|
Blog > Komentarze do wpisu
That is just the way it is
Some things'll never change. Not. Weekend po zakupach upłynął mi na leczeniu udaru piwem, konwencie Awangarda, dzikiej imprezie i legendarnej wizycie w KFC przy Poleczki. Misja na poniedziałek - przed pracą zawieźć na obiekt zamówienie z Leroya żeby ekipa mogła odebrać rzeczy z transportu. Zajechałem na Prażkie, człapię ciężko z przystanku pod blok, chłopaki wychodzą z jakiegoś kombiacza i kogo moje piękne, umęczone oczy widzą? Jurku, Wojtku i nieznajomu mężczyznu. RETROSPEKCJA Jak pisałem wcześniej, spędziłem z Jurku długie godziny omawiając, analizując, spierając się i osiągając liczne konsensusy. W kilku spotkaniach uczestniczył Wojtku, który miał robić u mnie łazienkę i kuchnię. Dzięki tym spotkaniom wiedział dokładnie jak ma wszystko wyglądać, bo to z nim głównie toczyłem fachowe rozmowy z gatunku 'te rure pierdolniem pod płytkami a góre opierdolim małym sufitem podwieszanym'. To Wojtku namówił mnie na płytki na balkon i w ogóle miał kilka niezłych pomysłów. POWRÓT DO RZECZYWISTOŚCI - Cześć panowie, szybko się tutaj zwijajmy z kwitami, bo do pracy muszę wracać a już... jestem... ciutkę... spóźniony... - mówiłem coraz wolniej, spoglądając nieufnie na Nowego. Spokój miałem do południa po czym zaczęły się nerwowe telefony. - Radek, wiesz co, jednak jakbyś mógł kupić dziś te płytki na balkon, to by było fajnie, bo Rafału nie ma co robić - zatrzeszczał w tubusiku Jurku. Po pracy wróciłem do domu, padłem na kanapę, weekend zaczął ze mnie powoli wychodzić, miałem na wszystko wyjebane w związku z czym programowo ignorowałem wszystkie próby połączenia czynione przez zdesperowanego Jurku, który musiał płacić Rafału postojowe. Nadszedł wtorek i od rana czułem w szpiku, że to będzie niedobry dzień. Tknięty przeczuciem zapakowałem do plecaka koszulkę na zmianę i wbiłem do fabryki. Od 10 zaczęły mnie atakować telefony, które tym razem postanowiłem odbierać. - Ej, Radek. Co z tymi płytkami - to znowu Jurku Po zakończonej pracy ruszyłem na zakupy do Leroya w Arkadii. Dziarrrsko przekroczyłem progi sklepu a w głowie kołatała mi się taka myśl niesforna: 'zakup kilku metrów płytek na taras to przecież chwila nieuwagi, będzie dobrze'. Ależ byłem naiwnym łosiem. czwartek, 29 października 2009, radkowiecki
TrackBack
Komentarze
rusty_angel
2009/10/29 19:28:43
Te cliffehangery mnie wykończą nerwowo! I jeszcze notka o braku internetu! Będziesz mnie miał na sumieniu! Będę cię po nocach w nowym mieszkaniu straszyć!
2009/10/29 21:54:00
magia ;)
Tutaj autor notki wyobraził sobie że dwóch kolesi z których jeden zrezygnował z fuchy (idąc na inną) wiedziony niezmordowanym poczuciem obowiązku, etyką fachowca i przepełniony ideą uczciwości usiadł z tym nowym na długie również godziny aby przeplatajac co jakiś czas ciekawą akwarelą myśli wyobrazować ideę które dla utrudnienia narodziła się w głowie piszącego powyzszą notkę, do tego na koniec rozmowy go przytulił i pobłogosławił komunijnym krzyżem. Wyobraźcie siebie że po złożeniu wymówienia i nie mając obowiązku przychodzenia do pracy jednak do niej wracacie aby przekazaćswą cenną wiedzę swojemu następcy. Autor notki ponadto nadal upiera się że płytki należy kupowac najwcześniej jakieś 20 minut po nałożeniu kleju. Wierzy bezgranicznie dwóm serdecznie i przyjacielsko wygladającym kolesiom że w pustym mieszkaniu jest od groma roboty na tydzień (chyba nie chcieli Ciebie dodatkowo narażać na dodatkowe wrażenia, wystarczy ze zaakcepowałeś zmianę i nie chcieli Ci dodatkowo psuć dnia i wspaniałomyślnie skłamali abyś nie zmienił przypadkiem zdania co do Rafału). Wyburzanie zawsze zajmuje 1 dzień i nie oznacza to że wybudowanie choć ćwierć wyburzonego zajmie również 1 dzień. Jako upiorny komentator zwracam uwagę iz każdy z was popełni wszystkie błędy i nie unikniecie ŻADNEGO. Do tego indukuję iż nasz czcigodny autor dla swojego zdrowia czy moze telepatycznie ostrzeżony nie podjął budowy kominka. Zawsze budowa domu dzieli się na dwa etapy: budowa domu i drugi uciążliwszy i przysparzający wielu nieprzyjemnych krost na obydwu półkulach (nie, nie mózgu)- budowa kominka. A upiorność komentarzy mych wynika z faktu iż sam wszystkie te błędunie z prymusowską uczciwością jeden po drugim brałam na klatę i niosłem do poranka dnia następnego. I jak zwykle się okaże że niezwykle doświadczony Radosław w niczym nie przypomni nam wesołego Radka który ufnością w ludzkość wręcz mógł zarażać. Trzymam kciuki i czekam następnych notek! 2009/10/29 23:26:29
No to Radku pierdolnął klifhengera i odciął się od internetu, no ładnie.
A to powieść w odcinkach lepsza, niż Pratchett miejscami :D Ale zaprawdę powiadam - zakup plytek to NIGDY nie jest spoko-loko-marokokokoko :) Nigdy :) Swoje upatrzyłem po miesiącu odysei po sklepach wszelakich. Wreszcie upolowany model się zakupiło w internecie. Fachowcy oblukali i orzekli "plytek jest w chuj, jeszcze panu o, ze dwa kartony zostaną". Tak mi zostało, że pewnego dnia zapierdalałem z obłędem w oczach na Bartycką, do jedynego w Warszawie sklepu mającego jeszcze zapas takich płytek, jakie właśnie fachowcom raczyły były sie skończyć. Ale trzeba przyznać, że dwa kartony zostały. Tych plytek, co do których fachowcy orzekli "uuu, nie ma chuja, żeby to wystarczyło na łazienkę - trzeba dokupić". Na szczęście powiedziałem, że dokupię jak im faktycznie zabraknie. Ale tak czy owak ze zlosliwą satysfakcją napiszę, że gdy ty Radku się bujałeś po Lirojach i miewałeś telefony, ja już pomieszkiwałem w mieszkaniu wykończonym. Wykończonym też będąc, ale to już zupełnie inna historia ;) 2009/10/30 12:40:31
No bez przesady z tym popełnianiem wszystkich błędów. Ja płytek kupiłem po konsultacji ze specem tyle, że zostało mi z 10 sztuk. I remont łazienki przebiegł bezproblemowo, z jednodniową obsuwą w stosunku do harmonogramu, bo spółdzielnia robiła problemy przy zakręcaniu pionu na godzinkę. Jedyne co, to faktycznie panom się rypło przy zakładaniu płyty gipsowej 4 dziury na wylot z łazienki do pokoju bo nie spodziewali się tak cienkiej ściany, ale grzecznie załatali i po domalowaniu paru elementów mam artistic feature na ścianie w pokoju. No i w ogóle czysto, ładnie, a po skończonej demolce po sobie zwinęli folie i pozamiatali (choć własnej szczotki zmiotki na stanie nie mieli).
2009/11/03 07:41:57
Uuu, na razie normalka:)
Jak kupowaliśmy farbę, w sklepie nam wyliczyli, że wystarczy jedna taka duża beczka, bo farba gęsta jest i machnąć raz tylko trzeba. W sumie nie wiem i nie chcę wiedzieć, czyje obliczenia zawiniły, wiem, że ściany piły. I trzeba było drugie tyle farby dokupić. Wiem, że nie było numeru ani innej nazwy koloru. Wiem, że nowy kolor jest nawet ładniejszy od pierwotnego. 2009/11/14 21:46:31
Ode mnie wyszli właśnie pan Jurku i drugi pan, którego imienia nie udało mi się dotąd poznać. W porównaniu z doświadczeniami Autora Bloga moje to pikuś. Na razie panowie jedynie zryli trawnik przed blokiem bo musieli dojechać pod klatkę po czym wywalili na ten trawnik górę piachu. Nie mogli też do końca ogarnąć koncepcji, żeby gruz ładować do worków, które spod klatki ktoś zabierze. Chcieli obok góry piachu usypać górę gruzu.
Widać mają chłopaki rozmach ale przynajmniej wylewka wyszła spoko. 2009/11/19 11:56:04
wracając do dyskursów rowerowych:
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,7268844,Wisla_za_pare_lat__Beda_fontanny_i_bulwar.html 2009/11/24 12:22:57
2009/11/24 16:49:29
Jeżeli po przeprowadzce dam radę jeszcze patrzeć na książki, to się wybieram na te wykopki w krypcie. Obawiam się jednak, że może mnie najść ochota raczej na palenie księgozbioru niż na jego powiększanie.
Przeprowadzka w najbliższą sobotę (jak się nic nie zesra), w związku z czym od ubiegłego czwartku źle się czuję. Stan pogłębia się w miarę zbliżania się owego terminu i w miarę zapełniania kolejnych kartonów książkami. Bo nie starczyło na regał i przez jakiś czas będę musiał żyć na tych kartonach. Co jest straszliwie chujowe. Trzymajcie kciuki. 2009/11/25 10:57:02
oh nieodmiennie trzymamy kciuki : )
pamiętam jak pierwszy raz przeprowadzałam się kiedy już miałam spory zbiór książek (tz już wcześniej sie przeprowadzam, ale przez parę lat żyłam z mała ilością książek, bo księgozbiór został u rodziców a w ramach życia wędrownego nie kupowałam nowych książek). łotewer, tak czy inaczej zadowolona przytargałam wielkie kartony i pięknie pookładałam w nich książki (sekcjami), wszytsko się zgrabnie i pięknie pomieściło... szkoda tylko że nikt tych kartonów nie dał rady unieść, z ledwością dało się je suwać po podłodze : )))) w ramach ostatniej przeprowadzki zadbałam o malutkie kartony ktore po napełnieniu książkami nie miały masy białego karła. a pierwszy mebel jaki stanął u mnie na nowym to był wielki wypasiony regał robiony na wymiar : ) Radku, jeszcze tylko parę dni. dasz radę :)) 2009/11/25 11:18:09
Ja tak jak Blueberry. Regał pod wymiar zamówiłam najpierw. Stolarz zrobił mi go szybko i sprawnie. Zapłaciłam 2 tysiaki, a potem przez dwa miesiące żyłam tylko z wyrem i tym regałem.
2009/11/27 14:39:48
My z Brzydalem staramy ograniczać się w ilości zakupowanych książek, tak by nie mieć dodatkowego problemu przy przeprowadzce. Dodatkowego - bo u moich rodziców stoi biblioteczka 2,5 x 0,5 x h=2,7 cała pełna książek i jeszcze trochę worków jest w piwnicy. Dlatego jak wybudujemy dom to mamy zaplanowane, że w jednym pokoju będzie tylko mini biblioteka.
2009/11/29 20:34:20
Pamiętam jaki regał Pacek (Tomek Pacyński) sobie zrobił - z półtoracalowych desek. Nie miały prawa się ugiąć :-) gdzieś mam jeszcze fotki.
2009/11/30 14:16:43
Gratulacje z okazji ostatecznego osiąścia (jest takie słowo?) po najlepszej ze wszystkich stron Wisły!
|