Zainspirowany wątkiem na zaprzyjaźnionym forum, wszystkim uzależnionym od drukowanego dedykuję.
Dla kogoś, dla kogo czytanie jest czynnością równie naturalną, co sen czy jedzenie, a więc niemalże fizjologiczną, wymienianie 10, 20 czy nawet 50 najlepszych książek, kture wziunbym na bezludne wyspe, nie ma sensu za grosz. Taki ranking to mogą robić goście Majewskiego, którzy są gwiazdami estrady i nie mieli czasu na czytanie innych rzeczy niż scenariusze. Z książek przeczytali 38 lektur i 12 pozycji beletrystycznych. Konkretnie to poradników 'Jak odnieść sukces' i 'Jak odnieść jeszcze większy sukces' oraz 'Sukces w zasięgu ręki'.
Ktoś, kto książki połyka nałogowo i kompulsywnie, nie jest w stanie zrobić zestawienia 10 książek, które są 'naj' i które zabrałby na bezludną wyspę. Bo na bezludną wyspę inteligentny człowiek wziąłby atlas roślin, atlas zwierząt i podręcznik do survivalu a nie Biblię, Koran (bo to takie mądre księgi) oraz Mistrza i Małgorzatę (bo to taka kaczi książka). Poza tym co to znaczy 'naj'? Taka, do której często wracam? Taka, przy której zawsze umieram ze śmiechu? Czy taka, o której wszyscy mówią, że jest naj? Poniżej pozwolę sobie wrzucić kilka list, które przybliżą wam mój gust czytelniczy oraz odkryją kilka wstydliwie skrywanych dewiacji.
Top 17 najczęście czytanych:
1. Mechaniczna Pomarańcza - wersja R, wersja A, w oryginale, od tyłu, do góry nogami, w wannie i pod namiotem; w sumie jakieś 50-60 razy
2. Agent Dołu - słuchałem w Trójce, na śmierć zaczytałem pierwszy egzemplarz, prawie na śmierć zaczytałem drugi egzemplarz; w sumie jakieś 50-60 razy
3. Władca Pierścieni - pierwszy kontakt w Razem w roku 1984 po którym zachorowałem na nieosiągalnego Tolkiena (opis walki przy grobie Balina na okoliczność prezentowania gry planszowej Władca Podziemi wbił mnie z jakichś powodów w parkiet), rekord - 2 razy w ciągu 3 dni (to były pierwsze dwa razy); w sumie jakieś 40-50 razy
4. Kolory Sztandarów - kupione przypadkiem na jednym z konwentów, jestem w stanie czytać tę książkę w kółko gdyż wzbudza we mnie uczucia, o jakie nigdy się nie posądzałem; w sumie jakieś 40-50 razy
5. Ja, Gelerth - poważni krytycy wbili Gelertha w ziemię, pisząc pogardliwie 'jak mały Jasio wyobraża sobie fantastykę', dla mnie w dziedzinie literatury rewolwerowej[1] jest to pierwsza piątka ever; w sumie jakieś 40-50 razy
6. Mistrz i Małgorzata - jedna z nielicznych książek, przy której ronię łzę, zacząłem późno, bo dopiero na studiach, teraz jest to jedna z moich najwierniejszych kochanek, uwielbiam czytać wybrane kawałki; w sumie jakieś 25-30 razy
7. Hyperion - kupiłem na Koszykach, bo na okładce był namalowany kolczasty ziom. W połowie opowieści Hoyta byłem dla świata stracony a historia mojego polowania na Upadek Hyperiona jest bardzo epicka i bardzo historyczna; w sumie jakieś 15-20 razy
8. Diuna - pierwszy egzemplarz ukradłem z biblioteki, wiele lat później kupiłem kultowe dla mnie wydanie Phantom Pressu, idealna pozycja do czytania ulubionych kawałków; w sumie jakieś 15-20 razy
9. Konkwista - zdziwiło mnie, że cudzoziemski autor (Baldhead) wrzuca tak dużo polskich akcentów, tak zaczął się mój długi, namiętny i płomienny romans z Łysiakiem, ochłodzony aferą z Kaczmarskim; w sumie jakieś 15-20 razy
10. Dobry - rzecz genialna w warstwie narracyjnej, pierwszy raz przeczytałem ją przez noc, potem spędziliśmy ich wspólnie jeszcze jakieś 15, może 20
11. Wyspy bezludne - urzekło mnie to, że każdy z 21 rozdziałów Łysiak napisał w zupełnie innym stylu i w diametralnie różnych formach (od wiersza białego do klasycznego 'łysiaka'), echa tej fascynacji brzmiały mi w głowie gdy kilka lat później patrzyłem jak opowieść Silenusa różni się od historii Kassada; w sumie jakieś 15-20 razy
12. Bill, bohater galaktyki - będąc młodym człowiekiem kupowałem nałogowo Fantastykę, która drukowała powieści w odcinkach, to dzięki Harrisonowi zrozumiałem, że wojna to nie Gustlik, Janek i Rudy, ŚMIERĆ CHINGERSOM; w sumie jakieś 15-20 razy
13. Pielgrzymka na Ziemię - najlepszy zbiór opowiadań sf, jaki miałem w rękach, pomimo zaawansowanego wieku dalej smakuje wyśmienicie; w sumie jakieś 15-20 razy
14. Gra Endera - zacząłem w Fantastyce a po kupieniu własnego egzemplarza wziąłem i się uzależniłem; w sumie jakieś 15-20 razy
15. Cykl Wiedźmiński - jedne części lubię bardziej, inne mniej. Czasami czytam ulubione kawałki, jak mi się nudzi, to powtarzam sobie konsekwentnie całość; w sumie jakieś 10-15 razy
16. Świat Dysku - wymieniam całość, bo ulubione pozycje czytałem po 20 razy a najświeższą Straż Nocną dopiero raz, ale uśrednia się to do jakichś 6-7 razy, rekord dzierżą pospołu Kolor Magii i Blask Fantastyczny, ponownie dzięki Fantastyce.
17. Król szczurów - nie chce mi się przerabiać listy, bo powinien być w okolicach 10 pozycji ale przypomniał mi się przed momentem; w sumie jakieś 15-20 razy
A teraz kilka innych top ileśtam.
Top 5 książek, które mnie wciągnęły ale również wstrząsnęły do tego stopnia, że nigdy nie próbowałem do nich wrócić:
1. Archipelag Gułag - nie byłem w stanie doczytać żadnego z trzech tomów do końca z uwagi na fizyczne dolegliwości towarzyszące lekturze, jedyna książka, która zrobiła mi coś takiego, jedyna książka, przez którą miałem lęki i psychosomatyczne bóle brzucha; w sumie niecały raz
2. Na marginesie życia - Pięć lat kacetu, chociaż porusza bardziej brutalną tematykę, ma w sobie kawałki niemalże kabaretowe, dzięki którym lektura boli trochę mniej, Na marginesie to ponura kronika umierania, po której nie mogłem się długo pozbierać; w sumie raz
3. Dżuma - lektura, do której mnie zmuszono. Bolała. W sumie raz
4. Imię Róży - możecie się śmiać ale nie jestem w stanie przebrnąć ponownie przez opis pożaru biblioteki przez co każda kolejna lektura jest niekompletna, teoretycznie Imię Róży przeczytałem z 5, może 6 razy; w praktyce raz
5. Inny świat - powody podobne do związanych z Archipelagiem Gułag; w sumie raz
Miał być jeszcze Paragraf 22 ale przypomniałem sobie, że przeczytałem go jakieś 5 razy zanim zrozumiałem o co w nim chodzi i pojąłem, że to jedna z najbardziej przygnębiających książek świata. Tak to jest jak się czyta wszystko co podejdzie pod rękę nie bacząc na wiek i poglądy. Muszę też wspomnieć o Homo Faber, którego z kompletnie niezrozumiałych powodów przeczytałem kiedyś drugi raz i pochorowałem się bardziej niż po razie pierwszym.
Ludzie często powtarzają 'ta książka wywarła na mnie takie wrażenie, że się zmieniłem'. Jest to prawda w przypadku książki kucharskiej, po przeczytaniu której zamieniasz się z kolesia przypalającego wodę w typa, który weekendami blanszuje warzywa. Mówienie zaś o tym, że beletrystyka wywróciła czyjeś życie, uważam za zwykła kokieterię. Oczywiście nie w każdym przypadku, bo na przykład ja jestem w stanie stworzyć...
Top 5 książek, które realnie i namacalnie zmieniły coś w moim życiu:
1. Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie, Allen Carr - pisałem o niej jakiś czas temu, dzięki niej nie palę i wiem, że nigdy nie wrócę do nałogu
2. Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi, Dale Carnegie - wymiataczy z licencjatem psychologii strasznie śmieszy gdy mówię, że Dale zmienił moje życie na lepsze, bo oni wiedzą, że to przecież niemożliwe. Ja wiem swoje - dzięki jego wskazówkom nie zostałem uwalony na 4 roku studiów zaś jeżeli ktoś w to nie wierzy, to jest to niekoniecznie mój problem
3. Wywieranie wpływu na ludzi, Robert Cialdini - dzięki niemu wstąpiłem na ścieżkę dochodzenia do zen, bo dał mi pierwszy impuls do zgłębienia tematyki manipulacji. Uwieńczeniem pewnego procesu jest mój obecny stan umysłu, diametralnie różniący się od tego, co działo się w mojej głowie dekadę temu.
4. Wyspy bezludne, Waldemar Łysiak - to zbyt intymne, by gadać o tym na blogu
5. MW, Waldemar Łysiak - patrz wyżej.
Honorable menszyn: Jacek Kaczmarski 'Starość Owidiusza' - dzięki niemu znam swoje ograniczenia w dziedzinie operowania słowem i dzięki niemu nie porwałem się z motyką na słońce.
Na końcu tej notki wrzucę moje kredo czytelnicze, które obiecywałem wyartykułować już dawno temu. Wstępem do niego będzie kolejne zestawienie, czyli...
Top 5 książek, przy których umieram ze śmiechu:
1. Autostopem przez Galaktykę, wszystkie części - to Adams, obok Pythonów i Pratchetta, ukształtował ostatecznie prezentowany przeze mnie typ poczucia humoru vulgo wolę papugę tęskniącą za fiordami, Bagaż i neurotycznego robota Marvina niż Dańca i Drozdę
2. Agent Dołu - o kurwa, anioł. I setka innych tekstów, które wbiły mi się w pamięć i śmieszą do dziś. Chociaż w małych dawkach, bo z tą akurat książką czas obszedł się w moim przypadku bardzo brutalnie. To znaczy nigdy już do niej nie wrócę, bo nie niszczy się dziecięcych i młodzieńczych legend
3. Świat Dysku, większość - dlaczego większość a nie wszystkie? Ano, w niektórych humor jest celem, w innych środkiem. W przypadku tych ostatnich, gdy przedrzemy się przez ów humor, dostajemy w twarz najgorszymi przywarami gatunku ludzkiego i robi się nam smutno
4. Zodiak albo Cryptonomicon - Zodiak jest śmieszny sam w sobie, Cryptonomicon śmieszy mnie ze względów, których wytłumaczyć nie umiem
5. Bar McCarthy'ego - facet, który pobyt w purgatorium potrafi opisać tak, że przy lekturze płaczę ze śmiechu, zasługuje na moją szczególną uwagę. Książkę McCarthy'ego rozdaję ludziom w prezencie za każdym razem, gdy uda mi się kupić jakieś egzemplarze. Do tej pory obdarowałem około 10 osób, następny albo następna możesz być ty.
Teraz książkę można kupić w sieci bez konieczności ruszania się z domu, kiedyś na książki się polowało. Kolejne zestawienie dotyczy pozycji, których zdobycie kosztowało mnie mnóstwo czasu, uwagi i nerwów.
Top 5 książek, na które najdłużej i najwytrwalej polowałem:
1. Agent Dołu - pierwszy kontakt zawdzięczam Trójce, w której dawno temu, przed Powtórką z Rozrywki, czytano książki w odcinkach. Usłyszałem kilka fragmentów i się zakochałem. Uruchomione zostały wszystkie znajomości, odpryskowo udało mi się kupić Pielgrzymkę na Ziemię, o Agenta pytałem sprzedawców w Warszawie, Lublinie, Chełmie, Bydgoszczy i Grudziądzu. Po miesiącu okazało się, że zaszło zabawne nieporozumienie i książka czeka na mnie pod ladą w krasnostawskiej księgarni. Ha ha.
2. Pielgrzymka na Ziemię - i znowu Fantastyki wina, bo to oni wydrukowali opowiadanie Duch V, dzięki któremu usłyszałem o Sheckleyu. Polowanie było długie, Pielgrzymkę kupiłem przypadkowo, podczas poszukiwań Agenta Dołu.
3. Hyperion - egzemplarze kupione na Koszykach nieopatrznie pożyczyłem i nie wróciły do mnie. O księgarniach można było zapomnieć, pozostawało allegro, na którym sprzedający żądali cen z kosmosu. W końcu po bodajże 4 latach namierzyłem sprzedawcę, który chciał marne 50 złotych. Zagryzłem zęby i kupiłem.
4. MW - na 2 roku studiów pożyczył mi ją kolega, przeczytałem przez noc i się zakochałem. Przez kolejnych kilkanaście lat zaśmiewałem się do łez słysząc ceny wymieniane przez stolikowców. Jakiś czas temu prawie się złamałem i prawie kupiłem złachany egzemplarz po jakiejś absurdalnej cenie - przeczucie i dobra boginii czytelników czuwały jednak nade mną pospołu, bo się powstrzymałem i następnego dnia wpadłem na nowe wydanie na Koszykach. A stare sobie kiedyś i tak kupię.
5. Zew Cthulhu - pożyczyłem z biblioteki dawno temu, przeczytałem, zakochałem się, próbowałem kupić, nie udało się, ukradłem z biblioteki, cieszyłem się kilka lat, pożyczyłem kumplowi, nie wróciło, w sierpniu ubiegłego roku na Polconie kupiłem sobie prawie niezajechany egzemplarz.
Blox podcina mi skrzydła i mówi, że notka za długa. Ale jako, że temat jest zbyt poważny, by go porzucić w połowie, przenoszę się do części drugiej.