To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
Blog > Komentarze do wpisu

Kochamy polskie seriale część 12

Półtora roku nie pisałem, bo teraz wszyscy oglądają, się znają, piszą, mówią, dyskutują więc co się będę wyrywał. Ale jako, że szarpnąłem w trzy godziny coś, co normalnie zajmuje mi dzień, postanowiłem zrobić sobie nagrodę. I wam napiszę.

Odcinek ma na celu dwie rzeczy. Po pierwsze, będziecie mogli zorientować się jak jałowy przebieg ma moje życie, bo w zasadzie poza pracą, książkami, serialami i spotkaniami przy alko w gronie znajomych i przyjaciół, nie mam na nic czasu. Po drugie, jak już się kiedyś przełamiecie i się do mnie przy tym alko przysiądziecie, będziecie wiedzieli o czym zagaić żeby rozmowa nie zgasła po trzech sekundach.

Możecie do mnie na przykład zagaić o fajnej książce, opowiedzieć interesująco interesującą dykteryjkę portową, zapoznać mnie ze swoją młodą i atrakcyjną koleżanką[1] albo pogadać o serialach. I właśnie z seriali wam zrobie ściągę. Poniżej to, co mniej lub bardziej regularnie oglądam w tej chwili.

American Dad - jest tak głupi, że boli. Nie ma praktycznie Klausa. W zasadzie nie wiem dlaczego ciągle to włączam.

Big Bang Theory - bo Sheldon to aktualnie najlepiej grana postać w serialach. Bo dalej śmieszy do skurczu przepony. Bo to dla mnie w tej chwili najlepszy sitcom.

Caprica - po pilocie wszystko mi wystygło. Ale była trochę nuda więc wróciłem do oglądania. Na drugi sezon czekałem z pewną niecierpliwością, bo naprawdę chcę się dowiedzieć jak powstali Cyloni i dlaczego 12 kolonii zniszczono za nasze grzechy.

Castle - bo Nathan Fillion jest świetny. I jego matka jest świetna. I córka. I para detektywów. I Beckett też. Co z tego, że scenariusze coraz durniejsze jak one-linery coraz śmieszniejsze.

Chuck - od sezonu trzeciego bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby, bo wolałem Chucka jako pracownika Buy More niż Chucka jako prawdziwego szpiega.

Community - wpadł mi na listę przypadkiem i nagle okazało się, że jest śmieszny. Troy i Abed to świetna para komediowa. Ostatnia pół minuty każdego odcinka to pokaz przepysznej psychodelii. I jest stary Chevy Chase, którego uwielbiam za to, co mi zrobił w dzieciństwie. Śmieszył do łez.

Cougar Town - fajna grupa ludzi, trochę śmiesznych momentów i Courteney Cox, która starzeje się tak pięknie, że oczu nie mogę oderwać.

Desperate Housewives - jedyny serial, który potrafi mnie autentycznie wzruszyć. I nieważne, że Gabrielle Solis to najbardziej obrzydliwy charakter jaki miałem okazję spotkać przez ostatnie 10 lat, gospodynie z Wisteria Lane dają radę.

Dexter - odkąd zabrakło osoby, która swoją manierą aktorską doprowadzała mnie do płaczu, serial ogląda się dużo przyjemniej. Następnie twórcy zlikwidowali kolejną tego typu postać. Potem zrobili to jeszcze raz. Lubię twórców, którzy tak celnie odgadują moje antypatie i natychmiast robią mi dobrze. Oczywiście lubię też Dextera Morgana. No i krew jest.

Entourage - serial zjeżdża po bardzo stromej pochylni ale trwam dzięki przerysowanemu ale brawurowo zagranemu przez Pivena, agentowi głównego bohatera. Ari Gold to świnia, bydle, koniunkturalista, konformista, ochłap ludzki. No ktoś, kogo nie chcielibyśmy mieć ani za przyjaciela, ani za wroga. A mimo wszystko wzbudza jakąś perwersyjną sympatię. Do tego tworzy przepiękne, piętrowe przekleństwa, których mogę słuchać w kółko gdyż lubię dobry bluzg.

Eureka - kto nie lubi szeryfa Cartera ten konfident. Chociaż przeskok w czasie z ostatniego sezonu nie służy serialowi, to i tak fajnie się mi to ogląda. No i Erika Cerra, której nawet korekcja nosa nie dała rady zeszpecić.

Family Guy - obleśny i głupi. Oglądam z tych samych powodów, z których patrzę na American Dad. Oh, wait - nie ma żadnych powodów. No dobra, wymyśliłem trzy - Stewie, Brian oraz to, że odcinek trwa tylko 20 minut.

Fringe - na początku śmiałem się oglądając. Teraz uważam, że się myliłem, bo to kawałek dobrego filmu z pogranicza sf i sensacji. Widać, że chcieli przycelować w X-Files ale w odpowiednim momencie przestali się wygłupiać, robią swoje i sprawiają mi swoją robotą przyjemność. Nie zepsujcie tego.

Futurama - w ogóle jakieś pytania są tutaj?

Good Wife - nie lubię dramatów sądowych ale ten mnie jakoś kupił. Dobrze zagrany, drugi sezon się w końcu rozkręcił i zaczęli knuć z większym rozmachem. Do tego Will Gardner z Eli Goldem zamiatają jak mistrzowie curlingu. Bym zapomniał - Archie Panjabi jest tak zjawiskowa, że w niektórych momentach z trudem oddycham. A właściwie dyszę.

Grey's Anatomy - gonię z sezonami ale widzę, że może być problem. Stężenie emo i słodyczy jest takie, że grzęznę. Z drugiej strony Sandra Oh. Jeszcze nie zdecydowałem.

Hellcats - na wpół rozebrane ładne dziewczyny tańczą i robią szpagaty. Poważnie pytacie mnie o scenariusz?

Hot in Cleveland - nawet nie bardzo jestem w stanie opowiedzieć o czym to jest ale trzy ładne panie pod czterdziestkę i ich stuletnia sąsiadka (rewelacyjna Betty White) dostarczają mi co tydzień 20 minut dobrej zabawy.

House - gdzieś tak w okolicach 4 sezonu serial zaczął mnie przerażać, bo każdy kolejny odcinek był lepszy od poprzedniego i każdy kolejny sezon był lepszy od poprzedniego. Według mnie trend utrzymany. Do tego Hugh Laurie jest jednym z tych nielicznych facetów, z którym poszedł bym do łóżka (pomimo tego, że heteroseksualizm mnie cechuje).

How I Met Your Mother - sezon piąty walił malizną, że aż strach. W tym się odkuli i stali się na powrót śmieszni. I tylko Barney był nieustająco awesome. Bo jakby Barneya zabrakło, to szybko bym HIMYM odsubskrybował.

Lie to Me - nie mam pojęcia w jakim właściwie kierunku ten serial dąży ale Tim Roth mówiący do kobiet 'love' wysładza mi nieco tę wycieczkę bez przewodnika.

Melissa and Joey - my guilty pleasure. Rzeczony sitcom jest tak głupi, że zgroza. Pewnie dlatego mnie trochę śmieszy. A ja potrzebuję dużo śmiechu, bo śmiech jest najlepszym wynalazkiem na świecie.

Mentalist - w pierwszych sezonach Patrick sprzedawał dużo fajnych sztuczek mentalisty, teraz juz trochę mniej. Wątek Red Johna raz znika na pół sezonu, raz zajmuje trzy kolejne odcinki. Nie czuję żadnej chemii między bohaterami. Sprawcę wskazuję najdalej po kwadransie, bo zagadki kryminalne są najczęściej mało finezyjne. Podpowiedzcie mi, dlaczego ja to dalej oglądam, bo właściwie nie wiem?

Modern Family - drugi najśmieszniejszy po BBT sitcom, jaki aktualnie leci w telewizji. Obsada bezbłędna a Ed O'Neil, jego latynoska żona i syn Manny to najbardziej zabójcze kombo we wszechświecie. Jak wam ktoś mówi, że Modern Family jest słabe, to znaczy że nie jest w stanie odróżnić dobrego, inteligentnego i śmiesznego sitcomu od martwej kuny w sosnowym młodniku.

Sanctuary - dobrze zbalansowany udział odcinków głównotematowych ze standalonami[2], są eksplozje, są abnormals (nie wiem jak to przetłumaczyli na polski), jest wilkołak, jest Wielka Stopa, jest Amanda Tapping (kolejna aktorka, która im starsza tym lepsza), jest Agam Darshi (podoba mi się ostatni trend na wrzucanie do obsady osób o egzotycznej urodzie rodem z Bollywood, bardzo mi się podoba). I w ogóle jest miło.

Sons of Anarchy - pisałem kiedyś dlaczego go lubię, nic się nie zmieniło. Jeden z najlepszych aktualnie emitowanych seriali.

South Park - chłopaki mają niesamowitą zdolność - średni odcinek, przeciętny odcinek, słaby odcinek, fatalny odcinek, przestaję was oglądać ale dam wam ostatnią szansę, fatalny odcinek, który ratuje scena dla mnie genialna. W bieżącym sezonie się rozszaleli, bo w odcinku ostatniej szansy wkleili zarówno Mechaniczną Pomarańczę (co było po nastajaszczy horror szoł), jak i Cthulhu (co było bardzo fhtagn).

Supernatural - Kripke opowiedział to co chciał opowiedzieć w pięciu sezonach. Sezon szósty groził katastrofą. O dziwo daje radę. Zresztą nie czarujmy się - przygody braci oglądałbym nawet gdyby trafili do domu Ridge'a.

Terriers - cichy bohater aktualnego sezonu. Świetna nuta w openingu, ładne scenariusze, fajna drama (odcinek 7, z siostrą, rozdziera serce na pół), inteligentny humor, nienachalne, finezyjne teksty w stronę widza. Nic tylko siadać i oglądać.

Two and a Half Man - alkoholik, irytujący głupek i nieśmieszny nastolatek. Serial moim zdaniem powoli się stacza ale na razie mają dobry współczynnik śmiechu na odcinek więc oglądam. Bo jak już pisałem wcześniej, ja potrzebuję śmiechu jak tlenu. Życie bez śmiechu to śmierć za życia.

Weeds - mam wrażenie i nadzieję, że moja wspólna podróż z Nancy dobiega końca. Nie wiem co się stało pani Kohan ale tak epickiego dżampnięcia szarka i spieprzenia świetnego serialu to ja nie pamiętam. Specjalnie dla tych, którzy zaczynają z Weeds ukułem teorię - serial zaczął się kiepścić odkąd z openingu wyleciała piosenka 'Little Boxes'. Więc się nie zdziwcie. Bieżący sezon ma jedną, małą przewagę nad poprzenimi dwoma, które były litości. Jest on miejscami śmieszny.

31 tytułów jak obszył kordonkiem. Kiedy ja właściwie znajduję czas na cokolwiek innego to moja tajemnica, której nie zdradzę na forum publicznym. Ale możecie mnie o to zagaić przy piwie.

Oczywiście nie możemy zapominać o rzeczach, które się skończyły ale będą następne sezony. Że tak spod dużego palucha rzucę Burn Notice, Human Target, V czy Warehouse 13. No ale to zupełnie inna historia, którą wam opowiem jak skończę jajo w majonezie pod szczypior. Do poczytania.

[1] Jak ktoś ma zamiar posapać i się ponapinać, że ten tekst jest seksistowski, to może śmiało pospierdalać. Piszę to, bo już sapali i się napinali a ja naprawdę nie wiem o co im chodziło. Znaczy mam kilka pomysłów ale to świadczy źle wyłącznie o nich. Oszczędźcie więc sobie bólu.
[2] To słowo wygląda tak brzydko, że nie mogłem go nie użyć.

środa, 03 listopada 2010, radkowiecki

Polecane wpisy

  • Pacific Rim z bólem dupy

    No więc ja z tej strony, chciałem wszystkich miłośników dobrej zabawy latem, zaprosić do oglądania filmu Pacific Rim gdyż jest dobry i nie słuchajcie takiego je

  • Kochamy polskie seriale część 15

    Miałem zacząć z wysokiego C i zacząć jechać znowu po rowerzystach, że niby patrzcie, trzeci dzień z rzędu, jaki ze mnie monotematyczny gość ale nie chce mi się,

  • Kochamy polskie seriale część 14

    Wszyscy siedzą i zamulają w pracy albo na zimnym urlopie (sprawdzić czy nie ZAGRANICO), w feedzie dostaję wyłącznie fotki kotków (dzięki czemu, niektórz

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/11/03 20:33:26
Jeeezu... A myślałem, że ja jestem hardkorem :)
Odniosę się do tego, co znam i oglądam/oglądałem. I dorzucę bonus :)

"Big Bang Theory"- najlepszy sitcom, zgoda.
"Caprica"- kupa straszna, popłuczyny po BSG. Nie ma żadnego II sezonu, jest 13 odcinków. I koniec, więcej nie będzie, bo zamówiono inny serial, o młodym E.J. Olmosie :/
"Castle"- serial genialny, słowa krytyki niesłuszne. Pozycja obowiązkowa!
"Desperatki"- oglądam, mimo słabych momentów niekiedy. Generalnie trzyma się i daje radę.
"Dexter"- ścisła czołówka, mimo słabego sezonu nr III. Poproszę o rozwinięcie, kogo miałeś na myśli :)
"House"- oglądam, ale to już nie to, co kiedyś. Obecnie nawet niezły, ale sezon VI był daremny, V- szału nie było. A VII zaczął się od rzygu. Ale oglądam :P
"Lie to me"- to było dobre na jeden sezon. II obejrzałęm siłą rozpędu. Do III nie mogę się na razie przemóc. Ale zamierzam, dla Torres :)
"Mentalista"- serial nie dorasta "Castle'owi" do pięt. Wątek Red Johna to siął tego serialu, ale IMO jest go znacznie za mało. A z tymi 3 epizodami Z RZĘDU o RJ to przegiąłeś :)
"Sons of anarchy"- to BYŁ jeden z najlepszych seriali, przez I i II sezon. Trzeci nie jest nawet słaby, jest daremny, tak jak Jax. Żal straszny, ale liczę, że w IV się odbije od dna, co nie powinno być trudne.
Weeds- jak dla mnie piosenka z pirwszych sezonów był wkurwiająca. A sam serial był genialny prze pierwsze III sezony. Jak ktoś nie wie, co to znaczy "równia pochyła", powinien oglądać dalej. Oglądam, w nadzie, że ktoś Nancy wreszcie rozwali ten pusty łeb. Ale nie zanosi się, bo będzie sezon VII, to już pewne. Nie powiem "żal", bo byłaby to obraza dla tego słowa :)

Na koniec bonus- widzę, że nie oglądasz "Boardwalk Empire". Błąd, duży błąd. IMO jest to najlepszy NOWY serial w tym roku. Ścisła czołówka, Steve Buscemi w roli głównej. Crime story o czasach prohibicji w USA. Pozycja obowiązkowa.
Poza tym "The Event" jest całkiem, całkiem.
PS. I czekam na recenzję opowiadań Wegnera! :)
-
2010/11/03 20:35:33
Pozwolę się napiąć z Breaking Bad.
-
2010/11/03 21:38:00
I brak IT Crowd w zestawieniu, dla mnie "prawdziwsze" od BBT.
-
2010/11/03 22:26:34
Zachęcam do sięgnięcia po "Boardwalk Empire". Scorsese to produkuje, Buscemi błyszczy w roli głównej i generalnie jest super. Klimat jak z "Nietykalnych", tylko bardziej.
No i "The Walking Dead" się zaczął, póki co jeden odcinek.
A z "Weeds" się rozstaję, dokończę sezon 6 i, ku mojemu nieutulonemu żalowi, los endos. Bo to dobry serial był, tylko powinien był się skończyć gdy spłonęło Agrestic / Majestic.
"Lie to Me" oglądam dla Rotha, a "Mentalistę" bo jakos mi pasuje, choć zdaję sobie sprawę, że to nic wielkiego.
Na 2011 zapowiadają remake "Shameless", z Williamem H. Macy'ym w jednej z głównych ról. Ciekaw jestem tego serialu.
-
2010/11/03 22:30:49
Ja się dołączam do wpychania ci "The Walking Dead", na które czekałam jak kania na deszcz i się wreszcie doczekałam i pierwszy odcinek mnie wgniótł w fotel i się nie mogę doczekać następnego.

A jak cię kręcą panienki robiące szpagaty, to polecam również odcinek Glee zatytułowany "Britney/Brittany". Ze mnie zrobił lesbijkę.
-
2010/11/03 22:34:05
SoA słabuje straszliwie, trzeci sezon zwyczajnie jest nudny. South Park ciągle jest śmieszny, tylko ostatnio porusza się, że tak powiem, w obcej nam przestrzeni memetycznej. Amerykanie np. piszą, że odcinek z Jersey był hilarious.

A jakbyś miał za mało, to rekomenduję jeszcze "Rubicon", bardzo fajny, noirowaty thriller spiskowy, trochę Polański Style. Intryga skrupulatnie przemyślana, więc nie było miejsca na rekina. 13 odcinków jest, produkcja: AMC (bo "Breaking bad" to wierzę, że znasz?)
-
2010/11/04 00:02:12
A tak a propos Melissa and Joey: ten sam aktor trochę młodszy, i pytanie w jakim języku mówi aktorka, błagam kto pomoże ? ( od 1:16 do 1:23)
www.youtube.com/watch?v=One30uHllTw&feature=related
-
2010/11/04 00:58:17
ta notka kiedyś będzie w encyklopedii: absolute no-life.
-
2010/11/04 08:48:30
nie kojarzę większości tytułów nawet z nazwy....
co prawda miałabym ochotę na desperate housewives i grey's anatomy...
chcialabym kiedyś też obejrzeć kilka straych seriali- jak brygada ratunkowa, albo np. "bez śladu.

z tej listy znami bardzo love house'a.
a lie to me- jest genialny (widziałam całe 2 sezony)
-
2010/11/04 10:15:38
Caprica - nawet nie próbowałem tego zestawiać z BSG, bo to bez sensu i w porównaniu to kupa. Jako produkt samodzielny w zupełności mi odpowiada.
SoA - po 3 odcinkach stwierdziłem, że zaczekam na cały sezon żeby nie oglądać po kawałkach. Nie są mi więc znane aktualne stany dobrości tego serialu ale do momentu, w którym skończyłem nie miałem mu nic do zarzucenia.
Weeds - naprawdę chcą nas katować kolejnym sezonem? Przecież to już teraz jest nieoglądalne, ciągnę rozpaczliwie do końca sezonu i sajonara.
No oczywiście, że słyszałem o Boardwalk Empire, przecież troszkę siedzę w tym temacie. Poczekam na pełny sezon i obejrzę.
Event - oglądam ale wolałem wątek spiskowy od pogoni za kosmitami. Do tego ten serial ma najgorszego (w sensie najbardziej dezorientującego widza) pilota świata. Nie wiem dlaczego zapomniałem go dopisać do listy.
Walking Dead - po raz kolejny boli mnie wasz brak wiary we mnie. Pilota/pierwszy odcinek obejrzałem tydzień temu i kupił mnie dużą ilością krwi, bezkompromisowym podejściem do tematyki zombie oraz odwagą w pokazywaniu tego, czego telewizja boi się pokazywać. Werystyczny do bólu, będę śledził z uwagą, Darabont jest gość ale o tym wiedziałem od dawna.
IT Crowd oglądam ale sezony liczące 6 odcinków to żart jakiś ponury. Lubię go ale jak dla mnie, jakkolwiek dobry, jest mniej zabawny od BBT.
Breaking Bad - obejrzałem równiutko do połowy drugiego sezonu i stwierdziłem, że serial wpędzający mnie w depresję i myśli samobójcze nie ma prawa zagościć w moim rozkładzie jazdy. Wybaczcie, przez postać Walta on jest dla mnie zbyt ciężki i go zwyczajnie nie potrafię unieść.
Za Rubicon i konkretny odcinek Glee serdecznie dziękuję.

@jjgawron
Pani mówi po rosyjsku z akcentem, który Amerykanie uważają za rosyjski akcent. Co dla kogoś, kto uczył się rosyjskiego wiele lat, jest bardzo śmieszne. I zapodaje mniej więcej coś takiego: Według mnie obaj kandydaci... (niewyraźne bo cham drzwiami trzaska). Muszę lecieć, na razie.

@brain
Sam jesteś absolute no-life. Zią, się czyta, się ogląda, się wyskakuje na miasto, się na bloga pisze, się spotyka ze znajomymi. Jaki to nolajfizm? I nie odpowiedziałeś mi czy mam czytać Piekielny Brooklyn, czy raczej jest szkodliwy dla zdrowia.

A na koniec spojler z odpowiedzią dla Chemika: J cvrejfmlz frmbavr qb ovnłbśpv jxhejvnł zavr Qbnxrf, cbgrz gebfmrpmxę cemrfgnł nyr an fmpmęśpvr tb mnovyv. Anfgęcavr mnpmęłn zavr jxhejvnć qb ovnłbśpv Evgn, an fmpmęśpvr wą mnovyv. J gemrpvz frmbavr qb ovnłbśpv jxhejvnł zavr Zvthry Cenqb, an fmpmęśpvr tb mnovyv.
-
2010/11/04 11:00:01
Oj, a ja myślałem, że oglądam dużo seriali :) Wypowiem się więc nt punktów wspólnych:

- 'Weeds' - jak to napisał Chemik, oglądam z nadziei, że Nancy dostanie wreszcie od karmy epickiego kopa w dupę za swoje kurestwo. Tak, bo to manipulująca, totalnie egoistyczna, arogancka kurwa jest, która początkowo budziła jeszcze jakąś tam sympatię (ciężka sytuacja, śmierć męża, coś trzeba robić), ale w momencie, kiedy poznała Reyesa i wydała na śmierć kapitana Tilla zmieniła się nagle w The Evil Selfish Bitch. Najbardziej porusza mnie postać Andy'ego, który ewoluował z wkurwiającego dupka w fajnego gościa i bez przerwy dostaje przez tę dziwkę po dupie. Wiem, że to niepoważne, tak się emocjonować serialami, ale no nie mogę no. Na początku to był mój ulubiony serial, naprawdę mnie wciągnął, ale teraz czuję do bohaterki już tylko rosnącą niechęć i mam nadzieję, że umrze. Widzę, że nie ja jeden. Zastanawia mnie, czy taki był zamiar pani Kohan, czy wyszło jej to przypadkiem.

- 'BBT' - owszem, Sheldon jest mistrzem świata i póki co widzę tylko jednego rywala do tego tytułu, a jest nim postać z serialu, którego na Twojej liście nie ma, mianowicie:

- 'My Name Is Earl' - absurdalna, a przy tym niegłupia komedia o wąsatym złodzieju, który postanawia odmienić swoje życie. Lekkie i przyjemne, ale nienachalnie, do tego wszystkie postacie bez wyjątku są wyjebane w kosmos i świetnie zagrane. Wszystko zaś polane sosem radosnego absurdu. Ujęty postacią Earla spróbowałem innego serialu z Jasonem Lee, 'Memphis Beat', ale pierwszy odcinek mnie skutecznie odstraszył - kupy się to nie trzymało zupełnie.

- 'House' - pierwsze dwa czy trzy sezony mnie zmiażdżyły, teraz oglądam z przyzwyczajenia. To jest mielenie w kółko tego samego. Hugh Laurie owszem, ma potencjał na role model, ale gdyby nie on, ten serial umarłby w fazie płodowej.

- '2,5 Men' - zrobiłem podejście, obejrzałem ze 3 odcinki, wpadło do szufladki 'studyjny sitcom ze śmiechem z offu, czerstwe dowcipasy, żenua'.
-
2010/11/04 11:27:04
Warto zobaczyc tez "The Inbetweeners". Jest to jedna z najsmieszniejszych rzeczy jakie ostatnio widzialem.
-
2010/11/04 11:57:09
@eo
My name is Earl się nie pojawiło w zestawieniu gdyż serial został ubity. To raz. A dwa, pisałem o nim sto lat temu: radkowiecki.blox.pl/2007/10/Kochamy-polskie-seriale.html

Co do Weeds to wielokrotnie dawałem upust swojej frustracji. Nancy w pierwszych dwóch sezonach była spoko laską z sąsiedztwa, która diluje zielem i boryka się z życiowymi problemami. I oglądało się to świetnie. A potem Kohan znienawidziła swoją bohaterkę, zaczęła pakować ją w coraz większe gówno, robić z niej coraz większe kurwiszcze i efekt tego jest taki, że jak do niedawna Nancy współczułem, tak teraz życzę jej zgonu poprzedzonego gwałtem zbiorowym i torturami. No dobra, bez gwałtu i tortur, trochę mnie poniosło. To fascynujące jak z fajnej obyczajowo-komediowej historii można w krótkim czasie zrobić absolutnie groteskowe science-fiction. Jeżeli stał za tym jakiś zamysł, nie jestem w stanie go rozgryźć. A Andy'ego faktycznie żal.
-
2010/11/04 12:02:32
To tylko ja, czy jeszcze ktoś zauważył, że stężenie homoerotyzmu zarówno w notce jak i komentach jest wyjątkowo duże jak na tego słitaśnego blogaska? ;)

A na poważnie, to czytając wasze opinie cieszę się, że olałem Weeds po 4 sezonie, który mnie wynudził kompletnie. Z innych znanych i lubianych rzeczy:

24 - ostatni sezon to kupa gówna, a kilka bardzo dobrych odcinków go kompletnie nie ratuje. Nadal jestem zdania, że całość powinna się była skończyć na sezonie szóstym.

House - podobnie ja inni oglądam z przyzwyczajenia. Nadal trzyma toto poziom, ale wszystko już gdzieś, w jakiejś formie było.

Lost - zakończenie trochę mnie rozczarowało, bo widać było, że twórcy nie potrafili ogarnąć całości i końcówka sprawia trochę wrażenie wymęczonej.

Burn Notice - od dwóch lat, kiedy to zacząłem go oglądać jest moim numerem jeden i jedynym serialem na którego kolejny odcinek wyczekuję z niecierpliwością.
-
2010/11/04 13:29:21
To ja się zgodzę co do Terrierów. Co prawda oglądam powolutku, więc właśnie wczoraj zaliczyłem ten, jak Hank załatwił sobie kredyt w banku, ale oglądam powolutku właśnie dlatego, żeby sobie posmakować a nie połknąć na raz. Za to między H a L nie ma nic na J. W sumie Justified się skończył, więc może oglądałeś, albo się nie spodobał, ale też może go przeoczyłeś, a jest moim zdaniem wart polecenia.
-
2010/11/04 14:11:58
Polecić mogę jeszcze Criminal minds - serial o profilerach z Quantico, w sumie teraz już z leksza gonią w piętkę, bo im się ciekawi zabójcy pokończyli, ale np. pierwsze dwa sezony były bdb.
-
2010/11/04 14:19:47
Castle - poddałem się w połowie 2 sezonu, przez Ciebie pewnie wrócę do. Filliona mogę w każdych dawkach, pani policjantka bardzo mniam, więc.

Californication - niedługo ma się zacząć czwarty sezon, ostrzę zęby.

Dollhouse - pierwsza seria była nawet fajna, druga zaczęła się staczać, na szczęście kolejnej nie będzie, za to jako kropkę nad i Wheddon zrobił odcinek dziejący się fafnaście/dziesiąt lat później w stylu katastroficznego sci-fi - i jak tu gościa nie kochać?

Mentalist - im dalej tym gorzej, wylogowałem się z tego serialu, bo poza ładną główną bohaterką w zasadzie nie ma już zalet.

Coupling - no wiem że stare, wiem że zakończone, wiem że czwarty sezon bez Jeffa dżampnął szarka. Ale i tak mnie cholernie śmieszy, więc przypominam go tutaj, a odświeżam sobie właśnie pierwszą serię, bo przyszedł z Amazona czteropak.

A w ogóle to przed serialami się bronię, bo to za duża inwestycja czasowa. Wolę pograć czy poczytać.

-
2010/11/04 17:54:36
@jjgawron, @radkowiecki
przeraża mnie trochę fakt, iż pani mówi po rosyjsku, a jej matka jest w Polsce :D nooo... ewentualnie, mogła tam tylko pojechać na jakiś czas :)

bałam się już, że tylko ja jestem na tyle zboczona, żeby wyłapywać to, jak Tim Roth mówi "love" :) końcówka II sezonu trochę mnie rozczarowała... chociaż nie- zostawiła ogromny niedosyt... bo w sumie nic z niej nie wynikało... no ale, dzisiaj biorę się za te kilka odcinków 3 sezonu, które już wyszły :) uwielbiam akcent Tima, Kelli Williams (dr Foster) jest tak śliczna, że nie mogę się na nią napatrzeć, a Loker jest po prostu uroczy... aaa i nie znoszę Torres... jest tak ograniczona, że aż strach... niby jest "naturalna", a przez większość czasu i tak tego nie używa...

czy ktoś oprócz mnie uważa jeszcze, że Lightman też jest "naturalny"? z tą różnicą, że jest do tego wszystkiego wykształcony :D

7 sezon House'a mi się nie podobał na początku... i to bardzo... bo przez 6 sezonów House był zakochany w Cuddy, a mimo to kłócił się z nią, robił wszystko wbrew jej decyzji, obrażał ją, a tu nagle, jak tylko zaczął z nią "być" to się nagle poczuł zobligowany do ustępowania jej... no litości! na szczęście, ostatnio coś się zaczęło zmieniać i House zaczął powoli być znowu House'em... no i nadal uwielbiam dr Chase'a :)
-
2010/11/04 20:58:47
To może ja wytłumaczę, dlaczego oglądasz Mentalistę: bo Patrick Jane jest coraz lepszy. Serial się stacza, a główny bohater nam się wyrabia coraz bardziej. Ja w ogóle nie zwracam uwagi na fabułę poszczególnych odcinków, tylko jestem jak Red John: obserwuję Patricka Jane i z satysfakcją zauważam, że jego maska błyskotliwego wesołka, kpiarza, błazna pęka coraz bardziej. Ostatnio ten koleś jest w kółko zirytowany, sfrustrowany, zawiedziony, zły, niegrzeczny. Nie spuszczam oka z tego faceta.
@Grey's Anatomy: warto przecierpieć ten bambilion odcinków, żeby zobaczyć dwuodcinkowy finał szóstego sezonu. Mnie rozprowadził po parkiecie. A Sandra Oh jest warta wszystkich cierpień (oraz Bailey takoż).
Oraz polecam "Shattered" (trzy słowa: Callum Keith Rennie). Oraz "Luthera" (dwa słowa: Idris Elba). No i właśnie rozkręca się trzeci sezon "In Treatment".
-
2010/11/04 21:10:10
Idrisa Elbe to pamiętam z The Wire, którego chyba nie muszę polecać?

Ale gdyby ktoś nie znał oto mała próbka, polecane szczególnie miłośnikom CSI: ;)
www.youtube.com/watch?v=KQbsnSVM1zM
-
2010/11/04 21:42:25
@Jarek_86

Ostatni sezon "24" był właśnie całkiem udany (w przeciwieństwie do szóstego, który był trochę gówniany), a na pewno ostatnie odcinki i zew krwi Jacka. Po tych wszystkich kopniakach od życia był zupełnie uprawniony do małej, prywatnej jatki na pożegnanie. I zakończenie było fajne, klimatyczne. W ogóle chyba żaden serial tak długo nie trzymał w miarę przyzwoitego poziomu fajności, mimo wpadek i przejściowych żen. Czekam na kinówkę.

Z kolei Lost - ostatni sezon to kupa gówna,a kilka odcinków mniej gównianych kompletnie go nie ratuje. Powinni zakończyć na sezonie czwartym, bo dalej i tak nic się nie wyjaśniło.
-
2010/11/05 00:01:57
Dzisiaj obejrzałem pierwszy odcinek i na razie zapowiada się dobrze. 'Raising Hope', reżyser ten sam co 'My name is Earl", klimat też podobny.

Co do 'Weeds'. Otóż ja nie podzielam opinii, że serial ewoluował w groteskowe SF - moim zdaniem narracyjnie wciąż trzyma poziom. Tyle tylko, że postaci nabrały ciała, wypełniły się psychologicznie i po prostu niekoniecznie okazały się takimi, za jakie je braliśmy na początku. Nancy nie jest postacią niewiarygodną - jest po prostu postacią niesympatyczną. To nie jest zarzut per se. Z mojego punktu widzenia to jest zarzut o tyle, że ja nie lubię oglądać filmów o niesympatycznych ludziach, bo niesympatycznych ludzi mam na żywo, a seriale oglądam dla funu. Zarzutem może być to, że tempo akcji znacząco siadło i daje się odczuć zmęczenie materiału - ale wciąż fabularną kupą bym tego nie nazwał.

'Lost' - to już trochę prehistoria dla mnie, ale przyznaję, że tak jak pierwszy sezon oglądałem jak na szpilkach (białe niedźwiedzie? tajemniczy właz? kamon!), tak ostateczne rozwikłanie historii mnie okropnie zniesmaczyło. Ale, uczciwie mówiąc, jakie by nie było, to by zniesmaczyło, bo po tak długim nakręcaniu napięcia nie było fizycznie możliwości, żeby je sensownie rozładować. Lepiej by było zostawić sprawę niewyjaśnioną - tania metafizyka, walka dobra ze złem, bitch please, toż to poziom wojowniczej księżniczki Kseny. I jeszcze Christian Shepard jako przewodnik po zaświatach - doprawdy, litości. Brakowało tylko, żeby w tym kościele, w świetlistych drzwiach stanął Jezus, albo sam Bóg Ojciec z siwą brodą.
-
2010/11/05 10:28:12
Ach, jak ja wam zazdroszczę w tej chwili. Dwa tygodnie temu padł twardziel w nówka lapie. Od dwóch tygodni żyję bez seriali:(
-
2010/11/05 10:37:50
Właśnie, przypomniało mi się, żeby polecić In treatment - formuła kameralna, ale scenariuszowo i aktorsko genialna rzecz. Trzeci sezon jest zarazem pierwszym z oryginalnym scenariuszem (dwa poprzednie to formaty), ale na razie jest świetny.
Breaking bad polecam mimo wszystko bardzo mocno - jest ciężki, to fakt, ale zarazem genialny do poziomu najdrobniejszych szczegółów (co można podziwiać np. z perspektywy finału drugiego sezonu, który pozostawił mnie z opadniętą szczęką, co się często nie zdarza).
Przychylam się też do opinii, że Greysów warto ciągnąć - niektóre wątki staczają się w telenowelę, fakt, ale zaskakująco wiele postaci trzyma poziom (Christina zaczęła mi działać na nerwy w siódmym sezonie).
A, i jak już się tak rozpisałam, to jeszcze polecę Mad mena - genialnie oddane realia przemysłu reklamowego przełomu lat 50 i 60 - tych w NY.
-
2010/11/05 10:58:16
@krwawasiekiera

A ja stanę w kontrze. 'In treatment' jest nudne jak flaki z olejem, naprawdę, usypia lepiej niż środki nasenne na receptę. A w 'Mad men' nie ma ani jednej sympatycznej postaci, oglądając to otrząsałem się z obrzydzenia.

:)
-
2010/11/05 11:14:00
Ja nie reklamuję Mad mena za sympatyczność bohaterów, tylko za ich realizm:)
A In treatment jest specyficzne, albo się formułę kupuje, albo nie. To racja i nie zamierzam się z tym spierać.
-
2010/11/05 12:15:17
A właśnie, byłbym zapomniał. Nie wiem, czy była już o tym tutaj mowa, ale polecę bardzo gorąco 'Carnivale'. Co prawda poszedł tylko jeden sezon, ale jest na tyle zwartą całością, że nie zostaje się po nim z poczuciem totalnego niekumania o co cho. Międzywojenne USA, okres wielkiej suszy, wszechobecny kurz i brud, objazdowy cyrk plus fajnie podane elementy fantastyczne.
-
2010/11/05 12:16:48
Jedno słowo: Spartacus.
-
2010/11/05 12:36:33
@ElektrycznaOwca
Carnivale miał dwa sezony.
-
2010/11/05 12:46:22
wprawdzie od wakacji nie oglądam tv, ale mogę polecić dwa seriale:
"The Closer" - bardzo fajna pani detektyw "z jajami", o wyglądzie głupiej sekretarki, grana przez Kyrę Sedgwick, ciekawe sposoby na wymuszenie zeznań i na deser George William Bailey, którego nie sposób nie kochać
"Life" - w sumie nie wiem, czy go polecać, bo po drugim sezonie NBC wywaliło go z ramówki (nie pierwsza i nie ostatnia idiotyczna decyzja "szczytów" w NBC) W skrócie - gliniarz wychodzi z więzienia, do którego został niewinnie wsadzony i z którego został wypuszczony właśnie dlatego, że udowodniono jego niewinność i zostaje przyjęty na nowo do policji. Pomijając śledztwa, dziwaczny charakter głównego bohatera i serialową otoczkę, podoba mi się pomysł, żeby pokazać jak szybko można znaleźć się "po drugiej stronie" i jak dużo można się przy tym dowiedzieć o ludziach, którzy cię otaczają.
-
2010/11/05 13:08:27
A widział ktoś nową Nikitę, bo nie wiem czy oglądać, zwłaszcza mając dobre wspomnienia po starej wersji?
-
2010/11/05 13:42:32
@Suisan

Faktycznie, my bad. Często się gubię w sezonach seriali, zadziwia mnie, jak niektórzy umieją powiedzieć "sezon drugi był fajny, ale czwarty chujowy od połowy" - mi się to zawsze zlewa w jedną całość :) Clue jest w każdym razie takie, że 'Carnivale' zostało skancelowane przez HBO, na szczęście w takim momencie, jak już pisałem, że fabuła ma jakie-takie zakończenie.
-
2010/11/05 14:36:48
@ElektrycznaOwca
No i wizualnie wywala z bamboszy. I muzycznie też. Z moimi przyjaciółmi przez pół roku spotykaliśmy się na czwartkowych DKFach z Carnivale. Food, drinks and Clancy Brown.
-
2010/11/05 16:18:38
Jesteś ostatnim człowiekiem na ziemi, który nie ogląda True Blood. Carnivale też mi zbrakło, ale oczywiście dgcc.
-
2010/11/05 16:47:45
Też nie oglądam TB, bo mi się jakoś po tym szale na Zmierzch wszystko co związane z wampirami kojarzy z pedalstwem i rozchwianymi emocjonalnie nastolatkami ;)
-
2010/11/05 18:03:43
Trzeci, jeśli chodzi o TB.

A w kwestii "Nikity" ja oglądałem. Po pierwszym odcinku dostała ode mnie cancela.
-
2010/11/05 21:28:59
Ja jeszcze z mojej strony dodam dwa mini-seriale. Albo właściwie dwa mega-seriale. O "Lutherze" ktoś już wspomniał, sześć odcinków, świetny Idris Elba, demonicznie piękna Ruth Wilson, taka mieszanka dramatu i kryminału w bardzo mrocznym wydaniu. Drugim serialem jest, o zgrozo, 3-odcinkowy "Sherlock". O czym jest, chyba pisać nie muszę... Dla mnie genialne - w dodatku nakręcone podobnie do "Hustle". Dodam, że oba seriale nakręciło BBC - a to już wystarczy za rekomendację.
-
2010/11/06 00:01:57
Tak, Sherlock, byłam przekonana, że to się nie może udać, a zostałam zachwycona. Martin Freeman super, bromance też piękny, a oglądanie kogoś, kto nazywa się Benedict Cumberbatch daje mi jakąś perwersyjną przyjemność.
-
2010/11/06 12:33:51
@ I nie odpowiedziałeś mi czy mam czytać Piekielny Brooklyn, czy raczej jest szkodliwy dla zdrowia.

Wiesz co, cięzko odpowiedzieć, ja Selby'ego traktuję jak klasyka, na zasadzie mus znać, trochę jak tego gościa od Młodego Adama (Trocchi?), czyli wiem, że jest w tym wielkość i rycie mózgu, ale problem mam taki, że mnie nie ryje. Mogę ci poopowiadać dlaczego jest ważny, ale nie powiem Ci 'czytaj bo fajny', bo go za takiego jednak nie uznaję. On side note, jak kupisz Piekielny Brooklyn, to ucieszysz Maćka z którym robiłem Huntera.
-
2010/11/07 12:46:23
Dwa tygodnie temu (po wpisie na Twoim blogu) zaczełam ogladac Weeds, byłam nim zachwycona od pierwszego odcinka, na początku drugiego sezonu chcialam szukac u mnie na wsi dilera trawy. Nie wiem, dlaczego potem Jenji Kohan zrobila to sobie i widzom? Może ją znudziła grzeczna Nancy? Nie, nie zgodzę się, że szkoda Andy'ego, jest dorosły, mógł zostawić Nancy, Dla mnie, jako kobiety, szkoda dzieci. Wydaje mi się, że ostatnie odcinki są juz ugrzecznione, moze oglądalność spadła? "Dwóch i pół" - durne, powtarzajace się odcinki, ale przez to śmieszne, tak, ten serial oglądam z tego samego powodu co Ty, bo potrzebuje śmiechu w tym smutnym życiu. "Desperate housewives" polecił mi kolega, a uważam, że to serial dla bab. Pierwsze trzy sezony wymęczyłam, potem już dobrze żarło, ale wciąż czekam, az ktos odstrzeli łeb Susan, nie wierzę, że istnieja takie durne baby. Szukając czegos dobrego do oglądania, zaczełam oglądać wg Twojej listy. "Community", tak, tak, tak!
-
2010/11/08 10:24:03
@rusty
Nawet nie wiem jak mam ci dziękować za wspomniany odcinek Glee. Sceny wiadome oglądałem i oglądałem i oglądałem i nie mogłem przestać. I wszystkim radzę żeby sobie ten odcinek ściągnąć i oglądać, gdyż jest piękny.

@pozostali
Zaszło otóż zabawne nieporozumienie. Ja wam wyliczyłem seriale, które oglądam aktualnie, bo lecą na bieżąco albo mają przerwy w trakcie sezonu. Dlatego, jakkolwiek jest to dobre, bo siejecie słowo, polecanie mi na przykład Carnivala mija się z celem, bo obejrzałem go w roku 2003. Zresztą był to pierwszy spiracony przeze mnie serial.

@polecane przez was aktualnie
Mad Men - za wolny dla mnie, pracuję na tyle blisko przemysłu reklamowego, że mam go trochę potąd, bohaterowie tak antypatyczni, że miałem ochotę się na nich odlać, nie wiem czy dam mu drugą szansę.
Nikita - po pierwszym odcinku sobie darowałem.
In treatment - padłem w połowie 1 sezonu, bo mnie zdołował. Leży na dysku i czeka.
Spartacus - oczywiście, że tak. Ewolucja jaką przeszedł ten serial w kilku pierwszych odcinkach jest imponująca. No i jak nie kochać serialu, którego ostatni odcinek nazywa się Kill'em all, a na dodatek twórcy dotrzymują obietnicy danej w tytule? Również polecam.
Life - szkoda kasacji, bo policjant zen był świetny. Przynajmniej zamyka się w jakąś zwartą całość chociaż oczywiście decyzji stacji nie kumam.
Sherlock - no chyba nie podejrzewacie, że jako fan zarówno A.C.D, jak i Moffata, mógłbym go przegapić? Nawet gdzieś pomstowałem na absurdalnie krótki 'sezon'.

@Nancy i Weeds
To chyba będzie kolejny duży temat do rozmów przy piwie.
-
2010/11/08 10:50:01
Jeśli chodzi o Glee, polecam również odcinek piąty drugiej serii - Rocky Horror Glee Show - i wszystko jasne.
-
2010/11/08 20:40:25
dorzucę od siebie:

Bored to Death - sfrustrowany nowojorski pisarz zostaje nielicencjonowanym prywatnym detektywem

Detroit 1-8-7: standardowy serial o wydziale zabójstw, da się oglądać;
-
2010/11/09 09:39:13
@Radek

Nie polecałem 'Earla' i 'Carnivala' Tobie, serialowemu wyjadaczowi, tylko ogólnie wszechświatu, podpinając się pod Twoją wyliczankę :)

Co do 'Weeds' i Nancy, miałem ostatnio taką niezdrową refleksję, że ewolucja bohaterki ma służyć celom pedagogicznym - 'patrzcie dzieci, wydawało się wam, że dilując zielem będziecie cool, a tymczasem nieprawda, zmienicie się w antypatyczne, samolubne kurwiszcza zaniedbujące rodzinę i ścigane przez FBI'. BTW skojarzyło mi się to z zakończeniem 'Mafii' (taka gra), gdzie przez całą fabułę bohater jest cynglem włoskich mafiosów, na koniec się z tego wymiksowuje idąc na współpracę z policją, ale w końcowym filmiku i tak go po latach dopadają dawni znajomkowie i kasują na trawniku jego domku na przedmieściach, czemu towarzyszy seriozny komentarz z offu 'Bo widzicie dzieci, być mafiozem jest bardzo, bardzo nieładnie i zawsze się to źle kończy".

:)
-
2010/11/09 12:41:44
Radku :)

"Life" - polecałem ci bardzo dawno temu :) Cieszę się, że zwrócił Twoją uwagę.

Obejrzyj sobie "Justiefied" - kolejny klimatyczny serial od FX. Główną rolę gra Timothy Olyphant (Deadwood, Hitman) i choćby dla niego warto ten serial zobaczyć. Ogólnie serial jest o pewnym szeryfie który za maską chłodnego i spokojnego gościa skrywa furie nie z tej ziemi i dodatkowo broń wyciąga tylko po to by zabić.
-
2010/11/10 11:31:10
Tak... Widzę że jest nas więcej oglądaczy seriali w anty czasie przekraczającym przyznane nam 24 godziny na dobę :-)

Dołączam się do polecających Justified (Kentucky here I come!)

Dorzuciłbym do tego jeszcze:

Rubicon (bardzo przyjemny analityczno-szpiegowsko-pięknoumysłowy)

Broadwalk Empire (prohibicja, Martin Scorsese etcetera.)

-
2010/11/17 10:41:45
Wiele słusznych uwag padło w komentarzach, z większością się zgadzam, ale muszę dodać kilka uwag:
1. Weeds- JEST daremny. Od IV sezonu nieustannie dołuje, mimo pojedynczych fajnych odcinków.
2. True Blood- j.w. Jak toto się przebiło- nie mam pojęcia.
3. Nikita- same bluzgi czytam. Niesłusznie. Owszem, pilot był straszny. Ale dałem szansę i to była bardzo dobra decyzja. Każdy odcinek jest coraz lepszy, a 1x9 był GENIALNY. Ogólnie to bardzo solidna rozrywka, tylko ciut słabsza niż np. "Burn Notice". IMVHO warto.
PS. Niektórzy postawili krzyżyk na "Spartacusie" po pierwszym odcinku. I co? :)