|
Blog > Komentarze do wpisu
I want to ride my bicycle
Bajsikl, baaajsikl... Wiem, że moje pisanie o szalonych kierowcach, którzy od wielu lat na mnie polują jest nudne i nikt już tego nie chce czytać. Dlatego dzisiaj, albo jutro, w końcu nie wiemy kiedy to pójdzie, napiszę o moich braciach w niedoli - cyklistach. 1. Kodeks obsysa. Tak na oko 90% rowerzystów nie ma bladego pojęcia o przepisach ruchu drogowego. I nie mówię tu o przejeżdżaniu na rowerze przez przejście dla pieszych, bo przepis ten jest archaiczny i moim zdaniem zbędny. Wystarczyłoby wpisać w kodeksie obowiązek zwolnienia przed wjazdem na przejście. Nie, no co ja bredzę - przecież rowerzyści kodeksu w życiu na oczy nie widzieli więc przepis i tak byłby martwy. Poza tym każdy rozsądny cyklista, który co nieco widział i przeżył, na przejście wjeżdża w tempie pieszego i raczej nie jedzie prawą krawędzią, bo można wtedy obskoczyć od kierowców, którzy prawoskręt na zielonej strzałce widzą tak: kierownica w prawo i gaz do dechy. Niech się martwią piesi. 2. Są nas bezmózgie miliony. Dobra, pobrnąłem w dygresję więc zacznę jeszcze raz. Większość rowerzystów na drodze jest gorsza od stonki, dżumy i przemarszu rosyjskich wojsk. Jazda środkiem pasa, wymijanie stojących na czerwonym świetle samochodów[1], jazda zygzakiem (i nie chodzi mi o mijanie studzienek), jazda lewym pasem (niepojęte dla mnie), jazda prawym pasem podczas gdy obok jest pobocze, zmiana pasów bez oglądania się za siebie, włączanie się do ruchu na rympał (bo przecież jestem wąski i mogę sobie skręcać w prawo kiedy zechcę - wozy na pewno mnie miną). Z drobniejszych przewin wymieniłbym niesygnalizowanie skrętu, swobodne przeskakiwanie między ulicą i chodnikiem, bez oglądania się na pieszych i samochody czy jazda dwóch albo więcej rowerzystów obok siebie (skrajny debilizm). 3. Paint it black. Specjalny punkt przeznaczyłem dla Mrocznych Rycerzy. Opaska odblaskowa kosztuje jakieś 3 złote. Migające światełka wraz z kompletem baterii jakieś 20 złotych sztuka. Odblaski w niektórych sklepach rowerowych rozdają za darmo, trzeba je sobie tylko przykręcić. A ci debile jeżdżą nieoświetleni. Dzisiaj prawie zaliczyłem bonusa, bo starszy pan na idealnie niewidocznym junku postanowił sobie zjechać na ulicę. Z lewego chodnika walnął śmiało na prawy pas, nie oglądając się za siebie. Kierowca, nawet jadący przepisowe 50 km/h nie miałby żadnych szans na uniknięcie dzwona. Skąd wiem? Bo ja jechałem jakieś 20 na godzinę i ledwo dziadka minąłem. Tak na lakier. Zwróciłem mu uwagę, że warto byłoby zainstalować jakieś światła i na przyszłość rozejrzeć się przed takim zjazdem. Nie zareagował na moje chamskie zaczepki i pojechał dalej. 4. Mam rower - nie muszę myśleć. Niedouczenie i brak oświetlenia można w jakiś sposób zniwelować odrobiną wyobraźni i umiejętnością dostrzegania związków przyczynowo-skutkowych. Niestety, jakoś tak około połowy rowerzystów to bezmyślne bezmózgowia. Naprawdę nie trzeba kończyć klasy mat-fiz żeby wiedzieć, że samochód nie jest w stanie zatrzymać się w miejscu i istnieje coś takiego jak droga hamowania. Dla niektórych to za trudne. Z innej beczki - kierowca ma jakieś 0,1 sekundy na reakcję gdy gwałtownie odbijasz tuż przed nim w bok - czasami jadąc ulicą warto byłoby zatem na nią patrzeć, bo wszyscy wiemy jaki jest stan dróg w Polsce. Obserwacja umożliwia wyminięcie przeszkody szerokim i długim łukiem. No ale jak się gada przez komórkę albo gapi na boki, to czasami studzienkę dostrzega się w ostatniej chwili. Co jest przykre. 5. Jazda bez trzymanki. Za coś takiego rekwirowałbym rower z automatu. Bez trzymania to można sobie jeździć pod blokiem albo w cyrku. Niestety, przygłupów którzy robią to na ulicy bądż na chodniku obserwuję coraz więcej. I nie są to wyłącznie młodzi ludzie chcący zaszpanować przed dziewczynami. Trzydziestolatek jadący bez trzymania powinien pójść do lekarza i przeszczepić sobie z pół kilograma mózgu. 6. Who's the king babe! Zachowanie rowerzystów na ścieżkach. Woła. O. Pomstę. Do. Nieba. Wolna amerykanka, brak wyobraźni, dzicz i zezwierzęcenie. Większości rowerzystów na ścieżkach nie obowiązują żadne przepisy, nie trzeba myśleć, nie trzeba przepuszczać pieszych na przejściach, nie trzeba włączać świateł, nawet jeżeli się je ma. Można jeździć falangą macedońską, można zatrzymać się, postawić rower w poprzek ścieżki i pogadać przez komórę. Nie ma obowiązku jazdy prawą stroną, slalom jest fajny, luzacki i stylowy. Jak się pan rowerzysta zmęczy, to można prowadzić rower po ścieżce, nawet jeżeli obok jest chodnik. I oczywiście należy reagować nerwowo albo agresywnie na zbliżających się z tyłu innych rowerzystów, którzy dzwonkiem bądź okrzykiem ostrzegają, że będą wyprzedzać. Na ścieżce rowerowej można wszystko, zakazany jest tylko zdrowy rozsądek, myślenie i kultura. 7. Pieszy wrogiem twym. Dawno temu piesi na ścieżce mnie irytowali. Po dwóch latach jazdy zdałem sobie sprawę, że większość pieszych po ścieżce idzie nie dlatego, że nienawidzą rowerzystów i chcą im zrobić na złość. Zazwyczaj jest to efekt zagapienia, zmęczenia, roztargnienia albo wygody. Normalny człowiek zwalnia, z bezpiecznej odległości mówi głośno 'przepraszam', wymija pieszych z uśmiechem a gdy słyszy 'przepraszam, nie zauważyłem, że to ścieżka', uśmiecha się szerzej i mówi 'nie ma problemu' albo 'spoko, zbliżałem się czujnie i powoli'. Oczywiście jest to oznaka spedalenia i mięczakowości. Pieszego na ścieżce należy zjebać jak psa, zwłaszcza gdy jest mniejszy lub słabszy od nas. Niezłym celem są umęczone kobiety z siatami, starsi ludzie i matki z wózkami. Dresiarze i postawni faceci na ścieżce mogą czuć się swobodnie, bo przeciętny rowerzysta jest odważny w granicach rozsądku. 8. Moja racja jest najmojsza. Nieważne co zrobił rowerzysta, zawsze jest to wina innych: kierowcy, pieszego, psa, dziecka albo rolkarza. Pan na rowerze wie wszystko najlepiej, kierowcy to debile (można kopnąć ich w maskę albo urwać lusterko z buta), piesi są nieuważni, psy ganiają bez smyczy, dzieci wkurzają, bo sa nieobliczalne a rolkarze to tacy gorsi cykliści. Gorsi, bo snują się powoli i zajmują niepotrzebnie miejsce na ścieżce. Na dodatek nosi ich na obie strony. Za to my to jeżdżące ideały. 9. Rowerzysta na chodniku. Mało który rowerzysta wie, że na chodniku jesteśmy w gościach i w związku z tym powinniśmy zachować na nim wzmożoną uwagę. Z tym, że niekoniecznie. 30 km/h, szał w oku i dziki slalom między przechodniami. Hamowanie by pieszych przepuścić, to oznaka słabości, przecież jedziemy tak szybko, że na pewno zdążymy przejechać przed nimi. Gorzej, że czasami się to nie udaje i rowerzysta w pieszego wjeżdża. Za każdym razem jest to oczywiście wina tego powolnego zawalidrogi. I tu zdradzę wstydliwą tajemnicę - gdy widzę takiego artystę pędzącego z naprzeciwka, jako pieszy zawsze idę na konfrontację. Nawet jeżeli na rowerze pociska wielki jak góra ziom z siłki. Bo wychodzę z założenia, że jak przydzwoni we mnie, to może dzięki temu nie przydzwoni za rok w wózek z półrocznym dzieckiem. Ja zderzenie w rowerzystą okupię kontuzją, dziecko może nie dać rady. Przez moje nieodpowiedzialne zachowanie, wdałem się już w kilka pyskówek, dzięki czemu wyoptmowałem sobie tekst, działający w moim przypadku na wszystkich szybkopędzących. Notujcie. 10. Mam wyjebane. Dwa razy leciałem twarzą w przód przez kierownicę. Raz przez nieuwagę i niezdecydowanie kierowcy. Raz przez własne nieogarnięcie. Rozumiem, że zakrwawiony, kurwiący pod niebiosa łysy grubas nie jest kimś, do kogo się podchodzi by nieść pomoc. Ale wystarczy z daleka krzyknąć czy wszystko w porządku i już czuję się lepiej. Niestety, lepiej to jest się odwrócić w drugą stronę, ominąć mnie i udawać, że nic się nie widzi. 11. Kto nie pije, ten z Policji. Nie jestem święty, zdarzyło mi się dwa razy wracać rowerem do domu po sporej dawce alkoholu. Wstydzę się tego, bo wiem, że to była jedna z najbardziej idiotycznych rzeczy jakie zrobiłem w życiu i przy odrobinie pecha mogłem unieszczęśliwić wiele osób. Często obracam te akcje w głowie i zastanawiam się w których spodniach zostawiłem wtedy mózg. Nie rozumiem ludzi, którzy w jeździe po pijaku nie widzą niczego zdrożnego, ba, robią z tego jakiś wyczyn. No ale to już nie moja historia. Na koniec trochę emo niezwiązanego z bucerą. Mamy mało ścieżek rowerowych. Na drodze traktują nas jak intruzów. Na chodniku patrzą na nas koso. Przed dużymi gmachami użyteczności publicznej nie ma stojaków na rowery a gdy próbujesz przypiąć go w środku, ochroniarz grzecznie cię prosi abyś pospierdalał. Koleiny na drodze, wysokie krawężniki na zjazdach z chodnika, strome schody zamiast podjazdów i ściężki z kostki Bauma (najgorsze i wcale nie najtańsze rozwiązanie), które kończą się nagle albo na środku ktoś stawia słupek (Ursynów). Studzienki kanalizacyjne, korzenie drzew wysadzające kostkę, parkujące na ścieżkach samochody. Złe oznakowanie ścieżek, proste błędy projektowe i olewanie uchwały władz Warszawy o budowie ścieżek przez ZDM. Buduje się bezmyślnie, drogo i niebezpiecznie. Jesteśmy traktowani przez włodarzy miasta jak marudni ekscentrycy i kłopotliwi petenci, bo w głowach wygarniturowanych kolesi z samochodami nie postaje myśl, że na rowerze można dojeżdżać do pracy a nie tylko oddawać się rekreacji. I zupełnie na koniec dykteryjka portowa. W sobotę odbył się w Muzeum Powstania Warszawskiego koncert. Pojechałem rowerem. Nie pozwolono mi z nim wejść, co od biedy rozumiem, bo względy bezpieczeństwa. Ale czy takim dużym problemem było ustawienie kilku przenośnych stojaków przy ochronie, gdzie mógłbym sobie przypiąć bicykla bez obawy, że się komuś spodoba i go sobie weźmie? Znowu pokazano mi, że moje miejsce jest na wsi i lepiej bym zrobił gdybym na imprezę przyturlał się samochodem. Koncert, wraz z pokaźną grupą podobnych mi naiwniaków na rowerach, obejrzałem sobie zza ogrodzenia. Które na szczęście było niskie więc widziałem kawałek sceny i dwa reflektory. Dobranoc Państwu. Jutro do pracy znowu jadę rowerem, bo ja tak łatwo nie pękam. [1] Ma to sens jeżeli widzimy, że za światłami też jest korek. Debilizmem jest wymijanie samochodów jeżeli za światłami jest jasna, długa i pusta prosta, bo zmusza się w ten sposób kierowców by wyprzedzali cię jeszcze raz. Na następnych światłach historia się powtarza, rowerzysta blokuje pole position, zielone i kierowcy znowu go muszą wyprzedzać. I znowu. I znowu. Dziwicie się, że gdy kierowca widzi rowerzystę dostaje szału? Ja po 10 takich akcjach bym się odzenował. wtorek, 28 lipca 2009, radkowiecki
TrackBack
Małpi pył
z pattern recognition
Ponieważ, jak się przyznałem w komciach , jestem inżynierem, to bardzo się męczę pisząc. Dlatego nie robię takich bombastycznych notek jak kol. Radkowiecki, którego piękny wpis zaczepno-flejmowy zrobił furrorę na wykopie. Gdybym ja robił taką notkę, ... » Wysłany 2009/08/04 01:16:32
Komentarze
porco.azurro
2009/07/28 01:19:58
pl.wikipedia.org/wiki/Rozproszenie_odpowiedzialno%C5%9Bci
2009/07/28 08:29:56
a propos piesi na sciezkach rowerowych, trzy moje ulubione typy:
- pani, ktora szla sciezka rozmawiajac przez komorke, tuz za zakretem. sciezka dobre piec metrow od chodnika, wyraznie oddzielona trawa. jak juz wyhamowalem i powiedzialem slowo (tonem wkurwionym, bo prawie na nia wpadlem i serce mialem w gardle), zostalem ojebany i nazwany wieloma nieciekawymi slowami - koles ktory na sciezce rowerowej na moscie gdanskim zatrzymal sie na srodku, zlozyl jakby stal w blokach startowych, po czym pobiegl sprintem, srodkiem - zlomiarz, ktory ciagnal po tej samej sciezce na moscie gdanskim wanne na wozku, blokujac calusienka sciezke. rozjebalem rower przy probie wyminiecia. ale poza tym tak, sto procent racji. 2009/07/28 09:49:47
Hm. Tłuc buców. Napierdalać ich pompką!
W Katowicach ścieżek żałośnie mało, a i piesi bardzo lubią chodzić właśnie nimi (typowy obrazek: pusty chodnik, półtora metra trawnika, równolegle ścieżka z grupką pieszych an całą szerokość). Natomiast ja mam lekkie emo związane z tym, że na ścieżkę rowerową w chorzowskim parku (tzw. wielka pętla, asfaltowa dwupasmowa szosa o dużym natężeniu rowerowego ruchu) rodzica radośnie wypuszczają 4-5 latki na rowerkach,które oczywiście jeżdżą sobie w absolutnie dowolny sposób (np. w poprzek). Ja wiem, że nie wszędzie mogę jeździć tak szybko, jak lubię, ale szczucie dziećmi jest dla mnie niefajne. 2009/07/28 10:11:26
Ja bym jeszcze dodał - ulica jednokierunkowa jest, jak sama nazwa wskazuje, ulicą jednokierunkową. To, że się jest wąskim nie znaczy, że se można dymać pod prąd. Co z kolei rowerzystów, którzy obili się o zasady ruchu, powoduje do dymania chodnikiem. A chodnik wąski, zastawiony przez samochody. Potem krzyczę: "zły człowieku, co ci uczyniłem że chciałeś mnie rozjechać, no co?!!!".
2009/07/28 11:36:36
generalnie się zgadzam, ale wiele zarzutów jest idiotycznych.
Podobny tekst można napisać o kierowcach i pieszych. ad1. dlaczego przejeżdżanie po przejściu dla pieszych jest archaiczne, a inne durne przepisy nie? Np niedozwolona jazda po chodniku gdy na jezdni jest limit 50km/h (a i tak jeżdżą 70, więc de facto limit 50 nie ma znaczenia dla bezpieczeństwa rowerzysty dlatego jedzie chodnikiem). ad2 i [1] "wymijanie stojących na czerwonym świetle samochodów[1]," jest miejsce to jadę! Można to odwrócić i powiedzieć "Debilizmem jest wyprzedzanie rowerów przez samochody, skoro na światłach rower znowu wyprzedzi". Rowerzysta jest legalnym uczestnikiem ruchu i ma prawo korzystać z jedni tak samo jak samochodziarze. Z p. 2. wynika że rowerów w ogóle nie powinno być na drogach. Sygnalizowanie skrętu: jeżeli nie ma do kogo machać ręką to przy 30-40km/h nię będę machał bo w skręcie narażam się na wypadek. Jazda bez trzymanki: codziennie widzę kierowców tak jeżdżących przy prędkościach 50 - 120km/h Rowerzysta jadący 15km/h jest przy tym niewinny... Zresztą błędy rowerzystów na drogach mają raczej małe konsekwencje dla pozostałych uczestników. Co innego jak błąd robi kierowca. To jest zupełnie inny kaliber Np: rzepkok.bikestats.pl/index.php?did=210731 Generalnie, gdyby kierowcy uświadomili sobie, że rowery na ulicach oznaczają mniejsze korki, to byli by dla nas milsi i bardziej nas oszczędzali. Jeżeli jadę do pracy rowerem a nie samochodem, to chyba oczywiste, że jest jeden samochód mniej w korku? ad4 pełna zgoda. ad8. w Holandii każda kolizja roweru z samochodem, to wina kierowcy samochodu. Holenderscy kierowcy nienawidzą rowerzystów(to chyba jest tabu). Jeżdżą w miastach nieznośnie powoli, bo boją się, że rowerzysta jadący z klapkami na oczach wpadnie na nich i będą płacić(często rowerzysta ze skrętem w zębach). Dlaczego tak wymyślono? Starcie samochodu z rowerem, to jak starcie dorosłego z niemowlęciem. Niemowlak i rowerzysta nie ma żadnych szans. Ale jaki spokój w centrach miast! Najwięcej zyskują mieszkańcy i piesi. ad 10. po co inni rowerzyści mieli zatrzymywać się do wypadku tej dziewczyny skoro byłes już na miejscu? Żeby robić sztuczny tłok? Bez sensu. Gdybyś potrzebował dodatkowej pomocy, to zapewne krzyczałbyś "Pomocy!" Nie robiłeś badań statystycznych o wypadkach(i ich skutkach zdrowotnych!) rowerowych i samochodowych, więc uogólnianie jak w tym tekście jest krzywdzące dla rowerzystów. 2009/07/28 11:50:47
TO ja wam powiem (@eli.wurmana zwłaszcza), że w Brukseli i ogólnie Belgii większość znaków "zakaz wjazdu" nie dotyczy rowerów. Rower może wjechać w 95% ulic jednokierunkowych. Ba, są nawet narysowane farbą jakieś linie symulujące obecność pasa dla rowerów. Kłopot w tym, że ulice te są wąskie nawet dla 1 samochodu, nie mowiąc o samochodzie i dwóch kierunkach rowerowych :) No, ale jak się chce to się potrafi i kierowcy puszczają. A kto był w Belgii, to wie, że w tym ciasnym kraiku wąska ulica to naprawdę wąska ulica. Oczywiście, rowerzyści tutaj też protestują, że chcą więcej miejsca i więcej szacunku no i Holandia toto nie jest, ale w porównaniu z Pomroczną to jak niebo i ziemia.
Wk..wiający są tu tylko taksiarze, przeważnie z Magrebu lub innej Azji. Mijają mnie za każdym razem na gazetkę, chociaż mają miejsce, bo lubią to robić na szybkich, wielopasmowych ulicach. Za każdym takim razem mam wątrobę w płucach, a płuca zawinięte koło szyi. Ale może faktycznie będę tłuc pompką, jak dogonię na czerwonym. 2009/07/28 11:58:37
@blasbike
"ad2 i [1] "wymijanie stojących na czerwonym świetle samochodów[1]," jest miejsce to jadę!" Ja tego nie rozumiem - jest czerwone to jest czerwone, nie? Jedziesz na czerwonym masz 10pkt w plecy, niezależnie od środka transportu "Sygnalizowanie skrętu: jeżeli nie ma do kogo machać ręką to przy 30-40km/h nię będę machał bo w skręcie narażam się na wypadek" To jakieś bredzenie - skręcasz jadąc 40kmh? Samochodem też kręcisz na ręcznym? Na normalnej ulicy? Pojebało Cię? "Jazda bez trzymanki: codziennie widzę kierowców tak jeżdżących przy prędkościach 50 - 120km/h Rowerzysta jadący 15km/h jest przy tym niewinny..." Miałem rację - pojebało Cię. 2009/07/28 12:18:31
pięknie napisane :-)
jako sporadyczny rowerowiec i częsty samochodowiec podpisuje się wszystkimi oponami 2009/07/28 12:38:30
[1] Ma to sens jeżeli widzimy, że za światłami też jest korek.
Albo jeśli za światłami jest wydzielona ścieżka rowerowa. 2009/07/28 12:42:46
@blasbike
ad8. w Holandii każda kolizja roweru z samochodem, to wina kierowcy samochodu. Podobnie jest w Niemczech i rowerzyści wykorzystują to na maksa. Sam się przyłapałem parę razy na wymuszeniu pierwszeństwa - po prostu podświadomie założyłem, że koleś mnie puści choć to ja powinienem ustąpić. Złe przyzwyczajenia wchodzą w krew :-/ O przejeżdżaniu na czerwonym, czy nawet pokonywaniu skrętu w lewo z zatrzymaniem po lewej stronie wysepki (czyli pod prąd!) to nawet szkoda gadać... Chamstwo pieszych łażących po ścieżkach rowerowych to osobny rozdział. 2009/07/28 12:45:01
@urbane.abuse
Ja tego nie rozumiem - jest czerwone to jest czerwone, nie? Czerwone obowiązuje od linii zatrzymania. Do tej linii mam prawo dojechać (jeśli mam wolny pas). Jeśli masz trzy pasy i jedziesz prosto to też nie obchodzi Cię, że lewy (do skrętu w lewo) jest zajęty już 200m przed skrzyżowaniem, tylko dojeżdżasz środkowym tyle ile możesz, nie? 2009/07/28 12:47:26
@eli.wurman
Ja bym jeszcze dodał - ulica jednokierunkowa jest, jak sama nazwa wskazuje, ulicą jednokierunkową. www.dvr.de/download/DVR_info_2008-4_2_Radfahrer_Einbahnstrassen.jpg 2009/07/28 12:57:03
Genialne spostrzeżenia! Swoją drogą bywam na Ursynowie i każdy przejazd "ścieżką rowerową" wzdłuż ken-u powoduje u mnie kiepski nastrój przez wiele godzin. Obruszana kostka, rozbite butelki i cicho- ciemni rowerzyści kabaccy, którzy jadą parami. A ulicą nie wolno.
Swoją drogą warszawscy kierowcy (oprócz taksiarzy) są bardzo mili dla rowerzystów i bardzo im za to dziękuję. A autora bloga pozdrawiam serdecznie. Do zobaczenia gdzieś na ścieżce lub poza nią:) 2009/07/28 13:00:05
@blasbike
Nie widzę przeszkód żebyś napisał podobny tekst o samochodach i o pieszych. Ja napisałem o rowerzystach, przez których jako członek tej grupy, mam zszarganą opinię. Co do punktu 1 - wybrałem sobie akurat ten przepis, bo był pod ręką. Wpis nie miał na celu obnażania słabości kodeksu tylko głupoty rowerzystów, dlatego nie wspomniałem o limitach etc. Punkt 2 - nie będę tego komentował, bo hardkorowych cyklistów nigdy nie rozumiałem, nie mam też ochoty wdawać się nimi w dyskusje. Jeżeli nie widzisz bezsensu wymijania samochodów na czerwonym po to tylko żeby po ruszeniu ze świateł kierowcy znowu musieli cię wyprzedzać, to nie mamy o czym gadać. Tylko się nie dziw potem, że się na nas wkurwiają. I tak, masz rację - uważam, że 90% rowerzystów nie powinno poruszać się po drodze. Bo są niebezpiecznymi dla siebie i innych idiotami, przez których kierowcy traktują jako idiotów rowerzystów normalnych, jeżdżących bezpiecznie i zgodnie z przepisami. Sygnalizowanie skrętu - jasne, najlepiej uznać, że reszta uczestników ruchu to telepaci i w ogóle się niczym nie przejmować. Pewnie, że są miejsca w których nie macham ręką bo nikt tamtędy nie jeździ. Ja miałem na myśli miejsca gdzie ruch jest duży i niesygnalizowanie zamiaru skrętu prowadzi do niebezpiecznych sytuacji. No ale niektórym widzę trzeba napisać dosłownie. Kawałka o wchodzeniu w zakręt przy 40 km/h nie skomentuję ale widzę, że mam do czynienia z jednym z nieśmiertelnych. Bez trzymanki - wybacz ale jesteś idiotą. Takie zachowanie należy bezwzględnie piętnować a nie bredzić, że 15 km/h to niewinna sprawa jest. A argumentacja typu 'ja mu tylko złamałem rękę a taki Hitler wybił 6 milionów ludzi' jest na poziomie piaskownicy. Błędy rowerzystów i ich małe konsekwencje dla innych - o czym ty człowieku bredzisz. Ja się nie bawiłem w porównywanie rowerzystów i kierowców. Ja po prostu opisałem bezmyślność tych pierwszych a ty mi wyjeżdżasz z jakimś cyklistycznym emo i opisem wypadku niezwiązanego z tematem. Może przeczytaj jeszcze raz to, co napisałem. Tym razem na spokojnie i ze zrozumieniem. Wypadek - wiesz co, wystarczyłoby żeby przynajmniej jeden zwolnił i zapytał się czy nie trzeba nam pomóc. Bo żaden z mijających nie był świadkiem zdarzenia i widział tylko taką scenkę: poobcierana laska, wywalony jeden rower, wywalony drugi rower (stopka mi puściła) i jakiś koleś. Oboje w lekkim szoku. Wygodnie też pominąłeś kawałek o tym, jak to dwa razy mnie nikt nie pomógł, chociaż świadkowie zajścia byli. Dla ciebie widzę normą jest wyjebka? Spoko, szczęśliwego życia. I tak zupełnie na koniec - w jakim celu wyjeżdżasz pod tym tekstem kawałkiem o badaniach statystycznych nt. wypadków? Dlaczego miałoby mnie interesować porównywanie tego ile dzwonów spowodowali rowerzyści a ile kierowcy w tekście, w którym piszę wyłącznie o durnych cyklistach. Zdecydowanie, przeczytaj ten tekst jeszcze raz na spokojnie. Bo połowy rzeczy nie zrozumiałeś. 2009/07/28 13:11:01
Kolejne wstydliwe wyznanie poczynię - zdarza mi się jeździć jednokierunkowymi pod prąd. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko dwie rzeczy: robię to tylko na swoim osiedlu i tylko jak wracam do domu (zmęczenie i poczucie bliskości domciu robi swoje).
Co do wymijania aut stojących na czerwonym - powiedzcie mi, niemądremu jaki to ma sens. Jednym z najniebezpieczniejszych manewrów dla rowerzysty jest wyprzedzanie go przez samochód, zgodzicie się chyba. Normalny człowiek stara się minimalizować ryzyko i jeżeli widzi, że za światłami jest pusto i wyminięci będą go znowu wyprzedzać, to zatrzymuje się tam gdzie go czerwone zastało. Wymijam tylko jeżeli za światłami jest korek albo planuję zjazd na chodnik. Chyba jestem za bardzo strachliwy. kkot - tu muszę się zgodzić. Ze trzy tygodnie temu zrobiłem sobie przelot do pracy przez Las Kabacki i Ursynów i się przygnębiłem. Ścieżka się wije, rozruszana kostka klepie, bicie szkła to jakiś ursynowski sport. No i gałęzie, które zwieszają się na ścieżkę (wzdłuż Rosoła) - sama radość. Właśnie - Ursynów to świetny poligon obserwacyjny. Jeżeli ktoś myśli, że przesadzam to niech sobie kupi kilka butelek wody i kapelusz od słońca, siądzie w niedzielne popołudnie przy ścieżce, na przykład na wysokości Multikina (duże skrzyżowanie) i przez godzinę popatrzy na wyczyny rowerzystów. Myślę, że po godzinie będzie można dopisać do mojego tekstu jeszcze kilka punktów. 2009/07/28 13:15:50
Ręce opadają - zalinkowali mnie na głównej gazety pod tytułem 'Cykliści to w większości bezmyślne chamy'. A wydawało mi się, że zatytułowałem notkę fragmentem tekstu Queen. No cóż, widać taki tytuł bez przypierdolenia jest za mało chwytliwy. Szlag by to.
2009/07/28 13:26:18
@urbane.abuse
W Katowicach ścieżek żałośnie mało, a i piesi bardzo lubią chodzić właśnie nimi (typowy obrazek: pusty chodnik, półtora metra trawnika, równolegle ścieżka z grupką pieszych an całą szerokość). Jak już są, to ni chu nie idzie rozpoznać, która część jest dla pieszych, a która dla rowerzystów. @blasbike Holenderscy kierowcy nienawidzą rowerzystów(to chyba jest tabu). Jak byłem w Holandii, to też nienawidziłem rowerzystów. Jako pieszy, wyłącznie. 2009/07/28 13:26:47
@m-m-m
"Czerwone obowiązuje od linii zatrzymania. Do tej linii mam prawo dojechać (jeśli mam wolny pas). Jeśli masz trzy pasy i jedziesz prosto to też nie obchodzi Cię, że lewy (do skrętu w lewo) jest zajęty już 200m przed skrzyżowaniem, tylko dojeżdżasz środkowym tyle ile możesz, nie?" OK, to rozumiem. Ale raczej bym nie praktykował, bo - jak zauważył R. - wymijanie jest niebezpieczne; ja jeszcze dodam że i nieprzyjemne. Bardzo nie lubię, jak mnie wachlują lusterkami. @radkowiecki "Ręce opadają - zalinkowali mnie na głównej gazety(...)widać taki tytuł bez przypierdolenia jest za mało chwytliwy. Szlag by to" Zmień na "Blox obsysa", to może zdejmą z głównej? 2009/07/28 13:28:51
@batoszcze
"Jak już są, to ni chu nie idzie rozpoznać, która część jest dla pieszych, a która dla rowerzystów" No czasem jednak się da zauważyć - ten znaczek z ludkami przy pustym pasie kostki, ten z rowerkiem gdzie kurwa wszyscy się tłoczą. 2009/07/28 13:47:25
Bardzo fajny artykuł. Ja ostatnio zastanawiam się czy nie powinni przywrócić egzaminów na kartę rowerową, może niektórzy nauczyliby się przepisów, które notabene nie są super jasne i klarowne. Tak samo na egzaminie z prawa jazdy(może teraz jest inaczej) nie ma zbytnio sytuacji na skrzyżowaniach z udziałem rowerzystów. Dla przykładu: wyjeżdżam z uliczki osiedlowej, zatrzymałem się, patrze czy nic z lewej nie jedzie i chcę skręcić w prawo. W tym momencie rowerzysta wjeżdża mi w drogę, (nadjechał z mojej prawej, z chodnika, w którą już się nie patrzyłem) chciał się zmieścić w te pół metra co zostało mi do drogi głównej. Oczywiście wyskoczył na mnie z mordą, że jak jeżdżę. Ja skruszony nawet, nawet nie pomyślałem o tym kogo to wina, a wy jak myślicie kogo?, i skąd taki gościu ma wiedzieć.
2009/07/28 14:20:56
W sobotę rozmawiałem na temat rowerzystów z kumplem, który dużo jeździ samochodem gdyż to lubi. Jakoś tak w trakcie doszliśmy do wniosku, że każdy pełnoletni chcący jeździć rowerem, powinien zdać egzamin ze znajomości przepisów ruchu drogowego. I to nie udawany egzamin typu 10 podstawowych znaków i reguła prawej ręki plus ósemka na placu, bo coś takiego to powinny umieć dzieciaki w podstawówce. Boli tylko świadomość, że jakby coś takiego wprowadzono w Polsce, to zaczęłaby się taka patologia egzaminacyjna, że głowa mała. I oczywiście taki papierek kosztowałby pewnie ze stówkę. Dlatego nie będę za tym pomysłem lobbował.
@oznakowanie ścieżek Projektanci przyjęli dawno temu złą koncepcję kolorystyczną. Pewnie myśleli, że jeżeli część dla pieszych przy ścieżce będzie miała kolor chodnika (szary) a ścieżka czerwony, to ludzie skumają. Nie przewidzieli, że po czerwonym fajniej się chodzi, bo to prawie jak czerwony dywan w Cannes. Niestety, nic się już z tym nie da zrobić. 2009/07/28 14:29:29
1. Po pierwsze - zgadzam się z Tobą Radek, w całej rozciągłości.
2. Po drugie, wszystkim uczestnikom Masy Kretynicznej - wielki, murzyński penis wam w odbyt. 3. Do jazdy rowerem służy ścieżka rowerowa. Nie jezdnia. Jezdnia jest dla samochodów. Nic tak nie wkurwia jak pedalarz wlokący się środkiem jezdni, uważający, że mu wolno. 2009/07/28 14:40:04
I jeszcze jedno, nie mam samochodu a po mieście przemieszczam się komunikacją miejską i rowerem. Bo niektórzy mogliby odnieść wrażenie, że jestem jakimś hardkorowym kierowcą, nienawidzącym rowerzystów za sam fakt istnienia. A ja po prostu nie lubię idiotów, bez dzielenia ich na ulubione środki transportu, zainteresowania, narodowość czy kolor skóry.
2009/07/28 15:56:37
@nautilus.pompilius
3. Do jazdy rowerem służy ścieżka rowerowa. Nie jezdnia. Jezdnia jest dla samochodów. Jak Cię kiedyś będzie stać na ruszenie się ze swojej pipidówy do normalnego kraju, to zaraz za południową albo zachodnią granicą Bolandy policjant Ci uświadomi, że jesteś w błędzie. 2009/07/28 16:22:28
@urbane
No czasem jednak się da zauważyć - ten znaczek z ludkami No jak czasem jest. I jak nie stanowi połówki znaku informacyjnego, że nie wiadomo, która strona ma być dla kogo. 2009/07/28 16:38:29
Co do omijania samochodów stojących na czerwonym - przez jakiś czas dzielnie stałem równo z blaszakami, bo kodeks i uczciwość obywatelska. Ale masakrę to moim zdaniem powoduje lekką - ruszają chłopcy i dziewczęta z kopyta, w gębę zbierasz kupę dymu i mijają cię jadąc jeszcze dosyć wolno. Czyli dłużej koło ciebie przebywa 1-2 tonowa ruchoma bryła metalu, co powodowało u mnie gwałtowny skurcz kakałka i odruch spierdalania na bok, gdzie nierówno i zarzucić może nieszczęśliwie.
Więc teraz dzielnie walę do przodu ruszam w miarę możliwości pierwszy i po prawo, zanim przejadę skrzyżowanie (gdzie jest szerzej) to są już kulturalnie rozpędzeni i mijają mnie bez bólu na ulicy dalej. 2009/07/28 16:43:08
Również zgadzam się w całej rozciągłości, poza punktem dotyczącym przejazdu przez przejście. Kiedyś też przejeżdżałem po przejściu uważając, że w sumie nikomu krzywda się z tego powodu nie dzieje. Przestałem od kiedy pewien leciwy rowerzysta na składaku wjechał we mnie od tyłu, po czym opieprzył mnie, że zwalniam na przejściu (szedłem) i jak jeszcze raz zobaczy, że zwalniam to go popamiętam. Ja już tak jakoś mam, że jak kicham, to przystaję. To co, nie wolno mi już kichnąć na przejściu?
Od czasu tamtego zdarzenia zacząłem gromadzić różne kwiatki związane z udziałem rowerzystów w ruchu miejskim, a mój gniew zaczął kiełkować. Mimo, że lubię jeździć rowerem i jeżdżę, nie chciałbym być nazwanym rowerzystą, bo większość przedstawicieli tej grupy, z którymi się spotykam powinna raczej pozostać przy stacjonarnym rowerze treningowym. 2009/07/28 17:02:15
miasto-masa-maszyna
2009/07/28 15:56:37 @nautilus.pompilius 3. Do jazdy rowerem służy ścieżka rowerowa. Nie jezdnia. Jezdnia jest dla samochodów. Jak Cię kiedyś będzie stać na ruszenie się ze swojej pipidówy do normalnego kraju, to zaraz za południową albo zachodnią granicą Bolandy policjant Ci uświadomi, że jesteś w błędzie. Oho, zdaje się masiarz kretyniczny - największa swołocz i zakała psująca opinię normalnym rowerzystom. Masiarzy kretynicznych osobiście bym chętnie powystrzelał, najlepiej z jakiegoś gatlinga. 2009/07/28 17:16:27
@nautilus.pompilius
Do takich frustratów jak Ty, to nawet nie trzeba strzelać. Nadciśnienie Cię samo wykończy. 2009/07/28 18:09:12
Do jazdy rowerem służy ścieżka rowerowa. Nie jezdnia. Jezdnia jest dla samochodów.
A chodnik dla pieszych - i tam też nie powinno się jeździć. Ścieżek jest tyle, co kot napłakał. Wolałabym jeździć tylko i wyłącznie ścieżkami, prostymi, bez dziur i takich tam, nikt na siłę nie pcha się na chodnik (gdzie musi się wlec jak żółw, żeby nikomu nie zrobić krzywdy), ani tym bardziej na szosę, gdzie z kolei jego mogą zmieść przez moment nieuwagi. 2009/07/28 18:49:12
@piesi na ścieżkach rowerowych
Ilu z rowerzystów psioczących na spacerujących pieszych posiada urządzenie zwane dzwonkiem? Przyznać się :-P @nautilus.pompilius In your amphetamine dreams. Nie żryj tyle tego świństwa. 2009/07/28 19:03:35
Ale co do 7, to się nie mogę zgodzić. I mówię to z punktu widzenia pieszego, nie rowerzysty, bo na rowerze jeździłam ostatni raz chyba w podstawówce. No nie uwierzę, że pani z wózkiem spacerująca po ścieżce rowerowej akurat w tej chwili się zagapiła, zwłaszcza, jak widzę takich pań kilka na przestrzeni 100 metrów. A ostatnio widziałam starszą panią, pchającą po ścieżce wózek inwalidzki z drugą starszą panią. Jestem gotowa zrozumieć np. człowieka z psem, który idzie po ścieżce, bo akurat z tej strony jest trawnik, a z drugiej tylko jezdnia, ale te tłumy, które ścieżką rowerową idą i idą i idą, chociaż obok maja chodnik, na waszym miejscu bym po prostu rozjeżdżała i za każdym razem bardzo się dziwię widząc rowerzystów, którzy przy takich zwalniają i mijają ich ostrożnie.
2009/07/28 19:13:32
Jeśli chodzi o stojaki pod Muzeum Powstania Warszawskiego, to czy już nie ma tych stojaków? www.zm.org.pl/?a=powstanie_warszawskie-078
2009/07/28 19:17:59
Ej, panowie - lubcie się a nie o gatlingach, tirach i amfetaminie rozmawiacie.
@Nita Widzisz, ja mam ze sobą ten problem, że na moje uprzejme 'przepraszam' ludzie reagują stanem przedzawałowym, bo wyglądam im na kogoś, kto najpierw ich zbije, potem skopie a potem odjedzie, zapomniawszy powiedzieć o co właściwie chodziło. Dlatego od wielu lat stosuję taktykę łagodnego napominania, najczęściej jest to tekst 'taki ładny chodnik zrobili a pan/pani/państwo idą po ścieżce rowerowej'. Działa lepiej niż krzyk, awantura czy bluzgi. Mam łatwo, bo jestem zen i praktycznie nigdy nie spieszy mi się aż tak bardzo żebym nie mógł zwolnić, by ich napomnieć czy ostrożnie wyminąć. Bo rower ma mnie odstresowywać a nie wkręcać w jakieś paranoje. Co do wymijania stojących na czerwonym - w sumie każdy ma swoją metodę. Ja raczej nie wymijam, inni doszli do wniosku, że bezpieczniejsze dla nich jest gdy samochód ich wyprzedza niż rusza obok nich. Coś w tym jest dlatego z tego punktu jestem gotów się wycofać. 2009/07/28 19:23:43
@zgibek
Są. Ale w strefie, do której z rowerami już nie wpuszczali. Nieistotne już teraz, bezpieczeństwo jest bezpieczeństwo i jakby się czuł uczestnik koncertu, któremu rozwaliłbym w młynie pod sceną nogę zębatką. 2009/07/28 19:24:30
@radkowiecki
Ej, panowie - lubcie się a nie o gatlingach, tirach i amfetaminie rozmawiacie. Nie mam obowiązku lubić sfrustrowanych chamów, którzy z buta wjeżdżają z inwektywami w stylu "masiarz kretyniczny". Ale jeśli taki jest rule tego bloga, to przyjmę do wiadomości i się pożegnam. Ja raczej nie wymijam, inni doszli do wniosku, że bezpieczniejsze dla nich jest gdy samochód ich wyprzedza niż rusza obok nich. Coś w tym jest dlatego z tego punktu jestem gotów się wycofać. Moment ruszania jest o tyle krytyczny, że wtedy i rowerzyście może się zdarzyć kilka niepewnych wahnięć w prawo i lewo (niekoniecznie Tobie - wystarczy, że przed Tobą rozpędza się jakiś dziadzio na holendrze). Czasami faktycznie lepiej jest kiedy do wyprzedzania dojdzie w stabilniejszym momencie - już na zjeździe ze skrzyżowania. 2009/07/28 19:30:14
@jan.kulczyk
"Ba, są nawet narysowane farbą jakieś linie symulujące obecność pasa dla rowerów." @m-m-m "www.dvr.de/download/DVR_info_2008-4_2_Radfahrer_Einbahnstrassen.jpg" Tak też jest w jednym miejscu w Krakowie. Równoległa do Lubicz, nazwy nie pamiętam. Ale - tu gdzie mieszkam - rowerzyści walą na czołówkę po ulicy, która jest zastawiona samochodami. Auch: rycie się rowerzysty czy skuterowca czy innego radosnego posiadacza jednośladu - zatrzymało się, to stoisz. A nie wygibasy pomiędzy samochodami, bo "przecież się zmieszczę". Chcesz być uczestnikiem ruchu, to szanuj zasady. 2009/07/28 19:35:04
@eli.wurman
Akurat w Krakowie to ja pamiętam sytuację jak wąsaty kierowca jakiegoś poldka wyskoczył do mnie z ryjem po czym okazało się, że to on wjechał pod prąd. Obstawiam, że to był nautilus.pompilius. Auch: rycie się rowerzysty czy skuterowca czy innego radosnego posiadacza jednośladu - zatrzymało się, to stoisz. A nie wygibasy pomiędzy samochodami, bo "przecież się zmieszczę". Chcesz być uczestnikiem ruchu, to szanuj zasady. No ja się nie ryję, nie lubię nerwów. Ale z drugiej strony - czy "przecież się zmieszczę" to nie jest właśnie jeden z podstawowych argumentów za kupnem jednośladu? ;-) 2009/07/28 22:04:05
@m-m-m
'Nie mam obowiązku lubić sfrustrowanych chamów, którzy z buta wjeżdżają z inwektywami w stylu "masiarz kretyniczny". Ale jeśli taki jest rule tego bloga, to przyjmę do wiadomości i się pożegnam.' Ej, no nie rób scen. Tak rzuciłem moderunkowo dla rozładowania napięcia, chcecie się naparzać, to się naparzajcie, mi nic do tego. Ja u siebie wszystkich witam chlebem, wódką i jobem w oczodół. Co do Masy mam mieszane uczucia. Doceniam starania animatorów o to, żeby rowerzystom w Warszawie funkcjonowało się sympatyczniej. Lobbing, promocja oświetlenia i kamizelek odblaskowych, aktywizowanie społeczności lokalnych - to wszystko jest naprawdę dobre. Natomiast korkowanie miasta raz w miesiącu, do tego na starcie weekendu, na pewno nie przysparza nam zwolenników. Dlatego jak ognia unikam jeżdżenia rowerem po mieście w ten krytyczny dzień - nie chcę paść ofiarą nieuzasadnionej i źle ukierunkowanej agresji. I doskonale rozumiem nienawiść kierowców do tej akcji i jej uczestników - sam miałem ochotę kilka razy urwać rurkę w autobusie i przedsięwziąć Masę Krytyczną Pasażerów Komunikacji Miejskiej. No zgapiłem, że to ten piątek i trasę normalnie zajmującą 10 minut, pokonywałem w pół godziny. Co jest nawet spoko jak masz książkę i jest chłodno. Latem bez książki dostawałem szału. Ale to temat na zupełnie inną opowieść. 2009/07/28 22:23:27
"Doceniam starania animatorów o to, żeby rowerzystom w Warszawie funkcjonowało się sympatyczniej. Lobbing, promocja oświetlenia i kamizelek odblaskowych, aktywizowanie społeczności lokalnych - to wszystko jest naprawdę dobre. Natomiast korkowanie miasta raz w miesiącu, do tego na starcie weekendu, na pewno nie przysparza nam zwolenników"
Jak dla mnie, każdy powinien mieć na czole albo w innym widocznym miejscu jakiś wskaźnik przekonania o słuszności własnych poglądów. Jak wejdzie w czerwone pole, to napierdalać pompką, nieważne rowerzysta czy inny polityk. Im bardziej ktoś przekonany o tym że ma rację, tym większym bucem on. Automatycznie. Case study: Rokita. Tylko jak wprowadzić automatyczną relaksację zwieraczy poglądów? 2009/07/28 23:15:59
@radkowiecki
Ej, no nie rób scen. Tak rzuciłem moderunkowo dla rozładowania napięcia, chcecie się naparzać, to się naparzajcie, mi nic do tego. Ja u siebie wszystkich witam chlebem, wódką i jobem w oczodół. No to git! ;-] A jeśli chodzi o masę, to powiem tak: Nie jechałem w masie ani razu. W mieście, w którym aktualnie mieszkam, masa umarła śmiercią naturalną jak już nie było czego się domagać. W Polsce nie jeżdżę rowerem od jakichś 3 lat z hakiem głównie z uwagi na sfrustrowanych wąsaczy w typie nautilusa.minimusa (na takiej samej zasadzie schodzę z drogi dresiarzom i nie jeżdżę w koszulce St. Pauli do Rostock). Na masę mam o tyle wyjebane, że mnie osobiście już nie dotyczy i dotyczyć raczej w przyszłości nie będzie. Ale jak widzę stan mentalny przeciętnego polskiego wąsacza (reprezentowanego w tej dyskusji przez wiadomo.kogo) to jeszcze bardziej mam wyjebane na to, że sobie postoi paręnaście minut w korku. A stój se, debilu, jak jesteś taki tępy, że przez kilka lat się nie nauczyłeś, że tego dnia miesiąca na tej trasie będzie masa i wygodniej wziąć tramwaj, to do usranej śmierci z przedawkowania wkurwicy we krwi se stój. Ty się nie nauczysz, ale może Twoje wnuki. Natomiast korkowanie miasta raz w miesiącu, do tego na starcie weekendu, na pewno nie przysparza nam zwolenników Nie każda demonstracja ma na celu przysporzenie zwolenników. To nie działa tak prosto. To się rozkłada na lata albo nawet pokolenia. Wąsacz w typie dickusa.minimusa prawdopodobnie gdyby nie masa krytyczna nie miałby w ogóle świadomości, że istnieje taki typ użytkownika dróg publicznych jak rowerzysta. W tej chwili owszem, kontestuje jego prawa, ale sam fakt, że się z nimi zetknął choćby w ten sposób, że dały mu po mordzie w postaci korka na ulicy z okazji masy krytycznej, w jego przypadku owocuje już dużym skokiem mentalnym (pomiędzy niewiedzą a kontestacją). Na przestrzeni pokoleń to się przekłada na ewolucję z homo wąsatus na homo europeansis. A żeby było śmieszniej, homo wąsatus, wbrew swojemu własnemu przekonaniu, na drodze tylko dla samochodów (czyli, z włoska, auto-stradzie) też z reguły się zachować nie potrafi. Jak czytam teksty nautilusa.polakusa to oczyma duszy widzę go, jak swoim dwunastoletnim "niebitym" sztruclem cofa na zjeździe z autobahny, bo za wcześnie skręcił. Żal.pl. Niestety. 2009/07/28 23:40:08
@m-m-m
Ty się weź już tak nie napinaj i nie zacietrzewiaj. Masa wywołuje wkurw i wywoływać będzie. To nie jest doroczny maraton, jednorazowy iwent czy parada motocyklistów z okazji otwarcia sezonu, a że przebiega przez centrum, to nie można jej sobie ot tak ominąć, ani tramwajem ani sramwajem. Tym bardziej, że to piątek jest. Zazwyczaj oczywiście pracujący. Wierzysz, że w ogólnym rozrachunku po latach przyniesie pozytywne efekty? Cóż, raczej nie dzięki, ale pomimo. 2009/07/28 23:46:33
@selig
Wierzysz, że w ogólnym rozrachunku po latach przyniesie pozytywne efekty? Ja nie muszę w nic wierzyć. Ja mieszkam w mieście, w którym przyniosła. 2009/07/29 00:10:22
To wspaniale, świat jest dzięki temu lepszy, Ja jednak wolałbym, aby sobie masa z Warszawy pospierdalała.
2009/07/29 00:17:10
Czekam aż mi się pranie skończy, patrzę w statystyki, klikam w wykop i widzę komentarze na temat:
"wymijanie stojących na czerwonym świetle samochodów" - to moje "Wymijanie jest to przejeżdżanie obok pojazdu lub uczestnika ruchu poruszającego się w przeciwnym kierunku. I kto tu nie zna sie na przepisach? Jesli podstawowych pojęć się nie rozumie." - tu miażdżąca riposta wykopowicza, eleganckim trąceniem obcasa obracająca mój tekst wniwecz. No bo faktycznie, jak może znać się na przepisach ktoś, kto pomylił wymijanie z omijaniem? Ich naprawdę tak boli, że ktoś napisał kilka słów prawdy o debilach na siodełkach, że imają się chwytów z piaskownicy? Dopóki rowerzysta tekstem jebie jak psa ostatniego blachosmroda (dostaję wysypki jak widzę to słowo) i pieszych na ścieżkach, to jest grandż, czil i kul. Ale jak cokolwiek nie po linii na temat towarzyszy niedoli, to już chuj z pisarczyka jest, co własne gniazdo skalał. Ja pierdolę, co to za przedziwna schizofreniczna logika? 2009/07/29 00:19:17
@selig
A ja wolałbym, żeby Wawa dołączyła do grona cywilizowanych miast do których z przyjemnością przyjadę sobie z rowerem. A Ty przecież, jak już NAPRAWDĘ dojdziesz do wniosku, że w takiej Warszawie po prostu NIE DA się żyć, to zawsze możesz się wyprowadzić do Mogadiszu. 2009/07/29 00:27:03
Oj, ale się masiarz kretyniczny zabulgotał :) Musiało nieźle dopiec volksdeutschowi. Ciekawe śmieciu, czy poza internetem też jesteś taki odważny.
2009/07/29 00:48:26
@kretyn.masakryczny
Ciekawe śmieciu, czy poza internetem też jesteś taki odważny. Se sprawdź. 2009/07/29 01:11:27
@paint it black
zwyczajna kamizelka odblaskowa (taka, jaką noszę np operatorzy wózków widłowych) w Kauflandzie kosztuje 6 zł. Do tego opaski na łokcie i nogi 10zł (albo za darmo - w Łodzi na Masie Krytycznej dają). To są żadne koszty, naprawdę. Ja sam bym się bał ruszyć gdziekolwiek rowerem w szarówce czy w nocy bez kamizelki, bo po prostu WIEM, że byłbym bez tego niewidoczny dla kierowców - i żadne migające światełka tego nie zmienią. Wiem, że to może mało stylowe i not cool, ale wolę być żywy. Po prostu. @Masa Krytyczna Po części rozumiem złość kierowców, ale czasem trzeba im uświadomić, że my, rowerzyści też jesteśmy częścią ruchu ulicznego i mamy takie same prawa jak oni. W Łodzi MK wyrodziła się i zeszła na pozycje anarchistyczno-betonowe, na szczęście od kwietnia się to zmieniło. Rzecz jest organizowana we wspólpracy z policją i strażą miejską, a trasy wiodą zwykle ścieżkami rowerowymi (przy okazji pokazując absurdalność ich wytaczania - przykładowo żeby ścieżką dostać się z Piotrkowskiej do Manufaktury trzeba pokonać 7 km, podczas gdy ulicą jest to niecały kilometr). I to zaowocowało zwyżką frekwencyjną (250-300 osób), pojawieniem się ludzi w różnym wieku, a nie tylko nastolatków i studentów no i atmosferą, zupełnie inną niż wcześniej, niekonfrontacyjną. I to jest cenne. 2009/07/29 07:07:07
@urbane.abuse: czytaj ze zrozumieniem ad [2], czy napisałem że przejezdzam na czerwonym?
tak, zdarza mi się skręcać w prawo/lewo przy 30-40km/k i nie mam zamiaru wtedy machać łapkami. Np przejazdy na wielkim skrzyzowaniu z torowiskiem na pl. Dominikański we Wrocawiu. Na ręczny to Ty sobie zjedź, bo Ci się zagotowało pod kopułą, kulturą nie grzeszysz. 2009/07/29 07:36:42
@radkowiecki niestety dyskusja jest tym trudniejsza, że jedna strona przypisuje drugie pewne działania. Np z mojej odpowiedzi wywnioskowałeś że jeżdżę bez trzymanki przez centra miast. Tak nie robię, często zdarza mi się jechać bez trzymanki polnymi drogami, lub chodnikiem, gdy widzę, że w promieniu 20metrów nikogo nie ma. Zawsze zachowuję bezwzględne bezpieczeństwo na rowerze i mam oczy dookoła głowy.
Jeżeli nie wystawiam łapki przy skrętach, to znaczy że doskonale wiem, że nie jestem na kolizyjnym z żadnym pojazdem. Głupotą jest wystawiać łapkę i sądzić, że ten z tyłu mnie widzi. Ja wolę jechać szybko i pewnie nie wystawić łapki przy 30km, spojrzeć do tyłu, że nikogo nie ma i spokojnie jechać dalej. "Jeżeli nie widzisz bezsensu wymijania samochodów na czerwonym po to tylko żeby po ruszeniu ze świateł kierowcy znowu musieli cię wyprzedzać, to nie mamy o czym gadać." Chcesz powiedzieć, że stoisz w 200 metrowych korkach za samochodami i czekasz 4 cykle, aż dojedziesz do linii zatrzymania? Możesz jechać obok samochodów, jeżeli miejsce na jezdni na to pozwala. Nie wymijam samochodów po to, żeby mnie wyprzedzały. Nie w takim celu jeżdżę w mieście rowerem. "Sygnalizowanie skrętu - jasne, najlepiej uznać, że reszta uczestników ruchu to telepaci i w ogóle się niczym nie przejmować." sygnalizowanie skrętu bez spojrzenia co się dzieje za plecami jest idiotyczne - ślepa wiara w kierowcę za mną(a co o ograniczonym zaufaniu?). Wolę nie sygnalizować, ale spojrzeć i mieć pewność, że nie przeszkadzam żadnemu kierowcy - taki jestem miły myślę o innych. I mieć pewność, że mój manewr jest bezpieczny. Pomijam już fakt, że nigdy nie jeżdżę ulicą poniżej 25km/h bo to jest bezsensu i faktycznie może być irytujące dla kierowców (czasem jeżdżę autem i staram się być wyrozumiały). "Wypadek - wiesz co, wystarczyłoby żeby przynajmniej jeden zwolnił i zapytał się czy nie trzeba nam pomóc." tutaj histeryzujesz. Powtarzam, nie uczestniczyłeś w wypadku więc byłeś w pełni władz umysłowych, jeżeli potrzebowałeś pomocy wystarczyło pomachać, krzyknąć. Nigdy żaden samochód nie zatrzymał się gdy stałem na trasie na poboczu z przewróconym rowerem (nie mam stopki w rowerze). Ilu pieszych przechodzących obok Was pytało się czy pomóc? Przecież widzieli, że sytuacja jest ogarnięta, nie było potrzeby. "Wygodnie też pominąłeś kawałek o tym, jak to dwa razy mnie nikt nie pomógł, chociaż świadkowie zajścia byli. Dla ciebie widzę normą jest wyjebka?" Jak jest czyjaś gleba/wypadek/omdlenie należy się zatrzymać i pomóc z tym nie dyskutuję, bo nie ma z czym - oczywista oczywistość. Dla mnie "wyjebka" nie jest normą nie wiem co to jest. Na rowerze się nie przewracam. Dlaczego? Bo jeżdżę z zachowaniem szczególnej ostrożności. Mam oczy dookoła głowy i każdy mój manewr jest poprzedzony sprawdzeniem czy nie wchodzę na kolizję. Do tego stopnia uważam, że jak zdarza mi się iść chodnikiem(czasami) i skręcam to sprawdzam co się za mną dzieje :) Polecam wszystkim nie jesteśmy sami na drogach i chodnikach. 2009/07/29 07:46:35
@nautilus.pompilius
"3. Do jazdy rowerem służy ścieżka rowerowa. Nie jezdnia. Jezdnia jest dla samochodów. Nic tak nie wkurwia jak pedalarz wlokący się środkiem jezdni, uważający, że mu wolno." Stuknij się w głowę pompką, ale mocno, z całej siły. Jak już to zrobiłeś to teraz bądź tak miły i konsekwentny i zastosuj się do tego "Do parkowania samochodów służy parking, a nie chodnik czy droga rowerowa. Nic tak nie wkurwia pieszego, matki z dzieckiem w wózku i rowerzysty, jak parkujący kierowca na chodniku" Jeżeli kiedyś będę popitalał z wózkiem z dzieckiem, każdy samochód na chodniku na mojej trasie dostanie jako bonus lakier z wózka. A teraz się zastanów, czy rowerzysta ma prawo jeździć jezdnią? Ma prawo jeździć jezdnią. Niestety samochody mają prawo parkować na chodnikach. Nie mają prawa zostawiać mniej niż 1,5 metra wolnego chodnika. 2009/07/29 07:50:51
@miasto-masa-maszyna
"Ilu z rowerzystów psioczących na spacerujących pieszych posiada urządzenie zwane dzwonkiem? Przyznać się :-P " W góralu nie mam dzwonka, w góralu szczekam klamkami ("donośny sygnał dzwiękowy" - jakoś tak to szło) Gdy mam pieszych na kolizyjnym na chodniku lub ścieżce, skradam się po cichutku z tyłu i...mówię przepraszam :) 2009/07/29 07:54:16
ad MK:
Natomiast korkowanie miasta raz w miesiącu, do tego na starcie weekendu, na pewno nie przysparza nam zwolenników Kierowcy korkują miasta dwa razy dziennie - nie przysparza im to zwolenników. disclaimer: Nigdy nie jechałem w MK. 2009/07/29 08:01:50
@blasbike
"Zawsze zachowuję bezwzględne bezpieczeństwo na rowerze" O rly? Co to jest bezwzględne bezpieczeństwo? "Mam oczy dookoła głowy" Pics plz "Wolę nie sygnalizować, ale spojrzeć i mieć pewność, że nie przeszkadzam żadnemu kierowcy" Pewności nigdy nie masz, a sygnalizować nie musisz w jednym jedynym przypadku - kiedy jesteś na pasie do skrętu, inaczej to jest bucówa. I ciągle nie rozumiem jak to jest, że jesteś w stanie skręcać jadąc 40kmh (mierzysz to?), jesteś w stanie się wtedy obejrzeć, ale już wystawienie łapy grozi Ci wyjebką. O co chodzi, masz jakieś problemy z koordynacją, z błędnikiem? 2009/07/29 08:56:09
Też kiedyś jeździłem grzecznie poboczem / skrajem prawego pasa. Jedno, drugie uniknięcie o centymetry zderzenia z pędzącym samochodem, którego kierowca kompletnie zignorował moją dawaną od -nastu sekund sygnalizację skrętu wiele mnie nauczyło. Jeżdzić trzeba tak, żeby kierowca z tyłu MUSIAŁ się za tobą zatrzymać - środkiem pasa/lewym pasem - już na jakieś kilkaset metrów przez planowanym skrętem. Tudzież na nierównej drodze, patrz punkt 4. tekstu. Wolę być chamem i palantem, za to żywym i zdrowym.
2009/07/29 09:18:21
@roar
"Jeżdzić trzeba tak, żeby kierowca z tyłu MUSIAŁ się za tobą zatrzymać - środkiem pasa/lewym pasem - już na jakieś kilkaset metrów przez planowanym skrętem." Za takie coś wlepiałbym mandat - rowerzysta nie może jechać środkiem pasa! Jedziemy albo prawą stroną/ poboczem (normalnie) albo prawą stroną pasa do lewoskrętu/ tuż przy osi jezdni (jeśli nie ma wydzielonego pasa) BTW masz coś wspólnego z Roarrem od el Ruchatero? 2009/07/29 09:46:22
@urban.abuse:
Nie (choć lubię), jest sobie skoczek narciarski o tym imieniu. Jeszcze skacze, nawet znany, parę medali na MŚ i Olimpiadzie... A mandat (za bezpieczną jazdę) to na podstawie jakiego przepisu, przepraszam? O, zapomniałbym. Zatrzymywanie się na światłach. Też trzeba na środku pasa. Inaczej ryzykujesz przejechanie przez jadący z tyłu samochód, który oczywiście celuje w tył auta przed tobą, a stojącego z boku rowerzystę ignoruje. Już nie mówię o problemach przy ponownym ruszeniu. Ze środka to żaden problem - zjedziesz na bok i ustąpisz, jak już złapiesz równowagę. Ze skraju - po nierównej nawierzchni, 10 centymetrów obok startującego z piskiem auta - świetny sposób na wpadnięcie pod koła, i to ze swojej własnej w sumie winy. 2009/07/29 09:54:39
Myślę, że mocno przesadziłeś ze skalą opisywanego zjawiska.
Tacy rowerzyści - kretyni oczywiście są (i opis jest bardzo trafny), ale nie ma ich aż tylu, żeby tak nagminnie rzucało się to w oczy. No chyba, że w Warszawie tak jest... W Krakowie, jeżdżąc od lat po mieście rowerem dzień w dzień widzę, że zdecydowana większość rowerzystów raczej jeździ normalnie - pomijając kwestię braku oświetlenia, bo to faktycznie nagminne (ja tego zupełnie nie rozumiem; ja się normalnie boję jeździć w nocy bez świateł - zresztą już raz o mało co nie miałem czołowego zderzenia z "batmanem", którego zauważyłem w ostatniej chwili dzięki temu że ja miałem swiatła - ledwo skręciłem). A i na masę krytyczną kierowcy reagują u nas znacznie kulturalniej i spokojniej - wielu nawet nam macha z samochodów... Przyzwyczaili się przez te pięć lat jeżdżenia masy w Krakowie - bo na początku to niektórzy nawet wyskakiwali z samochodów i rwali się do bójki (ogólnie jestem zdania, że jazda samochodem wzmaga agresję ;)). Tylko internetowe trolle czasami potem się żołądkują na forach i namawiają do wystrzelania pedalarzy czy jak to nazywają "rowerowych terrorystów" - zupełnie tak jak tutaj... ;) Inna sprawa, że masa na 100 czy 300 osób to nie to co kilka tysięcy jak w Wawie... 2009/07/29 09:56:13
@urban.abuse
Za takie coś wlepiałbym mandat - rowerzysta nie może jechać środkiem pasa! Jedziemy albo prawą stroną/ poboczem (normalnie) albo prawą stroną pasa do lewoskrętu/ tuż przy osi jezdni (jeśli nie ma wydzielonego pasa) Jadąc środkiem pasa rowerzysta po prostu uniemożliwia wyprzedzanie go na trzeciego (czyli de facto łamanie przepisów). Krótka piłka - masz wolny pas po lewej, to rowerzystę wyprzedzisz tym pasem. Nie masz - czekasz. Na jednym pasie nie ma miejsca na wyprzedzenie rowerzysty z zachowaniem bezpiecznej odległości anyway. A jak masz wolny drugi pas, to co Ci za różnica, czy rowerzysta jedzie metr czy półtora od prawej krawędzi? 2009/07/29 10:09:00
Nie wiem, czy ktoś to już tutaj zauważył, ale ten wpis trafił na główną Wykopu i wzbudza spore kontrowersje. Autor nie przez wszystkich został zrozumiany.
2009/07/29 10:25:04
@m-m-m
Art. 16 pkt5. Kierujący pojazdem zaprzęgowym, rowerem, (...) są obowiązani poruszać się po poboczu, chyba że nie nadaje się ono do jazdy lub ruch pojazdu utrudniałby ruch pieszych. "Jadąc środkiem pasa rowerzysta po prostu uniemożliwia wyprzedzanie go na trzeciego" Yyyy... Rowerzysta - raz, wyprzedzający - dwa, kto jest trzeci? "Na jednym pasie nie ma miejsca na wyprzedzenie rowerzysty z zachowaniem bezpiecznej odległości anyway." Czasem nie ma, i wtedy nie należy wyprzedzać, czasem jest, to można. Różne są drogi, różne szerokości pasów. 2009/07/29 10:40:10
@urbane.abuse
Art. 16 pkt5. Kierujący pojazdem zaprzęgowym, rowerem, (...) są obowiązani poruszać się po poboczu, chyba że nie nadaje się ono do jazdy lub ruch pojazdu utrudniałby ruch pieszych. Jak wygląda pobocze nadające się do jazdy rowerem? Np. takim: c.wrzuta.pl/wi2081/0ce7b054001f53be4895ca2b/0/orbea%20orca!!!!!!! albo takim: www.centrumrowerowe.pl/images/products/rps%206,0.jpg Yyyy... Rowerzysta - raz, wyprzedzający - dwa, kto jest trzeci? Jak nie ma trzeciego, to masz cały pas na wyprzedzanie. Dajesz! Dajesz! Czasem nie ma, i wtedy nie należy wyprzedzać, czasem jest, to można. Różne są drogi, różne szerokości pasów. Jak pas jest na tyle szeroki, że zmieści się rower i samochód w odstępie metra, to raczej nikt nie jedzie wtedy środkiem. 2009/07/29 11:08:10
@urban a Ty jechałes kiedyś na rowerze?
Jeżeli nie jechałeś nigdy 30 czy 40kmh, to nie znaczy że inni tego nie potrafią. Nie mierz innych swoją miarą. To samo tyczy się Twojego braku kultury. Pojedź rowerem tą drogą skręcając w prawo w Kościuszki, jednocześnie nie trzymając kierownicy (sygnalizując przed skrętem!) maps.google.com/?ie=UTF8&ll=51.099729,17.045621&spn=0.001678,0.005681&t=h&z=18 nawet przy 25kmh Ci się to nie uda. 2009/07/29 11:18:56
Art. 16 pkt5. Kierujący pojazdem zaprzęgowym, rowerem, (...) są obowiązani poruszać się po poboczu, chyba że nie nadaje się ono do jazdy lub ruch pojazdu utrudniałby ruch pieszych.
Art. 22 pkt 2. Kierujący pojazdem jest obowiązany zbliżyć się (...) do środka jezdni lub na jezdni o ruchu jednokierunkowym do lewej jej krawędzi - jeżeli zamierza skręcić w lewo. 2009/07/29 11:26:11
Napisałem sporawy komentarz ale zrobię z tego oddzielną notkę. Specjalnie dla czytelników z wykopu.
2009/07/29 11:26:51
"miażdżąca riposta wykopowicza, eleganckim trąceniem obcasa obracająca mój tekst wniwecz. No bo faktycznie, jak może znać się na przepisach ktoś, kto pomylił wymijanie z omijaniem?"
Taka jest cena sławy. Te strony główne, te wykopy... tam są naprawdę uważni czytelnicy ;) 2009/07/29 11:44:50
z dedykacją dla @nautilus.idiotus
kytutr.ijon.info/parkingowy/2009/07/28/parkowanie-pod-izba-wytrzezwien/ to tak a propos "jezdnia jest dla samochodów" 2009/07/29 12:16:05
@m-m-m
"Jak wygląda pobocze nadające się do jazdy rowerem? Np. takim: " Wiesz, jeśli ktoś będzie próbował jeździć polskimi drogami takim Lambo czy Ferrari - bądź co bądź to legalne, homologowane samochody - i poharata sobie progi czy zderzaki to będzie to przykre, ale jeśli będzie tym faktem zaskoczony, to wykaże się, hm... brakiem rozsądku. @blasbike "Jeżeli nie jechałeś nigdy 30 czy 40kmh, to nie znaczy że inni tego nie potrafią." Żenada. odkąd z powodu szybkiej jazdy "na zderzaku" samochodu przede mną (moja głupota + niesygnalizowany skręt tego kolesia na pobocze) złamałem obojczyk, jeżdżę dużo rozsądniej. Ty masz to najwidoczniej jeszcze przed sobą. Jeśli skręcasz - sygnalizujesz to. Jeśli nie jesteś w stanie z powodu prędkości - jedziesz za szybko. Zdajesz się wyznawać podobną zasadę co kolesie, którzy nie zatrzymują się na stopie, bo tyle benzyny już zużyli żeby się rozpędzić. "Nie mierz innych swoją miarą. To samo tyczy się Twojego braku kultury." OK, daj mi dobry przykład. Możesz zacząć od nieprzekręcania mojej ksywki. 2009/07/29 12:44:48
@urbane
Wiesz, jeśli ktoś będzie próbował jeździć polskimi drogami takim Lambo czy Ferrari W Polsce rower szosowy to luksus na miarę lambo czy ferrari? 2009/07/29 13:15:34
@m-m-m
"W Polsce rower szosowy to luksus na miarę lambo czy ferrari?" Jej, jesteś bystrym kolesiem, a udajesz że nie kumasz i wciskasz mi dziwne literki na klawiaturze. Do dzisiejszego wykładu z listy ficzerów Lambo wybrałem nie cenę, a mały prześwit, twarde zawieszenie i niski profil baaardzo szerokich opon. Podobnie szosowy rower do jazdy poboczem w Polszcze nadaje się słabo. Jeśli ktoś chce się wozić luksusem po polskich drogach, to chyba jedynie Rentnerporszakiem Cayenne. Które ma kolei tę wadę, że wygląda jak kupa. No i zaskakująco wielu lubi do terenówki założyć obręcze 22" i mamy problem podobny do Lambo. Albo roweru szosowego. 2009/07/29 13:54:40
@urbane.abuse
Podobnie szosowy rower do jazdy poboczem w Polszcze nadaje się słabo. A widelec nadaje się kiepsko do jedzenia zupy. Każdy rower do jazdy poboczem nadaje się słabo. Rowery nie są produkowane do jazdy poboczem a pobocza - do jazdy rowerem. Ten przepis jest tak kretyński, że aż trudno w to uwierzyć. 2009/07/29 14:15:56
@urbane.abuse
"Żenada. odkąd z powodu szybkiej jazdy "na zderzaku" samochodu przede mną (moja głupota + niesygnalizowany skręt tego kolesia na pobocze) złamałem obojczyk, jeżdżę dużo rozsądniej. Ty masz to najwidoczniej jeszcze przed sobą." Pogratulować jazdy na zderzaku! czy napisałem że jeżdżę na zderzaku podczas skręcania? Wiesz dlaczego na wspomnianej ulicy nie zdejmuje się rąk z kierownicy? Bo jest dziurawa jak szwajcarski ser. Dlatego nawet przy pr 20kmh trzeba mieć się na baczności. Żeby jechać te 30-40 nie potrzeba zderzaków. Gratuluję że po złamaniu obojczyka zmądrzałeś. Lepiej późno niż później. Ja nie muszę się takich rzeczy uczyć na swoich błędach, wystarczą mi cudze. "Zdajesz się wyznawać podobną zasadę co kolesie...," faktycznie zdaje Ci się. 2009/07/29 15:10:05
@blasbike
"czy napisałem że jeżdżę na zderzaku podczas skręcania?" Sorry, mój błąd, Twoje problemy z czytaniem ze zrozumieniem są jednak zbyt poważne. Chyba nie ma sensu kontynuować tej miłej pogawędki. Jeśli jeździsz po ulicy dziurawej jak ser 40kmh i jednocześnie "zawsze zachowujesz bezwzględne bezpieczeństwo na rowerze", tylko nie możesz z powodu dziur w asfalcie puścić kierownicy, w dodatku "nie musisz się takich rzeczy uczyć na swoich błędach, wystarczą Ci cudze. "... ...to ja się cieszę, że nie jeżdżę moim rowerem po Wrocku, bo pewnie się rowerowo nie spotkamy i nie narazisz mnie przy tej okazji na jakąś kontuzję. PS jazdą na zderzaku nazwałem odległość ok. 8-9m za samochodem; przy dużej prędkości to i tak za mało żeby bezpiecznie wyhamować, jednak dość dużo, żeby się wyjebać na własny rachunek, nie uszkadzając samochodu. Od czasu tego wypadku nie tyle nie jeżdżę na zderzaku, co w ogóle nie jeżdżę szybko po jezdni kiedy cokolwiek mechanicznego jest w zasięgu wzroku, bo taka jazda jest ZAWSZE ryzykowna. Więc może jednak zmądrzej zanim ktoś Cię będzie musiał zdrapywać z asfaltu. 2009/07/29 15:22:45
@urbane.abuse:
"odkąd z powodu szybkiej jazdy "na zderzaku" samochodu przede mną (moja głupota + niesygnalizowany skręt tego kolesia na pobocze) złamałem obojczyk," Dałeś już przykład swojej umiejętnej i bezpiecznej jazdy więc nie pouczaj innych. "Jeśli jeździsz po ulicy dziurawej jak ser 40kmh i jednocześnie "zawsze zachowujesz bezwzględne bezpieczeństwo na rowerze", tylko nie możesz z powodu dziur w asfalcie puścić kierownicy," Dla jeżdżącego "góralem" po wrocławskich dziurach to codzienna rzeczywistość. Widzisz tu jakąś sprzeczność? Polecam czytać ze zrozumieniem ;) Generalnie nie jestem za dyskryminacją, ale w publicznych dyskusjach anonimów powinny obowiązywać stopki typu: "Mam prawo jazdy lat X, przejechałem rowerem Y km, samochodem Z km, nie miałem żadnego wypadku, mam N punktów karnych"... Wtedy przynajmniej wiadomo z kim się rozmawia :-) 2009/07/29 17:40:06
Co do pieszych na ścieżkach rowerowych - blog.plo.net.pl/kwestia-pieszych-na-sciezkach-rowerowych/ - jeśli spotka się kogoś, kto ma gdzieś rowerzystów, możemy spokojnie wezwać policję, która za kilkaset złotych wytłumaczy pieszemu, że w danym przypadku nie ma prawa przebywać na ścieżce.
W sprawie samochodów parkujących na ścieżkach przydatna jest także straż miejsca / policja - blog.plo.net.pl/warszawa-miastem-coraz-bardziej-przyjaznym-rowerzystom/ - po około miesiącu zgłaszania takich parkowań i interwencji straży miejskiej kierowcy uczą się, aby w danym miejscu nie parkować, sam sprawdziłem. ;) a co do światełek - kolejni idioci to tacy, którzy dają czerwone światło na przód roweru, a białe na tył 2009/07/29 17:45:01
@blasbike
"Dla jeżdżącego "góralem" po wrocławskich dziurach to codzienna rzeczywistość. Widzisz tu jakąś sprzeczność? " Jak widzę nadal bredzisz swobodnie i nawet tego nie czujesz (choć może jednak coś Ci świta i stąd tyle emotek?). OK, gratuluję! Mi już naprawdę wystarczy. Zachowuj sobie nadal "bezwzględne bezpieczeństwo na rowerze". Tylko jeszcze jedna prośba, przyślij wreszcie te fotki pokazujące Twoje oczy wokół głowy, to musi być naprawdę spektakularne ("Potwór o tysiącu oczu"?). I daj przykład zamieszczając postulowaną przez Ciebie stopkę, inni z pewnością pójdą w Twoje ślady! 2009/07/29 17:46:17
@maciejplonski
"tacy, którzy dają czerwone światło na przód roweru, a białe na tył" To nie są Prawdziwi Polacy, prawdopodobnie import z Monaco. 2009/07/29 22:34:47
przepraszam, nie przeczytałam wszystkich komentarzy, bo jeszcze umieram ze śmiechu :D pozwolisz, że wrzucam (właściwie to już wrzuciłam) linka do Ciebie na swoim blogu? cholera, podoba mnie się tu :)
2009/07/30 01:58:56
Zaba791 - linkowanie do innych nie wymaga przyzwolenia linkowanych. Tak że możesz wrzucać bez pytania. A jak ktoś ma z tym problem, to znaczy, że buc z niego i nie gadaj z kimś takim. I oczywiście wpadaj częściej, to wbrew pozorom dosyć przyjazna przystań.
2009/07/30 02:16:54
@maciejplonski
"W sprawie samochodów parkujących na ścieżkach przydatna jest także straż miejsca / policja " miasta.gazeta.pl/lodz/1,96677,6170624,Od_4_dni_tarasuje_sciezke_rowerowa_w_centrum.html W sumie stał tydzień. 2009/07/30 10:30:58
Zauważyłam, że przyjazna. na moim blogu nie, bo udaję grzeczną dziewczynkę, ale tez czasami rzucam mięsem, bo inaczej się nie da. A Ciebie czytam z przyjemnością :) I radochą :)
2009/07/30 21:10:41
@na moim blogu nie, bo udaję grzeczną dziewczynkę, ale tez czasami rzucam mięsem, bo inaczej się nie da
"A Murzynów to już naprawde nie lubię. Cwaniaki cholerne! Złodzieje! Kłamcy! Tak, wiem, że nie wszyscy." Urocze. 2009/07/31 08:30:47
@mrw
Copypasta! "A Polaków to już naprawdę nie lubię. Cwaniaki cholerne! Złodzieje! Kłamcy! Tak, wiem, że nie wszyscy." 2009/07/31 17:33:54
Dzisiejszej nocy śnił mi się Hitler. Bardzo płakał, właściwie zanosił się szlochem. Miałam wrażenie, że trochę histeryzuje. Zasmarkany, z zaczerwienionymi oczami wyglądał na jeszcze brzydszego niż na zdjęciach. Tłuste, wilgotne włosy przylegały mu do czoła. Wąsik przedstawiał wręcz żałosny widok. Próbowałam go uspokoić, klepałam po mundurze. Nic nie skutkowało.
- Dlaczego tak płaczesz, Adolfie? zapytałam. Wtedy bełkotliwie i niewyraźnie zaczął mnie przepraszać za holocaust, za wojnę, mówił, że go poniosło. Jego znajomość polskiego była perfekcyjna. - Ale dlaczego MNIE za to przepraszasz, Adolfie? zadałam mu pytanie. Wówczas odniosłam wrażenie, że pękła jakaś tama. Hitler rozmazał się wręcz nieprawdopodobnie. Zanosząc się od szlochu i sporadycznie czkając, wołał, że nikt go nie kocha, nikt go nie rozumie, że on chciałby być po prostu lubiany. Nie mogłam nie zauważyć, że nie odpowiedział na moje pytanie. Krętacz jeden. 2009/07/31 23:56:01
@Suisan
haha! sie usmialam! a w ogole to gratuluje wyobrazni...wspolczuje snow...bo w sumie jakbym miala kogos pocieszac to bym wolala zeby to jakis Clooney byl...albo chociaz Angelina;) @temat osobiscie musze sie zgodzic, ze rowerzysci to chyba jednak czesto jak te pijane baki...samej mi sie zdarzalo po miescie rowerkiem pomykac ale ogromna radoche mi sprawial ten taniec smierci (i innym chyba tez, bo rzeczywiscie czulam sie jakbym w Zabie byla;) kurcze, no przejscie nad szczelina lodowa w Himalajach to nie bylo ale dodawalo to "przygodowej emocji" w zyciu (bardzo prosze nie czepiac sie tego porownania:). Ja wiem, ze to nie to samo co codzienne pedalowanie, wiec moze dlatego...w sumie w ramach relaksu to wole pojezdzic po lesie albo wsrod jezior, albo w gorach (to juz w ogole wypas!) ale nie kazdy ma mozliwosc, wiem. Ryzyko wypadku i innych debilnych kolizji istnieje samo w sobie i jest podejmowane w momencie wlaczenia sie do ruchu. Niezalenie od tego czy jest sie pieszym, rowerzysta, automobilista czy woznica karawanu...trzeba tylko, oprocz stosowania zasady ograniczonego zaufania, myslec czy samemu nie utrudnia sie innym uczestnikom ruchu zycia. Wydaje mi sie, ze sluszna idea bylyby jakies kursy (czy co tam) dla rowerzystow, ba! nawet pieszych! (bo sami siebie potrafia oni do wkurwu niezlego doprowadzic! - ale to sobna historia), bo to rzeczywiscie rozrzesza poglady, uzmyslawia pewne rzeczy. Zawsze mi sie wydawalo, ze jako uczestnik ruchu (glownie na dwoch dolnych digitach albo dwoch kolkach) poruszam sie w sposob rozsadny i bezpieczny ale w zasadzie niedawno zrobilam prawko i to zmienilo nieco moj poglad na sprawy. Czlowiek staje sie badziej wyrozumialy dla innych uczestnikow ruchu i zwraca uwage na wiecej rzeczy. Czasem samemu stanowi sie zagrozenie nie tyle z czystej premedytacji ale z braku wiedzy, nie w afekcie ale dlatego, ze na pewne rzeczy po prostu nie zwracasz uwagi...a swoja droga mente captusy znajduja sie w kazdej z grup "lokomocyjnych" i to nie wiem czy jest uleczalne;) ja ze swej strony, teraz, mniej bluzgam na kierowcow samochodow...choc nie probuje ich tlumaczyc:) ale jako kierowniczka czterech kolek wydaje mi sie, ze na drodze pieszy/rowerzysta jest gorszy od psa...;) (bez napiecia, prosze:) gorszy od pieszego jest tylko kot, co to potrafi zawrocic z trzech czwartch drogi zeby zwiac na strone z ktorej wyczmychnal...suki...nsyn chedozony;) ale moze po prostu, "punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia";) I to nie Zydy i masoni...ani nawet elfy winne som...to SYSTEM! bo jakby drogi byly lepsze i organizacja to lepiej by sie jezdzilo...:)))) nie wiem czy mi to wyszlo tak jak powinno bo sie musialam dublowac...cholerny chochlik przezarl lacze i mnie wywalilo przy "wyslij"...nic tylko sie upic;) 2009/08/01 17:42:18
mam nadzieję, że ten tekst przeczytają sobie Sakai i Wrzosio. Szczególnie Sakai, którego postawę najlepiej obrazuje p. 8. Jego racja..
2009/08/02 02:43:36
Taka mnie naszła refleksja, może naiwna, że to nie tylu idiotów jest wśród rowerzystów, tylko że w takich sytuacjach ujawnia się nasza polska agresja i frustracja. To nie żadna wyjątkowa grupa społeczna (podobnie jak kierowcy) - po prostu konieczność uważania na innych, a czasem ustąpienia, to dla Polaka zbyt wiele. Musi się jednak od czasu do czasu z tym zmierzyć, ponieważ - moim skromnym zdaniem - zasady współistnienia rowerzystów i kierowców są kompletnie niejasne. Niby temu rowerzyście z jedni korzystać wolno, ale najlepiej jakby się trzymał prawej, a nawet jechał poboczem. Tak się nie da, muszą być osobne pasy lub ścieżki dla rowerzystów. W Kopenhadze stosują właśnie wydzielone pasy, na których rowerzyści mają zawsze pierwszeństwo. Są pełnoprawnymi uczestnikami ruchu. Z tymi ścieżkami w Polsce (przynajmniej w Krakowie) też nie jest tak pięknie - każda inna, na jedną się wjeżdża z jezdni, na drugą z chodnika, wiją się przedziwnie. Krótko mówiąc - mamy ten problem, bo: a) chamstwo b) złe rozwiązania techniczne. Mieszanka wybuchowa.
2009/08/02 11:23:16
Dobry tekst, naprawdę. Ale nie zgodzę sie już z jednym z pierwszych stwierdzeń, że zakaz jazdy dla rowerzysty po pasach to przepis archaiczny. Tez mi się tak zdawało, też się nieraz chce delikatnie przemknąc obok pieszych. Ostatnio jednak przy mnie, na Rondzie Jazdy Polskiej rowerzysta z naprzeciwka wjechał w wózek dziecięcy. Nawet nie jechał zbyt szybko, jakieś wahnięcie w bok, albo próba wyminięcia nieudana. Chyba najbardziej wk... mnie to, ze sprawca kolizji, bo tak to nalezy nazwać, sprawiał wrażenie kompletnie nieświadomego winy, ot, on przecież nie chciał, jakos tak wyszło, sorki. Tylko tyle:-/
I zgadzam się, że włażenie pieszych na ścieżki rowerowe to o wiele częściej efekt roztargnienia, nienajlepszego oznakowania, a nie złej woli. I nie ma co się pieklić. A mysleć, przewidywać i zasade ograniczonego zaufania stosować trzeba wszędzie, nawet w miejscu uprzywilejowania. Lubię jeździć bez trzymanki, nawet z rękami wysoko w górze, jak na mecie tour de polonge:-) Po lesie, a dokładnie po Puszczy Białowieskiej;-) 2009/08/02 23:05:46
To ja sobie pozwolę jeszcze podlać tę potrawkę sosem. Rowerzysta ze mnie raczej niedzielny, więc doświadczenie może niemiarodajne, ale stoliczni cykliści to jakoś szczególnie w mojej opinii od wąsaczy się nie różnią. Ot przypadek z dzisiaj, pedałuję sobie grzecznie wspomnianym traktem ursynowskim, prawą stroną, bo gdzie mi tam do wydajności 40 km/h, zresztą niedziela jest i pora reraksu, dzwonek z tyłu (jakiś podniecony); przytulam się do krawędzi i za chwilę mija mnie torpeda z bluzgiem na uście. Tak się złożyło, że zrównałem się za moment z gościem na światłach, a ten pojechał mi jeszcze dokładką "jedziemy kurwa, panie pijaczek, jak jesteś zmęczony, to się na ławeczce zdrzemnij". No spodenki mi opadły, gdyby koleżka nie śmignął na zielonym, jak je podnosiłem z powrotem na brzuch, to *censored*. Komentarz o Masie sobie daruję, bo ciśnienie na noc pompować niezdrowo, ale niech jeden mały chujek z drugim pomyśli w wolnej chwili, że w piątek to nie tylko krawaty w blaszakach się wożą, ale także dziecko do lekarza. I ono by pewnie miało w dupie te wasze husarskie szarże o trzypasmowe ścieżki, gdyby nie to, że akurat z w/w leje się jak ze szlaucha. I korek, nomen omen, nieszczególnie w tej sytuacji pomaga.
2009/08/03 10:23:44
Wy to w ogóle nie wiecie o czym mówicie. Jakieś Katowice, jakaś Warszawa - ladies and gentlemen, to jest salon w porównaniu z tym, co się dzieje w mojej podwarszawskiej miejscowości w kierunku na Terespol. Tutaj rowerzysta to nie jest elegancki japiszon na dżajancie, tylko napierdolony pan Maniek na ukrainie z przednim kołem od Wigier 3, który świateł doświadcza tylko i wyłącznie jako efektu delirki. Po zmroku jeździ się u nas (samochodem, naturlich) tylko i wyłącznie środkiem drogi, bo bliżej krawędzi mkną Czarne Sotnie, obdarte skrupulatnie nawet z odblasków, nierzadko falangą po dwa czy trzy. Wyjeżdżanie z podporządkowanej bez zatrzymania czy choćby obejrzenia się w lewo to jest norma, pokazać mogę, które siwe włosy na mej głowie są pamiątką po spotkaniach z Panią Na Składaczku albo Dwunastolatku Na Makrokeszu. Do tego występuje u nas endemiczny typ Starowinki Bez Sił, która pedałuje raz na dziesięć metrów pokonanej drogi, cały czas balansując na krawędzi wyjebki z prędkością trzy na godzinę na za rowerze po mężu, a kiedy chce się zatrzymać, wykonuje coś, co ja nazywam Combo Lądującej Wrony - opuszcza powykręcane artretyzmem stopy na asfalt i nie dotykając hamulca rozpoczyna serię niezgrabnych podskoków, mających na celu wytracenie prędkości i kończących się niedomiennie znieruchomieniem w pozycji półszpagatu z rowerem w poprzek drogi ruchu. Po czym bynajmniej nie oddala się z miejsca zdarzenia, tylko tkwi tak dalej, bo akurat jest pod sklepem i rozmawia z napotkaną kumą - chuj, że obok jest pobocze na dwa metry, przecież wciąż mamy rok trzydziesty szósty i tędej tylko fura z rzadka przejecha, panie kochany.
A plagę tę niezwalczalną dopełniają piesi, którzy niezależnie od wieku wciąż mentalnie tkwią we wspomnianym roku trzydziestym szóstym i konsekwentnie lekceważą chodniki (miejscami naprawdę ładne, z kosteczki i w ogóle), zapierdalając wzdłuż krawężnika po asfalcie. 2009/08/03 12:08:32
A miałem, zaraza, nie komentować... Niestety sytuacja mnie zmusza. W 99% zgadzam się z Radkiem, nie raz widziałem tragiczne zachowania rowerzystów na ulicach, ścieżkach rowerowych i (niestety) chodnikach. Nie raz widziałem także tragiczne zachowania kierowców na ulicach, ścieżkach rowerowych i chodnikach. I nieraz widziałem tragiczne zachowania pieszych na ulicach, ścieżkach rowerowych i chodnikach. A rozwiązanie tego problemu jest (przynajmniej teoretycznie) dość proste: wystarczy myśleć i działać tak, żeby nie utrudniać życia współuczestnikom ruchu drogowego.
Aha, jeszcze mały offtop/prywata: mało szanowny nautilusie.pompiliusie, wielkie, murzyńskie członki aplikowane doodbytniczo zostawiam tobie (celowo małą literą), a od Masy Krytycznej bądź uprzejmy się odstosunkować. Masa tworzy korek samochodowy RAZ W MIESIĄCU, kierowcy samochodów tworzą korki CODZIENNIE a jakoś nie widzę potrzeby codziennego wystawiania Gatlinga na balkon i rozstrzeliwania blachosmrodziarzy. Więcej empatii i zrozumienia dla innych, bierny homoseksualisto i czynny zoofilu, potomku proszalnego dziada i parchatej penery. 2009/08/03 12:41:31
Od maja jestem hard korowcem rowerowcem - wszedzie sie poruszam rowerem. Ważę 140 (teraz 130) mając 2 metry wzrostu i popierdalam wszędzie rowerem (na linii Piastów-Otwock) i często łamię owe wyzej wymienione zakazy ale generalnie jestem po linii. Mam też kilka spostrzeżeń:
1. Niezrozumiałe jest dlaczego nie ma ścieżki wzdłuż Wisły nad brzegiem, są fragmenty w centrumie i jakieś rozdeptaczki gdzieś tam (za Wilanowem) ale czemu nie ma jednej spójnej w miarę trasy? Nie kumam. Nie kumam braku połączeń rowerowych właśnie pod Warszawą gdzie w Centrum - jazda po Żelaznej, Twardej, Miedzianej, Emilli Plater (ale nie przy PKIN) i wszystkich "miejskich" nie przelotowych jest wyśmienitą przyjemnością (samochody grzeją tam naprawdę max 40/h - sprawdzone w godzinach 4-6 po południu w piątek) natomiast poza ścisłym centrum aby dojechać np z Otwocka do Wału trzeba ocierać się wielokrotnie o śmierć, albo z Piastowa do Babic - masakra. 2. Ścieżki są prowadzone wzdłuż jezdni - w związku z tym wymuszają poruszanie się podobnie jak samochody po prostopadłych i równoległych co jest zaprzeczeniem idei roweru jako takiego i elastycznego. Dlaczego ścieżki nie są planowane strategicznie? od Osiedli do Centrum tylko jakoś tak w poprzek? nie rozumiem dlaczego największe parki nie są wplecione w komunikację rowerową - ot możne je wzdłóż i poprzek przeciąć. ale nie koniecznie w te wzdłóż i poprzek zgadza się z wjazdem i wyjazdem. 3. Kobiety na rowerach - cieszę się właśnie z nich bo kobiety na rowerach są własnie oznaką normalności. Faceci nie grzeją jużpo sciechach tylko smigają w lycrze miedzy samochodami na TWARDO. ściezki sa dla mieczaków. 4. Rower w Warszawie jest przyszłością i to na 100% Mając 10 kilometrów do pracy do pracy jadę rowerem 30 minut - samochodem 40 minut. Do 15 kilometrów na rowerze podróż może być przyjemnością a jesli mi się np udaje jechać od Sobieskiego ścieżkami aż do Wawra (wałem) to to jest najpyszniejsza podróż (co prawda dość monotonna) gdzie co najmniej po jednej stronie są płachty zieleni. Z Otwocka do pracy (28 km) rowerem jadę 1,5 ha a samochodem w porannym korku około godziny. A co mi umożliwia takie podróże? prysznic w pracy, szafka metalowa + koszyk na bagazniku. 5. Nie rozumiem przedstawicieli "Towarzystwa Plecaczkowego" na rowerach, tzn rozumiem bo sam tak jeżdziłem ale pałam do tego nokresu obrzydzeniem. Po 3 km plecy mokre i spływa do majtek. 6. W związku z powyższym rowerów będzie wiecej a samochodów mniej. wiec te ścieżki co są będą za wąskie (już są) wiec problem ścieżek tak naprawdę dopiero się zacznie. 7. A co do konfliktu: pieszy, rowerzysta, kierowce - on jest wynikiem takiej a nie innej infrastruktury która po prsotu nie rozróżnia tych 3 postaci i wiara w rozwiązywanie konfliktów bazując jeno na kulturze osobistej to oczywisty błąd logiczny. 8. Rowery winny być tańsze, mniej wybajerzone - bedzie mniej kradzieży, a rowerzysci dlaczego się ubierają jak zawodnicy Mistrostw Polski? tego niegdy nie zrozumiem. jak nie jeżdzę powy Co można zrobić tanio i bez wysiłku aby było lepiej? 1. przy strzerzonych parkingach i budkach strażników przy każdym budynku użyteczności publicznej postawić po stojaku (jak przy arkadach Kubiciego - które nejlepiej są własnie dostępne rowerem) 2. w zakładach pracy wprowadzić prysznic, ew. szatnie i stojaki na wew. parkingach (u mnie dzieki temu z 2 dziwolągów zrobilo się 15 dojeżdzających i nadal dostawiają stojaki!) 3. wszystkie nowe ścieżki - asfalt - konieczna jest opracowanie strategii z punktu widzenia całej aglomeracji i koordynacja działań oparta na analizie przepływów mieszkańców a np. centrami handlowymi, zakładami pracy (nie pamietacie ale 20 lat temu jak Ursus byl jednym z wiekszych zakładów w Polsce a Piastów - jego sypialnią na 6.00 rano odbywała się codziennie parada rowerów równa masie krytycznej - miedzy 5.00 a 6.00 rano gęsiego nawet do kilku setek pracowników popylało skręcać traktory - od marca do listopada) 4. Co do przepisów - rowerzystę trzeba traktować jak człowieka w sensie prawnym, ja się wszędzie czuję intruzem, odludkiem debilem i wrzode 2009/08/03 14:47:55
@ kzip
Też miałem, zaraza, nie komentować, jako że po stolicy poruszałem się komunikacją miejską i w związku z tym wszelkie konflikty na linii kierowcy - rowerzyści są dla mnie sprawą obcą. Nie wnikam też w to, kto ma rację w sprawie Masy Krytycznej. Ale jest jeszcze coś takiego, jak sposób przedstawiania swoich argumentów. Ja muszę niestety stwierdzić, że niektórzy rozmówcy nautiliusa powinni najpierw zejść z drzewa, a dopiero potem zabrać się do jakiejkolwiek dyskusji. "Więcej EMPATII i ZROZUMIENIA dla innych, bierny homoseksualisto i czynny zoofilu, potomku proszalnego dziada i parchatej penery." Zaiste. Szczególne kudosy dla pana Miasto-Masa-Maszyna, który potrafił kilka razy w jednym poście udowodnić swoje pojmowanie słowa "kultura osobista." Tfu! 2009/08/03 15:59:30
@ Popirad
Ze stylu pisania nautiliusa wywnioskowałem, że szkoda czasu na elokwencję i racjonalne argumenty. Jak ktoś zaczyna rozmowę od "chuj ci w dupę" to nie tracę czasu na grzeczności, nie staram się być kulturalny, empatyczny i rozumiejący tylko od razu zniżam się do poziomu adwersarza i wysławiam się językiem, który jest w stanie zrozumieć. A że słowami pomienionego nautiliusa poczułem się urażony (jako wieloletni uczestnik Warszawskiej Masy Krytycznej) to mu odpowiedziałem. W krótkich słowach, które powinny być dla niego w miarę zrozumiałe. 2009/08/03 16:12:49
@ m-m-m
"Ale jak widzę stan mentalny przeciętnego polskiego wąsacza (reprezentowanego w tej dyskusji przez wiadomo.kogo) to jeszcze bardziej mam wyjebane na to, że sobie postoi paręnaście minut w korku. A stój se, debilu(...) Wąsacz w typie dickusa.minimusa (...) Jak czytam teksty nautilusa.polakusa(...)" Jednak chodzi mi o Ciebie. @kzip Ok, rozumiem. Tyle, że czytając teksty tego pierwszego nie czułem jednak takiego niesmaku. I tyle. 2009/08/03 16:15:11
@popirad
Aha. No to pozostaje mi tylko podpisać się pod odpowiedzią kzipa. 2009/08/03 23:03:59
A mnie jeszcze jedno zastanawia - tak wszyscy piejecie, jakie to rowery są zajebiste, a samochody chujowe, bo śmierdzą, robią korki i w ogóle przyrody się z nich nie doświadcza, no więc w związku z tym chciałbym wiedzieć, co robicie, jak na przykład jest oberwanie chmury, albo przełom stycznia i lutego. Wtedy też rower jest przyszłością? Czy raczej Masa Krytyczna przeprasza się ze smrodem spalin i gremialnie przesiada w solarisy? Jakbyście byli naprawdę tacy twardziele i ideowcy dwóch kółek, to byście robili Masę przy minus dwudziestu, pluć na samochody i wyrzekać na krawaciarzy w blachosmrodach, jak jest słoneczne Palm Springs, to żadna sztuka.
Żeby nie było - do miasta wybieram się samochodem raz na kwartał, rowerem jeździłem ostatnio chyba z rok temu, więc jak to mówi Gospodarz, wyjebane mam na obie strony sporu, ale racja typu "moja najmojsza" wkurwia mnie zawsze i wszędzie. 2009/08/04 07:26:30
Nie twierdzę, że samochody są chujowe - po prostu lepiej poruszać się po mieście rowerem, bo i szybciej, i zdrowiej. Nie wiem jak radzą sobie inni rowerzyści, ja przed wyjściem z domu sprawdzam prognozę pogody i jeśli ma padać to zabieram na rower sztormiak a gdy zaczyna kapać to przerywam jazdę i robię ze sztormiaka właściwy użytek. A Masa (przynajmniej warszawska) jeździ niezależnie od pogody i pory roku. Sam jeździłem przy -30 stopniach i współczułem tym biedakom na przystankach autobusowych, bo oni marzli a ja po kilku minutach miałem już komfort termiczny.
2009/08/04 09:14:20
Rower to tylko srodek transportu ale nie róbmy z tego filozofii życiowych gdzie użycie cara jest występkiem i powoduje wrzody. uzywam cara i roweru na zmianę a czasem nawet je łączę wożąc rower w samochodzie. Nie ma sensu opisywać co dlaczego i jak.
Okresy rowerowania takie bezpieczne to kwiecień - październik, a dla mniej wybrednych marzec - listopad i naprawde wystarczy. A co do masy krytycznej - jako idea jest potrzebna bo oswaja miasto ludzi samochody z rowerami - ludzie jeżdzą na masę bo jest fajnie - nie czuja się jak zwierzyna polowana przez Tiry - (dzis na mnie zatrąbił jeden bo mu przeszkadzałem i ledwo zjechałem na trawnik) i nie ma debilnych komentarzy iż rowerzyści na ściezki rowerowe po drugie sporo samochodziarzy widzi że można. zobaczcie ile osób jeżdzi teraz na rowerach a ile 5 lat temu. ja cały czas uważam że i samochodziarze i rowerowcy to ci sami ludzie tylko że odrobina empatii jest potrzebna żeby pamietać jak to jest z tej drugiej strony. a niestety nie jest tak ze to ja sobie tak naprawde wybieram srodek transpotu. system transportu jest przygotowywany przez miasto - infrastruktura szczególnie. Jak miasto wybudoje sciechy, monitoring stojaków i np obowiązek w zakladach pracy prysznica dla roweristów - sporo osób się na nie przesiądzie. a jesli z mojego osiedla 9 km musze pokonać autobusem 40 minut + 3 przesiadki, a do pociagu w ch. daleko (3 km) a metro mam w poprzek to sie nie dziwmy ze uzywam samochodu. a jeśli chodzi o poruszanie sie po miescie rowerem to naprawdę: po Centrum to jest najlepszy srodek lokomocji - sprawdzone wielokrotnie, gdyby nie brak stojaków była by bajka. na Starówkę z Łazienek - 15 minut i to prawie samymi krzakami jadąc ;). wróciłem sobie Konwiktorską, potem pociągnąłem Stawki potem hyc w Smoczą potem w Żelazną i potem Twarda Srebrna i Alejami hyc na Barską do ulubionej pizzerii na gudfadern a potem Szczesliwicką popatrzec na rolkarzy (polecam koło 9 wpasc pozerkać na slalomiarzy z kubkami) a potem bach na Ursus i w domku. Stąd nie widzę sensu obstawać po jednej lub drugiej stronie albo opisywać iżrowerzysci to debile albo ze samochodziarze to dekle. po prsotu jak się wpuści kota i psa do jednego pokoju to naprawdę nie ma sięco dziwić że pierze lecą. a nie jest winien ani pies ani kot tylko ten kto ich wrzucił do jednego pokoju nieprawdaż? 2009/08/04 19:50:51
O, widzę, że masiarze kretyczni nadal szczekają. kzip - tobie jeszcze raz, sam wiesz co, i w co. A co do tego volksdeutscha to już nawet nie ma co pisać, szkoda klawiatury. Oba jesteście przykładami pedalarzy, przez których zbydlęcenie obrywa się normalnym rowerzystom.
2009/08/04 22:17:56
Tobie volksdeutschu to mogło najwyżej kulturkampfem powiać.
2009/08/04 23:21:03
Gospodarzowi widocznie odpowiada ten poziom dyskusji, więc czas się pożegnać.
Branoc. 2009/08/05 00:28:12
Alez sie chlopaki zaperzyly...nawet na droge nie wyjechali a juz krew sika po scianach...a co dopiero w srodowisku naturalnym...hehe
sorki, no tak mi siem samo nasunelo...:) @sny o zwierzatkach i inne kocio-psie nawiazania kiedys mialam kota (stary wyjadacz, taki wiarus wsrod futrzakow osiedlowych, malo mu tylko czarnej opaski braklo:), i mialam pieska (waleczna bestia, domu strzegla dzielnie i patriotycznie). Czemu wspominam? ano bo w okresie polrocza letniego zycie codzienne ulubiencow wygladalo klasycznie - futro fruwalo (z obu stron),rysy na nosku, jazgoty, szczeki, sykniecia i wojownicze miauczenie co roz przecinalo powietrze. co ciekawe w okresie zimowym nasi czworonozni przyjaciele zachowywali sie tak jakby przyjeli spora dawke THC (czy co tam teraz w modzie). Codziennie! wieczorem kocia mordka spacerowala raznym krokiem do budy psiurka...i tak razem sie ogrzewali w tegie zimowe noce ...wot! przypowiastka;) ah! no i moral! nie ma juz kotka, nie ma juz pieska...Tak wiec "wszystko chuj" bo i tak z ziemi skonczysz;) wiec sie tak nie denerwujcie... pozdrawiam 2009/08/05 06:56:03
@nautilus.pompilius: mogę wiedzieć, dzieciaku, dlaczego aż tak nienawidzisz Masy Krytycznej? Czyżbyś spóźnił się na obiadek i mama wlepiła kilka pasów na gołą dupę? Czy może dostałeś ciężkiego ataku sraczki w autobusie i zbłaźniłeś się w oczach swojego chłopaka? Aha, jeszcze jedno: uczestnicy Masy Krytycznej mówią/piszą. A szczekają psy. I ty.
2009/08/05 09:05:06
kzip - dlaczego nienawidzę bydła z masy kretynicznej? To proste - są tam same takie bydlaki jak ty i ten volsdeutsch szczekający powyżej. A, i pamiętaj pedale - nieustająco murzyński organ ci sam wiesz gdzie.
2009/08/05 09:34:00
A można się dowiedzieć na jakiej podstawie uważasz mnie za bydlaka? Chyba, że twój tok myślowy wygląda tak: jeździ w Masie Krytycznej więc jest bydlakiem a jest bydlakiem bo jeździ w Masie Krytycznej. A jeśli chodzi o pedała: jak chcesz jednego zobaczyć to spójrz w lustro - nie mierz innych swoją miarką. Pasywny seks analny z przedstawicielami innych ras ludzkich pozostawiam dla ciebie - tak często o tym piszesz, że musi to być szczytem twoich marzeń.
2009/08/05 09:42:51
Uważam cię za bydlaka, bydlaku (i pedale) po twoich rzygowinach tutaj. W masie kretynicznej jeżdżą bydlaki, które specjalnie, z premedytacją hamują ruch w piątek po południu. Bydło to wyjeżdża specjalnie, żeby przeszkadzać. Chcecie sobie uprawiać ćwiczenia, to wypad do lasu albo róbcie ten swój bydlęcy spęd w niedzielę przed południem.
2009/08/05 10:14:27
Mam dość twoich inwektyw pod adresem Masy Krytycznej i moim. Poczytaj sobie o celach Masy, o jej historii a dowiesz się po co jeździmy i czemu akurat w ostatni piątek miesiąca. A jak chcesz sobie po prostu pobluzgać to się nie krępuj, bo ja nie zamierzam. Ty kocia szmino, psia obciągaro, owcojebco, w rzyć chędożony katamito, zabawko seksualna nigeryjskiej drużyny rugby, bierny homoseksualisto, czynny zoofilu, koprofagu, świński materacu i ulubiony lachociągu wszystkich meneli z Dworca Chaosu.
@Sz.P. Radek Teklak: przepraszam, że zaśmiecam Ci komentarze moją polemiką (chociaż ciężko to nazwać polemiką, gdy jedynymi argumentami są wyzwiska) z tym czymś, co się wabi nautilius.pompilius, ale to coś mnie wkurwia do białości obrażając ludzi, których szanuję. 2009/08/05 10:28:16
kspi - mam gdzieś, czy masz dosyć komentarzy pod twoim adresem, bydlaku. Z każdym twoim postem tutaj, bydlaku, potwierdzasz że słusznie nazywam cię bydlakiem ty bydlaku. Mam gdzieś cele i historię zbydlęconej masy kretynicznej i to, czemu to bydło jeździ akurat w ostatni piątek miesiąca. Fakt jest taki, bydlaku, że ty i pozostałe bydlaki złośliwie tamują ruch w największym szczycie. Dlatego bydlaki zasługujecie, żeby traktować was jak bydło. Zrozumiałeś, bydlaku?
2009/08/05 10:45:15
Nautiliusie, skoro ci ongiś przeszkadzali ci straszni zawistni Polaczkowie, to dlaczego sam zachowujesz się jak ktoś, kto obiad spożywa z chlewa?
2009/08/05 11:04:54
Popirad - każdemu według zasług. Masiarz kretyniczny i volksdeutsch na nic innego nie zasługują. Ale zasadniczo masz rację, szkoda w ogóle na nich czasu.
2009/08/05 11:29:57
Nie zrozumiałem, bydlaku. A Masa jeździła, jeździ i jeździć będzie, bydlaku. Psie głosy nie idą pod niebiosy, więc i twoje szczekanie Masy nie powstrzyma, bydlaku. A że sobie, bydlaku, postoisz w jeszcze większym korku niż zwykle? Zajebiście mnie to cieszy, bydlaku! Normalnym ludziom współczuję stania w korkach, bydlaku, bo to nie ich wina, że infrastruktura rowerowa jest kiepska. Ale dla ciebie, bydlaku, zrobię wyjątek i całą najbliższą Masę Krytyczną przejadę z wielkim uśmiechem na ustach ciesząc się, że bydlak nautilus.pompilus stoi gdzieś w korku i gotuje się ze złości. A nawet postaram się maskymalnie zwolnić Masę, żebyś, bydlaku, postał sobie tych kilka minut dłużej. Może ci, bydlaku, z nerwów pikawa wysiądzie? Czego ci życzę z duszy i serca. Bydlaku.
2009/08/05 11:30:13
Dla mnie ktoś, kto używa określenia "volksdeutsch" nie nadaje się do poważnej dyskusji.
2009/08/05 13:51:33
kzip - przeczytałem tylko pierwsze zdanie. Skoro nie rozumiesz, bydlaku, to czytaj póki zrozumiesz. Albo poproś kogoś mądrzejszego, niech ci tłumaczy. A teraz bydlaku - odmeldowuj się i nie otwieraj pyska, póki nie zapytam.
2009/08/05 15:39:25
@nautilus.pompilius: przeczytaj, zrozum, przemyśl, dyskutuj. W tej kolejności. A czytać twoich wypocin więcej niż raz nie zamierzam - oczu mi szkoda. Tym bardziej nie mam zamiaru choćby starać się ich zrozumieć, bo na to szkoda mi nie tylko czasu, ale także energii - po co mam tracić czas na próby zrozumienia chorego z nienawiści idioty? Swojego "bydlaka" skieruj pod inny adres - może być do lustra. A odmeldować mógłbym się komuś, kogo poważam - a nie byle śmieciowi. Odnośnie pyska: spójrz w lustro, zobaczysz jeden i to wyjątkowo parszywy. A zapytać to możesz co najwyżej własnego kału, czy chce wyjść z twoich kiszek. Ale jakoś nie sądzę, żeby ci odpowiedział.
2009/08/05 16:10:59
Mordę w kubeł to możesz sobie sam wsadzić. A wypowiadać się będę, jeśli taka będzie moja wola - i gówno możesz w tym temacie zrobić. Bądź więc uprzejmy pospierdalać sobie. I skończ z tym "bydlakiem", bo to się już nudne robi. Łachmyto.
2009/08/05 17:03:38
Ha ha, to bydlę waruje tutaj chyba non-stop. KZIP! Do nogi! Daj głos!
2009/08/05 17:45:38
Bydlaku...! Łobuzie...! Huncwocie...! Drapichruście...! Nicponiu...!
Naszczaliście sobie chłopcy do namiotów przeokrutnie, przy okazji zamieniając w rynsztok moją ulubioną miejscówkę w necie, której cechą szczególną jest piękny język, tak Radka jak i komentatorów. Mam nadzieję, że to chwilowe. Proponuję trochę się ogarnąć i wrócić do dorosłości. 2009/08/05 22:01:18
moze Ty, Suisan bedziesz miala wiecej szczescia co by do rozsadku przemowic...bo ja to chyba jednak niewyraznie pisze:) a nam sie sie Panowie tutaj potopia w bluzgach...a to smierc okrutna i smierdzaca. ja sie momentami zastanawiam czy oni tak na powaznie? czy moze po ostrej pyskowce spotykaja sie na bronku i dra lacha z reszty "przerazonych" czytelnikow...:) rzeczywiscie, jakos tak radosna sapkowszczyzna zniknela i zrobilo sie nieco niesmacznie...Panowie, PAX!
2009/08/05 22:38:23
Ojojoj, dawno mnie tu nie było, zajrzałam i od razu tyle nowych przekleństw;))
Co do rozsądku to Panowie pożegnali się z nim dawno temu, chyba, że faktycznie jaja sobie robią z niczego nieświadomych czytelników. A co do samego tematu. W każdej grupie znajdą się dziwadła, ludzie, którzy nie myślą, albo zwyczajne buraki. Już nawet nie muszą wsiadać do jakiegokolwiek środka transportu, na chodniku też mogą równie dobrze zadeptać, lub przynajmniej wrazić łokcia w żebro. No, ale co pan zrobisz? Nic pan nie zrobisz. Trzeba oddać, albo nauczyć się uskakiwać. Takie jest prawo dżungli. ;)) 2009/08/06 08:26:12
Ratlerek musi szczekać, duży pies - nie musi.
Ot taka prawda ku przemysleniu. Jeśli ktoś uważa że ziemia jest płaska a hot-dogi to malowane pisanki wujka Jurka z Tczewa i obraża się na popołudniowy deszcz i skacze potem po kałużach z pianą na tyłku to tak na moje oko jest bardziej jego problem niż mój i nawiązanie z takim osobnikiem jakiejkolwiek relacji jest zawsze przynajmniej stratą czasu (nawet relacja typu - plaskacz w michę). Gdyby gówno mogło to by krzyczało, ale że nie może krzyczeć to śmierdzi. Ja chciałem powiedzieć jedynie że rowerzyści - szcególnie się przypatrywałem dziś faktycznie co drugi jeżdzi na czerwonym. i to jest śmieszne że są dwie uznane kasty które w miarę przestrzegajaczerwonych/zielonych świateł. Piesi i zmotoryzowani. Rowerzyści są ponadto. Są ogniwem pośrednim pomiędzy człowiekiem a czystą energią. Doskonale to podkreśla youtubka u mrw.blox.pl. A pompilius powinien się chyba przechrzcić na pamperius. 2009/08/06 23:12:53
@są dwie uznane kasty które w miarę przestrzegajaczerwonych/zielonych świateł. Piesi i zmotoryzowani.
Aha. Widziałam dzisiaj starszego pana, który z namaszczeniem tłumaczył wnuczce, że nie może przechodzić przez jezdnię na czerwonym świetle, nawet jeśli nic nie jedzie i że nadszedł już czas, żeby się nauczyła szanować przepisy, a robił to, stojąc twardo, obiema stopami pośrodku ścieżki rowerowej. Zastanawiałam się, czy nie pojechać klasykiem i nie zasugerować, że dla niego również nadszedł taki czas, ale jakoś było głupio robić staruszkowi obciach przed wnuczką, poza tym mi się nie chciało. 2009/08/07 09:34:32
No własnie ja o tym ze sądwie liczące się siły, piesi i samochodziarze. Rowerzystów nikt nie raktuje poważnie a wczoraj po 21 w Otwocku są tzw "black fireflys" młode chłopy na góralach wersji light na maxa wyczyszczonych w sensie rama z siodełkiem na kołach (zadnych dzwonków, światełek, chlapaczy, bagażników czy swiatelek odblaskowych) którzy poruszają się przewaznie w poprzek na prędkościach zbliżonych do 30/h i przeważnie jadą z/na piwo. to poprzek wygląda tak ze przecinajaulice pod kątem 45% by zniknąć w jakims krzaku na poboczu i wyskoczyć przy prostopadłej za rogiem i jąprzeciać również pod podobnym kątem aby zniknąć za następnym rogiem. Pieski bezdomne już się poruszają bardziej zgodnie z przepisami. Także Warszawa to pikuś.
2009/08/08 21:26:32
Wyjeżdżam na jedyny w roku dłuższy urlop a wy mi tutaj panowie taką bardachę uskuteczniacie. Wstydźcie się. Następnie podajcie sobie ręce na zgodę. Wystarczy, że pogodzicie się u mnie, bo to co robicie gdzie indziej w sieci mnie nie obchodzi. A jeżeli nie chcecie się godzić, to po prostu nie rozmawiajcie ze sobą. Wiem, że w ferworze dyskusji może człowieka ponieść ale samokontrola to podstawa. No i oczywiście zen.
W temacie nie będę już niczego dodawał, bo powiedziano właściwie wszystko, chociaż jak otęchnę po rejsie, to być może napiszę jeszcze jedną notkę uzupełniającą. Bo czytając niektóre wypowiedzi na wykopie i kilku forach tematycznych stwierdziłem 'albo troll, albo nie rozumie po polsku'. Czym mam nadzieję zamknąć temat cyklizmu na tym blogu przynajmniej na kilka lat. A, no i miło mi was znowu po tygodniu widzieć. @salem87 Samogon nie był moim blogiem. 2009/08/09 18:03:58
Rowerem poruszam się po ulicach warszawy i warszawskich scieżkach kilka lat. Jezdze różnie, w zależności od nastroju normalnie, agresywnie. Ciebie nie powinno to obchodzić, nie masz prawa wychodzić pod koła innym tylko dlatego że uznajesz że ktoś jedzie za szybko. Kto dał Ci prawo do takiej oceny? Skąd wiesz, że ten ktoś nie jedzie tak, bo potrzebuje lekarstwa, albo może tak mu się chce srać że nie ma czasu telepać się 20 czy 25 km/h. bo nie dojedzie. Dobrze się zastanów zanim coś takiego napiszesz.
Mimo to pozdrawiam, tucco 2009/08/09 18:38:18
Tucco, jeżeli taki fagas przypierdoli w wózek z dzieckiem, to jego motywy będą naprawdę sprawą drugorzędną.
2009/08/09 19:34:56
@tucco
"Kto dał Ci prawo do takiej oceny? Skąd wiesz, że ten ktoś nie jedzie tak, bo potrzebuje lekarstwa, albo może tak mu się chce srać że nie ma czasu telepać się 20 czy 25 km/h." O to to... Jak mnie na drodze mija jakiś wariat 50kmh ponad przepis, to od razu myślę - zespół jelita drażliwego. Może by tak zrobić jakąś kampanię na temat? "Zwolnij, jedziesz jakbyś miał się zesrać!" Samochodem też jeździsz normalnie albo agresywnie, w zależności od nastroju? 2009/08/09 20:59:11
@tucco:
Jedyne lekarstwo jakiego taki osobnik potrzebuje to kilka gramów ołowiu ;) Twoim sposobem można by równie dobrze tłumaczyć pojebów, co sobie w nocy urządzają street racing na ulicach 2009/08/10 00:07:33
Widzisz tucco, nic z mojego pisania nie zrozumiałeś. Nic a nic. Przykro mi z tego powodu.
2009/08/10 12:04:19
Moze jechac nawet 80 km/h. Rozumiem, wy wszyscy jezdzicie samochodami 50 km/h, rowery przeprowadzacie przez przejscie w miejscu gdzie nie ma sciezki. A motorem stoicie grzecznie za innymi samochodami. Zaden z Was nigdy nie przekroczyl predkosci nie wyprzedzal w miejscu niedozwolonym, jednym slowem jestescie super swieci.
Przyznaje ze czasem jadac samochodem jade szybciej niz pozwalaja przepisy, tak jak wiekszosc kierowcow. Tyle ze umiem sie do tego przyznac, a nie pieprzyc, ze kazdy kto jedzie szybciej czy to samochodem, motorem czy rowerem to wariat. Koledzy, szybka jazda nie rowna sie zabijaniu. Zrozumcie jedno, nie mozna wszystkich mierzyc jedna miarka. Jak jade szybko i widze przed soba osobe z wozkiem, dzieckiem, kogos niepewnego - zwalniam. Wiem jak potrafi zachowac sie dziecko, jestem ojciem 2 dzieci. uwazam ze jezdze biezpiecznie, nawet jesli w ocenie innych za szybko. Podam kilka przykladow. 1. jestem aktualnie w jastarni, kto byl i widzial co tu sie dziej niech komentuje. wzdluz calego miasta (glownej drogi) w strone helu jest sciezka rowerowa. Po drugiej stronie tej ulicy jest zwykly chodnik . Sciezka jest ok, kostka, wymalowane znaki. Chodnik po drugiej stronie jest fatalny, dla jadacych wozkiem z dzieckiem koszmar. Efekt, wszyscy z dziecmi, cale rodziny, nawet te bez wozkow ida sciezka. Poniewaz moja corka ma 15 miesiecy jedzie czasem w wozku. i co mam zrobic, prosze co chwile zone zebysmy szli gesiego, wtedy miejsca starczy dla wszystkich. jednak caly czas ogladam sie za siebie czy ktos jedzie i obseruje tych co jada z przeciwka. Nigdy nie widzialem zeby ktos wychodzil komus specjajnie na droge i udowadnial ze on tu jest panem. Wieczorem jade na hel i uzywam tej samej sciezki ze zrozumieniem dlaczego sa na niej piesi. Jak musze kogos minac a chce utrzymac predkosc, zjade na trawnik, czasem na ulice i pozniej wroce na sciezke, nie widze w tym nic zlego, choc teoretycznie nie powinienem. 2. Jade z kolega w wawie stala trasa, jedziemy kladka nad trasa lazienkowska w strone kladki nad piekna (chyba jeszcze), szeroki chodnik, sciezki rowerowej tam nie ma, ale jest adnie i trasa mi sie komponuje. Dojezdzamy do kladki nad piekna, jedziemy pomiedzy 25-30 km/h, z przeciwka idzie starsza pani, omijamy ja w bezpiecznej odleglosci, ale musi oczywiscie skomentowac, wszedzie ci rowerzysci...... Pani najwyrazniej wolalaby spotkac 2 kiboli ktorzy wracaliby z meczu i nie mieli na piwo. Mysle ze taki wlasnie bedziesz na starasc kolego radkowiecki. bedziesz zrzedzil na wszystkich w kolo, bo sam wiesz lepiej jak maja jezdzic, co maja miec przyczepione do roweru itd. W tym co napisales jest kilka rzeczy z ktorymi sie zgadzam, np. oswietlenie roweru, nawet przyznales sie do bledu. Ale nie rozumiem jednego, sobie wybaczasz nieogarniecie, ale innym juz nie, no chyba ze Cie przeprosza. Dlaczego ty mozesz, a inni to idioci, moze dla nich to tez 1 raz. Sa przepisy ktore obowiazuja, ale nie te ktore Tobie nie odpowiadaja, dobre sa takie przepisy. Moze zostan politykim najlepiej z PIS i zrob tak jak wladze miasta ostroleki, wprowadz calkowity zakaz poruszania sie rowerem po chodnikach. Ma sie rozumiec ciebie nie bedzie obowiazywal bo wiesz ze jest glupi. To ty nie zrozumiales, co napisalem. 2009/08/10 15:17:20
Napisałeś: Ciebie nie powinno to obchodzić, nie masz prawa wychodzić pod koła innym tylko dlatego że uznajesz że ktoś jedzie za szybko. Kto dał Ci prawo do takiej oceny? Skąd wiesz, że ten ktoś nie jedzie tak, bo potrzebuje lekarstwa, albo może tak mu się chce srać że nie ma czasu telepać się 20 czy 25 km/h. bo nie dojedzie. Dobrze się zastanów zanim coś takiego napiszesz.
Na chodniku mam prawo wyjść rowerzyście na kurs kolizyjny, bo on tam jest gościem. I nie obchodzi mnie, że jedzie po lekarstwa czy srać mu się chce. Zaludniony chodnik służy do prowadzenia roweru a jak już musisz jechać, to jedź tak, jak robię to ja - powoli i uważnie. 50 km/h możesz sobie zapierdalać po chodniku pustym po horyzont. Albo po ulicy. Więc zupełnie nie wiem z czym masz problem. Do reszty twojego tekstu nie będę się odnosił bo jest tam tylko plucie się, pisanie nie na temat, argumenty ad personam i jakieś wyzwiska pod moim adresem. Czego sobie na moim blogu nie życzę. A kawałka o szybkiej jeździe po chodniku dalej nie zrozumiałeś. Przykro mi z tego powodu. 2009/08/11 09:56:31
Przepraszam Radku za zaśmiecanie Twojego bloga, ale poniosło mnie. Rozumiem, że ktoś może nie popierać Masy Krytycznej, ale życzenie każdemu jej uczestnikowi chuja w dupie jest czystym skurwysyństwem, a na skurwysyństwo jestem niestety uczulony. Na moje dość emocjonalne podejście do tego tematu ma również wpływ to, że wśród Masowiczów mam dużo przyjaciół i sam regularnie na Masy jeżdżę. EOT z mojej strony, więcej na prowokacyjne wypowiedzi n.p w temacie Masy Krytycznej reagować nie będę.
Pozdrawiam. 2009/08/11 10:38:33
O, kundel kzip szczeknął. Trochę ci zajęło zastosowanie się do polecenia, na drugi raz masz szczekać od razu, zrozumiano?
2009/08/11 10:48:03
Czegos nie kumam.
20-25 to nie jest snucie się mimo wszystko. na gładkim aswalciku pięknie i szybko to jest 30/h i wiecej. z górki można i szybciej, pewnie i cacy. Ale po scieżkach z kostki Bauma nie da sie tak zapylać dłużej niż parę minut bo się sam rower od drgań rozkręca. a snucie to jest 15-20/h (niemniej jest to predkość osiągalna i najczesciej spotykana przez WIEKSZOŚĆ spotkanych przeze mnie rowerzystów a więc średnia!) Ze statystyk licznika wyłazi mi ze jeżdze srednio 20-25 na h (trasa 27 km, pół na pół scieżki i aswalt) i nie uważam się za mistrza szybkości ale naprawdę niewiele mnie wyprzedza nawet ci faceci z łydami jak kosodrzewiny i olajkrowanymi tyłeczkami poruszają się podobnie, no chyba ze dymają po aswalcie. zapieprzacze dają po pedałach na aswalcie wśród samochodów i tam da sie i 40 dyszki na płaskim dać z siebie. ale na ścieżkach? chodnikach? góralkiem? Ciut mnie się nie mieści. Aha i nie mówimy o chwilowym szale 2 minutowej pokazówki tylko o średniej na godzinę jazdy - gdzie jazda jest godzinna. i nie mówimy o zawodowcach, bo ci na ścieżkach nie zapylają bo im szkoda rowerów ;))) (krawęzniczki) PS aha i chciałbym naprawdę sie dowiedzieć o wyższości ubranek stricte rowerowych klasy lycra (obcisle gatki, koszulka z sutkami i kieszonka na pleckach, kask (to kumam)) nad zwyklaczkami. takoż samo spodenki z pampersem. bo tyle tego jest ze nie wierzę ze to tylko moda żeby na krótkie miejskie wycieczki zabierać kompletny strój a-la Batman musi coś w tym być chyba nie tylko o to aby być rowerzystą nawet bez roweru. Do tego widziałem zuchów którzy na miasto zakładają sobie buciki które są od razu pedałkiem. Wygodnie jest tak wpinać i rozpinać co parędziesiąt metrów? Do tego chcialbym zrozumieć codziennych plecaczkowiczów dlaczego wygodniej jest im sie pocić na plerkach i łazic potem z plamą wielkości afryki nizli zamontować sobie bagażnik i choćby koszyk czy tanie sakwy. punkt cieżkości się obniża i plecy schną i jest naprawdę lżej wygodniej i bezpieczniej. 2009/08/11 11:13:54
@nautilus
Czy ja mówię niewyraźnie? Następnym razem się pożegnamy. @obly Odkąd jakiś chuj ukręcił mi licznik, nie mam pojęcia z jaką prędkością jeżdżę. Lubię to nazywać 'prędkość dostosowana do warunków drogowych'. Co do plecaka to używam go dla wygody. Bo wiem, że zsiadając z roweru mam cały mandżur ze sobą i nie muszę się martwić czy czegoś przypadkiem w sakwie nie zostawiłem. A plamy potu mnie nie zwilżają, bo ja się podczas wysiłku upacam od stóp do głów. Z plecakiem czy bez niego. 2009/08/11 15:19:45
@obly
Wiesz, kiedyś też nie wiedziałem na czym polega różnica między zwykłym ubraniem a strojem rowerowym. Aż pewnego razu dostałem spodenki z pieluchą i komfort jazdy podskoczył - nawet jeśli masz miękkie siodełko to "pielucha" stanowi dodatkową amortyzację, co biorąc pod uwagę stan dużej części ulic i ścieżek rowerowych jest zdecydowanym plusem (no, chyba, że jeździsz na rowerze w pełni amortyzowanym - wtedy ta dodatkowa amortyzacja nie gra większej roli). A pisząc skrótowo: na dłuższych trasach później zaczyna boleć dupa :) Koszulka rowerowa z kieszonkami to też przydatna rzecz - w "pieluchach" nie ma gdzie schować np. telefonu czy portfela. Obcisłość stroju też ma znaczenie - zmniejsza opory aerodynamiczne, nic ci nie furkocze przy większych prędkościach. A SPD? Różnica w jeździe jest wbrew pozorom gigantyczna. Przy platformach (zwykłych pedałach) do napędzania roweru wykorzystujesz tylko jedną nogę (będącą z przodu) pchając korbę w dół. Przy SPD możesz do napędzania wykorzystać obie nogi (do przedniej - pchającej dołączasz tylną - ciągnącą). Odkąd zacząłem jeździć w SPDach nie wyobrażam już sobie jazdy na platformach. Jeździ się szybciej i łatwiej, co świetnie widać na podjazdach. A wypinanie się nie zajmuje więcej czasu niż zdjęcie nogi z platformy - tylko trzeba to wcześniej poćwiczyć (z własnego doświadczenia: najlepiej stanąć w drzwiach, zaprzeć się rękami o futrynę i godzinkę poćwiczyć wpinanie - wypinanie). Co do plecaka - po części zgoda. Ale sakwy też nie są idealnym rozwiązaniem, zwiększają szerokość roweru. Ja osobiście jeżdżę z tzw. nerką. Bagażnika nie montuję, bo moja szosa nie ma opcji zamontowania bagażnika :) A co do snucia się: dla każdego to inna prędkość. W zeszły weekend znajomi wyciągnęli mnie na wycieczkę rowerową - niecałe 130km. Przez 80 km. średnia prędkość oscylowała w okolicach 30 km/h, maksymalna (moja) 53,2 km/h. Później nieco zwolniliśmy, tak że na końcu dystansu średnia wynosiła 24,6 km/h. Tak więc w czasie tej wycieczki 25 km/h to byłoby właśnie snucie się :) @nautilus no comments. 2009/08/11 18:26:44
Dzięki za odpowiedź - właściwie miałem podejrzenie że nie tylko chodzi o szyk i elegancję, niemniej nie wyobrażam sobie średniej na ścieżce rowerowej czy chodniku powyżej 30 i uśmiech na gębie inny jak po lekach.
SPD - koleżanka ma i zachwala mimo 3 wykopyrtnieć związanych z brakiem wprawy przy wypince. Ja jeżdzę do 80 km wiecej faktycznie dupa wysiada choć dusza rwie dalej, polezę gdzieś na jakieś fora rowerowe w sprawie komfortu dupy (mimo żelowego siodła). No i dochodzimy do momentu w którym dyskusja nie ma sensu bo tyle prawd ile tras i ile w każdym z nas motywacji co widać dopiero w szczegółach. 2009/08/11 23:31:21
To ja jeszcze o żelowym siodle. Jak dwa roki temu nazad oddawałem maszynę do generalnego, pierwsze spostrzeżenie pana Jerzo dotyczyło mojego siodełka, właśnie żelowego. Powiedział mi coś takiego - wie pan, jak panu prostata niemiła, to może być żelowe. Ja jednak zalecam twarde, najlepiej wąskie.
Przy odbiorze przyniosłem mu moje poprzednie, przedżelowe. Stwierdził, że nie jest idealne ale w porównaniu, zdecydowanie lepsze. Nie wiem ile w tym prawdy ale wnioskując po dyplomach na ścianach, pucharach na półkach i opowieściach z trasy, pan Jerzo chyba wiedział co mówi. Wiedział? 2009/08/12 08:27:51
Szczerze pisząc nie mam pojęcia, czy pan Jerzo ma rację, ale nigdy nie miałem miękkiego, żelowego siodełka oraz kłopotów z prostatą :) Ja osobiście używam wąskiego i dość twardego siodełka - miękka "kanapa" nie sprawdziła by się w rowerze szosowym. Jestem w stanie zrozumieć używanie żelowych "kanap" w holendrach i choperach, ale one raczej nie są przeznaczone do jazdy na dłuższych dystansach. Moja rada: popytaj fachowców (najlepiej z dziedziny medycyny sportowej). Ewentualnie możesz poprzeglądać fora internetowe dotyczące rowerów, ale tu zalecam ostrożność, bo ludzie czasami takie głupoty piszą, że aż głowa boli :)
2009/08/12 09:19:33
"Domaradzki, autor projektu remontu Krakowskiego Przedmieścia: 'Rower na wydzielonej ścieżce jest dość niebezpieczny dla przechodniów - nadjeżdża szybko i nie pozwala swobodnie spacerować[2]'"
Tylko już na koniec o tym Domaradzkim który projektował modernizację Krakowskiego Przedmieścia i Nowy Świat i tutaj muszę się zgodzić z projektantem. 2 powody dlaczego: 1. Ulica jest wygranitowana i zamknięta dla samochodów popylają nią tylko autobusy i taksiarze. A wiec ruchu morderczego nie ma, ograniczenia do 40. Pieknie się jedzie środkiem. natomiast malowanie pasa ścieżki rowerowej po chodniku było by sztuczne zawsze i faktycznie powodowało by nieprzyjemne konflikty pieszy-rower. i to nie chodzi o kulturę czy prawo czy savoir vivre. Jak ktoś wie ilu jest ludzi na KP i NŚ to się domyśla że ścieżka taka ma sens albo na podwyzszeniu 2 metrowym, albo obudowana plexi, albo wkopany tunel. po prsotu lezą takie masy ludzi że graficzne wydobywanie z posadzek ściezki rowerowej nie ma sensu bo nawet nie była by widoczna i zniknęła by w powodzi słomkowych kapeluszy i koszul w palemki. Do tego tam są sklepy, ogródki i stado zdezorientowanych turystów i przystanki autobusowe. Dlatego rowerzysta i tak by jeżdził ulicą. Co prawda można by zrobić w ulicy pas dla rowerów ale tej opcji nikt nie brał pod uwagę. Piotrkowska w Łodzi - wszyscy zap. rowerkami środkiem Piotrkowskiej razem z rikszami. I naprawdę serce rośnie tam ma się wrażenie że jesteśmy świadkiem jakiego kolorowego peletonu i widzialem to czego nie ma w Warszawie. Piękne damy w zwiewnych sukniach i słomkowych kapeluszach na rowerach, salon. Po Piotrkowskiej pomaga brak puszczenia autobusiarzy środkiem (jeżdzą równoległą). Tyle o Piotrkowskiej, ale NŚ i KP są rozepchane spalinowacami i gdyby nie one kumam ze było by cacy i żadne ścieżki nie były by potrzebne. 2. Drugi powód jak dla mnie jest estetyczny i historyczny, tak niestety. Mówie niestety bo on będzie dla wiekszości niezrozumiały. I też to był powód pewnie i projektanta - to jest historyczna ulica ze swoim przekrojem, skalą, kolorystyką, co prawda oryginalnie środkiem popylał tramwaj potem pasy jezdne a chodniki miały po metrze mniej wiecej szerokości (dlatego teraz optycznie KP i NŚ są przeskalowane i zmalały domy - przestrzeń chodnika jest porównywalna z powierzchnią elewacji stąd wrażenie rozepchania i rozsunięcia pierzei ulic) - niemniej stąd wydzielenie graficzne dodatkowo ściezki rowerowej - obcego historycznie elementu było by krzywdą dla odbioru tego miejsca (które jest jedno w Warszawie). Nawet jak ktoś tego nie zauważy to i tak by to odczuł. A co z rowerami? ja bym zrobił równoległą ściezkę (jest ale pod skarpą) po drugie i tak jest zakaz wjazdu (i słusznie) rowerów do Łazienek na Starówkę czy Nowe Miasto po trzecie brakuje mi pieknej rowerowej jazdy wzdłż Wisły i tam bym się wpierniczał gdzie samochodem nie da rady. brakuje mi bulwaru nadwiślańskiego którego ożywić mógłby własnie rower a ściezki rowerowe (ale porządne na 3-4 metry szerokie) aortami pompującymi roweromaniaków w poszczególne centra (np port Czerniakowski czy okolice Pomnika Saperów) Stąd wpychanie tam rowerzystów na chodniki w ścieżki nie jest dobrym pomysłem, ściezka powinna popylać po skarpie z możliwością dojechania do każdego miejsca, ewentualnie środkiem ulicy (ewentualne wydzielenie poboczy w pasie drogi dla rowerów (ale pewnie ze względu na przystanki autobuswe tego nie wykonano i nawet nie pomyślano ze względu na bezpieczeństwo) stąd olanie tematu. Najlepszym by było gdyby wyrzucić autobusiarzy - wtedy problemu nie ma ani ze spalinami i hukiem silników diesla ani z terkotaniem na góralu. Przykładem takiej miłej ulicy jest Piotrkowska gdzie naprawdę i chodzi i jeżdzi sie na rowerze z przyjemnością. Ale i skala tamtej ulicy jest inna (węższa) i inaczej rozwiązana jest miejska komunikacja. Sorki za moją być może wk. aktywność w tym poście ale jesli chodzi o rower trafiło to na moją wzmożoną aktywność (1000 km w te wakacje (od lipca) przy zerowym w poprzednich miesiacach i latach) 2009/08/12 10:46:32
@nita_callahan:
Dzięki, wrodzone lenistwo nie pozwoliło mi sięgnąć po sagę do półki oddalonej o 2 metry ;) O wyszukiwaniu kultowej sentencji Milvy nie wspominając... 2009/08/12 12:34:29
@po trzecie brakuje mi pieknej rowerowej jazdy wzdłż Wisły
Hm? Może czegoś nie zrozumiałam, ale wzdłuż Wisły (na lewym brzegu) ciągnie się przecież całkiem niezła ścieżka rowerowa, od Centrum Olimpijskiego aż do Portu Czerniakowskiego. Poza tym na zabetonowanym odcinku jest też bulwar spacerowy, przynajmniej od Centrum Olimpijskiego do Centrum Kopernik i czasami jeżdżę tamtędy zamiast ścieżką, jeśli nie ma akurat dużo ludzi. Na prawym brzegu ze ścieżkami jest wyraźnie gorzej, ale też bez większego problemu da się przejechać od Mostu Grota (czy wręcz od fabryki mebli artystycznych, czy nawet samego Bukowa) do Mostu Siekierkowskiego. Piękną jazdą wzdłuż Wisły tego nie nazwę, ale właśnie stamtąd, okolicach Portu Praskiego odbija jedna z moich ulubionych tras w Warszawie. 2009/08/12 15:47:59
no ale ja myslałem o bulwarze rowerowo - rolkowo popiepszeńcowym, szeroki asfalcik na jakies 4 metry , szachy ludzkie, mnóstwo siedzałkowatych siedzonek, gdzieniegdzie kawiarenka, place zabaw, lampioniki i gdzieniegdzie malutkie i milutkie centra jak np okolice pomnika saperów czy port praski gdzie i przysiąść i zjeśc i poderwać i telefony pozamieniać aby o smarowaniu łańcucha spokojnie pogawędzić. A to o czym mówisz to jest ponad metrowej szerokości wywar z kostki bauma z przeciskiem przez krzaki z wymijaniem pijaniutkich wędkarzy i kibiców wszystkiego procentowego. Wisła w centrum jest dzika jak dzik. Pływy ma zbyt duże aby zrobić wygodny brzeg ale kurcze ruch rowerowy bym odepchnął od centrum własnie na brzegi Wisełki. i to taki ruch przelotowy niemalże od Góry Kalwarii po Łomianki od Modlina po Karczew. Kumam problemy ekologiczne ale tam teraz quadami popiepszają jak gupki i sciechy są zryte jak bóbr po piłowaniu latarni
2009/08/12 19:02:41
@obly
Ruch rekreacyjny można pewnie odpychać. Jeśli rowery mają być używane do codziennej komunikacji, to chcąc się dostać do centrum trzeba jechać do centrum. Z drugiej strony wizja bulwaru rowerowego nad Wisłą oczywiście fajna. A właśnie dzisiaj trafiłem w tekście o budowaniu nad Wisłą na Żoliborzu twierdzy wikingów na takie coś: Władze dzielnicy liczą, że będą tędy spacerować nie tylko warszawiacy, ale i turyści rowerowi. Właśnie tym brzegiem Wisły ma przebiegać jeden z międzynarodowych szlaków rowerowych Eurovelo. Może to byłby początek czegoś takiego. Przy okazji, jestem zdecydowanie za wypuszczaniem rowerzystów na jezdnie tam gdzie nie grozi to natychmiast śmiercią lub kalectwem, a Krakowskie Przedmieście to akurat może być faktycznie takie miejsce. Ale argument Domaradzkiego i tak brzmi kuriozalnie. 2009/08/12 21:45:42
Domaradzki popierdolił jak potłuczony, Obły ma rację. Całym sercem jestem za ścieżkami ale na Krakowskim byłby to poroniony pomysł. Pod każdem jednem względem. Ulica jest tam w pytę, ścieżka jest zbędna.
2009/08/12 22:48:59
@to jest ponad metrowej szerokości wywar z kostki bauma
Tru, i to nawet nie wszędzie z kostki: od Centrum do Mostu Gdańskiego jest to kiepsko wylany asfalt poprzecinany gdzieniegdzie wybrzuszeniami z korzeni, na których w nocy można rozwalić nadgarstek, jak się zapomni, że tam są. A wizja bulwaru z wszelkimi bajerami też mi się podoba. 2009/08/12 23:26:02
@Radkowiecki
To albo myślimy o innym Krakowskim Przedmieściu, albo masz górala. Przejedź Krakowskim na szosie - ta ulica wcale nie jest w pytę. @Krystyna.ch Ten asfalt (między Trasą W-Z a Gdańskim) jest zajebisty w porównaniu do kostki dałna położonej od Karowej do W-Z. @Obly Moim zdaniem bulwar to słaby pomysł. No, chyba, żeby go zrobić tak na 30 metrów szerokim, wygospodarować z tego trzy metry na ścieżkę rowerową i wyposażać rowerzystów jadących nią w Airzoundy lub postawić policjantów co kilkanaście metrów, bo jakoś nie wierzę, że ludzie nie będą chodzić po ścieżce - zawsze się znajdzie jakiś typ, któremu droga wypada akurat tam, gdzie powinny się poruszać rowery. 2009/08/13 00:48:08
@Ten asfalt (między Trasą W-Z a Gdańskim) jest zajebisty w porównaniu do kostki dałna położonej od Karowej do W-Z.
Chodziło o odcinek Centrum Olimpijskie-Gdański. Gorsza od tego jest tylko trasa na tyłach zoo (tak samo, tylko bardziej) od strony Jagiellońskiej, a niżej już chyba tylko kocie łby. 2009/08/15 06:00:58
Masa kretyniczna w Warszawie jest dowodem hipokryzji organizatorów (Zielone Mazowsze). Ta organizacja jednocześnie skarży się na nadmierny ruch samochodowy będący zagrożeniem min. dla rowerzystów - i walczy z budową nowoczesnych tras i obwodnic, które zdejmą ten ruch z istniejących ulic miasta.
Ok. 50% ruchu w centrum to tranzyt międzydzielnicowy, który mógłby i powinien je omijać, gdyby miał jak. Walka z budową obwodnic (blokowanie, opóźnianie) ewidentnie powoduje przedłużanie tego stanu. Jak więc jednocześnie można marudzić na nadmiar "blachosmrodów"?!? ZM działa po protu jak strażak-podpalacz, który sam powoduje problem, by potem bohatersko z nim walczyć. A jeśli już masa musi być - to co właściwie szkodzi przesunąć ją na weekend? Na przeszkodzie stoi tylko i wyłącznie brak dobrej woli organizatorów. Ale znając ich "blokerską" mentalność to niestety nie dziwi. 2009/08/15 09:06:42
....no i jeszcze jedzą dzieci, czkają na bezrobotnych, siusiają na kwietniki, z jamników strugają wiewiórki a na końcu każdego czopka umieszczaja potajemnie pinezki...
Dowiedz ze tranzyt miedzynarodowy przez Waw-kę to jest własnie CODZIENNA MASA KRYTYCZNA SAMOCHODOWA którą stary tolerujesz i oblizujesz się się jeszcze. Europa uporała siez obwodnicami w latach 50 i 60 do centrum miast co jest wynikiem jedynie li tylko bierności społecznej która akceptuje to ze przez 20 lat zrobiono mniej niż w ostanich 2 latach. O autostradach nie ma co gadać, za dużo ludzi muszą wyżywić, płacimy za nie potrójnie i tak bo jesteśmy za biedni aby się opędzić od korupcji która jest cicha ale podobnie skuteczna (vide - Oczyszczalnia Ścieków Czajka). Co do blokowania przez MK nowoczesnych tras - ja cie przepraszam, ale bez analizy każdorazowego sporu nie da się tutaj dogadać, za każdym razem miasto puszcza tam trasy gdzie najtaniej grunty są - a najtańsze grunty dla Państwa - to są tereny nie rolnicze ale tereny zielone, nie trzeba płacić odszkodowań ronikom czy mieszkańcom sta protesty sączęsto słuszne, bo nowa infrastruktura ściaga kolejną zabudowę a swoim istnieniem ingeruje w ekosystem na kilka kilometrów. Wkurza mnie to że ktoś widzi na metr i głośno twierdzi że świat poza tym metrem nie istnieje bo go nie widzi. Samochód jako taki jest niestety przezytkiem z punktu widzenia czy choćby zanieczyszczenia czy wyczerpania źródeł naturalnych i jest dojeżdzaniem zdychającej kobyły w sumie to czego bronisz za 30 lat będzie wygłądało zupełnie inaczej i im szybciej sie dostosujemy tym lepiej, taniej, milej, sumpatyczniej... Do tego jest potrzebna wola polityczna a wola polityczna bezpośrednio wypływa z odczucia społecznego (i to z opóźnieniem kilku lat) Uważam że błoga nieświadomość tego czego nie robimy, (a mamy potencjał) bo nie wiemy że można, że trzeba, nie powinna ciebie satysfakcjonować i ograniczać do pękania fiszkami wyblakłych pojęć - urywki z wiadomości czy nagłówków gazet. Po prsotu polecam znaleść troszke dystansu i znaleść siłę na krytyczne myślenie, a miasto jest dla ludzi a nie dla samochodów, tak samo samochó jest dla człowieka a nie odwrotnie. Do tego dołóż jeszcze to że jednym z dochodów wsystkich organizacji ekologicznych są ugody w stosunku do złożonych protestów (prawo to dopuszcza) o czywiście nie są to pieniądze bezpośrednio na konta organizatorów - ale częśto zlecenie kosztownych opracowań (jak np. kolor linek Mostu Siekierkowskiego). Więc nie ma czerni i bieli i nie ma ich i nas. 2009/08/15 21:30:04
Ech. obly, chrzanisz od rzeczy, przecież nikt nie jedzie samochodem do centrum celowo zapełniać ulice, ale w konkretnych sprawach, które załatwia się w dzień roboczy w godzinach 8-18.
W przeciwieństwie do MK, która mogłaby odbywać się w weekend, jest to tylko sprawa decyzji organizatorów i ich dobrej woli. Której najwyraźniej brak. Co do obwodnic - owszem, poczytaj. NIE MA TAKIEJ OBWODNICY, której by Zielone Mazowsze nie blokowało. Nie ma. A wszystkie trasy wytyczono 20-40 lat temu, więc nikt nie może się czuć zaskoczony, że "tu będzie jakaś trasa". Nie muszę chyba mówić, że parę lat opóźnienia "niepotrzebnej" zdaniem ZM obwodnicy, to zarazem parę lat zbędnego tłoczenia ruchu do centrum i parę lat zagrożenia. Min. dla rowerzystów. Tak trudno to pojąć?? Nie mówię o innych pieniaczach. Jest ich wiele. Ale to właśnie ZM założyło koalicję warszawskich i podwarszawskich pieniaczy antydrogowych tzw. NIMBY. (Chomiczówka P.D., Ekologiczny Ursynów, Światowid). Do tej koalicji należy też słynna z brania ekoharaczy FZ Białystok. Szczegółowa lista członków tu: lanckoronska.zm.org.pl/?a=koalicja.koalicja Tak więc, miasto dla ludzi? Miasto rozjeżdżane bez potrzeby przez samochody, które mogłyby je omijać, ale nie mają jak? I kto to mówi. Nikt, kto popiera warszawską MK i ZM nie ma moralnego prawa mówić o "mieście dla ludzi". 2009/08/19 20:41:01
rowerzysta na chodniku bez ścieżki rowerowej jest moim zdaniem najgorszy (albo i najgorsiejszy nawet), kopłabym takiego w chlapacze, ale mi obuwia szkoda ;) ergo pomstuję czasem tylko.
jeden, być może jedyny plus zamknięcia okopowej to brak pedałowców na chodniku ;) życie jednak bywa piękne! 2009/09/29 14:35:39
najgorsiejszy rowerzysta jest wtedy- kiedy jest ścieżka rowerowa,
a on i tak z sobie wiadomych powodów- jedzie po drugiej stronie ulicy- a najlepiej chodnikiem.... |