To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
Blog > Komentarze do wpisu

10 książek, które zabrałby Pan na bezludną wyspę. Albo na wakacje (część 2)

Jeżeli oprócz czytania bawicie się również w kupowanie, to wiecie, że czasami wyłącza się mózg i zaczynamy zachowywać się niczym kobiety w obuwniczym. W tym stanie jesteśmy skłonni wydać na ukochaną książkę tyle, że włos się jeży.

Top 5 książek, za które zapłaciłem tyle, że ojapierdolę:

1. Malarstwo Białego Człowieka tomy I-IV - na Koszykach. Pierwszy jakiś tani był, bo dałem za niego ledwie 40 złotych. Następne kupiłem po 120 zł od sztuki, bolało ale stwierdziłem, że wydawanie pierwszej wypłaty na wódkę jest pretensjonalne. No i dzieki temu mam połowę cyklu, następne części w antykwariatach kosztują tyle, że noszę się z zamiarem napisania do Łysiaka listu, zawierającego prośbę o wznowienie.
2. Asfaltowy Saloon - wcale nie poszedłem wtedy do antykwariatu, żeby go kupić, bo celowałem w inne rzeczy. Ale on tak się do mnie zalotnie uśmiechał z wystawy, że zanim zdążyłem przekonać samego siebie, że robię głupią rzecz, zabuliłem 70 złotych i poszedłem na ławkę obok nacieszyć się zakupem. Kilka lat później próbowałem wyjąć go z półki i urwałem grzbiet. Ha ha.
3. Manitou - pionierskie czasy Amber Horror gdy kupowało się wszystko, co pod rękę podeszło. W Krasnymstawie powstał pierwszy antykwariat, wizyta w nim zaowocowała kupnem pierwszej w mojej kolekcji książki Mastertona. W 1989 zapłaciłem za Manitou 25 000 zł., co było kwotą oszałamiającą gdyż dwa lata wcześniej w składnicy Harcerskiej zapłaciłem za Timexa 106 000 zł.
4. Władca Pierścieni numerowane, imienne wydanie kolekcjonerskie - nie będę się tutaj rozwodził i powiem tak: na drugim roku za akademik płaciłem 350 albo 400 tysięcy złotych. Za rzeczone wydanie zapłaciłem 327 000 złotych. Dziękuję, nie mam więcej pytań.
5. Hyperion - nie był obiektywnie drogi ale był cholernie drogi subiektywnie, bo jak go kupowałem miałem wyjątkowo nędzną pracę i wyjątkowo dużo długów.

Z niezrozumiałego dla mnie powodu nieoddawanie kasy jest be ale już nieoddawanie książek nie jest piętnowane. Ja mam nadzieję, że dla ludzi, którzy nie zwracają pożyczonych książek jest w piekle specjalny kącik.

Top 5 książek, których utrata bolała najbardziej:

1. Hyperion - wiem kto
2. Zły - wiem kto
3. Krew Elfów - wiem kto
4. Zew Cthulhu - wiem kto
5. Lśnienie - nie wiem kto
Temat zbyt bolesny, bym chciał się rozpisywać. Wszystkie pozycje już sobie odkupiłem ale w przypadku Złego i Lśnienia to nie są te wydania, które pożyczałem.

Przez to, że ludzie biorą książki ale czują niechęć przed ich zwrotem, mam świadomość, że książek najlepiej nie pożyczać. Zupełnie wyjątkowe pozycje w konstelacji książek niepożyczanych zajmują te rzeczy, z którymi coś się wiąże.

Top 10 książek, których nigdy i nikomu nie pożyczę. NIKOMU. I NIGDY.

1. Władca Pierścieni, numerowane, imienne wydanie kolekcjonerskie - no jeszcze mnie nie pogięło, prędzej piekło zamarznie niż komuś dam to choćby potrzymać
2. Hyperion - duży ból po stracie, duży ból podczas abstynencji, duży ból przy ponownym zakupie, nigdy więcej takiego bólu
3. Kolory sztandarów i Schwytany w światła - cykl Dominium Solarne propaguję wśród znajomych. Propagowanie ma to do siebie, że zazwyczaj propagujący słyszy 'to pożycz'. Dlatego przezornie na obu pozycjach wziąłem autografy i mam alibi
4. Diuna (wydanie z Phantom Press) - wiąże się z nią śmieszna historia, której obiecałem nie upubliczniać więc weźcie to na wiarę
5. Cykl Wiedźmiński (opowiadania plus pięcioksiąg) - pożyczyłem kiedyś prezesu Krew Elfów, łachudra nie oddała. Nie mam zamiaru ponownie dekompletować sobie jednej z lepszych rzeczy, jakie w życiu czytałem. Poza tym na większości części mam autografy Sapkowskiego więc alibi żelazne
6. Blask Fantastyczny - A'Tuin, ex-libris i autograf - wszystko spod ręki Pratchetta. Nie ma możliwości, by tej książki dotykał ktokolwiek poza mną. W zasadzie Koloru Magii też nie pożyczę, bo to pierwsza książka Pratchetta jaką kupiłem, a więc sentyment uber alles
7. Cryptonomicon - przestanę go pożyczać jak tylko go odzyskam, bo wiem, że w tym przypadku książkę odzyskać się uda. W tej chwili praktycznie nie do kupienia po rozsądnej cenie, stąd ma niechęć do ponownego wypuszczenia z rąk. No i lubię go bardzo.
8. Łysiak na łamach cz.1 - sama w sobie jest to pozycja rzadka, mój egzemplarz ma dodatkowo bardzo sympatyczną oprawę introligatorską w miejsce oryginalnej okładki.
9. Cesarski Poker - jedyna posiadana przeze mnie książka Łysiaka z autografem
10. Konkwista - pierwsza książka Łysiaka, jaką w życiu kupiłem.

Każdy ma swoich ulubieńców, których książki na półkach muszą stać wszystkie albo prawie wszystkie, bo tak. Ja też mam.

Top 6 pisarzy reprezentowanych na moich półkach najliczniej i najpełniej:

1. Stephen King - tak jakoś wyszło, że mam wszystkie ksiażki Kinga. Zupełnie nie wiem jak to się stało ale chyba w tym celu zabijałem, kradłem, gwałciłem i oszukiwałem.
2. Jeffrey Archer - dziecko Koszyków, obawiam się, że w normalnej sprzedaży jego książki są zbyt drogie, bym zdecydował się na kupienie wszystkiego, co wyszło w Polsce. A tak to się udało, chociaż znowu - zupełnie nie wiem jak to się stało chociaż pamiętam jak się zaczęło: od Co do grosza. Swoją drogą bardzo udana książka.
3. Waldemar Łysiak - zasadniczo i pobieżnie, to mam prawie wszystko oprócz ostatniej części Łysiak na łamach, Lepszego, Empireum i tomów V-VIII Malarstwa Białego Człowieka. Na przeszkodzie stoi ich znikoma dostępność na rynku, ceny mocno zaporowe i brak wznowień. Ale i tak jak dobrze pójdzie to w przyszłym roku go sobie skompletuję i na ceny się nie będę oglądał. 
4. Terry Pratchett - wszystko ze Świata Dysku plus kilka luzem.
5. Frederic Forsyth - wszystko co wyszło w Polsce. Dzień Szakala był pierwszą dorosłą książką, jaką miałem w rękach, sentyment tak wielki, że Forsythowi będę wierny do końca dni. Jego albo moich.
6. Dan Simmons - wszystko. Po prostu.

Poza konkurencją muszę wymienić autorów, których książek mam więcej niż na przykład pozycji Forsytha ale tylko z tego powodu, że Forsyth pisze mało. Nie znaleźli się w top 5 dlatego, że to co mam stanowi jedynie część ich dorobku. Załóżmy, że mniejszą niż 75% tego, co stworzyli.
1. Alistair MacLean - mój pierwszy prawdziwy mistrz thrillera i kryminału, na zawsze będzie dla mnie najlepszym przykładem tego, jak tworzyć wciągające, pełne napięcia książki. Respekt. W sumie 23 pozycje.
2. Tom Clancy - cykl Ryanowski bardzo lubię i mam wszystko oprócz Dekretu, cykle które tworzą murzyni a Clancy przykłada tylko swoje nazwisko niezbyt mi podchodzą. Ale i tak ma u mnie przytulny zakątek na półkach.
3. Philip K. Dick - swego czasu miałem na jego punkcie prawdziwego pierdolca i kupowałem wszystko, co się ruszało. Potem mi trochę przeszło ale i tak jest na moich półkach reprezentowany bardzo solidnie (19 pozycji).
4. Clive Barker - teoretycznie powinien znaleźć się w poprzednim zestawieniu, bo brakuje mi tylko 2 jego książek ale strzeliłem focha, bo podpadł mi przerażająco nudną Jimajicą.
5. Dean Koontz i Graham Masterton - do pewnego momentu kupowałem wszystko, co wychodziło. Potem mi przeszło, bo chłopaki jechali trochę zbyt na jedno kopyto. Aktualnie nie kupuję a pożyczam. Ale w sumie ich 27 książek jakoś tam się naskładało.

I ostatnie zestawienie, dla niektórych pewnie nieco bulwersujące ale co mi tam. Nie będę przecież zaprzeczał samemu sobie - tak, czytam na kiblu. Tak, bardzo lubię to robić. Tak, istnieją książki, które są idealne do czytania w TYM miejscu.

Top 10 książek do czytania na kiblu

1. Pielgrzymka na Ziemię (Sheckley), Gwiazda (Clarke), Z przymrużeniem ucha (Wolski), Dokąd jedzie ten tramwaj (Zajdel) - logicznym zdaje się być fakt, że najlepszymi lekturami na kibel są zbiory opowiadań. Optymalny zbiór do czytania na kiblu spełnia następujące warunki: brak opowiadań słabych, zróżnicowana długość, która pozwala dostosować wybór do ogólnych stanów gastrycznych oraz jakość opowiadań na tyle wysoka, że z przyjemnością czytamy je po raz kolejny i następny. Wymienione przeze mnie zbiory spełniają wszystkie te warunki w 100%
3. Ja, Gelerth - znam ją prawie na pamięć. Właściwie każdy, kto przeczyta ją raz, zna ją na pamięć, bo fabuła prosta, wciągająca i szybkognająca. Jedna z tych pozycji, które same się czytają. Rozdziały akurat na jeden-dwa strzały. W kategorii powieść jest to pozycja bliska optimum.
4. Zły - kocham Warszawę, kocham książkę faceta, który klimat Warszawy powojennej oddaje w sposób, któremu poddaję się bezwarunkowo. Po jednorazowej lekturze znamy już niuanse fabularne, teraz możemy sięgnąć po książkę podczas posiedzenia, otworzyć ją na przypadkowej stronie i zacząć czytać na przykład inwokację do warszawskich bram. Przerwać możemy sobie również w dowolnym momencie. Wadą jest jej duża objętość, przez co ręce szybko mdleją.
5. Dobry - kocham Warszawę, kocham książkę faceta, który klimat praskiej części Warszawy doby gierkowskiej oddaje w sposób, któremu poddaję się bezwarunkowo. Dobrego również można otworzyć na dowolnej stronie i zacząć sobie czytać, przerywając wtedy, gdy nam się zechce opuścić wucet. Dodatkową zaletą jest poręczny format połączony z akuratną objętością. Produkt prawie idealny.
6. Dowolna książka o Dilbercie - ale nie te zbiorki samych historyjek (chociaż też są niezłe) a raczej książki o biurze, przeplatane paskami z historyjkami. Zdołowany pracownik korporacji mieszkający w zagródce, podczas lektury doceni adekwatność miejsca, w którym zachodzi akt percepcji. Szczęściarzom, którym się powiodło i nie pracują w evul korporacji, miejscówka połączona z przypadkami opisanymi w książce da niezły obraz tego, co byłoby ich udziałem gdyby dali się zgwałcić dużemu koncernowi. Nie ma bata - książka, która pasuje wszystkim. To niemalże zbyt piękne, by mogło być prawdziwe ale jednak - wszystkie posiadane przeze mnie ksiązki Adamsa przeczytałem albo leżac w łóżku przed snem albo siedząc na kiblu o dowolnie wybranej porze.
7. Mikołajek - dowolny tom. Wypróżnienie jest jednym z najjaśniejszych punktów dnia. Lektura Mikołajka przenosi nas do najszczęśliwszego okresu w naszym życiu. Połączenie dwóch 'naj-' skutkuje tym, że te posiedzenia są jednymi z najlepszych i najbardziej satysfakcjonujących. Poręczny format starych wydań (dwa najnowsze tomy są nieco ciężkawe ale też mogą być) daje nam pozycję idealną
8. Świat wg Clarksona - wszyscy, którzy czytają Clarksona wiedzą, że czytany longiem traci mnóstwo ze swego uroku. Należy więc go sobie dawkować, bo wtedy smakuje najlepiej. A jak go sobie najlepiej dawkować? Tak jest - położyć książkę w kiblu. W takim układzie połączymy przyjemne z pożytecznym i nie dostaniemy, nomen omen, zaparcia, jakie towarzyszy przedawkowaniu Jeremy'ego.
9. Pratchett - był prawie w każdym zestawieniu ale co ja poradzę, że jego książki charakteryzuje przy okazji ta cudowna cecha, że możemy je otworzyć w dowolny miejscu i zacząć czytać? Kurde, jego dałoby radę czytać nawet podczas pogrzebu. Mój cichy faworyt to Ostatni Kontynent ale cykl o Straży też zbiera wysokie noty.
10. Wasza ulubiona książka do ubikacji - co ja jestem, dyktatorska wyrocznia? Zaproponujcie coś od siebie.

Na koniec obiecane kredo czytelnicze dzięki któremu łatwiej zrozumiecie dlaczego w taki a nie inny sposób oceniam przeczytane przeze mnie książki. Po drobnych przeróbkach działa również jako kredo kinomana:

Ciekawa historia to podstawa, jeżeli nie masz takowej do opowiedzenia, to nie pchaj mi się przed oczy.
Jeżeli masz ciekawą historię a nie potrafisz jej opowiedzieć, to pozwól zrobić to komuś, kto będzie potrafił a sam nie pchaj mi się przed oczy.
Życie samo w sobie jest ciężkie - uwierz mi, mam problemy w pracy, problemy w związkach, problemy z przyjaciółmi i hipotekę na karku. Twoje problemy ustawione w takiej perspektywie interesują mnie tyle, co śnieg z zimy stulecia 1979. Więc daruj sobie.
Życie potrafi być okrutnie dołujące - jeżeli myślisz, że po darach losu mam ochotę dodatkowo zdołować się czytając twoją książkę, to chyba nie masz mózgu...
...chyba, że jesteś w stanie napisać to w taki sposób, że nie będę się w stanie od książki oderwać. Ale wyluzuj, takich magików znam może 20 więc musisz się bardzo, ale to bardzo postarać.
Książka może być turbogniotem i megagrafomanią ale jeżeli trafi w moją czułą strunę, przeczytam ją do końca. I będę zachwalał, aczkolwiek z odpowiednimi disklajmerami.
W pierwszej kolejności od książki oczekuję dobrej rozrywki, czytanie ma mi sprawiać przyjemność, literatura problemowa z wyłączeniem pozycji pasujących do poprzednich punktów niech zostanie domeną uczonych akademików.
Naprawdę myślisz, że potrafisz swoją maliznę umysłową i brak czegokolwiek do powiedzenia zamaskować 'nowatorską formą' tudzież 'formalnym eksperymentem'? Wybacz, bełkotać możesz swojej starej albo kolesiowi, który zdecydował się by cię wydać.
Ty nie szanujesz mnie, ja nie szanuje ciebie. Najpoważniejszym przejawem braku szacunku z twojej strony jest traktowanie mnie protekcjonalnie albo jak przygłupa. Są autorzy, którym na mnie zależy więc dlaczego miałbym wybrać aroganckiego dupka?
Jestem w stanie przerwać lekturę po 100 stronach i orzec, że to łajno. Jeżeli w tym czasie nie potrafiłeś mnie zainteresować, to nie zainteresujesz mnie w ogóle. A powolna, leniwa narracja to w 90% przypadków modus operandi kolesi, którzy laniem wody maskują to, że nie mają absolutnie nic do powiedzenia.
Może się nie znam ale wiem kiedy coś mi się podoba, a kiedy nie. I żadne pienia krytyków i recenzentów tego nie zmienią, bo szanuje swoje zdanie. Przekonać mnie może tylko ponowna lektura i nic więcej. Do której oczywiście krytycy już mnie przekonać mogą.
Dobra literatura to ta, która mi się podoba. Reszta dzieli się na rzeczy, które są niedobre i rzeczy, których jeszcze nie czytałem.

czwartek, 10 kwietnia 2008, radkowiecki

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/04/10 11:54:05
Absolutnie najlepszy do kibla jest Lec. Krótkie, węzłowate "Myśli nieuczesane" gwarantują, że lektura zajmie dokładnie tyle, ile trzeba.
-
2008/04/10 11:59:35
Świetne zestawienie, bardzo wieloaspektowe i głęboko prawdziwe. Temat jest mi bardzo bliski, być może kiedyś spróbuję zrobić własne, podobne, ale do tego trzeba czasu i głębokiego namysłu.
Książki pożyczam nielicznym, wypróbowanym osobom, o których wiem, że oddadzą. Bo też się kilka razy boleśnie sparzyłam i odtąd w ogóle za bardzo pożyczać nie lubię.
Dziwią mnie ludzie, którzy nie rozumieją, jak można czytać książkę więcej niż raz (w tym np. mój własny ojciec). Niektórych po prostu nie da się przeczytać mniej niż 10 razy:) I koniec, bo bym się rozpisała za bardzo:]
-
2008/04/10 13:42:41
Zią już czytając ów wspomniany przez ciebie wątek na zaprzyjaźnionym forum miałem się ciebie zapytać co ty widzisz w Kolorach Sztandarów? Bo in maj hambul opinion takiej agitki w tak słabo zakamuflowanym stylu to ja nie czytałem. Ale za to mogę cię wspomóc w propagowaniu i podrzucić ci moje egzemplarze dział pana Kołodziejczaka bo przynajmniej w cywilizowany sposób się ich pozbędę;).
-
2008/04/10 14:46:26
MIKK być może jest coś w tym co piszesz, jakkolwiek w książce Pana Kołodziejczaka jest coś co zachwyca, trudno wytłumaczalne, za dowód mogę dać jedynie to, że s-f'u nie lubię i nie czytam, a ten cykl wprost pochłonęłam...
a co do książek...zestawienie inspirujące... ja natomiast ostatnio czytam wszystko co wpadnie mi w ręce, a prezentuje różnice miedzy kulturowe i świat ameryki łacińskiej, Japonii, Chin i krajów arabskich...jeśli ktoś zna jakieś interesujące tytuły to chętnie skorzystam...
-
2008/04/10 15:18:46
Gdzie punkt 2 w ostatnim zestawieniu? Co do czytania wielokrotnego - mam oczywisci ukochane książki ale czytanie czegoś więcej niż 3 razy uważam za tracenie czasu(nie bić!), który można przeznaczyć na odkrywanie czegoś nowego. Mówiąc krócej, powtarzanie ulubionych rzeczy jest dobre, ale jak dla mnie na krótką metę. Aczkolwiek i ja jestem nie do końca konsekwentny, moją słabą stroną jest cykl wiedźmiński - "Krew elfów" przeczytałem coś ok. 5 razy, opowiadania (zwł. Mniejsze zło) kilkanaście razy, ulubione fragmenty setki razy. Ale to już przeszłość, bo wkurzyłem się w końcu po trylogii husyckiej na Sapkowskiego za jego schematyzm i sarkazm, który przestał być śmieszny, a stał się przewidywalny. Kiedyś wydawało mi się, że stylu ASa nie da się podrobić. Dziś jasno widzę np., że gdziekolwiek by się nie toczyła akcja jego utworów, bohaterowie będą rozmawiać w taki sam sposób. Z podobnych powodów w życiu nie sięgnę po Ostatnią kohortę Łysiaka( ale za to zaraz lecę do biblioteki po Wyspy bezludne).
Radku, czyżbyś nie znał "Dzienników gwiazdowych", "Bajek robotów", "Cyberiady"? Widząc twoje preferencje i zainteresowania czytelnicze ich nieobecność wręcz krzyczy. Nadto, co z np. Kronikami marsjańskimi? Jeżeli ja mógłbym skromnie polecić jakąś mniej znaną pozycję, to wspomnę o Ostatnim statku z planety Ziemia Johna Boyda. Baaardzo zakręcone humorystyczne SF, dziejące się w rzeczywistości alternatywnej. O stylu niech zaświadczy fakt, że książka jest dedykowana Henrykowi VIII, a za motto służy jej fragment Przemowy Johannesburskiej niejakiego Lincolna, w której mowa jest m. in. o zbawczych właściwościach lasera. Wyróżnia się też tym, że w banalnej z pozoru fabule umieszczonej jest jakieś 10 zwrotów akcji i to z gatunku tych stawiających wszystko na głowie.
Dobrym sposobem na odkrycie czegoś ciekawego jest też zajrzenie do klasyki. Ja dzięki temu odkryłem Kolumbów rocznik 20(jakaś dobra dusza umieściła ją w końcu w postaci ebooka), Krzyżowców, a ostatnio Rok 1794 Reymonta.
Ps. Autorze, co ty widzisz w książkowej wersji Popiołu i diamentu(to pytanie mnie dręczy odkąd przeczytałem twój niegdysiejszy tekst o kinie)?
-
2008/04/10 17:37:16
MIKK - Kolory sztandarów traktuję nie jak agitkę tylko jak jedną z najlepszych space-oper, jaką w życiu czytałem. Żeby być do końca szczerym, nie czytałem ich zbyt wiele więc być może sieję herezję i na tle arcydzieł gatunku Kolory są co najwyżej przeciętne albo jakoś tak (jeżeli tak, to proszę o tytuły lepszych rzeczy, bo gatunek jest mi praktycznie obcy). W książce urzekła mnie prosta historia kompanii braci, dobre tempo, dużo wybuchów i kilka rzeczy bardziej prywatnych. A że Jarek ma takie poglądy polityczne jakie ma - niezbyt mi to przeszkadzało. Zwłaszcza że gdy czytałem Kolory po raz pierwszy, światopoglądowo było mi z autorem bardzo po drodze. Jeżeli chcesz się pozbyć jego książek, to no problemo - daj sygnał kiedy będziesz w Px albo zostaw mi za barem a ja chętnie przytulę.
Popirad - punkt 2 zlikwidowałem, bo stwierdziłem że są aż 4 tytuły w pierwszym. Czytając jakąś książkę po raz piętnasty mam jakieś tam poczucie, że tracę czas na retrospekcję podczas gdy mógłbym poznawać nowe rzeczy ale odkąd się pogodziłem z tym, że i tak nie dam rady przeczytać wszystkich dobrych książek na świecie, powtórki przyjmuję z większym luzem.
Co do nieobecności Lema czy Bradbury'ego i pewnie jeszcze kilku, to nie załapali się gdyż nie było dla nich żadnej kategorii. Zauważ, że nie zamieściłem żadnego top ever, bo nie, a tylko w takim zestawieniu znalazłby się Lem ze swoimi Dziennikami gwiazdowymi i być może Bradbury z 'Jakiś potwór tu nadchodzi'. Popiół i diament to książka, którą idealizuje fakt, że czytałem ją jako młody człowiek. Wtedy mi się bardzo spodobała, teraz prawdopodobnie po 50 stronach rzuciłbym ją o ścianę. Ale nie mam ochoty tego sprawdzać, bo wystarczy mi, że zarżnąłem legendy Agenta dołu i Planety śmierci, które czytane po latach ssą paukę na maksa.
-
2008/04/10 19:03:54
Wspominałem Lema i Bradbury'ego dlatego, że właśnie są to dla mnie autorzy, których można często powtarzać małymi fragmentami. Mało jest (dla mnie)rzeczy równie poprawiających humor jak odświeżenie jednej czy drugiej opowieści z "Cyberiady" ("Boże, Boże, jaka szkoda, że Ciebie nie ma, bo byś na pewno dopadł tych cybersynów!" tekst z "Kobyszcza" wywołujacy u mnie za każdym razem atak śmiechu).
Kładę veto, jeżeli chodzi o "Agenta Dołu". Czytałem tę książkę jakiś rok temu i poza niezbyt przemyślanym zakończeniem używam ją za świetną pozycję. Za to "Agent Góry" faktycznie "ssie pałkę."
-
2008/04/10 19:38:14
MW mam w jedynie słusznym starym wydaniu, a MBC nie skompletowałam tylko z powodu cięzkiego przypadku obrażenia się na "późnego" Łysiaka:-) Taki Kielich - wlasnie spjarzałam na półkę - wciąż stoi niprzeczytany. Ale pewnie kiedyś tam MBC się na tej półce znajdzie. Bo to pozycja z gatunku tych, "które cos we mnie zmieniły". A niektóre jego pozycje, np. Szachistę, zdobywałam sposobami, przy których wspomnieniu wypadałoby się zaczerwienić;-)
Mistrz i Małgorzata? Cóz, nie jestem wierząca, ale nabrałam zwyczaju czytać MiM w okolicach Wielkiej Nocy. Ot tak...
Zastanawiam się właśnie, czy znasz Ulicę Marzycieli i Zaułek Łgarza Roberta Wilsona... Facet umie pisać. Ale Ty przecież znasz wszystko;-)
-
2008/04/10 20:02:23
Słyszałam gdzieś powiedzenie, że kradzież chleba i ksiażki to nie grzech. :P Najchętniej też bym nikomu nie pożyczała swoich ulubionych ksiązek, za bardzo to czasem boli, ale chęć niesienia kaganka oświaty jest silniejsza.
Do Krwawej: "Książki pożyczam nielicznym, wypróbowanym osobom, o których wiem, że oddadzą." - Sądząc po ilości twoich książek, jakie tu leżą, musisz mnieć do mnie nieliche zaufanie. :]
-
2008/04/10 22:02:54
Brakuje mi w zestawienu cyklu "Oko w piramidzie", "Złote jabłko", "Lewiatan". Nigdy nie dałem rady przeczytac tom, po tomie. Trzeba dawkować spiętrzenie absurdu.
Dziwi mnie brak Vonneguta (Kurta), choć książka jego syna (Eden Express) też jest świetna i powinna być polecana miłośnikom konopii jako lektura obowiązkowa.
-
2008/04/10 22:41:43
Cóż, to będzie zbiorczy komentarz do części pierwszej i drugiej. Jeśli Neal Stephenson to "Zamieć" i "Diamentowy wiek". Dodałbym do stosiku książek w toalecie cykl Childe (Dorsaj) Gordona R Dicksona. Do poczytania ot tak, wszystko Williama Gibsona w dowolnej konfiguracji, a także wszystkie pozycje Siergieja Łukianienki (no może poza "Patrolami").
-
2008/04/10 23:36:57
Ksywa - późny Łysiak to smutne studium choroby nad czym ubolewam, bo według mnie po polsku niewielu pisze tak dobrze jak on (mam na myśli literaturę piękną a nie manifesty światopoglądowe typu Stulecie kłamców). Problem z Łysiakiem polega na tym, że popada w autoplagiat i zbyt wyabstrahował się z rzeczywistości. Ulica i Zaułek czekają w stercie 'do przeczytania'.
Rpyzel - trylogię Iluminati czytałem ale jakoś nie wywarła na mnie większego wrażenia, Vonnegut również nigdzie nie pasował, bo ani do niego nie wracam, ani z jego literaturą nie wiążą się żadne ciekawe historie. Z jakiegoś powodu nie jestem również jego fanatycznym fanem.
Chomiorkoala - w przypadku Stephensona padło na powieści rozrywkowe, pominięcie Diamentowego wieku uważam za swoją wpadkę, w weekend dopiszę erratę i wrzucę jeszcze jeden ranking, w którym ta pozycja znajdzie się na jednym z pierwszych miejsc, bo to kawał świetnej literatury. Znajdzie się tam też miejsce dla Gibsona.
-
2008/04/11 14:06:42
Byłbym zapomniał - w pierwszej części notki brakuje przypisu do "literatury rewolwerowej".
-
2008/04/11 15:15:01
z całą sympatią dla autora bloga, czy jednak znaczna część powyższego zestawienia to nie jest jednak taki literacki fast food? ale "przyganiał kocioł garnkowi..", sama dałam się wciągnąć kilku seriom. tak więc mój prywatny ranking wyglądałby tak:
1. Henning Mankell
2. Michael Connolly
3. Jeffery Deaver
Poza podium, ale również mocna pozycja: Patricia Cornwell i Marek Krajewski.
Jak widać oprócz wartkiej akcji, koniecznie potrzebuję kilku trupów :-)
-
2008/04/11 15:58:19
Z całą sympatią dla komentującej - a co jest złego w literackim fast foodzie skoro daje mi to, czego oczekuje od literatury? Właśnie po to na końcu wrzuciłem w punktach cechy pisarstwa, które lubię. Dziwna pretensja, bardzo dziwna.
Poza tym dość mam pieprzenia w bambus i powielania zestawień, w których obowiązkowo muszą znaleźć się Dostojewski, Mann, Joyce, Proust, Hesse i Hemingway, bo inaczej tworzący je ludzie poczuliby się zbyt obciachowo. Rozumiem, że dla wielu osób w dobrym tonie jest chwalenie się swoim uwielbieniem dla Wilka stepowego (przy którym regularnie usypiałem aż w końcu dałem sobie spokój) ale przyznanie się do tego, że podoba się rozrywkowa pulpa to faux pas. Pieprzę poprawność, pieprzę kanony literackie i pieprzę zestawy obowiązkowe - niech żyje literatura rozrywkowa.
-
2008/04/11 18:29:43
Okhi, Radek - z całym szacunkiem dla was, ale przekonanie, że w literaturze rozrywka i przekazywanie ważnych treści się wykluczają, to przesąd. Udowodnili to już klasycy(Shakespeare, Balzac), w tym zestawieniu taką tendencję reprezentują Łysiak i Eco. Obie strony barykady nie mają się więc o co oburzać.
-
2008/04/11 22:32:53
Nie wolno zapomnieć w tym zestawieniu o cyklu barokowym Stephensona, który bawiąc uczy oczywiście.Pozdrowienia dla komendanta Vimesa.
-
2008/04/12 21:34:35
no dobra, dla niektórych będzie to bluźnierstwo może, ale ja w wucecie czytałam Sapkowskiego i Tolkiena... i każdą książkę jaką zdarzyło mi się w życiu przeczytać... a to dlatego, że ja po prostu zawsze do toalety chodzę z książką, którą aktualnie czytam... kiedy jestem akurat w trakcie czytanie, a poczuję potrzebę, to nie zawracam sobie głowy szukaniem zakładki- nade wszystko na świecie nienawidzę zaginania rogów w książkach- zwyczajnie biorę książkę ze sobą...
-
2008/04/13 16:53:32
Wooo nie wiedzialem ze ktos jeszcze kiedykolwiek wroci do tej pieknej acz zapomnianej powiesci jakim byla "Ja, Gelerth" ... Niestety kiedys pozyczylem swoj egzemplarz i zaginal ;(
-
2008/04/14 00:39:34
Jest książka którą przeczytałam raz i nigdy nie próbowałam do niej wracać, ale kilka zdań pamiętam do dziś. Np.Ktoś rzucił za nim do rozpadliny zdechłego psa (Pod wulkanem Lowryego). Historia faceta zapijającego się na śmierć. Z samotności, z braku miłości... Wstrząsająca intymna książka. Miałam trudności z czytaniem, bo ta rozpacz. Dobrze, niech tyle zostanie, bo nie będę tego spłycała.
(Czytasz takie zdanie i od razu widzisz tego nieżywego faceta i zdechłego psa na nim)
Z kolei gdy wracam do Lśnienia to zawsze mam przed oczami film Kubricka. Np. scena z Nicholsonem (Torrance) kiedy goni tę swoją biedną żonę z toporem w ręku i obłędem w oczach.
Natomiast Bułhakow Mistrzem i Małgorzatą przemówił nawet do kolegi, który w szkole nie odróżniał Homera od mohera. Potrafi z pamięci cytować całe frazy. Wczoraj odpowiedział mi Behemotem, gdy zapytałam czego mi nalał: Na litość boską, królowo, czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
Pratchett. Też umierałam ze śmiechu. Niestety Tata przeniósł sporo zwrotów, cytatów i powiedzonek do języka domowego. Powtórzone, po raz setny (na dobranoc) pytanie: Umyłaś ząb? śmieszyć przestało.
Co do pożyczania. Podobno jest takie powiedzenie Pożyczył to ma, a frajer łka. Ostatnia strata, w sumie niewielka, to angielska wersja scenariusza Tarantino do Pulp Fiction. Wiem kto. Podobno pojechała z pożyczającym na wakacje i została na Korfu (?!) Pewnie pływa teraz w M. Jońskim.
-
2008/04/16 00:00:55
dwudziestaPIERWSZAaA!!!123ONEoneOne

"...a bogowie mieli w zwyczaju odwiedzać domy ateistów i wybijać im szyby" ach :)
-
2008/04/16 17:46:31
OT: znalazłem profil Radka na naszej klasie. K..wa. To było złe. To było złe. Prędzej dałbym sobie Wacława uciąć, niż uwierzyć że taki kolo jest autorem tych cudownych tekstów.
-
2008/04/17 13:19:20
Psotny - nabywasz wyraźnego wyrobienia towarzyskiego. Tak trzymać.
Popirad - chodzi ci o analizowanie w korporacji, kierunek ukończonych studiów, szkołę czy fotografię?
-
2008/04/17 13:50:51
Po kolei - nie jestem jakimś pieprzniętym hipisem, żeby się korporacji czepiać. O tym, że studiowałeś na SGH wiedziałem od dawna, zresztą i tu nie mam żadnego odchyłu przeciw nie - humanistom.
Ale kurczę no... ta fotografia jest dla mnie sztandarowym przykładem różnic między fizjonomią a dziełami autora. Gdyby mnie się spytano, kim jest pan, który tak wygląda, odrzekłbym, że germańskim oprawcą.
-
2008/04/17 15:00:05
Wszystko się zgadza - to jest germański oprawca. Tylko że oczytany.
-
2008/04/17 16:37:47
Jak to mówią, pozory mylą. Moja konstrukcja fizyczna przysparza mi mnóstwa radości gdyż 99 osób na 100 myśli, że pracuję na bramce w lokalu (ta jedna jest zazwyczaj niewidoma) i stosuje się do mnie puenta dowcipu 'Po co panu głowa? Jem niom'. A tu niespodzianka. Najśmieszniej jest gdy zaczynają mi tłumaczyć, że myśleli, że pracuję na bramce w lokalu a głowom jem. A zdecydowanie najfajniejsze jest to, że chociaż komedia pomyłek trwa już dobre 10 lat, dalej mnie bawi gdyż zawsze mówiłem - dystans do siebie podstawą zadowolenia z życia.
Wszystkim zdetonowanym moim zdjęciem z naszej klasy polecam moją gronową fotkę z misiem, na której wyglądam jak czuły drań a nie germański, kurwa, oprawca.
-
2008/04/17 21:14:36
Tak przy okazji - aktualizację zapowiedziałeś na weekend, ale skapnąłem się żeś skubany nie doprecyzował którego tygodnia, co tłumaczyłoby opóźnienie :)
-
2008/04/18 21:24:32
selig
2008/04/17 15:00:05
Wszystko się zgadza - to jest germański oprawca. Tylko że oczytany.

I pewnie może zaśpiewać jak Joe Dasin : "Wszystko czytałem, wszystko piłem/paliłem, wszystko widziałem".
-
2008/04/19 15:11:26
Ojapierniczę. Czy ja dobrze rozumiem, że w komentarzach ludzie skarżą się na brak _swoich_ ulubionych książek w rankingu ulubionych książek _kogoś innego_? Jakbym myślała, że to tak na serio, to... nie wiem, ale dobrze by się nie skończyło. Gospodarz bloga chyba też tak podejrzewa, bo jest strasznie spokojny, jak na kogoś, komu mówią, jakie książki powinny mu się podobać.

Dobrym sposobem na pozbycie się książek jest wystawienie ich na aukcjach WOŚPu - tym roku za przystojną sumkę udało mi się opchnąć parę cykli, która na dłuższą metę okazały się nieczytalne.

I jeszcze to: za każdym razem, jak widzę zdjęcie Orbitowskiego obok jego felietonów w NF, mam wrażenie, że on na tym zdjęcie bardzo chce wyglądać jak Teklak (albo ktoś, kto wygląda jak Teklak), ale mu nie wychodzi.
-
2008/04/21 16:31:56
popirad - domyślam się że na zdjęciu w naszejklasie oczekiwałes eterycznego, metroseksualnego wiotkiego blondyna w koszuli od Gucciego :))

Radek jako germański oprawca dodatkowo (o ile to jeszcze możliwe) zyskuje w kontakcie osobistym. kiedys udalo mi sie zaprosic go na piwo (w podzięce za Crypto) - do dzis mile to wspominam:) niestety piwo sie juz wiecej nie powtorzylo - widoczne na na osobistym nic nie zyskuję : )))))))))
-
2008/04/21 18:15:07
Blue Berry - skąd takie przypuszczenie? Nie, nie oczekiwałem pedała i nie wiem czemu miałbym oczekiwać.
-
2008/04/22 14:39:33
Popirad - Berry napisała 'metroseksualny' a to nie znaczy pedał przecież. No dobra, pierwotnie nie znaczyło, bo teraz słowo to nabrało jakichś dziwnych konotacji. Co do nowego wpisu, to miał być w ten weekend ale się pochorowałem i, majacząc w malignie, byłem w stanie jedynie oglądać Doktora Who, któremu dałem drugą szansę. Notkę powinienem skończyć dzisiaj, co znaczy że pojawi się jutro. Albo dzisiaj.
Qba - paliłem wszystko, co naturalne, piłem prawie wszystko, widziałem dużo co w praktyce oznacza, że przede mną jeszcze mnóstwo do wypicia i jeszcze większe mnóstwo do zobaczenia.
Krysia - wiesz jak to jest z rankingami, zawsze coś w nich nie gra. Co do Łukasza O. - na fotce chce pozować na twardziela, co jest zupełnie bez sensu, bo na żywo to spoko koleś, któremu cholernie daleko do germańskiego, kurwa, oprawcy. I zdecydowanie powinien pozostać przy tym imidżu, znaczy spoko kolesia.
Blue Berry - piwo nie powtórzyło się z powodów, które wyłożę gdy spotkamy się na piwie.
-
2008/04/23 15:46:41
Radku uważaj bo poczuję sie zaproszona : )