

Się napinałem na notkę na temat i wyprodukowałem kawałek tak abstrakcyjny i odjechany, że musi chwilę odleżeć w zamrażarce, zanim zdecyduję co z nim dalej zrobić. Po dwóch dniach knucia, doszedłem do wniosku, że niech on sobie jeszcze popułkownikuje a ja sobie zrobię goń myślową na tematy luźne i niepowiązane.

Sam, zagraj mi jeszcze raz CaDG

Dwa miesiące temu, pod toną kartonów, znalazłem gitarę i zacząłem sobie na niej powoli pitolić. Po trzech tygodniach musiałem zrobić przerwę, bo wyrypałem opuszki o struny aż do utraty linii papilarnych oraz zdarłem paznokcia. Z początkiem roku powróciłem hożo do ćwiczeń, wczoraj wieczorem przypomniałem sobie, że gdzieś w kartonach wala się mój śpiewnik z ogólniaka, odgrzebałem, przejrzałem i prawie zacząłem płakać. Okazało się bowiem, że kotwice[1], które człowiek sobie nieświadomie pozakładał w okresie burzy i naporu hormonów, działają od pierwszego strzału, nawet po 20 latach, i generują takie stany umysłowe, że na jakiś czas podziękuję za podróże sentymentalne. Bo przecież chłopaki nie płaczą.
Chociaż jedno muszę stwierdzić - wszystkie akordy, które w większości przypadków dobieraliśmy na słuch, w dalszym ciągu świetnie pasują do ówczesnych przebojów. Dzięki temu moi sąsiedzi załapali się na tużprzedpółnocny koncert szlakami moich fascynacji muzycznych. Ciekawym czy wymiękli przy KSU, czy dopiero przy Chłopcach z Placu Broni. CaDG działa bez zarzutu, z głosem gorzej, w sumie kupa dobrej zabawy.

Reinkarnacja metaforą jest[2]

Namawiała, namawiała i namówiła. Od 3 tygodni Showtime emituje nowy serial - Episodes. Rzecz o angielskim małżeństwie, które stworzyło czterosezonowy hit telewizyjny, skosiło nagrodę i skusiło się na wyjazd do Stanów, w celu zrobienia amerykańskiej wersji. I oczywiście następuje zderzenie oczekiwań z realiami.
W zasadzie chciałbym się przyczepić (bo to powinność krytyka, hyhyhy) ale nie mam na razie do czego. Tamsin Greig uwielbiam odkąd zobaczyłem ją w Black Books. John Pankow jako przerysowany amerykański producent jest bezbłędny. Matt LeBlanc, wykopany z otchłani zapomnienia, daje radę i tylko momentami jedzie Joeyem. I tylko Stephen Mangan mi nie leży ale to pewnie z tego powodu, że jakieś 2 tygodnie temu obejrzałem Dirka Gentlego, w którym zagrał rolę tytułową, i zrobiło mi się słabo i niedobrze. Widać jeszcze promieniuje.
Humorystycznie dobrze, bo trzeba być młotem żeby nie rozegrać zabawnie zderzenia Anglików z Amerykanami. David Crane młotem nie jest. I w ogóle jest fajnie, sympatycznie i śmiesznie oraz dwójka głównych bohaterów mówi z pięknym brytyjskim akcentem, strzelają korki od szampana, wybuchają race, wszyscy się radują a ja czekam na następny odcinek.

Łatwo jest być prorokiem we własnym kraju

W 2007 na ekrany wszedł brytyjski serial Skins. O młodzieży, która pije, pali, wącha trawkę, bawi się po nocach, wygłupia w szkole i uprawia seks na zasadzie każdy z każdym. Do tego nie rozmawia z rodzicami, bo rodzice nie mają czasu żeby pogadać. Spłycam i skracam, bo serial zasługuje na dłuższy wpis, którego nigdy mi się nie chciało zrobić i nie chce mi się również teraz. Podobało mi się w nim prawie wszystko - młodzi aktorzy (a może naturszczycy, nie sprawdzałem), którzy potrafią przekonująco grać. Życiowe tematy. Sporo patologii ale nie takiej, żeby się narazić na wyrok za pokazywanie seksu nieletnich. Dramaty, hormon i problemy z utratą dziewictwa. Trochę gorzki obraz przepaści między pokoleniem rodziców i ich dzieci. Sporo humoru, sporo dramy, nie wiem jak dobrze odpowiadający prawdzie obraz pokolenia brytyjskich nastolatków. Ogląda się to świetnie, zwyczajowo krótkie sezony (10 odcinków) nie nużą, taki więcej przebój.
Dziwnym nie jest, że na Skins spoczęło łakome oko Ameryki. No i wzięli wyprodukowali swoją wersję. Konkretnie wyprodukowało to MTV[3]. Nie jestem jakoś specjalnie uprzedzony, bo przecież Stany to potentat jeżeli chodzi o produkcję dobrych seriali. Ale jak sobie wyobraziłem, że to MTV, stwierdziłem cichutko, żeby nie zapeszyć: ależ to będzie epickie gówno. No i wczoraj obejrzałem pierwsze 2 odcinki. Dżizas, kurwa, ja pierdolę. Co to miało niby być?
Pozytywne aspekty amerykańskiej wersji - uwalą to po pierwszym sezonie, bo to kiła straszna. Ponadto jest szansa, że jeżeli to będzie klapa, Amerykanie przestaną próbować robić swoje wersje dobrych seriali.
Negatywne aspekty amerykańskiej wersji - cała reszta. Autentycznie. Nie ma w tym serialu niczego wartego uwagi. Oglądanie go jest jak jedzenie szkła z żużlem, jak czyszczenie zębów sczotką drucianą, jak zakraplanie sobie kwasu siarkowego do oczu. No dramat po całości. I aż się chce na koniec leciutko strawestować Pablo Francisco: MTV took great British show and shit on it.
I oczywiście, że obejrzę to do końca. Może wena spłynie i dłuższym kawałkiem rozszarpię American Skins na strzępy. Chociaż pewnie nie, bo po co tłuc bity o krapie.

Zabrania się wykluczać

Zabawny artykuł o cyfrowym wykluczeniu. Ja rozumiem, że wierszówkę trzeba skasować i kontrowersyjnymi treściami nabijać licznik wejść na stronę ale kurde, są chyba jakieś zasady rzetelności dziennikarskiej. Gdyby coś takiego pojawiło się kiedyś na usnecie, stwierdziłbym że to słaby troll i gdybym miał chwilę, może bym z autorem poflejmował[4]. Chociaż raczej nie, bo tu nie ma z czym za bardzo polemizować, można co najwyżej pociągnąć z autora łacha, czego nie chce mi się robić.
Więc może zrobię dobry uczynek i podpowiem kilka zagadnień, które w takim artykule miałyby więcej sensu. Nieznajomość kilku modnych ostatnio, acz smutnych jak Mordor, memów, nie oznacza wykluczenia, bo to margines a nie ogół. Wykluczenie oznacza natomiast[5] brak następujących umiejętności: obsługa poczty, wysłanie załącznika (fotka, dokument, cokolwiek), obsługa internetowego konta bankowego, znalezienie godzin pracy urzędu, knajpy czy sklepu, ściągnięcie i wydrukowanie druków urzędowych, rozliczenie PIT-u/a przez internet, wyszukiwanie niezbędnych informacji, tekstów naukowych/beletrystycznych, zakupy i rezerwacje przez internet, sprawdzenie rozkładu jazdy, obsługa karty bankomatowej/płatniczej. To co dla nas jest normą, dla niektórych jawi się czarną magią. I to jest właśnie cyfrowe wykluczenie. Lajkowanie, forfiter, jestem hardkorem, daj kamienia czy demoty mogą wykluczać wyłącznie gimbusów.

Bud'te dabry, dajtie mnie adnawo majndfaka

Aronofsky to taki facet, którego się trochę boję, bo mi okrutnie babrze swoimi filmami pod czaszką. Wczoraj, tuż przed snem, wpadłem na pomysł, że może by tak obejrzeć Black Swan. I chociaż wszystko krzyczało 'ej, jesteś zmęczony, wypiłeś kilka piw, zagrałeś sąsiadom koncert, jesteś po US Skins, jutro praca, kładź się spać', odpaliłem go. Nie będę tu się mundrze rozwodził na temat perfekcjonizmu, schizofrenii, dominującej matki czy onirycznej estetyce niektórych scen, bo mądrzejsi zrobią to znacznie gorzej ode mnie. Jak się tłumy przewalą, obejrzę to sobie w kinie bo:
- Natalie Portman pięknie tańczy
- Aronofsky w pewnym momencie odjeżdża w niezbyt, zdawałoby się, adekwatny gatunek: horror. Lubimy horror.
- Natalie Portman w wannie bada swoją seksualność
- Natalie Portman w łóżku bada swoją seksualność
- Mila Kunis
- Mila Kunis i Natalie Portman tańczą w klubie w strobo i w dymie
- Mila i Natalie w taksówce
- Mila i Natalie w łóżku

asdl 00pljkdg 0.///ad
dflkajdsf lkeoig ....sazgfpoawex
dsfasd  oisadg lasdfoai

Przepraszam, palce mi się spociły i zaczęły ślizgać po klawiaturze. Obejrzyjcie Black Swan, bo to dobry film.

Oraz na dzisiaj to by było na tyle. Do poczytania.

[1] Psychologiczne, nie stalowe.
[2] Szybki konkurs za piwo. Kto bez guglania powie mi z czyjego kawałka to cytat i czyja wersja jest lepsza?
[3] Niedługo wyznacznikiem wieku będzie stwierdzenie: pamiętam czasy gdy w MTV leciała muzyka.
[4] Objaśnienie dla cyfrowo wykluczonych - taka kłótnia tylko w internecie. W podstawówce flejmy rozwiązywało się solówką po lekcjach, w ogólniaku i później człowiek musiał zagryźć zęby i pokazać, że jest cywilizowany.
[5] Jak mi ktoś napisze, że lecę oczywistościami, poznacie jak wygląda mój gniew.

czwartek, 27 stycznia 2011, radkowiecki
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Życie na Marsie z Halibutt
W jednej z nieco już zleżałych notek Radkowiecki przejechał się po perspektywach amerykańskiego rimejku serialu Skins. Sam oryginalny serial dość zabawny, choć zupełnie nie moja bajka. Raczej mało szokuje, been there, done that. Rimejku jeszcze nie ... »
Wysłany 2011/03/08 14:29:53
Komentarze
2011/01/27 15:08:41
He, he, pierwszy!
-
2011/01/27 16:34:05
Brygada Kryzys. Tytuł mi urwało, ale leci tak: Być może wkrótce nadejdzie dzień/Będzie inaczej, niż teraz jest/Kiedy zapłacić nadejdzie czas/Za to, co czynił każdy z nas. Bardzo go lubię.
-
2011/01/27 16:37:48
of kors- KRYZYS.
i armageddon. w sensie 2.
-
2011/01/27 16:45:18
@vauban
Blisko, Kryzys a nie Brygada Kryzys. Pół piwa.

@Szpiegowsky
Bardzo dobrze, i zespół i tytuł. Piwo.

@wszyscy
Nie ma jeszcze odpowiedzi czyja wersja lepsza. Bo ten kawałek został zagrany przez jeszcze jedną, niekoniecznie bardzo popularną, kapelę. Za podanie nazwy - piwo. Za trafienie która wersja bardziej mi się podoba - drugie piwo.
-
2011/01/27 17:01:38
Voldenberg i pewnie podoba Ci sie wlasnie ta wersja nie-Kryzysowa, bo inaczej nie byloby pytania.
-
2011/01/27 17:06:22
Voldenberg? Nie znam, na myśli miałem w takim razie wersję jeszcze innego zespołu.
-
2011/01/27 17:19:10
Ił-62, maybe. Zdaje sie, ze wokalnie bardziej wymiata, so...
-
2011/01/27 17:22:13
Studio 2
-
2011/01/27 18:39:44
$deity Ci zapłać [1], dobry człowieku, za podsumowanie tego czegoś, co "Wyborcza" wydrukowała chyba przez pomyłkę. W zasadzie z tekstem można polemizować i wykazywać słabe strony, ale trochę szkoda czasu. Tekst jest tak nędzny i nie na temat, że należałoby napisać go od zera.


[1] Ponieważ $deity rzadko wypłaca, to przy najbliższej okazji jakiś pojemnik z zupą chmielową z przyjemnością przekażę.
-
2011/01/27 20:11:24
Radkowiecki, jeśli mi dobrze świta że jakiś czas mieszkałeś w Piasecznie, możesz polecić jakąś dobrą do mieszkania okolicę? Plliiz? :-)
-
2011/01/28 16:41:19
Serialu Episodes obejrzałem dwa pierwsze odcinki i spodobał mi się tak sobie. Wrażenie było szczególnie złe po pierwszym, w którym nie było chyba nic śmiesznego, drugi był znacznie lepszy, ale nie na tyle, żeby chciało mi się kontynuować. O co np. w ogóle chodzi z tymi ludźmi, którzy na początku podejmują Anglików na miejscu? Przecież to mają być jacyś tam ichni macherzy od komedii, a są tylko kołkami do umawiania Anglików z producentem i innych formalności. A z pięknego brytyjskiego akcentu trzeba kiedyś wyrosnąć.
-
2011/01/28 17:27:47
Radek a nie miałeś wrażenia że nad "Black Swan" unosił się duch Dario Argento?
-
2011/01/28 18:02:18
Czyli co, Dirk Gently do niczego? Kurde, a tak czekałam...
-
2011/01/28 19:24:03
@armagedon
Oszukałem wszystkich. Krótki rys - najpierw usłyszałem wersję Ił-62 (Szprota - piwo) i bardzo mi się spodobała, bo fajny wokal i dziecięce głosy w tle. Plus hoża nuta, niezły tekst i w ogóle. Następnie skumałem, że to w oryginale był Kryzys. Wersja Kryzysu jest totalnie nie w mojej estetyce więc Ił rozwalcował pierwowzór bez problemu. A potem rzucili na rynek płytę Tribute to Kryzys i na płycie nr 1 pojawiła się bardzo krótka wersja zespołu PDS. Krótka ale z takim przypierdoleniem, energią i zadziornością, że zamietli Iłem. Więc kolejność jest taka: PDS - Ił-62 długo nic Kryzys. Sam sobie dzisiaj piwo postawie za swoją przemyślność i szczwaność. Jeżeli macie cierpliwość do chujowego i powolnego majspejsa, to rzeczonej wersji możecie sobie posłuchać tutaj: www.myspace.com/pdspunk/music/songs/Armageddon-19190012

@borsuk
Nad Perełką to jedno z najlepiej ocenianych osiedli w Piasecznie. Słowicza (tam mieszkałem) i okolice to psychodeliczne i ciasne blokowisko ale jest cicho, spokojnie, bezpiecznie i tanio. Oraz okrutnie nudno, bo nic się nie dzieje. Dla osoby lubiącej święty spokój to niezła opcja. I to tyle, bo ja w zasadzie Piaseczna praktycznie nie znam gdyż przez prawie 10 lat głównie tam spałem.
@calix
No stary, balet, dziwne odjazdy, mroczne zaułki i sugestywna muzyka uniemożliwiają niedostrzeżenie w Black Swanie pana Argento.
@rusty
Nie wiem jak inni, mi nie wszedł zupełnie. A nigdy wielkim fanem Holistycznej agencji nie byłem, więc oczekiwań też nie śrubowałem. Film jest po prostu nudnym, nieśmiesznym grzmotem i nie wiem kto go wymyślił w takiej formie. Do tego Dirk irytuje do wrzenia.
@arturjac
Arcydzieło to to nie jest ale przy każdym odcinku miałem przyjemne 20 minut. A zastanawianie się czy postaci w komedii są dobrze usytuowane jakby mnie nie zajmuje za bardzo. Z akcentu nie wyrosnę nigdy, od przedwojny go noszę.
-
2011/01/28 20:19:27
No właśnie gdyby to nie były takie kołki, to może dłużej byłoby przyjemnie, chyba że oni są tacy a) profesjonalni, że bez grubego czeku nic ciekawego nie powiedzą, ale jaka w tym zabawa dla widza? A co do pięknego brytyjskiego akcentu, nie chodzi o to, żeby przestał się podobać, tylko in this day and age masz pod ręką tyle różnych seriali, programów, tubek czy stacji radiowych z p.b.a., że wydaje mi się mało wartościowy jako atut.
-
2011/01/28 20:26:34
Piwo raczej odstąpię tym, co lubią ten trunek.
Wersji PDS nie znałam, bardzo radosna. Acz mnie najbardziej jednak wersja Voldenberg podeszła.
-
2011/01/28 21:06:30
Niedługo wyznacznikiem wieku będzie stwierdzenie: pamiętam czasy gdy w MTV leciała muzyka.

Już zaczyna być...
-
2011/01/28 21:57:45
@radkowiecki

Mnie. Dajtie mnie.
-
2011/01/28 23:04:05
@Radecki
dzięki za podpowiedzi
-
2011/01/29 11:22:33
Jeszcze w temacie cyfrowego wykluczenia - mój kolega z pracy, który teoretycznie uczy uczniów kosztorysowania w programie Norma, nie pamiętał swojego adresu mailowego. Kiedy mi go w końcu podał, okazało się, że mail jest nieaktywny - znaczy się, kolega od długiego czasu w ogóle nie zaglądał na konto. Dla niego komputer służy głównie do grania na kurniku.
-
2011/01/30 18:17:13
borze najzieleńszy... jestem wykluczona cyfrowo (według artykułu)... do dzisiaj nie znałam nawet terminu "lajkować"! nie używam ani giegie ani skype'a... bo są dużo lepsze i przyjemniejsze w obsłudze programy... matko, chyba powinnam się załamać...

a już tak bardziej poważnie, najwidoczniej, niektórym wydaje się, że to, co dzisiejsza młodzież ma w głowach (uogólnienie ogromne, bo trafiają się takie osobniki, które w głowach mają coś więcej niż pustkę- rzadko, bo rzadko, ale zawsze) jest wyznacznikiem tego, co współcześni ludzie powinni wiedzieć, umieć, potrafić... trochę to przerażające...
-
2011/01/30 23:32:13
Łabądzia dziś obejrzałem i zaiste jestem pod wrażeniem. Coś jest na rzeczy z tym porównaniem do Argento. No i zakręcony jest ten film tak, że lepiej nie trzeba. A Portman zagrała tu rolę życia.
Aczkolwiek polecam też "King's speech", który jest re-we-la-cyj-ny. Aktorsko też. Żeby tak u nas umieli robić kino historyczne. Film o królu-jąkale, a ogląda się jak komedię sensacyjną. Trzyma w napięciu :) Zaś scena samej tytułowej przemowy - arcydzielna.
-
2011/02/03 11:01:11
wtf is CaDG?
www.acronymfinder.com/CADG.html anything of this?
-
2011/02/03 13:18:52
C-dur, a-moll, D-dur, G-dur.
-
2011/02/03 16:21:39
a ja obstawiałem Chat About Depression Glass ;-)
dzięki za tłumaczenie. Świat nie przestanie mnie zadziwiać.
-
2011/02/04 12:38:22
@borsuk66
Arturjac prawidłowo rozpykał akordy. Skorzystałem akurat z tych, bo przy pomocy tej sekwencji jesteś w stanie zagrać jakoś tak 1/3 piosenek ogniskowych. Dla bardziej ambitnych i zaawansowanych jest CaFG gdzie F oznacza F-dur, który to akord jest zwykłą kurwą barową. Przepraszam, jest akordem barowym. A akord barowy to wróg najgorszy każdego początkującego gitarzysty.
-
2011/02/04 20:05:42
Jak jest coś takiego bardziej skocznego, dla podniesienia na duchu i dodania otuchy, to można zacząć od gis.