|
Blog > Komentarze do wpisu
Aaaaaaby... czytelnika wychować
Słowo wstępu - dane dotyczące czytelnictwa gazet i magazynów z powodu przyczyn podaję w przbyliżeniu. Z powodu tych samych przyczyn nie znajdziecie w notce szczegółowych danych dotyczących metodologii czy nazwy badań i na słowo musicie mi uwierzyć, że owe badania są standardem przyjętym na rynku a ja wiem jak się nimi posługiwać. Niby blog jest nonprofitowy i za notkę nikt mi nie zapłaci ale wolę nie ryzykować. Jednym z pytań jakie zrodziło mi się w głowie podczas dyskusji pod poprzednim wpisem, było: dlaczego czytamy tak mało książek, skoro czytamy tak dużo prasy. Im głębiej brnąłem w analizę rynku gazet i magazynów, tym bardziej przestawałem to rozumieć. Bo masa makulatury, jaką przewalamy przez swoje ręce każdego roku jest porażająca a opowieści o kiepskim czytaniu książek są na pierwszy rzut oka bajką - kupujemy kontenery książek. Zanim przejdę do bardziej szczegółowych analiz, słowo wyjaśnienia. Prasa ma swoje bardzo rozbudowane badania czytelnictwa[1]. Możemy dowiedzieć się ile osób czyta nasz tytuł, obejrzeć sobie strukturę czytelniczą pod kątem prostych zmiennych demograficznych (płeć, wiek, dochody, praca, miejsce zamieszkania i wiele innych), behawioralnych (style życia, opinie) czy nabywczych (kilkanaście tysięcy kategorii produktowych, łącznie z preferencjami dotyczącymi ulubionych marek). Co miesiąc badaniu poddaje się 4 tysiące osób, przyjęte okresy agregacji danych (6-12 miesięcy) dają nam solidną, badaną grupę: od 25 do 48 tysięcy osób. Tutaj nie mogę się powstrzymać przed cytatem od znajomego: There are those guys "I don’t believe in sampling. I want to measure whole population". Next time you have your blood tested, tell them the same. I don’t believe in sampling! Don’t take a drop! Take it all! To w ramach dykteryjki. I jeszcze disklajmer: osoby, które związane są zawodowo ze statystyką czy badaniami psychologiczno-socjologicznymi mogłyby poczuć ukłucie zawodowego przymusu i zechcieć wytknąć mi uproszczenia we wnioskowaniu. Po pierwsze i ostatnie: jestem łącznikiem między tajemnym światem badań a ich końcowym odbiorcą, który w dupie ma statystyczny bełkot i chce kilku interesujących liczb i prostego ich wyjaśnienia. Robię to od dłuższego czasu i nawet nieźle mi wychodzi. Dlatego będę upraszczał do granic absurdu. Jeżeli kogoś to zaboli, to polecam browar albo zimny prysznic. W kwestii metodologii: darowałem sobie szczegółowe analizy czytelników, bo bardziej chciałem skupić się na skali zjawiska w ujęciu populacyjnym. Jedyne co obejrzałem sobie dokładniej, to zachowania związane z kupowaniem i czytaniem książek. Dzienniki ogólnopolskie Tygodniki Dwutygodniki Miesięczniki Wszystko razem No dobra, wiemy o czytelnikach a jak to się przekłada na sprzedaż. Podstawowe informacje są ogólnodostępne i leżą tutaj: https://www.teleskop.org.pl/dane_ogolnodostepne.php Patrząc na te wyniki, można by dojść do wniosku, że Polacy to rozczytany naród i nie powinno być kłopotów ze sprzedaniem dobrej książki. Dlaczego więc w kraju, w którym przez ręce obywateli przechodzą co miesiąc megatony papieru, sprzedaż książki na poziomie 30 tysięcy to sprzedaż bestselerowa a połowa młodzieży ma czytanie w dupie? Pierwszy, narzucający się aspekt, to pieniądze. Porzucę warszawocentryzm i założę, że miesięczny dochód badanego w wysokości powyżej 1800 złotych netto umożliwia zrobienie czegoś więcej niż opłacenie rachunków i zakup zapasu pasztetu i mortadeli. Wśród osób, które zgodziły się odpowiedzieć na pytanie o dochody (nieco ponad połowa), ponad 20% zarabia powyżej 1800 złotych. Tutaj formalnych badań brak ale jak zaczniemy rozmawiać o tym, co się komu wydaje, to wartość merytoryczna wywodu dramatycznie się pogorszy. Dlatego postanowiłem przeryć się przez dostępne w necie fragmenty publikacji "Rynek książki w Polsce. Edycja 2006", która obejmuje wyniki sprzedaży książek w 2005 roku. Pewnie, że wolałbym cykliczne badanie rynku książkowego ale nikomu nie jest zdaje się ono potrzebne więc skorzystam z tego, co mam, ze świadomością pewnej ułomności metody. W opracowaniu znalazłem dane dotyczące 82 wydawców książek. Nie wszyscy opublikowali wszystkie interesujące mnie dane, brakuje też dwóch dużych zawodników (WSiP oraz Bertelsman) ale nie wybrzydzajmy. W nawiasach na końcu liczba wydawców, którzy opublikowali dane składające się na wynik. Kto chce, może poklikać tutaj: http://www.rynek-ksiazki.pl/archiwum/-u--rynek-ksiazki-w-polsce-2006---u/ Ilość opublikowanych w 2005 roku tytułów - 11 349 (79) Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia sprawa podręczników, książek naukowych i akademickich, przewodników, atlasów, słowników, kolekcji wpinanych do segregatora i całej reszty niebeletrystycznej. 23 wydawców para się tego typu działalnością i na podstawie ich deklaracji dotyczacych procentowego udziału niebeletrystyki w całości sprzedaży otrzymałem wynik 15 707 450 egz. Czyli zostało 41 915 050 egzemplarzy innych książek, jakie rozeszły się w 2005. Mam świadomość, że nie wszyscy wydawcy podali podział swojej oferty i część rzeczy policzyłem nie tu gdzie trzeba. Wiem też, że lista nie obejmuje wszystkich wydawców ale z tym mogę żyć, bo najwięksi są policzeni. Wychodzi więc, że w 2005 faktycznie kupiliśmy 40 milionów szeroko pojętej beletrystyki. To skoro nie jest tak źle, jakby się na pierwszy rzut oka wydawać mogło, dlaczego zewsząd słyszymy, że nie jest wcale tak różowo. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie wynik 40 milionów książek jest przyzwoity i na dodatek zgadza się z estymacjami pochodzącymi z programu badającego zachowania konsumenckie[3]. Przyznajcie się, spodziewaliście się takiego wyniku? Ja nie bardzo. Dlaczego więc zewsząd słychać, że Polacy coraz mniej czytają? Cóż, pewnie chodzi o to, że książki kupuje 1/3 Polaków a dodatkowo część z zakupionych egzemplarzy pełni funkcje czysto dekoracyjne. Pouczające będzie też proste obliczenie: łączna sprzedaż to 57 622 500 egz., podzielmy to na 11 349 tytułów, które ukazały się w 2005. Ile wychodzi na książkę? Ano 5 077 egzemplarzy. Wiecie już dlaczego 30 000 sztuk to bestseler? Notka powstawała absurdalnie długo z prozaicznego powodu - musiałem ją maksymalnie uprościć drogą kolejnych cięć. Ponadto ostatnie półtora tygodnia to w pracy okres podsumowań kwartałów i wszelkich tabel, zestawień i podsumowań mam aż nadto. Sami rozumiecie, że gdy siadałem do kompa po godzinach, to bardziej miałem ochotę na nowy odcinek Weeds albo Burn Notice niż na kolejne liczby. No ale obiecałem. Mam nadzieję, że efekt mojej pracy okaże się przydatny przynajmniej dla 5 osób. Przy okazji krótka informacja: Going Postal Pratchetta trafiło niedawno do Empików, jest świetne i stanowi bodajże najlepszy przykład pokazujący w jaki sposób PTerry'emu ewoluował Świat Dysku. Z kolei Ssij mała, ssij Christophera Moore'a to całkiem zręczna i wcale udana kontynuacja Krwiopijców, Abby Normal to jedna z najfajniejszych postaci jakie Moore stworzył a jej wpisy z pamiętnika rozkładały mnie za każdym razem na plecy. Obie pozycje gorąco polecam. [1] Rynek reklamowy wart rocznie kilkaset milionów złotych wymusza pewne zachowania po stronie zleceniobiorców. Ot, choćby lepsze poznanie własnego czytelnika, co pozwala skuteczniej sprzedać go klientowi. środa, 17 września 2008, radkowiecki
TrackBack
Linki 4 : dostęp swobodny, dostęp losowy.
z szuflada
Dwa artykuły o zmianach w ludzkiej świadomości spowodowanych przez Internet: ?Mózgi skomputeryzowane? dlaczego takie artykuły ukazują się w ?Der Dzienniku? a nie w ?Wyborczej?? i artykuł pod trollingowym tytułem bdquo Is Google... » Wysłany 2008/11/21 18:34:36
Komentarze
2008/09/17 14:01:41
A całość można podsumować jednym zdaniem: z czytaniem w naszym pięknym kraju jest nie najgorzej, a TV jak zwykle kłamie ;)
2008/09/17 16:09:29
Sporo dzienników trafia do firm i urzędów - ciekawe, jaki ma wpływ na czytelnictwo i sprzedaż? Wydawałoby się, że gazeta w firmie powoduje zmniejszenie sprzedaży (wiele osób może ją przeczytać za friko), ale może też nic nie zmieniać (przeczyta ją jedna osoba która sama by jej nie kupiła) albo wręcz zwiększa (gazeta kupiona ale nikt jej nie przeczytał).
2008/09/17 18:09:08
Interesuje mnie wasza opinia na temat przystępności formy, bo jak jest okazja, to grzech nie upiec jakiejś pieczeni przy tym ogniu - czy mój wywód był zrozumiały dla laika? Z drugiej strony, jeżeli czyta to ktoś związany z badaniami, socjologią, statystyką etc. - czy poziom uproszczenia nie jest zbyt prostacki?
@zoon.pl Prasa trafiająca do firm, urzędów etc. na pewno zwiększa czytelnictwo, bo badanie czytelnictwa to w przypadku jednego z najpopularniejszych wskaźników (Czytelnictwo Cyklu Sezonowego), badanie kojarzenia danego tytułu. Cóż bowiem innego możemy otrzymać na wyjściu gdy pytamy się o to, czy ktoś w ciągu ostatnich 6 miesięcy zetknął się z jakimś wydaniem miesięcznika A? Dostajemy szeroki zasięg, który między innymi budują okazjonalni czytelnicy biurowi. Co do wpływy na sprzedaż - moim zdaniem w makroskali się to uśrednia. W tym sensie, że zaniechanie zakupu z powodu dostępności tytułu w pracy jest przynajmniej częściowo równoważone ilościowo sprzedażą instytucjonalną. Zresztą obalę kolejny mit - dla dużych wydawców sprzedaż gazet to żaden cymes, na egzemplarzówce zarabiają chyba tylko tv guidy (programy telewizyjne) i nikt nie będzie płakał, że sprzedając Dziennik czy Rzepę do firm podrzynamy gałąź na której wspólnie siedzimy. Albowiem naprawdę poważną kasę zarabia się od reklamodawców. Są to takie kwoty, że po dłuższym analizowaniu wpływów, kwota kilkunastu milionów złotych nie robi na mnie wrażenia. @weirdnik Nie ma za co. Na żywo służę dodatkowymi wyjaśnieniami. 2008/09/17 18:56:31
No tak, ale prasa prasie nie równa... Bo kudy takiemu Faktowi do (dajmy na to) Wyborczej. Jednak nie o zawartość merytoryczną się tutaj rozchodziło a o sam fakt składania liter do kupy - i za takie przedstawienie sprawy masz, Radku, u mnie dużego plusa. Studiuję socjologię i muszę przyznać, że temat został przedstawiony bardzo rzeczowo i (co ważne, bo jest to naprawdę nieczęsto spotykane) zjadliwie dla zwykłego zjadacza książek.
I dzięki za cynk o kontynuacji "Krwiopijców". Zapadnę się ze wstydu pod ziemię przy zamawianiu tego tytułu, ale czuję w kościach że będzie warto :D 2008/09/17 19:02:03
Jako osobie, do ktorej hobby myslenie nie zawsze nalezy, musze przyznac, ze artykul bardzo dobrze napisany. Pomimmo, ze na temat czytelnictwa w Polsce mam przyslowiowo wyjebane, to czytanie przebieglo bezbolesnie i informacje w nim zawarte zrozumialem i bardzo doceniam wysilek, jaki wen wlozyles.
Z innej beczki po 13 odcinku Weeds moge smialo wyrazic mysl, ktora sie we mnie wykluwa od polowy nowego sezonu - nie podoba mi sie kierunek, w jakim zdaza fabula. I chyba mi sie to nie podoba. Z fajnej historii wyszlo jakies grzebanie w dupie bolesnosci przemijania. Mam nadzieje, ze Weeds-S05 nie nastapi. Albo aktorzy odtwarzajacy wazniejsze role po przeczytaniu marnego scenariusza powiedza Jenji Kohanowi 'Postaraj sie bardziej, albo jebajsie' 2008/09/17 21:34:33
@Radkowiecki
"Interesuje mnie wasza opinia na temat przystępności formy, bo jak jest okazja, to grzech nie upiec jakiejś pieczeni przy tym ogniu - czy mój wywód był zrozumiały dla laika?" Zrozumiały, ale niezbyt atrakcyjny. 2008/09/18 00:11:09
Ja chciałbym dorzucić coś z perspektywy badanego. Otóż przyszła do mnie jakiś czas temu ankieterka, a że miałem dobry humor, postanowiłem jej odpowiedzieć.
Moje podejście do czytania prasy wygląda tak, że nie kupuję dzienników, ale przeglądam ich wydania internetowe. Czytam za to tygodniki, bo uważam, że jak coś ciekawego się wydarzy, to i tak powiedzą to w TV, a jeżeli to coś jest rzeczywiście ważne, to przeczytam opinię na ten temat w tygodniku, za parę dni, napisaną na chłodno, a nie przez jakąś egzaltowaną dziumdzię, która nie wie o co chodzi, ale musi oddać tekst za godzinę. Ogólnie prasy czytam mało, bo z racji zawodu czytam dużo książek i na prasę sił mi już nie starcza. Tymczasem ankieta sformułowana była tak, że po udzieleniu odpowiedzi odniosłem wrażenie, że jestem jakimś pożeraczem periodyków, a to przez pytania w stylu, "Czy znany jest Panu..." "Czy zetknął się Pan..." itd. Nie wiem, jak to się przekłada na wyniki ankiety, ale mimo, że do ręki nie biorę np. Tele Tygodnia, musiałem powiedzieć, że tytuł jest mi znany i, że się z nim zetknąłem, bo kiedyś tam, u sąsiada przejrzałem jakiś numer. Być może tego rodzaju odpowiedzi fałszują nieco obraz czytelnictwa w Polsce tak pod względem ilości, jak i tematyki. Aha, i jeszcze jedno, mieszkam w miejscowości zbudowanej wokół instytutu naukowego. Mamy pewnie największy odsetek profesorów w Polsce. Tymczasem wszędzie figurujemy jako wieś i wyniki zdobyte u nas są potem klasyfikowane jako badania ludności wiejskiej... Pewnie statystycznie to bez znaczenia, ale w sumie zabawnie jest jak pani w bloku pyta o nasze gospodarstwo, bo tak ma w instrukcjach. ;) 2008/09/18 09:07:22
@ Interesuje mnie wasza opinia na temat przystępności formy
Przy takiej ilości danych liczbowych przydałyby się jakieś wykresy lub tabele. Merytorycznie: 40 milionów beletrystyki przy 30 milionowej populacji oznacza 1,3(3) na głowę. Biorąc pod uwagę, że ci, którzy w ogóle czytają kupują zwykle więcej niż dwie książki rocznie, oznacza to, że miliony ludzi doskonale obywają się bez beletrystyki. Nie uważam zresztą, żeby to było złe (albo dobre). W sumie co za różnica, czy ktoś czyta harlekina albo dragolancowe fantasy, czy po prostu poświęci ten czas na Taniec z Gwiazdami. 2008/09/18 09:26:46
No proszę - notka wrzucona a na wp.pl pojawia się takie cuś:
ksiazki.wp.pl/wiadomosci/id,36898,wiadomosc.html spisek żydomasonerii i cyklistów? 2008/09/18 10:12:50
@zodndrak
Właśnie dlatego, że tak dziwnie pytają, mamy do dyspozycji kilka wskaźników czytelnictwa. Odpowiedź na pytania 'czy znany' albo 'czy zetknął' budują wskaźnik najszerszy. Do bardziej konkretnych analiz (z punktu widzenia klienta) służy wskaźnik sztuczny, przeliczany na podstawie odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania o czytanie ostatnich czterech wydań. Tak że luzik - mamy świadomość pewnych słabości metody ale na jakiś standard trzeba się godzić. Co do miast i wsi - coraz rzadziej reklamodawcy przejmują się tym, gdzie mieszka potencjalny klient. Sklepy internetowe, sprzedaż wysyłkowa, skracanie się odległości (każdy ma samochód) oraz coraz większa ilość pseudowsi (miasta rozlewają się coraz szerzej, przybliżając się do niedawnych peryferii) powoduje coraz częstsze odchodzenie od tego warunku przy konstruowaniu grup celowych. Teraz liczą się raczej dochody, płeć i wiek (czasem wykształcenie) a przyszłością są grupy oparte na behawiorze a nie demografii. Ale znowu jest to temat na dłuższy kawałek prozą. W pytaniach o gospodarstwo nie chodzi o hektary. Tak nazywamy sobie w badaniu twój kwadrat - gospodarstwo domowe. I musimy zbierać takie informacje, bo niektóre rzeczy, by wyniki miały sens, liczy się na gospodarstwa (samochód, sprzęt rtv i agd etc.). Pytania o faktyczne hektary w badaniu praktycznie nie występują. @amatil Prędzej urodziłbym złoty samorodek niż dał radę dorobić do tego tabele lub wykresy. W ciągu ostatnich dwóch tygodni wyprodukowałem ich w pracy około 100 więc sam rozumiesz. Co do ilości czytelników - badanie od dłuższego czasu pokazuje, że książki w Polsce kupuje 1/3 Polaków po 15 roku życia a reszta ma na prozę wyjebane. Pewnie proza życia im dopiekła. @weeds Jestem przed dwoma ostatnimi odcinkami, sezon ogólnie mi się podobał, bo nie wnikałem w szczegół a bawiłem się fabułą. Ale jakby się zastanowić, to aktualna seria nie jest najfajniejsza - wolałem Nancy jako dealerkę z przedmieścia, bo jako taka miała w sobie nieporównanie więcej uroku. Nancy jako molto bene trafikando, do tego zakochana w nieapetycznym kolesiowcu - nie tędy droga pani Kohan. Nie tędy. Z weselszych niusów - zaczął się piąty House i czwarty Robot Chicken. 2008/09/18 10:48:27
Notka lux. Pewnych rzeczy nie obejmuje z braku danych - jak choćby wyraźnej zmiany zachowań konsumenckich sporej grupy 'zagorzałych czytelników' (których sobie zupełnie bez podstaw ustawię na poziomie 10 książek czytanych rocznie), czyli coraz częstszego kupowania książek w obiegu wtórnym - allegro, e-bay, antykwariaty. Obejmować nie może, bo brak danych, ale jest to rynek na którym książki schodzą bardzo dobrze.
I teraz będzie małe rozpisanie się ze strony człowieka, co z książkami, przy książkach i dla książek pracuje od dobrych paru lat. Twoje dane wyglądają optymistycznie - jak już wyżej stwierdzono - 1.33 książki na twarz, to nie jest zły wynik. Niestety - nic nie mówi o tym, jakie są to książki - nie ma badań, więc nie ma jak tego stwierdzić, trza przez empirię. Tej empirii doświadczałem przez trzy lata, prowadząc własną księgarnię w centrum dużego miasta. To, że książki sprzedają się w kwietniu (komunie), wrześniu (szkoła), grudniu (święta) to truizm jest - pozostałe miesiące w roku to flauta, ze szczególnym uwzględnieniem lata i zimy, kiedy można się doskonale w księgarni wyspać. Drugi truizm jest taki, że sporą procentowo grupę całego rynku książki (nie chcę ryzykować procentów, ale tak na oko 3/4 całości) stanowi rynek poradników i książek dla dzieci. Z tym, że pod książkę dla dzieci, z właściwym isbn i wszystkimi szykanami podpadają też rzeczy takie, jak kilka kartek z trzema zdaniami, na które można wklejać naklejki z jakimiś bohaterami - i jest tego mnóstwo i drukuje się to w naprawdę potężnych nakładach - bo schodzi - i to schodzi naprawdę dobrze. Poradniki to w ogóle temat rzeka - każde duże wydawnictwo odkryło w tym żyłę złota i większość z nich tworzy specjalne redakcje, zajmujące się tylko książkami z tego zakresu, a kilka największych z tego żyje - i.e. stricte informatyczny Helion i jego odnogi typu Onepress w których mieli się setkami tytuły z zakresu self-helpa w każdej praktycznie dziedzinie. Jak otwierałem księgarnie, to byłem optymistyczny (albo pierdolnięty, jak kto woli) - posprzedaję sobie literaturę, pogadam z ludźmi, no wiadomo - wymarzony klimat z Black Books, serialu genialnego. Po roku jednak przyszło mi zrewidować założenia i praktycznie w całości wymienić stany towarowe - bo niestety, trzeba było zacząć zarabiać. I tak z księgarni gdzie gros miejsca zajmowała literatura, dzieła beletrystyczne ograniczyłem do trzech regałów, cała resztę miejsca przeznaczając właśnie na tytuły o które ludzkość pytała najczęściej - czyli kulinarne, poradnikowe, wszelkie rzeczy na temat samonauczania rożnych zagadnień, zbiory pseudopsychologicznych bzdur na tematy wszelkie, książki dla dzieci, mające więcej wspólnego z zabawkami niż książkami, no i oczywiście podręczniki, które stanowią podstawowe źródło dochodu każdego księgarza - nadal jest tak, że jeden nieudany wrzesień, jest w stanie doprowadzić do upadku nawet sporych rozmiarów księgarnię. W końcu doszło do takiej sytuacji, że na dziesięć sprzedanych książek, może jeden tytuł należał do beletrystyki - a to o niej mówimy, pisząc o "upadku czytelnictwa". Nie kręciło mnie to już zupełnie, więc odpuściłem księgarnie, przeszedłem na inny segment rynku książki - gdzie poznałem różnice w nakładach. Dla zarobku zacząłem tłumaczyć te cholerne poradniki, dla rozrywki zacząłem tłumaczyć sensacyjną i romansową siekę, dla własnej satysfakcji zacząłem tłumaczyć, to co zawsze chciałem mieć przetłumaczone z rzeczy ważnych. Startowy nakład poradnika typu Feng Shui dla twojego kota to jest 10k egzemplarzy, bo wydawca wie, że tyle sprzeda mu się na pniu - czyli w pół roku od wydania, startowy nakład wagonowej sieki to jest 5k egzemplarzy, z tym że wydawca już na początku zakłada, że 1/3 tej oferty zejdzie na Tanie Jatki i zostanie sprzedana z minimalnym zyskiem; startowy nakład dzieł ważnych i wybitnych aka "dobrej literatury", tych książek, które chcielibyśmy, żeby ludzie uwzględniali w badaniach na temat poziomu czytelnictwa, wynosi 3k egzemplarzy i jest ogromnym ryzykiem dla każdego wydawcy. 2008/09/18 10:51:10
Startowy nakład podręcznika do j. angielskiego, to jest 100k egzemplarzy i schodzi w mgnieniu oka - najpopularniejsze kursy (bestseller roku 2005 - Repetytorium Maturalne z j. angielskiego jednego z dużych wydawnictw podręcznikowych, według wykazów z jednej z zaprzyjaźnionych hurtowni w samym tylko wrześniu tego roku, w jednym miejscu - hurtownia w dużym mieście - został przemielony w ponad 120k egzemplarzy).
Nie potrafię tego uśrednić statystycznie, więc opierając się tylko na wrażeniach własnych stwierdzę, że z tej 1,33 książki na twarz, 0,03 to jest literatura. Jeśli odliczymy od tego rzeczy typu lektury, weźmiemy pod uwagę zgłoszone wyżej zastrzeżenie, że zagorzały czytak kupuje za jednym wejściem do księgarni kilka książek i wchodzi do niej parę razy w miesiącu, to naprawdę - wszelkie biadolenia nad upadkiem czytelnictwa są wysoce usprawiedliwione. 2008/09/18 11:35:21
@Radkowiecki
Rzeczywiście pytali o dochody, zainteresowania, wykształcenie itd. Natomiast jeżeli chodzi o gospodarstwo, to pani chodziło o gospodarstwo rolne i była zdziwiona, że wysłali ją do jakiejś wichury, a tu ludzie mają co najwyżej ogródek działkowy. Jeżeli chodzi o notkę, to może mi umknęło, ale chyba nie uwzględniono wpływu bibliotek na sprzedaż książek. Nie wiem, jaki ten wpływ jest, ale niewątpliwie, w przypadku niektórych tytułów biblioteka przyczynia się do spadku sprzedaży. Pytanie, czy to się nie wyrównuje ze względu na fakt, że biblioteki kupują książki, których nikt by nie kupił i nikt nie czyta. 2008/09/18 11:45:03
. Ile wychodzi na książkę? Ano 5 077 egzemplarzy. Wiecie już dlaczego 30 000 sztuk to bestseler?
Wiemy i nie wątpiliśmy. W świetle boleśnie celnej wypowiedzi braineatera wychodzi, że tacy np. Czesi kupują 5.2 książki na twarz (albo struktura zakupów jest u nich diametralnie inna, bardziej zrównoważona). Pytanie - dlaczego? Relacja średnia pensja/cena książki jest tak dalece wyższa? Co do notki: . 2008/09/18 13:05:09
Silnik mi wyciął pełne namaszczenia i docenienia efektu: klap, klap, klap dłońmi.
2008/09/18 13:15:48
Jako człowiek którego trzęsie jak nie przeczyta książki (w sensie: beletrystyki) przez tydzień, a codziennie przewala tony tekstu na rozmaitych blogach i stronach informacyjnych nie jestem w stanie pojąć egzystencji bez książek.
Moim problemem na studiach, kiedy to moje czytelnictwo przestało być stłamszone tonami lektur w liceum, był zawsze brak kasy. Efektem tego było wyrobienie sobie odruchów sępa ścierwnika i regularne polowania w antykwariatach, dzięki czemu połowa mojej biblioteczki wygląda mało reprezentacyjnie (ale jest, nieprawdaż, a poza tym egzemplarz "Żegnaj Laleczko" ze stemplem biblioteki więziennej w Łodzi - bezcenne). Notka kapitalna, uzupełnienie braineatera smutne, ale również bardzo ciekawe. A teraz z innej beczki - chciałem rozkręcić stronkę z recenzjami nietypowych, zapomnianych albo otherwise wartych uwagi książek. Ze trzy osoby będą tam pisywać regularnie. Czy bylibyście w stanie zrobić listę paru polecanych przez Was, a mało typowych książek? Nie teraz, ale jak już stronka wystartuje. Ot takie zapomniane lub niedocenione perełki? 2008/09/18 15:24:25
Barts - chętnie.
Jak masz więcej szczegółów, to mail gazetowy na tym samym nicku. 2008/09/18 21:33:19
@braineater
Dzięki za inside view na życie księgarni. Z innych źródeł wiedziałem, że podręczniki to źródło utrzymania praktycznie dla wszystkich oprócz dużych sieci ale nie sądziłem, że jest aż tak kiepsko. Jeżeli miałbym kiedykolwiek sprzedawać książki, to byłby to mały, przytulny antykwariat na starość. No i musiałbym mieć kupę odłożonych pieniędzy żeby mnie czynsz i podatki nie zabiły. @zodndrak Widzisz, według mnie ludzie zapisują się do biblioteki nie po to, żeby przestać kupować książki. Oni to robią, bo na książki ich nie stać i i tak by ich nie kupili. Poza tym strzelam, że w bibliotekach stosunek książek dobrych (które ludzie by w księgarni kupili) do słabszych (które kupił autor i jego rodzina) jest jak 1 do 5. Z powodu zakupów bibliotecznych sprzeda się może mniej Pratchetta czy Kinga ale pisarze mniej 'medialni' są do przodu. Moim zdaniem, w skali makro biblioteki poziom sprzedaży ciągną do góry. @barts Jak uruchomisz stronę, to daj znać - zrobię w zaprzyjaźnionym lokalu burzę mózgów i pewnie kilka tytułów wypłynie. A propos, z listy książek polecanych zacząłem czytać Bransona 'Krótką historię wszystkiego'. Mistrzostwo świata i przykład idealnej zawartościowo, kapitalnie napisanej książki popularnonaukowej. I konstatacja ogólna na temat czytania książek - przestali mnie dziwić ludzie, którzy nie czytają i nie mają z tym problemu. Współczuję ale nie próbuję ich zrozumieć od momentu gdy zdałem sobie sprawę, że gdzieś we wszechświecie istnieje, niemała zapewne, grupa ludzi, którzy nie rozumieją jak można nie lubić M jak Miłość. 2008/09/18 22:24:29
"I konstatacja ogólna na temat czytania książek - przestali mnie dziwić ludzie, którzy nie czytają i nie mają z tym problemu. Współczuję ale nie próbuję ich zrozumieć od momentu gdy zdałem sobie sprawę, że gdzieś we wszechświecie istnieje, niemała zapewne, grupa ludzi, którzy nie rozumieją jak można nie lubić M jak Miłość"
Aż się na usta cisną pamiętne słowa Borcha "Kochasiu" Trzy Kawki o ludziach przedkładających owce nad dziewczyny ;) 2008/09/19 09:07:20
Zacytowanie Borcha było pierwszym odruchem ale wydało mi się zbyt oczywiste a poza tym chciałem subtelnie zdystansować się od polskich seriali obyczajowych.
2008/09/19 13:52:31
Żyjąc w moim własnym bubblu namiętnego czytelnictwa, z rzadka tylko rejestruję jakieś posępne sygnały docierające ze świata, nasuwa mi się tylko kilka spostrzeżeń obrazkowych:
1. Francja, Paryż, byłam tam na tłumaczeniu ustnym. Gare Montparnasse. Grupa stoi i się nudzi. Nic się nie dzieje. Udałam się do kiosku Relay celem nabycia jakiejś książki anglojęzycznej (ciężkie i nerwy szarpiące życie tłumacza, mhm). Kontrast między Polską a Francją: w Polsce wszyscy dzierżą celem zakupu fajki, Wyborczą, TeleTydzień, Naj czy inne cuda. W Paryżu regały z książkami tak zapchane klientami, że nie mogłam się tam wręcz dostać (a obok jest fajna, duża księgarnia - ludzie grzecznie stali na zewnątrz, bo nie mogliu się dostać do środka) 2. Imprezy mocno zakrapiane alkoholem u moich przyjaciół, tu w Szczecinie, gdzie godzinami potrafimy namiętnie dyskutować o książkach, tak, książkach, a nie o tym kto z kim i dlaczego i jak im było i czy nadal. 3. Sceny w Księgarni Świata Książki, w której, jak wiemy, istnieje obowiązek zakupu 1 książki 5 razy w roku. Wystarczy jedna i masz spokoj na następne 2 -3 miesiące. A jednak często muszę tam stać w kolejce, bo ludzie za jednym zamachem zgarniają tych książek 5-6 (nie wnikam w ich jakość). No to jak to w końcu jest? Ja wiem, ze widzę tylko mały wycinek naszego społeczeństwa, bo ludzie czytający dużo książek postrzegają wszystko przez nieco silniejszy pryzmat papieru niż inni, ale trudno jest mi wierzyć, że jest tak źle. Z drugiej strony, ja z moimi, powiedzmy, 60-70 książkami rocznie czuje się jak Birkut trochę:) Fajnie jest być wśród najlepszych. P.S. Radek, człowieniu, Bryson, nie Branson. Widzisz? Jeden mały błąd i zlizujesz algi ze ścian w jaskini. 2008/09/19 19:25:05
@suisan
Ten Branson mi się wkleił od początku, bo swego czasu zainteresowała mnie jego historia, trochę o nim poczytałem no i jakaś taka asocjacja dziwna zaszła. A tak przy okazji - o co chodzi tym zlizywaniem alg ze ścian w jaskini? Co do naszego oglądu świata - fakt, że jesteśmy otoczeni przez książki i, najczęściej, również przez ludzi, którzy mają podobnego pierdolca na punkcie drukowanego, paczy perspektywę. Myślę, że miesiąc przepracowany w księgarni pozwoliłby ją wyprostować. 2008/09/19 19:30:11
@SUISAN
Ha ha ha Zrolowałem w ogniu !!! a Sapkowski znowu wylazł... 2008/09/19 21:22:23
@ Myślę, że miesiąc przepracowany w księgarni pozwoliłby ją wyprostować.
Nope:) Albo masz tego wirusa i wtedy po ptokach (jak z opryszczką), albo nie masz, i wtedy możesz przejść obok np takich widoków bez bólu Ale, ale... temat sprzedaży prasy wymiękł trochę, a fajnie by było chyba posondować, jak się ma ta zależność wśród zdeklarowanych czytaków książek. Wrzucam własny zestaw - dzienniki - 0 (newsy z sieci wystarczają zupełnie), tygodniki - 1 (Polityka, plus ze względu na robotę dostaję Forum, ale go nie kupuję z własnej woli), dwutygodniki - 0 (tak właściwie, to nawet sobie nie potrafię przypomnieć, czy widziałem kiedyś jakiś dwutygodnik), miesięczniki - 1( ale z ?, bo to Literatura na świecie, która niby formalnie jest miesięcznikiem, ale jak wyjdzie 8 nrów w roku to to jest dobry rok - plus ze względu na robotę dostaję National Geographic i czasem Nf, ale ich nie kupuję), dwumiesięczniki - 1 (Kultura Popularna). I bardzo często jest tak, że na prasowej półce w kiblu leżą we wrześniu Polityki z marca, bo w sumie to nie mam czasu tego czytać, a jak potrzebuję tekstu na szybko, to i tak net. 2008/09/19 23:48:01
@ Radek
Algi ze ścian w jaskini to cytat z "Krótkiej historii prawie wszystkiego", wstęp (wystarczyłaby jedna mała zmiana w naszym zapisie genetycznym, a wygrzewalibyśmy się wraz z innymi morsami na skałach lub lizywalibyśmy algi ze ścian w jaskini). @ chomiorkoala Zakładam, że to wyraz uznania :) 2008/09/20 00:23:08
@brain
Chodziło mi o to, że jakbyśmy wszyscy przepracowali sobie miesiąc w księgarni, to zdalibyśmy sobie sprawę z tego, że my i nasi znajomi to jakieś ptactwo Dodo. Bo mam wrażenie, że w księgarni zobaczyłbym 150 osób kupujących podręczniki, 110 poradniki 'Jak odnieść sukces w weekend', 50 spytałoby o kalendarze, 28 schowałoby się przed deszczem, 11 przyszłoby po 'nowego Praczeta' a 3 kucnęłyby w rogu przy jedynym regale z beletrystyką. I wtedy zdalibyśmy sobie sprawę z tego, że obserwujemy świat bardzo selektywnie i raczej mamy tendencję do dostrzegania przejawów kultu książki niż ogólnego otępienia społeczeństwa. Z racji miejsca dużo czasu spędzam w zbiorkomie. Jakoś tak przedwczoraj rano złapałem się na tym, że po zajęciu miejsca i wyjęciu z torby książki, rozglądam się, żeby zobaczyć ile osób czyta w ogóle, ile wśród nich książki i ile tytułów/autorów skojarzę. Kto normalny ma coś takiego? Nikt, tylko my - czytelnicza masoneria. Co do prasy, to ja jestem niereprezentatywny, bo pracuję u wydawcy owej. Ale gdybym miał kupować cokolwiek, to wyglądałoby to tak: dzienniki - być może w piątki GW, bo ma najlepszy program tv w Polsce (edytorsko, zawartościowo i cenowo) oraz Co jest grane. Okazjonalnie inne z jakimiś gadżetami (dobry film). Celem zdobycia informacji nie brałbym niczego, bo od tego mam internet. tygodniki - jeżeli w ogóle, to tylko opinii. Wprost - bez żartów. Newsweek - nudny jak mecz krykieta. Przekrój - tak, trochę z sentymentu, bo pracowałem tam kilka lat, fajny Raczkowski, dobre momenty w dziale kultury, miejscami ciekawa nauka i krzyżówka. Polityka - tak, bo to kawałek porządnego pisma jest, chociaż ostatnio wzięli do siebie Wojewódzkiego (donoszę za mrw: mrw.blox.pl/2008/09/Niskie-loty.html). Podoba mi się również formuła i zawartość Angory i Forum, więc te magazyny też mógłbym czasem kupować. Reszta tygodników to pisma dla pań albo tv guidy. dwutygodniki - gdybym nie miał wszystkich dobrych filmów, które miały szanse wyjść jako dodatki do prasy, kupowałbym okazjonalnie Vivę, bo jej marketing miewa niezły gust jeżeli chodzi o dobór tytułów. I trochę sentymentu, bo to też mój tytuł kiedyś był. miesięczniki - Fantastyka mnie wkurzyła zmłodzieżowieniem działu publicystycznego a i czytanie opowiadań jakoś straciło ten urok sprzed lat. Science Fiction oddało praktycznie całe swoje łamy grafomanom, i po niezłym otwarciu, zaczęło wypalać mi mózg. Feniks w dalszym ciągu nie żyje. National Geographic ma złą strukturę tekst/zdjęcia (za mało ciekawych artykułów, nie samymi fotkami człowiek żyje), Focus porusza fajne tematy ale czasami boleśnie trywializuje. Focus Historia prezentuje się nieco lepiej ale jeżeli już, to wolałbym kupić ciekawą książkę dotyczącą tematu z okładki. Od biedy mógłbym sporadycznie sięgać po Playboya, Men's Health i Logo (maks połowa numerów w roku). CKM odpada, bo to pismo dla kierowców ciężarówek. Naciągając maksymalnie, mógłbym być w ciągu miesiąca potencjalnym nabywcą 4-8 egz. dzienników, 10-12 tygodników (nie wydaje mi się żebym kupował wszystkie regularnie), 1 dwutygodnika (a nawet i nie to, bo na 25/26 numerów w roku trafiliby maks 5 filmów) i 4 miesięczników. Ale to absolutnie wyśrubowany wynik, bo wychodzi prawie 30 egz. miesięcznie, co pozostawia mało czasu na książki. Bliższe prawdy byłoby 10 egz. @suisan Nie skojarzyłem. Książka z rozdziału na rozdział coraz lepsza a płynne i naturalne przejścia z jednej dziedziny do drugiej, wzbudzają mój niekłamany podziw. Co ten człowiek ma w głowie - dysk twardy? 2008/09/20 01:09:07
@ Radek
Człowiek ma w głowie mnóstwo pytań, na które MUSI znaleźć odpowiedzi, bo inaczej wybuchnie. Zupełnie nie na temat: odkryłam ostatnio coś niesamowitego, jeśli ktoś operuje dobrym angielskim albo chce się podszkolić, to na BBC4 leci wprost zachwycający teleturniej, nazywa się QI (Quite Interesting) a quizmasterem jest jedyny pod słońcem, powalający i wybitny Stephen Fry. Oczywiście wszystko jest też na youtube. Niestety jest to też powód, dla którego zawalam trochę pracę. Ale też mnóstwo się przy tym uczę i śmieję się tak, że rozmaite napoje tryskają mi nosem. Osoby, które nie nadążają, mogą zajrzeć na stronę qitranscripts.com, tam są wszystkie transkrypcje do każdego odcinka. Już się boję, bo zaraz zaczyna się 5 sezon. W życiu nie widziałam czegoś takiego, zazdroszczę Brytyjczykom, że mają QI i Stephena Fry. W pierwszym odcinku w panelu zasiada Hugh Laurie. Polecam, bardzo bardzo polecam. 2008/09/20 20:47:32
@braineater, radkowiecki
Jasne, jak tylko projekt ruszy, to dam znać. Na razie Wasz odzew mnie zdopingował, skutkiem czego wykoncypowałem w bólach nazwę, postawiłem już bloga, prawie skończyłem szatę graficzną. Czekam na approval współpisacza, a potem jak już napiszemy przynajmniej trzy notki, dam namiar i zachęcę do współpracy tudzież tworzenia list. 2008/09/22 16:50:46
Dzięki. Pamiętam jak mi mówili 'osiemnastkę masz tylko raz w życiu'. I jak się okrutnie pomylili.
2008/09/22 17:11:17
u mnie zwyczajowo gości piątkowa (program TV) i sobotnia (WO) GW. poza tym Przekrój i Forum - tutaj w zaleznosci od tematyki potrafie przeczytać od deski do deski lub wręcz przeciwnie. z miesiecznikow Naszjonal Dżeografik i prasa branzowa typu Brief i Press (ale branzowej nie kupuje - daja w firmie). babską prase kupowac przestałam dawno (nie mam siły na czytanie tych bzdetow) ale lubie ogladać w niej obrazki. wiec jak sie dorwę u kogos do Vivy/Gali itp to poogladam. do ogladania we wlasnym zaciszu z rzadka kupie TS lub Elle (i nawet bardziej Dekorejszyn niz zwykle). i to tak z czytaniem prasy. dodam że prasę kolorową zbieram bo jakoś mi głupio ją wyrzucac. np takie WO z GW : )
a co do czasu na czytanie to b. czesto prasę czytam/przerzucam rownolegle z ogladaniem czegos w tv/gotowaniem/jedzeniem/innymi. jak juz mam po bożemu usiąść i poczytać to zdecydowanie wolę ksiużkę. ukłony dla Solenizanta na okoliczność następnej zapewne udanej osiemnastki. 2008/09/22 21:32:01
Dołączam się do życzeń, piękny wiek Radku - jesteś już chyba bliżej niż dalej, nie ? ;))))
2008/10/01 16:03:16
Ja tak odrobine po ptakach (po dyskusji znaczy sie), ale chcialam ostrzec, ze uwazalabym z uwielbieniem dla Brysona. Facet moze ma smykalke do pisania, ma styl i poczucie humoru, ale ma tez problem z weryfikacja tego co pisze pod katem merytorycznym. Ilosc bledow rzeczowych w samym wstepie do jego ksiazki Mother Tongue (o jezyku angielskim i jezykach w ogole) sfrustrowala mnie tak bardzo, ze gdybym nie znajdowala sie w autobusie miedzy ludzmi, ksiazka polecialaby w strone najblizszej powierzchni pionowej (przyznam, ze bylam zaskoczona, bo myslalam, ze rzucanie zlymi ksiazkami o sciane to mit, a tu prosze).
W zwiazku z tym zaufanie do Brysona stracilam kompletnie, bo jesli potrafie znalezc mase bledow w ksiazce traktujacej o dziedzinie, na ktorej sie znam (jezykoznawstwo), to jakich glupot moge nie zauwazyc, i w co moge naiwnie uwierzyc czytajac ksiazke o czyms, o czym pojecie mam dosc mgliste. Troche przykro, bo akurat sie obkupilam, i teraz zawadza mi pol polki nietknietego Brysona w oryginale :( 2008/10/02 11:53:42
"Fantastyka mnie wkurzyła zmłodzieżowieniem działu publicystycznego"
To się jednakowoż nieco zmieniło od jakiegoś 1,5 roku-2 lat. Tzn. jest lepiej. A moja historia czytania prasy to historia równi pochyłej. Ostatnio zrezygnowałem z kupowania weekendowych wydań GW i Polski, ograniczam się do Dziennika, któego i tak czasem nie zdążam przeczytać. Poza tym Polityka i czasem w tygodniu Dziennik. Z miesięczników: NF, SFFH i co tam z fantastyki akurat wychodzi. Poza tym Playboy. Świat nauki i Wiedza i życie to z jatek, jeśli zabłądzę na dworzec Śródmieście. Przekrój dostaję w robocie, czasem przerzucę po drodze do domu. Wychodzi na to, że jednak wolę książki, bo tych nie ograniczam, a nawet wygląda na to, że mój nałóg się nasila. I faktycznie, mamy chyba (my, CZYTELNICY!) okulary, pozwalające dostrzec książki wszędzie. To z pewnością skrzywia perspektywę. 2008/10/11 00:43:14
Przylaczam sie do zachwytow nad QI. Fry jest nieziemski, wiadomo, ale i tak to Alan mnie rozklada na lopatki.
2008/10/12 23:27:52
@Slotna
Oni mają jakieś takie niesamowite porozumienie, prawda? Pełen pobłażania i mądrości nauczyciel, a naprzeciwko - nieznośny uczeń, który z oporami przyjmuje wszelką wiedzę i jest całkowicie rozbrajający. Bawi mnie, kiedy Fry mówi do Daviesa "very well, young Alan" chociaż Alan jest tylko o 9 lat od niego młodszy... @ Radek Aaaaaaby... bloggera popędzić.... mam nadzieję, young Teklak, że masz jakieś wytłumaczenie na tak długie milczenie.... 2008/10/14 02:02:19
@Suisan
Taaak, toto wlasnie! Wiem, ze to rezyserowane blablabla (i Davies nie jest kretynem) ale nie odbiera mi to przyjemnosci w najmniejszym stopniu :) Uzaleznilam sie. A najgorsze sa te kawaleczki na youtube, bo moge sobie puszczac do woli i potem po glowie mi chodzi murple syrple :D Swoja droga, nie zauwazylam nigdy, ze tylu ludzi mowi "none of them work" :) Teraz ich poprawiam, sesesese. 2008/10/15 11:44:52
Ahem, with all due respect, ale może jakąś następną notkę ku uciesze gawiedzi, hmm?
|
ps. Pierwszy :)))