To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
Blog > Komentarze do wpisu

...a dołem Wisła płynie

Gdy byłem młodszy, wydawało mi się, że bez pilnego śledzenia wydarzeń w kraju i na świecie, sam siebie skazuję na zaścianek. Z jakiegoś powodu wydawało mi się, że jeżeli będę wiedział o pałowaniu studentów na Polach Elizejskich, to wzrośnie moja zajebistość i atrakcyjność towarzyska. Pewnego dnia zorientowałem się, że mówię językiem gazet. Miejsce własnych przemyśleń zajęły gładkie, gotowe do zacytowania zdania autorstwa luminarzy sceny dziennikarskiej z Gazety i Rzepy oraz komentarze rodem z migawek telewizyjnych. Efektem ubocznym przyjmowania papki informacyjnej był narastający wkurw. Nie jestem aniołem, nabroiłem w życiu ale moi rodzice są przyzwoitymi ludźmi, dla których wzięcie łapówki jest tak samo abstrakcyjne jak podpalanie domów mniejszości etnicznych. Coś mi tam po nich zostało i przez to przynajmniej raz dziennie miałem zwiększony wyrzut kwasów do żołądka. W pewnym momencie stwierdziłem, że zawracanie sobie głowy pierdołami nie ma najmniejszego sensu, o najważniejszych wydarzeniach i tak usłyszę (internet, pogaduszki na fajku, poranne radio), zaścianek i atrakcyjność towarzyska to jakaś moja mrzonka i wszystko to jest daremne. Praktycznie przestałem czytać gazety, oglądać wiadomości oraz dzienniki i przerzuciłem się na internet. Który to internet daje fajną możliwość - wystarczy przeczytać tytuły informacji, by wiedzieć o co chodzi, bez potrzeby zgłębiania tematu, który może mnie przecież zirytować.

Wyjątek czynię dla informacji lokalnych i niektórych wiadomości o chwytnie brzmiących tytułach, które to niusy zazwyczaj przelatuję wzrokiem, sporadycznie czytam z zaangażowaniem i zrozumieniem. Wiem, że wpisuję się w ten sposób w tę połowę społeczeństwa, która nie wie, że stanowi połowę społeczeństwa (a przy okazji nie potrafi czytać ze zrozumieniem) ale mam to serdecznie w dupie. Co mam rozumieć, rozumiem i potrafię wyselekcjonować notkę, którą wystarczy przelecieć wzrokiem, by wiedzieć o co biega. Dzisiaj wzrok mój padł na niusa pod tytułem UEFA: Warszawa prymusem. Temat Euro 2012 fascynuje mnie, bo porwaliśmy się z motyką na słońce i jako malkontent oraz typowy, zawistny, mały, gnidowaty polaczek uważam, że damy dupy. Bo niby dlaczego społeczeństwo, które potrafi tylko rozpierdalać, miałoby potrafić coś zbudować? Przez ostatnie 300 lat głównie dewastowaliśmy i w cudowną remisję nie wierzę. Unieślibyśmy organizację Euro tylko pod warunkiem, że najechaliby nas i wzięli za mordę Niemcy. My potrafimy jedynie po pijaku łapać za szabelki i wyzwalać Inflanty. Każdemu kto nie wierzy polecam przejażdżkę polskimi autostradami. Wróć, po co tak daleko. Polecam przejażdżkę dowolnie wybranymi, polskimi drogami, nocleg w dowolnie wybranej kwaterze prywatnej albo posiłek w dowolnie wybranym rodzinnym barze przydrożnym. Bylejakość, przaśność i szeroko pojęta chujnia, która bezwyjątkowo mnie przygnębia.

Przygotowania do Euro śledzę głównie z perspektywy mieszkańca Warszawy, bo w Warszawie mieszkam a w Piasecznie nocuję (już niedługo, bo w niedalekiej perspektywie czeka mnie przeprowadzka na nowy kwadrat). I co widzę? Komunikacja miejska niedomaga jeszcze bardziej niż 3-4 lata temu. Stare autobusy rozpierdalają się na fragmenty, w nowych nie da otworzyć się okien, klima niedomaga i nie wiedzieć czemu dziwnie pachnie. Coraz więcej warszawiaków[1] przesiada się do metra, przybywa stacji (w tempie jedna na dwa lata, ale przybywa), wydłuża się dystans pokonywany przez skład. I tylko nowych wagoników nie przybywa na tyle, by w godzinach szczytu jeździły tylko składy całoperonowe a nie sześciowagonowe ogryzki. Druga nitka metra to temat zbyt żartobliwy, by wspominać o nim w miarę poważnej notce. O kolei, która łączy grody ościenne ze stolicą wypowiadać się nie będę, bo szlag mnie trafia. Miejscowym rzucę tylko hasło-klucz: wspólny bilet. No i oczywiście krótkie składy na najbardziej obleganych liniach oraz brak składów na liniach potencjalnie dochodowych (choćby to moje nieszczęsne Piaseczno). Jedyny sensowny środek komunikacji miejskiej czyli tramwaje, cierpi na niezrozumiały dla mnie brak funduszy - po torach śmigają dziarskie trzydziestoletnie[2] wagoniki, które coraz częściej mają awarie albo płoną. Nowych tramwajów tyle, co na lekarstwo, torowiska nieremontowane od czasów komuny a jakieś pretekstowe inwestycje w nowe trasy, z gatunku 'kilometr torowiska na upamiętnienie 15 lat niepodległej III RP' to ponury żart. I co najśmieszniejsze, od piętnastu lat nikt nie potrafi ułożyć tak rozkładu jazdy, żeby autobusy i tramwaje nie jeździły stadami, co plasuje nas chyba w czołówce planistycznego nieudacznictwa. Dołóżmy do tego niezrozumiałe kasowanie popularnych linii i uruchamianie nowych, które najczęściej wożą powietrze a otrzymamy obraz szeroko pojętej chujni, która mnie przygnębia.

Mosty zapchane, nowych przepraw brak. Trasy dojazdowe do Warszawy zapchane, brak obwodnicy miasta, codziennie rano, z powodu braku alternatyw, pół miliona samochodów wjeżdża do miasta, ich właściciele klną w korkach a potem z obłędem w oczach szukają miejsc parkingowych. Dworzec Chaosu zarasta brudem, w przejściach podziemnych koczują bezdomni i śmierdzi moczem wymieszanym z przypalonym kebabem. Na Okęciu ludzie siedzą jedni na drugich i walczą o miejsce w kolejkach do odprawy. Warszawskie dworce autobusowe to temat zbyt okrutny, by go tutaj poruszać gdyż mogą czytać mnie dzieci[3]. Wszędzie ponura kostka Bauma, remont Krakowskiego Przedmieścia trwa subiektywnie jedenasty rok i nie może się skończyć. Wszędzie brud, smród, nędza i ubóstwo, czego najlepszym przykładem jest kawałek Chmielnej między Nowym Światem a Bracką. Na jednej z najbardziej prestiżowych ulic handluje się brzydkimi jak moja dupa ręcznikami. Z łóżek polowych. Dla warszawiaka jest to smutna codzienność, przedstawiciele sytych i bogatych społeczeństw zachodu mogą przeżyć kulturowy szok poznawczy. Wszystko to składa się na obraz szeroko pojętej chujni, która mnie przygnębia.

No i zapomniałbym z tego wszystkiego o najważniejszym - dalej nie mamy stadionu, na którym dałoby się rozegrać mecz mistrzostw Europy. No ale są jeszcze 4 lata więc na pewno zdążymy.

Nie napisałem tego wszystkiego po to, by po polsku sobie pokurwić i poskamlać. Kocham Warszawę. Tą trudną miłością, jaką darzy się najbrzydszego szczeniaka z miotu, tego co to składa się z jedenastu ras, ma trzy nogi, pół ogona, jedno ucho, parcha, wrodzoną dysplazję, zaropiałe oczy a z pyska śmierdzi mu kupą. Żal mi tego miasta, bo rządzą nim ludzie, którym nie powierzyłbym opieki nad pustym kartonem po chińskich trampkach. I żal mi tego miasta, bo mamy panią prezydent, która w normalnej firmie mogłaby co najwyżej zakładać nową rolkę papieru w kiblu. W Polsce rządzi stolicą. I wreszcie po tej długiej grze wstępnej mogę przejść do meritum. Wczoraj na gazecie.pl przeczytałem wzmiankowany wcześniej artykuł i nie wiedziałem czy mam się roześmiać, czy zapłakać.

Przedstawiciele UEFA skontrolowali w Warszawie infrastrukturę, wystawili noty i pojechali do domu. Oceniono lotnisko - między 65 a 85% spełnionych oczekiwań. Baza noclegowa - 85% (w tym placówki oddalone nawet o 2 godziny jazdy od stadionu, którego nie ma). Transport miejski - maks, braki jakichkolwiek zarzutów, 35% nadwyżki w stosunku do wymagań UEFA.
Na Okęciu przepracowałem dwa wakacyjne miesiace pięknego A.D. 2002. Już wtedy na terminalu i przy bramkach działy się sceny dantejskie, zwłaszcza gdy odprawiano czartery do ciepłych krajów. Teraz jest jeszcze gorzej, Etiuda przypudrowała problem miast mu zaradzić.
Baza noclegowa - UEFA policzyła hotele w Łodzi a my się cieszymy.
Transport miejski - prawdopodobnie badania poczyniono przez porównanie wozoosobokilometrów możliwych do osiągnięcia (pod warunkiem uruchomienia całego taboru, łącznie z tym stojącym na kanałach i na cegłach) z tymi, jakich wymaga UEFA. Bo nie wierzę, że którykolwiek z kandydatów wydałby tak łaskawy werdykt po przejechaniu się tramwajem Alejami Jerozolimskimi w kierunku Stadionu, który jest teraz ale na którego miejscu powstanie stadion właściwy. W przyszłości.
Stadion - spuśćmy zasłonę milczenia na tą szopkę, bo może się okazać, że HGW dopnie swego i sprzeda ten teren pod ogrodzone osiedle a stadion wybudujemy w burakach. Zapewne czynem społecznym.

Gdybym był poważnym włodarzem miasta, który wie na czym polegają problemy miejsca, którym z woli ludu zarządzam, wziąłbym bat i zaczął nim trzaskać nad głowami podwładnych. Okiem nieuzbrojonym widać, że do zrobienia jest kupa rzeczy a niczego tak naprawdę nawet nie zaczęliśmy. Banialuki o tym, że w cztery lata zbudujemy stadion, drugą linię metra, nowy most, trasy dojazdowe do niego oraz poszerzymy bazę noclegowo-gastronomiczno-rozrywkową są przejawem myślenia życzeniowego. Pod żadną z tych inwestycji nie wmurowano kamienia węgielnego, nie wbito łopaty, nie przerzucono nawet kilograma ziemi. Jeżeli ktoś liczy, że samo się zbuduje, to się przeliczy. Co w tej sytuacji robi zaś nasza pani prezydent? Ano cieszy się, że jest ekstra. Dziwnym nie jest - ją natchnął Duch Święty i miała dobrą intuicję. Według niej transportowo poradzimy sobie nawet bez drugiej linii metra, w dziedzinie komunikacji właściwie moglibyśmy już nic nie robić, Euro w Warszawie jest niezagrożone i radujmy się wujaszku, bo dufam, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku. A zarzuty i ostrzeżenia, które formułują nasi oponenci, nie były trafione i są wodą na młyn odwetowców z Bonn. Kurwa, co za cyrk. Nie wierzę, że UEFA zabierze nam organizację mistrzostw. Ale jestem pewien, że będzie to impreza, która na długo zapisze się w pamięci kibiców z całej Europy i skutecznie zablokuje wszelkie kandydatury z naszego regionu na najbliższe 40 lat. Bo jeżeli nie zdarzy się cud, będzie to żenada łatana przysłowiowym sznurkiem do snopowiązałek. Która to żenada będzie ukoronowaniem panującej w stołecznym grodzie chujni, która  okrutnie mnie przygnębia.

Półtora roku temu na stronie opublikowałem tekst o Warszawie: (http://radkowiecki.is.evil.pl/warszawa.html) - wklejam go, bo po pierwsze bardzo go lubię a po drugie trzeci akapit od końca był najprostszym proroctwem jakie w życiu wygłosiłem. Najprostszym w tym sensie, że wymyśliłby je nawet krzak bazylii, który zahodowałem w kuchni. Doceniam władze za to, że w tym czasie wyremontowały Puławską na odcinku miejskim. Doceniam fakt otwarcia kolejnej stacji metra. Doceniam też kilka innych rzeczy. Problem w tym, że oprócz paru detali niczym nie różnicie się od swoich poprzedników. W zwiazku z tym czuję się upoważniony do wygłoszenia oświadczenia - SRAM NA WAS.

A Euro będzie takie piękne, że dupy nam z dumy popękają. Do poczytania. 

[1] Wiem, że formą purystycznie poprawną jest warszawianin ale brzmi to jak nazwa środka wczesnoporonnego. Dlatego wybieram swojskiego, brzmiącego knajacko warszawiaka.
[2] Radośni psychopaci z klubu miłośników tramwajów miejskich proszeni są o niezabieranie głosu w sprawie rzeczywistego wieku tramwajów. One mogą mieć tych lat mniej ale mnie to nie obchodzi, bo wyglądają na maszyny trzydziestoletnie.
[3] Na studiach miałem okres gdy dużo podróżowałem PKS-em. We wszystkich kierunkach, dzięki czemu zwiedziłem niektóre warszawskie dworce autobusowe. Nie żeby ich było jakoś dużo, bo Zachodni i Stadion, ale te dwa mi wystarczyły. Uwierzcie mi na słowo - zimą, po zapadnięciu zmroku są to bardzo złe miejsca i widzi się na nich rzeczy, które człowieka bardzo zmieniają. Nie chcę o tym opowiadać. Nikomu i nigdy.

czwartek, 01 maja 2008, radkowiecki

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/05/01 13:09:05
Nie wiem co by tu mozna napisac, zeby nie brzmialo jak wazelina, trendziakowatosc, lub kompletny debilizm. Ani tego, jak bardzo sie z Toba zgadzam, bo jakbym sie nie zgadzal, to pewnie bym przestal czytac to, co piszesz [no dobra, czasem sie nie zgadzam, ale jak pamietam udawalo sie takie roznice zalatwiac bez przemocy].
Bo chcialbym zabrzmiec uczenie i madrze, a to nie jest wcale latwe.

Sek w tym, ze odkad perfidnie podwinawszy ogon ucieklem z kraju na emigracje w poszukiwaniu innego miejsca na mapie, w ktorym czulbym sie dobrze, tym bardziej zasmucaja mnie takie refleksje ludzi, ktorzy pozostali w Warszawie, bo miejsce to rowniez kocham nadal ta trudna miloscia.
I nie wiem, czy kiedy wroce nie bedzie to jedno z najtrudniejszych doswiadczen w zyciu.
-
2008/05/01 14:05:44
A ja mimo tego że się nie zgadzam, skomentuję.
Nie mieszkam w Warszawie (choć zamierzam tam studiować, a potem kto wie... ), więc nie będę polemizował z twoim opisem miasta. Natomiast wmawianie ludziom, że Polacy to a priori banda debili i s....synów, którzy sie do niczego nie nadają jest rzeczą podłą. To jest szkalowanie własnego narodu. Cieszę się, że nie zniżyłeś sie do poziomu Oto Polski, której autorzy sami byli "kundlami" najgorszego sortu. (Jakim trzeba być pokurwieńcem, żeby cieszyć się z tragicznej śmierci drugiego człowieka?)
Nie jestem idealistą. Moja klasa w gimnazjum to byli w 90% ludzie, których można określić dowcipnie jako "hołotę." W chwili obecnej mam 19 wiosen na karku i zdążyłem doświadczyć ludzkiej podłości w wielu aspektach. Ale postawa jaką prezentujesz, Radku jest dla mnie przegięciem w drugą stronę. Jak może być normalnie, skoro jedna połowa narodu to świnie, a druga bezustannie na tenże naród kurwi? Jak to jest? Polacy mają wszystkie możliwe wady? Obcokrajowcy to same lelije białe? Nie ma tam złodziei, cwaniaków, drani? Czy flekowanie (tak jak w tym przypadku) nawet pozytywnej opinii tychże obcokrajowców to nie jest już jakiś rozwinięty masochizm?
Panie Radku, pański zalinkowany tekst był jednym z czynników, dzięki którym zdecydowałem się uderzyć na UW. Bo pokazałeś, że Warszawa potrafi być piękna. A teraz porównujesz ją do jakiegoś mutanta. Nieładnie.
PS. Akurat Inflanty nie są najlepszym przykładem niefrasobliwości, bo to był jeden z największych sukcesów I RP. W ogóle ilość bzdur, jakie zebrały się na temat naszej historii jest przerażająca.
PPS. Pisałeś, że lektura Łysiaka zmieniła twoje życie. Chciałbym w to wierzyć.
-
2008/05/01 16:18:46
Popirad - lubię takie opinie zwrotne, bo dają mi temat do kolejnej notki. W której to notce wyjaśnię dlaczego sądzę o Polakach to, co sądzę. Jakoś tak po długim weekendzie.
-
2008/05/02 07:35:23
W zwiazku z tym czuję się upoważniony do wygłoszenia oświadczenia - SRAM NA WAS.

Na siłę skandalizujesz ostatnio zerżniętym stylem Kominka (taki jeden znany bloger). żałosne u kogoś, kto go za to "skandalizowanie na silę" krytykował. Ale jak się nie ma fajnego swojego stylu, to trzeba kombinować .
-
2008/05/02 11:51:11
w Warszawie nie remontują linii tramwajowych, za to w Łodzi remotnują wszystkie naraz... cała Łódź jest rozkopana... trochę w Śródmieściu, trochę na Bałutach, po troszku w każdej innej dzielnicy... nie można się normalnie poruszać po mieście, wszystkie tramwaje i część autobusów mają zmienione trasy, rozkład jazdy jest niczym więcej jak kawałkiem papieru doczepionym do tabliczki, bo i tak nikt nie zwraca na niego uwagi, zwłaszcza motorniczy i kierowcy... w sumie, jak dobrze pójdzie, to będziemy mieć drugi Cud nad Wisłą :)
-
2008/05/02 11:54:21
Marcin.Szyc- e tam, jak dla mnie w tym oświadczeniu nie ma nic skandalizującego.. no i muszę stwierdzić, że akurat stwierdzenie SRAM NA WAS, to jest tak bardzo Kominka, jak moja jest teoria względności... to stwierdzenie istniało długo przed tym, jak Kominek nauczył się używać klawiatury :)
-
2008/05/02 12:54:48
| W chwili obecnej mam 19 wiosen na karku i zdążyłem doświadczyć ludzkiej podłości | w wielu aspektach. Nie pekaj, jeszcze wiele przed tobą :)

| Ale postawa jaką prezentujesz, Radku jest dla mnie przegięciem w drugą stronę. Jak
| może być normalnie, skoro jedna połowa narodu to świnie, a druga bezustannie na | tenże naród kurwi? Jak to jest? Polacy mają wszystkie możliwe wady? Jest normalnie. Tylko ta normalność wielu ludziom nie pasuje. Świnie to tak naprawde może z 10%, ale kurwi na nich i z ich powodu 99%. A to z kolei powoduje ten niepowtarzalny polski klimat. Kali pozdrawiać. Każdy naród ma wady, ale ciężko pisać o wadach Papuasów (no offence, pozdrowienia) nie mieszkając wśród nich, nie? Ok. Cejrowski potrafi, ale bądźmy poważni.

| (...) to nie jest już jakiś rozwinięty masochizm?

Nie. Cynizm. Pewnie też trochę wkurw i pierdyliard innych uczuć. Ale to już niech Autor wyjaśnia jak ma ochotę. Ja miewam podobne uczucia.

| A teraz porównujesz ją do jakiegoś mutanta. Nieładnie.

Bo to trudna miłość. A i tak mozna gorzej trafić. Taka Łódź na przykład...

A w ogóle to zauważ że mimo wkurwu i chujozy Radkowiecki mieszka w Polsce i ma święte prawo byc cynikiem i bluzgać na co chce i kiedy chce. tym bardziej że ma rację.
-
2008/05/02 13:47:40
Radkowiecki, o Rivii...wróć, o Warszawie się nie wypowiem, ale z negatywną oceną całej reszty przesadziłeś. Podkreślam: nie żebyś całkiem nie miał racji, ale gorycz tego co widzisz na codzień przesłania Ci obraz zmian.
Tak się składa, że przez ostatni rok jeździłem po Polsce, autem, dużo oglądałem - patrzyłem jak się ludzie starają, jak wreszcie zaczynają dbać o swoje i wspólne. Owszem, powoli to idzie i z oporami, ale jest ruch w dobrą stronę. Więc nie przesadzaj.
Jadałem też i nocowałem w zajazdach i przyznam, że byłem mile zaskoczony. Wierz mi, jest naprawdę nieźle.
-
2008/05/02 15:08:19
Popirad - proszę o zacytowanie w którym miejscu porównuję Warszawę do mutanta.
Marcin Szyc - znajdź, proszę, kogoś kto potrafi czytać ze zrozumieniem i niech on przybliży ci znaczenie słowa 'skandalizować' oraz wytłumaczy ci o co chodzi w tekście, który komentujesz. A zarzucanie mi braku stylu i kalkowanie od Kominka rozśmieszyło mnie bardzo, za co ci serdecznie dziękuję. Gwoli wyjaśnienia - w sieci piszę od 1999 roku, stronę prowadzę od 2002, bloga od prawie roku. Poważnie sądzisz, że nagle mi się coś odkleiło i zacząłem pisać Kominkiem? Stary, myśl czasami nad tym, co upubliczniasz, bo jak myśleć nie będziesz, to ludzie będą uznawać cię za wała. Co nie ułatwia nawiązywania kontaktów i nie podnosi atrakcyjności towarzyskiej.
Borsuk - pewnie, że trochę przerysowałem, co może się zdarzyć gdy piszesz tekst w gniewie i z gorącą głową. Dbałość o swoje - owszem. Dbałość o wspólne, czyli niczyje? Tak, widzę to za każdym razem gdy jadę obsikaną windą w błyszczącym nowością bloku, siedzę na spalonej wiacie autobusowej albo wydłubuję psie gówno z bieżnika buta. Że strawestuję - da się wyjąć człowieka z czworaków ale czasami nie da się wyjąć czworaków z człowieka.
-
2008/05/02 15:11:10
Valwit, co do tej podłości - wiem, wiem to doskonale.
Nie odmawiam broń Boże Radkowie prawa do cynizmu. Podobała mi się większość jego notek pisana w tym duchu, ale w tej konkretnej kwestii pozwoliłem sobie z nim nie zgodzić.
Zreszta jak już mówimy o cyniczności, to tak naprawdę za wiele jej w tej notce nie ma. Jest rozdawanie brutalnych razów. Ten fragment o wynikach inspekcji też nie jest cyniczny, bo obowiązuje w nim zasada "coby tu znaleźć, zeby stwierdzić że jest źle, nawet jak jest dobrze? "
Ja nie wymagam, żeby pisał o wadach Papuasów, ale stwierdzenia typu, że Polacy się do czegoś nie nadają, od razu stwarza wrażenie, że inni nadają sie perfekcyjnie.
I na koniec odrobina prywaty panie? pani? Valwit. Tak się składa, że moja ze strony ojca pochodzi z Łodzi (rym niezamierzony), ja tam bywałem dość często, najprawdopodobniej tam zamieszkam (bo UW i UJ to jednak wysokie progi). Wiem, że to miasto ma typowo urbanistyczny krajobraz, że w mieszkańcu takiego np. Krakowa może wywołać mdłości. Ale ludzi srających na Łódź bezwzględnie uważam za takich samych matołów jak niegdyś Radek uprzedzonych wobec Warszawy.
-
2008/05/02 15:14:17
Radkowiecki - "trzy nogi" nie są dla ciebie wyznacznikiem mutanta?
A w poprzednim wpisie zjadło mi sformułowanie "moja rodzina", sorry.
-
2008/05/02 15:32:02
Radkowiecki, ja w pełni się z Tobą zgadzam, że świetlanie to nie jest. Coś jest w tych czworakach, choć ja wolę tych ludzi nazywać miejskimi chamami (sam jestem z miasta - żeby nie było).
Myślisz że i mnie nikt nie rzuca papierków gdzie popadnie? Że nie łażą po trawnikach? Na początku czułem się wyobcowany, kiedy za własną kasę obsadziłem trawnik pod blokiem żywopłotem. Ale okazało się że po pierwszym odważnym poszli inni - też dbają o trawniki pod swoimi oknami.
Na początku robiłem za potwora, bo goniłem gówniarzy wrzeszczących i grających w nogę pod samymi oknami. Małe podwórko w kształcie studni, wspaniała akustyka, niektóre okna 1,5 metra nad poziomem gruntu, wspaniała okazja żeby je wybić piłką. Za blokiem ogromna łąka, gdzie można grać do woli i nikomu nie przeszkadzać.
Ale krok po kroku ludzie się zmieniają. Rozumiem Twoje emocje, bo mnie też ch..j strzela po wielokroć kiedy widzę połamane młode drzewka albo wywrócone kosze na śmiecie na przykład.
Ale niemniej tendencja jest pozytywna. To może słabo widać, może w Wawie gorzej. Ale jeśli chodzi o kraj, to jest nadzieja.
Dla naszych dzieci ;-)
-
2008/05/02 17:36:19
Popirad - w żadnym momencie nie porównywałem Warszawy do tego pokracznego szczeniaka z trzema nogami. Porównywałem natomiast trudną miłość, jaką obdarzam stolicę. To tak dla porządku. Co zaś do brutalnego rozdawania razów - w notce chodziło mi o to, że jeżeli ktoś mówi, że w dziedzinie komunikacji miejskiej albo bazy noclegowej w Warszawie jest dobrze, bo tak powiedziała UEFA, świadczyć to może jedynie o tupecie, bezczelności, ignorancji i całkowitym oderwaniu od rzeczywistości. No ale HGW jeździ do pracy własnym samochodem więc skąd miałaby cokolwiek na ten temat wiedzieć? W hotelach też spać nie musi więc skąd miałaby wiedzieć, że są miesiące, w których znalezienie wolnego miejsca jest niemożliwe gdyż Warszawa cierpi na chroniczny niedostatek miejsc noclegowych. Organicznie nie trawię ludzi, którzy nie znają się na tym, co robią i dla pani prezydent nie będę robił wyjątku. Zwłaszcza, że wypowiadała się na tematy, które dotykają spraw codziennych i do ich kojarzenia nie są potrzebne specjalne kwalifikacje czy intensywne badania terenowe. Wystarczy czasami wsiąść do metra albo tramwaju.
Borsuk - widzę i wiem, że się zmienia. Tylko strasznie wolno, co irytuje mnie niepomiernie.
-
2008/05/02 20:40:03
1) Już wspomniałem, że z powodów obiektywnych bronię narodu, nie miasta. Nie wykluczam w tamtym fragmencie możesz mieć rację, ale sama idea (zjebmy koniecznie, to co pochwalili) wydała mi się chora. Tylko tyle i aż tyle.
2) OK, porównanie nie było dokładne. Ale jakby mi ktoś powiedział np. "wąchanie ciebie to jak wąchanie gówna" to zrozumiałbym to w sposób jednoznaczny.
3) Tak z ciekawości: skoro HGW jeżdzi samochodem, to czy nie dokuczają jej korki?
-
2008/05/02 23:51:14
Radkowiecki, wy nie narzekajcie bo macie i tak mniej latek niż ja ;-P
ja to już nie dożyję chyba żeby spod Lublina dojechać w okolice Bieszczad porządną drogą krajową, a o autostradzie to już w ogóle nie mam co marzyć.
Dlatego piszę - nasze dzieci może dożyją lepszego. To i tak niezłe tempo. Wierzę w Polskę i Polaków, na przekór wszystkiemu temu złemu, bo wiem że potrafiliśmy w historii dawać sobie radę. Pomimo wszystko.
-
2008/05/03 22:03:23
Przeczytałem ten wpis, przypomniałem sobie poprzedni tekst w Warszawie (wydrukowałem go i podstawiam pod nos znajomym przy każdej możliwej okazji) i... Po raz kolejny los dał mi możliwość przekonania się o prawdziwości tych słów.

W ciągu jednego tylko dnia miałem okazję przebywać dwa razy na Dworcu Chaosu (łączenie ów miejsca z Warszawa Śródmieście może spokojnie kandydować do miana przedsionka piekła - smród tam nieziemski) gdzie widziałem sceny z życia dzikich. Kilka godzin później, jadąc autobusem, widziałem jak przy dworcu dwie murzynki szarpał i wyzywał jakiś pijany jegomość (oczywiście full ludzi na około z pełną znieczulicą). Na koniec szybki spacer Chmielną wieczorem, czyli slalom gigant między "punkowcami" i menelami...

Kocham to miasto za wiele rzeczy, ale czasami mam ochotę wyczyścić je za pomocą napalmu czy innego dobrodziejstwa.
-
2008/05/04 10:42:54
"Kocham to miasto za wiele rzeczy, ale czasami mam ochotę wyczyścić je za pomocą napalmu czy innego dobrodziejstwa."
Mam tak samo z Radomskiem. IMHO to nie zależy od wielkości czy charakteru miasta, a od uroku jakim jest przebywanie z rasą ludzką.
-
2008/05/05 16:13:44
Kiedyś, lat wiele temu, podróżowałam sobie po Francji. I gdzieś nad wybrzeżem w Bretanii bodajże trafiliśmy na piekny okaz dolmenu (grobowiec megalityczny). Był on z dala od turystycznych tras wiec był nieogrodzony, stojący pośrodku niczego, ale też z niedaleka plażą, na która pewnie zawitało wielu turystów. To, co mnie wtedy uderzyło to fakt ze zabytek ów (i teren dookoła zabytku) był CZYSTY. Zero papierów, puszek, innych śmieci. I na zewnątrz i wewnątrz. Do dziś pamiętam że oprócz zachwytów podsumowaliśmy temat smutną konstatacją, że gdyby ów grobowczyk stał w polsze byłby nie dość że zaśmiecony ale również dokładnie obszczany. I całe zwiedzanie odbywałby się w oparach moczu. Konstatacja smutna ale niestety prawdziwa. Dlaczego o tym piszę ano dlatego że ściśle wiąże się to z przemyśleniami Radka na temat kondycji polskiego narodu, z którymi niestety w pełni się zgadzam. Wędrując swojego czasu po europie zazwyczaj wracałam z przemyśleniami typu że jednak jesteśmy brudasami, wandalami i długo u nas nie będzie normalnie. Być może gdbym zawzięcie zwiedzała niektóre kraje arabskie takich przemyśleń bym nie miała, pech chciał ze podróżowałam po zachodzie i północy.
Ale i wyjazd na południe tez mnie zostawiał z częścią takich rozmyślań bo choć np. w Chorwacji jest brudno i wszędzie śmieci to chociaż wybudowali zarąbistą autostradę przez nicość. A ja tutaj, aby dostać się z Warszawy do Wrocławia (niecałe 350) tracę na to do 6 godzin a po podróży człowiek ma ochotę wyć albo walić głową w ścianę. I też mam nadzieję że polskie społeczeństwo będzie się zmieniać w kierunku korzystny, choć nieprędko, oj nie. Jak na razie bardzo samotnie sprzątam kupy po moim psie i chyba jako jedynej przeszkadza mi że łąka obok mojego osiedla pokryta jest śmieciami. Ale może kiedyś będzie nas więcej: ))
-
2008/05/06 09:03:52
blueberry, z całym szacunkiem, ale mieszkałem we Francji czas jakiś i nie widziałem nigdzie tak obszczanych i obsranych miast jak tam :-)
zresztą jest to tam temat nieustającej debaty publicznej. Z rezultatami podobnymi jak u nas.
-
2008/05/07 10:11:11
alez z całym szacunkiem, nie twierdze ze jest inaczej : ) i mam swiadomosc ze podałam dosc specyficzny przyklad ogolnie rzecz biorąc.
-
2008/05/08 12:25:39
Psie kupy to jest temat na długie rozmowy (może nawet przy piwie;)) Osobiście staram się sprzątać odchody mojego psa, ale...

No właśnie, ale. Nie dopuściłem nigdy do czegoś takiego, żeby pies mój nasrał (brzydko mówiąc) na środku ulicy. Taką sytuację bym potraktował jako obligatoryjną do sprzątnięcia gówna. Innej możliwości nawet bym nie brał pod uwagę. Oczywiście gros przypadków stanowią te, gdzie mój pies ucieka sobie na bok, przystawia dupsko do żywopłotu bądź jakiegoś ogrodzenia (wszystko na trawniku, w wysokich trawach - pewnie wstydliwy jest) i tam załatwia swoje potrzeby. Plusy mogę na prędce wymienić dwa - nie widać kupska (bo trawa wysoka) i nikomu nie przeszkadza (bo nikt nie chodzi 10 centymetrów od siatki, chyba że chce się po chamsku odlać).
-
2008/05/09 22:48:28
Wawa jest miastem totalnym w każdym tego słowa znaczeniu. Generalnie państwo kibicostwo na wannabe EURO będą mieli nad wyraz ciekawe doznania. Pierwsze - opisałeś - Dworzec C.. Potem mogą uderzyć na wannabe Stadion Narodowy dwojako - z buta, kontemplując po drodze Katedrę ku czci J. Dżugaszwiliego ;), ciąg łóżek handlowych składanych i Blaszaki KDT ku czci Kapitalizmu. O przejściu przy metrze nie wspominająć. Albo moga wybrać bramkę numer 2 - przejażdżka jedynym w swoim rodzaju ikarusem przegubowcem. Dwa dni temu jechałem takim, który dokumentnie zagłuszył mi muzykę z empeczy, mimo, że podgłośniłem na maksa. Że o przegubach grożących w każdej chwili rozerwaniem nie wspomnę :) Aaa, jeszcze dodatkowa atrakcja w postaci korków na Poniatoszczaku, którego ni chuja przecież się nie da już poszerzyć. I generalnie, niestety, zgadzam się z treścią notki po całości - zanosi sę na to, że chcieliśmy dobrze, a wyjdzie jak zwykle. I pozostanie tylko nam uśmiechnięta morda Listka i bufetowa, która oczywiście zwali wszystko na PiS.
-
2008/05/10 17:56:55
Tarkus - doznania kibiców będą na szczęście mieszane. Bo jak już miną na piechotę Pekin, KDT, przejścia podziemne pod rondem Dmowskiego i nieco przykurzonego Smyka, oczom ich ukaże się palma na Degolu (żeby nie było, urzeka mnie jej psychodelia), pomnik rzeczonego De Gaulle'a, który zdaje się być ulepiony z substancji wstydliwej (technika wykonania tego monumentu poraża). Dalej niszczejąca ale cudna bryła stacji Powiśle, malownicza Dobra i okolice w dole, dziki brzeg Wisły (kocham) i rondo Waszyngtona, gdzie czas się zatrzymał. Także nie będzie najgorzej. Chyba, że zdecydują się na przejażdżkę tramwajem - tu trauma gwarantowana, bo chociaż szynowce to mój ulubiony środek transportu miejskiego, to komfort jazdy może wielu rozczarować. Pozostaje liczyć na to, że któryś z wagoników się zapali, wtedy będą mieli darmową atrakcję, która jest bardzo atrakcyjna. Jechałem kiedyś składem, który się zatlił i było fajnie aczkolwiek do tej pory nie jestem pewien czy zaczęła się palić mechanika, czy może jakiś pijany głupek podpalił krzesełko. Ikarusy będą doświadczeniem ostatecznym - transparentny przegub, wlepki, skracze, tagi, popruta tapicerka, trzęsące się szyby, które wydają dźwięk świdrujący mózg, lepkie rurki i godzina jazdy, bo gigantyczny korek sparaliżuje 3/4 miasta i wszystkie mosty. Już się cieszę na widoki i późniejsze komentarze uczestników. Będzie życiowo. Naprawdę chciałbym się pomylić. Chciałbym, żeby za 4 lata po mieście jeździły nowe, czyste autobusy. Chciałbym, żeby nowe, pachnące tramwaje łagodnie kołysały się na wyremontowanych torach. Chciałbym drugiej linii metra, kosza na śmieci co 20 metrów, chciałbym nie potykać się co chwila o metalowe tapczany z których handluje się ręcznikami, bielizną i sznurówkami. Chciałbym żebyśmy byli dla siebie mili, życzliwi i częściej się uśmiechali. A najbardziej na świecie chciałbym żeby w końcu zaczęli rządzić uczciwi ludzie, którym zależy. Na wytłumaczenie tych majaczeń mam tylko to, że wczoraj całą noc przeimprezowałem i chyba jeszcze jestem podpity.
-
2008/05/10 21:04:27
Mieszkam w tym mieście już trochę lat i, szczerze mówiąc, nie pamiętam, by kiedykolwiek było tu tyle remontów naraz, co za obecnego prezydenta (jak zamknęli mi ruch tramwajowy na Jerozolimskich, to mało nie zmarłam z frustracji, ale obiecałam sobie, że prędzej se język odgryzę niż napsioczę na kogoś za to, że remontuje miasto). Budowa metra wreszcie ruszyła w rozsądnym tempie, do czego pewnie przyczyniło się rozwiązanie paru starych i uciążliwych problemów (w rodzaju osiadanie gruntów pod Trasą czy drzew wzdłuż Kasprowicza). Być może więcej od prezydenta mają tu do gadania unijne dotacje na infrastrukturę i specyfika nakazująca je wydawać natychmiast, ale jakiś pozytyw to jest. Z fajnych rzeczy postawili też te takie tabliczki, na których niby ma być widać, jaki tramwaj przyjedzie zaraz, a jaki za dziesięć minut; na razie działa to tak, że napis 2 min. potrafi błyskawicznie zmienić się w ikonkę jadącego tramwaju, ale ogólnie dostrzegam w tym mieście zmiany na lepsze.
-
2008/05/12 17:00:18
A ja nie dostrzegam w Alejach Ujazdowskich w linii 500 metrów ani jednego kosza na śmieci i szlag mnie trafia, jak muszę iść z papierkiem poszukując kubła, bo prędzej zdechnę, niż rzucę na ziemię / chodnik / trawnik. Zresztą to bolączka miasta in gremio, nie tylko Wawy.
-
2008/05/13 15:15:38
Na Alejach Ujazdowskich masz kosze w następujących miejscach: przy Trzech Krzyżach, na wysokości Wilczej, w mini-parku przy Matejki, na skrzyżowaniu z Piękną i na placu Na Rozdrożu. Także nie narzekaj, bo wzdłuż takich Jerozolimskich albo Puławskiej to jest dopiero przegwizdane.