|
Blog > Komentarze do wpisu
10 książek, które zabrałby Pan na bezludną wyspę. Albo na wakacje (część 2)
Jeżeli oprócz czytania bawicie się również w kupowanie, to wiecie, że czasami wyłącza się mózg i zaczynamy zachowywać się niczym kobiety w obuwniczym. W tym stanie jesteśmy skłonni wydać na ukochaną książkę tyle, że włos się jeży. Z niezrozumiałego dla mnie powodu nieoddawanie kasy jest be ale już nieoddawanie książek nie jest piętnowane. Ja mam nadzieję, że dla ludzi, którzy nie zwracają pożyczonych książek jest w piekle specjalny kącik. Przez to, że ludzie biorą książki ale czują niechęć przed ich zwrotem, mam świadomość, że książek najlepiej nie pożyczać. Zupełnie wyjątkowe pozycje w konstelacji książek niepożyczanych zajmują te rzeczy, z którymi coś się wiąże. Każdy ma swoich ulubieńców, których książki na półkach muszą stać wszystkie albo prawie wszystkie, bo tak. Ja też mam. Poza konkurencją muszę wymienić autorów, których książek mam więcej niż na przykład pozycji Forsytha ale tylko z tego powodu, że Forsyth pisze mało. Nie znaleźli się w top 5 dlatego, że to co mam stanowi jedynie część ich dorobku. Załóżmy, że mniejszą niż 75% tego, co stworzyli. I ostatnie zestawienie, dla niektórych pewnie nieco bulwersujące ale co mi tam. Nie będę przecież zaprzeczał samemu sobie - tak, czytam na kiblu. Tak, bardzo lubię to robić. Tak, istnieją książki, które są idealne do czytania w TYM miejscu. Top 10 książek do czytania na kiblu 1. Pielgrzymka na Ziemię (Sheckley), Gwiazda (Clarke), Z przymrużeniem ucha (Wolski), Dokąd jedzie ten tramwaj (Zajdel) - logicznym zdaje się być fakt, że najlepszymi lekturami na kibel są zbiory opowiadań. Optymalny zbiór do czytania na kiblu spełnia następujące warunki: brak opowiadań słabych, zróżnicowana długość, która pozwala dostosować wybór do ogólnych stanów gastrycznych oraz jakość opowiadań na tyle wysoka, że z przyjemnością czytamy je po raz kolejny i następny. Wymienione przeze mnie zbiory spełniają wszystkie te warunki w 100% Na koniec obiecane kredo czytelnicze dzięki któremu łatwiej zrozumiecie dlaczego w taki a nie inny sposób oceniam przeczytane przeze mnie książki. Po drobnych przeróbkach działa również jako kredo kinomana: czwartek, 10 kwietnia 2008, radkowiecki
TrackBack
Komentarze
flintberg
2008/04/10 11:54:05
Absolutnie najlepszy do kibla jest Lec. Krótkie, węzłowate "Myśli nieuczesane" gwarantują, że lektura zajmie dokładnie tyle, ile trzeba.
2008/04/10 11:59:35
Świetne zestawienie, bardzo wieloaspektowe i głęboko prawdziwe. Temat jest mi bardzo bliski, być może kiedyś spróbuję zrobić własne, podobne, ale do tego trzeba czasu i głębokiego namysłu.
Książki pożyczam nielicznym, wypróbowanym osobom, o których wiem, że oddadzą. Bo też się kilka razy boleśnie sparzyłam i odtąd w ogóle za bardzo pożyczać nie lubię. Dziwią mnie ludzie, którzy nie rozumieją, jak można czytać książkę więcej niż raz (w tym np. mój własny ojciec). Niektórych po prostu nie da się przeczytać mniej niż 10 razy:) I koniec, bo bym się rozpisała za bardzo:] 2008/04/10 13:42:41
Zią już czytając ów wspomniany przez ciebie wątek na zaprzyjaźnionym forum miałem się ciebie zapytać co ty widzisz w Kolorach Sztandarów? Bo in maj hambul opinion takiej agitki w tak słabo zakamuflowanym stylu to ja nie czytałem. Ale za to mogę cię wspomóc w propagowaniu i podrzucić ci moje egzemplarze dział pana Kołodziejczaka bo przynajmniej w cywilizowany sposób się ich pozbędę;).
2008/04/10 14:46:26
MIKK być może jest coś w tym co piszesz, jakkolwiek w książce Pana Kołodziejczaka jest coś co zachwyca, trudno wytłumaczalne, za dowód mogę dać jedynie to, że s-f'u nie lubię i nie czytam, a ten cykl wprost pochłonęłam...
a co do książek...zestawienie inspirujące... ja natomiast ostatnio czytam wszystko co wpadnie mi w ręce, a prezentuje różnice miedzy kulturowe i świat ameryki łacińskiej, Japonii, Chin i krajów arabskich...jeśli ktoś zna jakieś interesujące tytuły to chętnie skorzystam... 2008/04/10 15:18:46
Gdzie punkt 2 w ostatnim zestawieniu? Co do czytania wielokrotnego - mam oczywisci ukochane książki ale czytanie czegoś więcej niż 3 razy uważam za tracenie czasu(nie bić!), który można przeznaczyć na odkrywanie czegoś nowego. Mówiąc krócej, powtarzanie ulubionych rzeczy jest dobre, ale jak dla mnie na krótką metę. Aczkolwiek i ja jestem nie do końca konsekwentny, moją słabą stroną jest cykl wiedźmiński - "Krew elfów" przeczytałem coś ok. 5 razy, opowiadania (zwł. Mniejsze zło) kilkanaście razy, ulubione fragmenty setki razy. Ale to już przeszłość, bo wkurzyłem się w końcu po trylogii husyckiej na Sapkowskiego za jego schematyzm i sarkazm, który przestał być śmieszny, a stał się przewidywalny. Kiedyś wydawało mi się, że stylu ASa nie da się podrobić. Dziś jasno widzę np., że gdziekolwiek by się nie toczyła akcja jego utworów, bohaterowie będą rozmawiać w taki sam sposób. Z podobnych powodów w życiu nie sięgnę po Ostatnią kohortę Łysiaka( ale za to zaraz lecę do biblioteki po Wyspy bezludne).
Radku, czyżbyś nie znał "Dzienników gwiazdowych", "Bajek robotów", "Cyberiady"? Widząc twoje preferencje i zainteresowania czytelnicze ich nieobecność wręcz krzyczy. Nadto, co z np. Kronikami marsjańskimi? Jeżeli ja mógłbym skromnie polecić jakąś mniej znaną pozycję, to wspomnę o Ostatnim statku z planety Ziemia Johna Boyda. Baaardzo zakręcone humorystyczne SF, dziejące się w rzeczywistości alternatywnej. O stylu niech zaświadczy fakt, że książka jest dedykowana Henrykowi VIII, a za motto służy jej fragment Przemowy Johannesburskiej niejakiego Lincolna, w której mowa jest m. in. o zbawczych właściwościach lasera. Wyróżnia się też tym, że w banalnej z pozoru fabule umieszczonej jest jakieś 10 zwrotów akcji i to z gatunku tych stawiających wszystko na głowie. Dobrym sposobem na odkrycie czegoś ciekawego jest też zajrzenie do klasyki. Ja dzięki temu odkryłem Kolumbów rocznik 20(jakaś dobra dusza umieściła ją w końcu w postaci ebooka), Krzyżowców, a ostatnio Rok 1794 Reymonta. Ps. Autorze, co ty widzisz w książkowej wersji Popiołu i diamentu(to pytanie mnie dręczy odkąd przeczytałem twój niegdysiejszy tekst o kinie)? 2008/04/10 17:37:16
MIKK - Kolory sztandarów traktuję nie jak agitkę tylko jak jedną z najlepszych space-oper, jaką w życiu czytałem. Żeby być do końca szczerym, nie czytałem ich zbyt wiele więc być może sieję herezję i na tle arcydzieł gatunku Kolory są co najwyżej przeciętne albo jakoś tak (jeżeli tak, to proszę o tytuły lepszych rzeczy, bo gatunek jest mi praktycznie obcy). W książce urzekła mnie prosta historia kompanii braci, dobre tempo, dużo wybuchów i kilka rzeczy bardziej prywatnych. A że Jarek ma takie poglądy polityczne jakie ma - niezbyt mi to przeszkadzało. Zwłaszcza że gdy czytałem Kolory po raz pierwszy, światopoglądowo było mi z autorem bardzo po drodze. Jeżeli chcesz się pozbyć jego książek, to no problemo - daj sygnał kiedy będziesz w Px albo zostaw mi za barem a ja chętnie przytulę.
Popirad - punkt 2 zlikwidowałem, bo stwierdziłem że są aż 4 tytuły w pierwszym. Czytając jakąś książkę po raz piętnasty mam jakieś tam poczucie, że tracę czas na retrospekcję podczas gdy mógłbym poznawać nowe rzeczy ale odkąd się pogodziłem z tym, że i tak nie dam rady przeczytać wszystkich dobrych książek na świecie, powtórki przyjmuję z większym luzem. Co do nieobecności Lema czy Bradbury'ego i pewnie jeszcze kilku, to nie załapali się gdyż nie było dla nich żadnej kategorii. Zauważ, że nie zamieściłem żadnego top ever, bo nie, a tylko w takim zestawieniu znalazłby się Lem ze swoimi Dziennikami gwiazdowymi i być może Bradbury z 'Jakiś potwór tu nadchodzi'. Popiół i diament to książka, którą idealizuje fakt, że czytałem ją jako młody człowiek. Wtedy mi się bardzo spodobała, teraz prawdopodobnie po 50 stronach rzuciłbym ją o ścianę. Ale nie mam ochoty tego sprawdzać, bo wystarczy mi, że zarżnąłem legendy Agenta dołu i Planety śmierci, które czytane po latach ssą paukę na maksa. 2008/04/10 19:03:54
Wspominałem Lema i Bradbury'ego dlatego, że właśnie są to dla mnie autorzy, których można często powtarzać małymi fragmentami. Mało jest (dla mnie)rzeczy równie poprawiających humor jak odświeżenie jednej czy drugiej opowieści z "Cyberiady" ("Boże, Boże, jaka szkoda, że Ciebie nie ma, bo byś na pewno dopadł tych cybersynów!" tekst z "Kobyszcza" wywołujacy u mnie za każdym razem atak śmiechu).
Kładę veto, jeżeli chodzi o "Agenta Dołu". Czytałem tę książkę jakiś rok temu i poza niezbyt przemyślanym zakończeniem używam ją za świetną pozycję. Za to "Agent Góry" faktycznie "ssie pałkę." 2008/04/10 19:38:14
MW mam w jedynie słusznym starym wydaniu, a MBC nie skompletowałam tylko z powodu cięzkiego przypadku obrażenia się na "późnego" Łysiaka:-) Taki Kielich - wlasnie spjarzałam na półkę - wciąż stoi niprzeczytany. Ale pewnie kiedyś tam MBC się na tej półce znajdzie. Bo to pozycja z gatunku tych, "które cos we mnie zmieniły". A niektóre jego pozycje, np. Szachistę, zdobywałam sposobami, przy których wspomnieniu wypadałoby się zaczerwienić;-)
Mistrz i Małgorzata? Cóz, nie jestem wierząca, ale nabrałam zwyczaju czytać MiM w okolicach Wielkiej Nocy. Ot tak... Zastanawiam się właśnie, czy znasz Ulicę Marzycieli i Zaułek Łgarza Roberta Wilsona... Facet umie pisać. Ale Ty przecież znasz wszystko;-) 2008/04/10 20:02:23
Słyszałam gdzieś powiedzenie, że kradzież chleba i ksiażki to nie grzech. :P Najchętniej też bym nikomu nie pożyczała swoich ulubionych ksiązek, za bardzo to czasem boli, ale chęć niesienia kaganka oświaty jest silniejsza.
Do Krwawej: "Książki pożyczam nielicznym, wypróbowanym osobom, o których wiem, że oddadzą." - Sądząc po ilości twoich książek, jakie tu leżą, musisz mnieć do mnie nieliche zaufanie. :] 2008/04/10 22:02:54
Brakuje mi w zestawienu cyklu "Oko w piramidzie", "Złote jabłko", "Lewiatan". Nigdy nie dałem rady przeczytac tom, po tomie. Trzeba dawkować spiętrzenie absurdu.
Dziwi mnie brak Vonneguta (Kurta), choć książka jego syna (Eden Express) też jest świetna i powinna być polecana miłośnikom konopii jako lektura obowiązkowa. 2008/04/10 22:41:43
Cóż, to będzie zbiorczy komentarz do części pierwszej i drugiej. Jeśli Neal Stephenson to "Zamieć" i "Diamentowy wiek". Dodałbym do stosiku książek w toalecie cykl Childe (Dorsaj) Gordona R Dicksona. Do poczytania ot tak, wszystko Williama Gibsona w dowolnej konfiguracji, a także wszystkie pozycje Siergieja Łukianienki (no może poza "Patrolami").
2008/04/10 23:36:57
Ksywa - późny Łysiak to smutne studium choroby nad czym ubolewam, bo według mnie po polsku niewielu pisze tak dobrze jak on (mam na myśli literaturę piękną a nie manifesty światopoglądowe typu Stulecie kłamców). Problem z Łysiakiem polega na tym, że popada w autoplagiat i zbyt wyabstrahował się z rzeczywistości. Ulica i Zaułek czekają w stercie 'do przeczytania'.
Rpyzel - trylogię Iluminati czytałem ale jakoś nie wywarła na mnie większego wrażenia, Vonnegut również nigdzie nie pasował, bo ani do niego nie wracam, ani z jego literaturą nie wiążą się żadne ciekawe historie. Z jakiegoś powodu nie jestem również jego fanatycznym fanem. Chomiorkoala - w przypadku Stephensona padło na powieści rozrywkowe, pominięcie Diamentowego wieku uważam za swoją wpadkę, w weekend dopiszę erratę i wrzucę jeszcze jeden ranking, w którym ta pozycja znajdzie się na jednym z pierwszych miejsc, bo to kawał świetnej literatury. Znajdzie się tam też miejsce dla Gibsona. 2008/04/11 14:06:42
Byłbym zapomniał - w pierwszej części notki brakuje przypisu do "literatury rewolwerowej".
2008/04/11 15:15:01
z całą sympatią dla autora bloga, czy jednak znaczna część powyższego zestawienia to nie jest jednak taki literacki fast food? ale "przyganiał kocioł garnkowi..", sama dałam się wciągnąć kilku seriom. tak więc mój prywatny ranking wyglądałby tak:
1. Henning Mankell 2. Michael Connolly 3. Jeffery Deaver Poza podium, ale również mocna pozycja: Patricia Cornwell i Marek Krajewski. Jak widać oprócz wartkiej akcji, koniecznie potrzebuję kilku trupów :-) 2008/04/11 15:58:19
Z całą sympatią dla komentującej - a co jest złego w literackim fast foodzie skoro daje mi to, czego oczekuje od literatury? Właśnie po to na końcu wrzuciłem w punktach cechy pisarstwa, które lubię. Dziwna pretensja, bardzo dziwna.
Poza tym dość mam pieprzenia w bambus i powielania zestawień, w których obowiązkowo muszą znaleźć się Dostojewski, Mann, Joyce, Proust, Hesse i Hemingway, bo inaczej tworzący je ludzie poczuliby się zbyt obciachowo. Rozumiem, że dla wielu osób w dobrym tonie jest chwalenie się swoim uwielbieniem dla Wilka stepowego (przy którym regularnie usypiałem aż w końcu dałem sobie spokój) ale przyznanie się do tego, że podoba się rozrywkowa pulpa to faux pas. Pieprzę poprawność, pieprzę kanony literackie i pieprzę zestawy obowiązkowe - niech żyje literatura rozrywkowa. 2008/04/11 18:29:43
Okhi, Radek - z całym szacunkiem dla was, ale przekonanie, że w literaturze rozrywka i przekazywanie ważnych treści się wykluczają, to przesąd. Udowodnili to już klasycy(Shakespeare, Balzac), w tym zestawieniu taką tendencję reprezentują Łysiak i Eco. Obie strony barykady nie mają się więc o co oburzać.
2008/04/11 22:32:53
Nie wolno zapomnieć w tym zestawieniu o cyklu barokowym Stephensona, który bawiąc uczy oczywiście.Pozdrowienia dla komendanta Vimesa.
2008/04/12 21:34:35
no dobra, dla niektórych będzie to bluźnierstwo może, ale ja w wucecie czytałam Sapkowskiego i Tolkiena... i każdą książkę jaką zdarzyło mi się w życiu przeczytać... a to dlatego, że ja po prostu zawsze do toalety chodzę z książką, którą aktualnie czytam... kiedy jestem akurat w trakcie czytanie, a poczuję potrzebę, to nie zawracam sobie głowy szukaniem zakładki- nade wszystko na świecie nienawidzę zaginania rogów w książkach- zwyczajnie biorę książkę ze sobą...
2008/04/13 16:53:32
Wooo nie wiedzialem ze ktos jeszcze kiedykolwiek wroci do tej pieknej acz zapomnianej powiesci jakim byla "Ja, Gelerth" ... Niestety kiedys pozyczylem swoj egzemplarz i zaginal ;(
2008/04/14 00:39:34
Jest książka którą przeczytałam raz i nigdy nie próbowałam do niej wracać, ale kilka zdań pamiętam do dziś. Np.Ktoś rzucił za nim do rozpadliny zdechłego psa (Pod wulkanem Lowryego). Historia faceta zapijającego się na śmierć. Z samotności, z braku miłości... Wstrząsająca intymna książka. Miałam trudności z czytaniem, bo ta rozpacz. Dobrze, niech tyle zostanie, bo nie będę tego spłycała.
(Czytasz takie zdanie i od razu widzisz tego nieżywego faceta i zdechłego psa na nim) Z kolei gdy wracam do Lśnienia to zawsze mam przed oczami film Kubricka. Np. scena z Nicholsonem (Torrance) kiedy goni tę swoją biedną żonę z toporem w ręku i obłędem w oczach. Natomiast Bułhakow Mistrzem i Małgorzatą przemówił nawet do kolegi, który w szkole nie odróżniał Homera od mohera. Potrafi z pamięci cytować całe frazy. Wczoraj odpowiedział mi Behemotem, gdy zapytałam czego mi nalał: Na litość boską, królowo, czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus. Pratchett. Też umierałam ze śmiechu. Niestety Tata przeniósł sporo zwrotów, cytatów i powiedzonek do języka domowego. Powtórzone, po raz setny (na dobranoc) pytanie: Umyłaś ząb? śmieszyć przestało. Co do pożyczania. Podobno jest takie powiedzenie Pożyczył to ma, a frajer łka. Ostatnia strata, w sumie niewielka, to angielska wersja scenariusza Tarantino do Pulp Fiction. Wiem kto. Podobno pojechała z pożyczającym na wakacje i została na Korfu (?!) Pewnie pływa teraz w M. Jońskim. 2008/04/16 00:00:55
dwudziestaPIERWSZAaA!!!123ONEoneOne
"...a bogowie mieli w zwyczaju odwiedzać domy ateistów i wybijać im szyby" ach :) 2008/04/16 17:46:31
OT: znalazłem profil Radka na naszej klasie. K..wa. To było złe. To było złe. Prędzej dałbym sobie Wacława uciąć, niż uwierzyć że taki kolo jest autorem tych cudownych tekstów.
2008/04/17 13:19:20
Psotny - nabywasz wyraźnego wyrobienia towarzyskiego. Tak trzymać.
Popirad - chodzi ci o analizowanie w korporacji, kierunek ukończonych studiów, szkołę czy fotografię? 2008/04/17 13:50:51
Po kolei - nie jestem jakimś pieprzniętym hipisem, żeby się korporacji czepiać. O tym, że studiowałeś na SGH wiedziałem od dawna, zresztą i tu nie mam żadnego odchyłu przeciw nie - humanistom.
Ale kurczę no... ta fotografia jest dla mnie sztandarowym przykładem różnic między fizjonomią a dziełami autora. Gdyby mnie się spytano, kim jest pan, który tak wygląda, odrzekłbym, że germańskim oprawcą. 2008/04/17 16:37:47
Jak to mówią, pozory mylą. Moja konstrukcja fizyczna przysparza mi mnóstwa radości gdyż 99 osób na 100 myśli, że pracuję na bramce w lokalu (ta jedna jest zazwyczaj niewidoma) i stosuje się do mnie puenta dowcipu 'Po co panu głowa? Jem niom'. A tu niespodzianka. Najśmieszniej jest gdy zaczynają mi tłumaczyć, że myśleli, że pracuję na bramce w lokalu a głowom jem. A zdecydowanie najfajniejsze jest to, że chociaż komedia pomyłek trwa już dobre 10 lat, dalej mnie bawi gdyż zawsze mówiłem - dystans do siebie podstawą zadowolenia z życia.
Wszystkim zdetonowanym moim zdjęciem z naszej klasy polecam moją gronową fotkę z misiem, na której wyglądam jak czuły drań a nie germański, kurwa, oprawca. 2008/04/17 21:14:36
Tak przy okazji - aktualizację zapowiedziałeś na weekend, ale skapnąłem się żeś skubany nie doprecyzował którego tygodnia, co tłumaczyłoby opóźnienie :)
2008/04/18 21:24:32
selig
2008/04/17 15:00:05 Wszystko się zgadza - to jest germański oprawca. Tylko że oczytany. I pewnie może zaśpiewać jak Joe Dasin : "Wszystko czytałem, wszystko piłem/paliłem, wszystko widziałem". 2008/04/19 15:11:26
Ojapierniczę. Czy ja dobrze rozumiem, że w komentarzach ludzie skarżą się na brak _swoich_ ulubionych książek w rankingu ulubionych książek _kogoś innego_? Jakbym myślała, że to tak na serio, to... nie wiem, ale dobrze by się nie skończyło. Gospodarz bloga chyba też tak podejrzewa, bo jest strasznie spokojny, jak na kogoś, komu mówią, jakie książki powinny mu się podobać.
Dobrym sposobem na pozbycie się książek jest wystawienie ich na aukcjach WOŚPu - tym roku za przystojną sumkę udało mi się opchnąć parę cykli, która na dłuższą metę okazały się nieczytalne. I jeszcze to: za każdym razem, jak widzę zdjęcie Orbitowskiego obok jego felietonów w NF, mam wrażenie, że on na tym zdjęcie bardzo chce wyglądać jak Teklak (albo ktoś, kto wygląda jak Teklak), ale mu nie wychodzi. 2008/04/21 16:31:56
popirad - domyślam się że na zdjęciu w naszejklasie oczekiwałes eterycznego, metroseksualnego wiotkiego blondyna w koszuli od Gucciego :))
Radek jako germański oprawca dodatkowo (o ile to jeszcze możliwe) zyskuje w kontakcie osobistym. kiedys udalo mi sie zaprosic go na piwo (w podzięce za Crypto) - do dzis mile to wspominam:) niestety piwo sie juz wiecej nie powtorzylo - widoczne na na osobistym nic nie zyskuję : ))))))))) 2008/04/21 18:15:07
Blue Berry - skąd takie przypuszczenie? Nie, nie oczekiwałem pedała i nie wiem czemu miałbym oczekiwać.
2008/04/22 14:39:33
Popirad - Berry napisała 'metroseksualny' a to nie znaczy pedał przecież. No dobra, pierwotnie nie znaczyło, bo teraz słowo to nabrało jakichś dziwnych konotacji. Co do nowego wpisu, to miał być w ten weekend ale się pochorowałem i, majacząc w malignie, byłem w stanie jedynie oglądać Doktora Who, któremu dałem drugą szansę. Notkę powinienem skończyć dzisiaj, co znaczy że pojawi się jutro. Albo dzisiaj.
Qba - paliłem wszystko, co naturalne, piłem prawie wszystko, widziałem dużo co w praktyce oznacza, że przede mną jeszcze mnóstwo do wypicia i jeszcze większe mnóstwo do zobaczenia. Krysia - wiesz jak to jest z rankingami, zawsze coś w nich nie gra. Co do Łukasza O. - na fotce chce pozować na twardziela, co jest zupełnie bez sensu, bo na żywo to spoko koleś, któremu cholernie daleko do germańskiego, kurwa, oprawcy. I zdecydowanie powinien pozostać przy tym imidżu, znaczy spoko kolesia. Blue Berry - piwo nie powtórzyło się z powodów, które wyłożę gdy spotkamy się na piwie. |