To, czym nie mam ochoty zaśmiecać strony
Blog > Komentarze do wpisu
Christopher Moore - Najgłupszy anioł, Brudna robota

Niby zauważyłem pewną prawidłowość ale ważniejsza od popularności i poczytności jest dla mnie możliwość sprawdzania się w tym, od czego swoją przygodę z 'poważnym' pisaniem w sieci zacząłem. Znaczy sensowniejsze dla mnie jest napisanie notki o książce lub filmie, którą to notkę przeczyta 50 osób[1], niż nasyconego bluzgami i wściekłością fragmentu na temat czułego wojtka albo malarzy pokojowych, na które rzuca się tysiąc osób. Rozumiem, że tłuszcza woli krew, przemoc, spermę i treść żołądka od spostrzeżeń na temat książki ale ja, rozumiecie, mam misję. Prawie jak Elwood i Jake. Dlatego dzisiaj trochę o literaturze wam poopowiadam. A w następnej notce wrzucę kawałek, który część z was już zna z forum pewnego lokalu, ale dla sporej części będzie premierowy. Lubię go, szkoda żeby się zakurzył a poza tym mieć w kieszeni 30 zł i nie mieć w kieszeni 30 zł, to razem jest 60 zł. W przypadku wzmiankowanego kloca lepiej mieć, o czym przekonacie się czytając brawurowy kawałek o... Niespodzianka. A tymczasem chciałem was zachęcić do wzięcia, a właściwie brania do ręki książek pana Christophera Moore'a, bo fajny z niego koleś.

Moore napisał sporo książek, listę sobie możecie wyguglać. W Polsce, z tego co udało mi się namierzyć, wydano 'Blues Kojota'. Z nim możecie mieć kłopoty, bo książkę na rynek rzuciła w 1994 roku Alfa. Mnie Blues rozdrażnił. Liczyłem na zabawną historię (za chwilę zrozumiecie dlaczego oczekiwałem zabawy) a dostałem historię kolesia, któremu stary, indiański bóg (tytułowy Kojot) próbuje pomóc w zdobyciu kobiety marzeń. A z bogami zawsze jest taki problem, że zaplątani w niebiańskie intrygi, na ziemi potrafią zachowywać się jak lekko upośledzone dziecko z ADHD. Za dużo drażniących kawałków, za dużo jechania po głównym bohaterze (nie lubię gdy ktoś kogo trochę polubiłem, dostaje non stop w dupę), za dużo mistyki, za dużo niuejdżowego fu-szmu a za mało psychodelicznego humoru.

Chronologicznie Blues to jedna z najwcześniejszych ksiażek Moore'a, ja go przeczytałem na końcu. Bo przed nim był 'Najgłupszy anioł' oraz 'Brudna robota'. Ja wiem, że to nieprofesjonalne ale mogę być nieprofesjonalny i w związku z tym zapodam najkrótszą rekomendację, która może pójść tylko na blogu obleśnego grubasa[2]: przy lekturze pierwszej z wymienionych książek mało nie posrałem się ze śmiechu. Przy Brudnej robocie szło prawie z dwóch otworów. Ostatnią tak zabawną książką było Życie, wszechświat i cała reszta pióra Douglasa Adamsa. Część z was, która Adamsa kojarzy z czegoś innego niż średnio udany film na motywach Autostopem przez Galaktykę, może w tej chwili przestać czytać i udać się do księgarni. Tym, którzy nie wiedzą o czym mówię, przybliżę nieco chore poczucie humoru pana Moore'a.

'Najgłupszy anioł' wbił mnie w ziemię prostym pomysłem i galerią niewymuszenie śmiesznych scen. Mały chłopiec jest świadkiem dziwnego zdarzenia - zobaczył jak Święty Mikołaj dostał w głowę szpadlem. A do Bożego Narodzenia tylko jeden dzień. Co robi Joshua (ten chłopiec)? Nie prosi o wypasiony prezent. Prosi o to, by Święty Mikołaj ożył. Prośbę jego usłyszał niestety anioł Razjel, który wznosi się nad wodami. A wznosi się gdyż ma misję - spełnić życzenie dziecka. I nie byłoby problemu gdyby nie fakt, że Razjel jest idiotą i życzenie spełnia nieco zbyt dosłownie. W wyniku czego pobliskie miasteczko Pine Cove padnie ofiarą groźnego żywiołu - tłumu wkurwionych zombie.
Tak, z premedytacją zaspoilowałem, bo wnerwiały mnie recenzje mniej, bardziej, całkiem mało i kompletnie nieuznanych Uznanych Krytyków. Po pierwsze, co za idiota zestawia Najgłupszego anioła z Opowieścią wigilijną? Ja rozumiem, że marketing. No ale jak już piszesz recenzję za pieniądze, to graj człowieku fair. Moore ma z Dickensem tyle wspólnego co ja z metroseksualnym modelem z reklam Armaniego. To jest komediowe wymieszanie konwencji a nie wielka literatura. To jest książka, którą przeczytasz w trzy godziny, zaliczając po drodze dwie pętle autobusowe. Kupa prostego, czasami wręcz prostackiego humoru. Jeszcze większa kupa psychodelicznego humoru. Oraz wielka kupa absurdalnego humoru. Jest krew, są przekleństwa, jest szarganie mitu spokojnych i wesołych świąt. Nie znajdziecie w niej skomplikowanych psychoanaliz, aczkolwiek Moore nie ucieka od próby opisu mieszkańców spokojnej i cichej prowincji, ich rozterek, dylematów i problemów. Ale nie to stanowi oś książki. Autor bryzga na lewo i prawo gagami, i to dzięki nim Najgłupszego anioła czyta się świetnie. Oczywiście w Poważnych Recenzjach przeczytacie, że humor jest momentami przaśny, prostacki i na granicy dobrego smaku. I bardzo dobrze - nie samym Allenem człowiek żyje. Lubicie Pythona i Adamsa? Sięgajcie po historię krwawego Bożego Narodzenia w Pine Cove. Wolicie egzystencjalne grzebanie w odbycie? Łyknijcie prozac, wypijcie piwo, poderwijcie dziewczynę/faceta/kozę i przestańcie zawracać mi głowę swoim jęczeniem, że Anioł to literatura rozrywkowa. A jaka ma być tego typu historia? Poważna? No bez jaj.

'Brudna robota' też obraca się wokół istot nadprzyrodzonych. Główny bohater, Charlie to typowa dupa wołowa. Wróć, Charlie to typowy samiec beta. Przez życie kroczy ostrożnie, nie wychyla się, nie naraża i ustępuje miejsca samcom alfa. Prowadzi lombard/komis, ma kochającą żonę, dziwnych współpracowników i ogólnie nie ma powodów do narzekania. Do czasu. Po narodzinach córki widzi przy jej łóżku faceta, którego teoretycznie widzieć nie powinien. I wszystko zaczyna się pieprzyć. Oszczędzę wam detalicznych opisów i podsumuję krótko: Charlie zostaje Mrocznym Żniwiarzem a jego córeczka nie powinna zdrabniać. Robota mało popularna no ale ktoś to musi robić. I zaczyna się jazda. Dla Charliego, jego córki, znajomych a przede wszystkim dla czytelnika. Po raz kolejny Moore pokazuje, że z najprostszego zdarzenia potrafi zrobić zabawną dykteryjkę portową[3]. Po raz kolejny nie jest to wyrafinowany humor najwyższych lotów. Ale co z tego, skoro przez prawie 400 stron nie mogłem się przestać śmiać? Facet po prostu ma dar od Boga - umiejętność gawędzenia o niczym w sposób, jaki nie pozwala się oderwać od lektury. I przez to czuję z nim powinowactwo dusz, bo mam podobnie. Czuję w kościach, że gdybym z Moorem siadł przy browarze, to skończylibyśmy nad ranem z popękanymi przeponami i skurczami wszystkich mięśni twarzy. Przy okazji moich wiedźmińskich ekscesów, dostałem linka do dyskusji na zonie Sapkowskiego, w której jeden z dyskutantów określił prezentowany przeze mnie typ humoru mianem humoru imprezowego. Krótko, lapidarnie, na temat i nie sposób się z tym określeniem nie zgodzić. Identyczny styl prezentuje Moore, aczkolwiek jego kupują setki tysięcy osób i rzadziej ode mnie przeklina. Przez co jest mniej monotonnie (no bo ile można żartować na temat przysłowiowej dupy) i cały czas śmiesznie[4]. Brudna robota to kawał świetnej literatury rozrywkowej, jako taka broni się sama i jest w swojej klasie perełkowa. Oczywiście polecam, jakby się ktoś jeszcze nie zorientował.

A wszystko to napisałem po to, żeby zrobić nieodpłatną reklamę kolejnej książce Moore'a, która chyba już jest w księgarniach. Dziwne trochę jest to, że polecam coś, czego nie przeczytałem. Tyle tylko, że 'Baranek' nie może być słaby. No bo jakim cudem słaba może być książka, w której o młodzieńczych latach Jezusa opowiada nam jego najlepszy kumpel? Historia w której znajdziemy wędrówki, magię, cudowne uzdrowienia, kung-fu, ożywianie ciał, demony i ostre laski, napisana przez Moore'a i przetłumaczona przez Piotrka Cholewę nie może być zła. I dlatego rekomenduję ją wam w ciemno - totalnie nieprofesjonalnie. Zresztą - dzisiaj śmigam do księgarni, nieufni mogą wstrzymać się z zakupem do przyszłego tygodnia. Wtedy będzie już po lekturze i uaktualnię notkę o spostrzeżenia na temat Baranka. Tymczasem możecie zaś sięgnąć po Najgłupszego anioła albo Brudną robotę. Bo szczery śmiech to zdrowie.

[1] Wyglądać to może na pozę ale co niby innego robiłem przez ostatnie 5 lat na stronie?
[2] To długa historia.
[3] Też potrafię.
[4] Niektórym fakt, że porównuję się do uznanego pisarza, może wydać się czystej wody bucówą i megalomanią. Szanuję wasze zdanie ale możecie sobie z nim śmiało pospierdalać. Jednym z talentów jaki mam, jest umiejętność fajnego opowiadania różnych historii. Jedną z umiejętności jakiej nie posiadłem, jest krygowanie się i fałszywa skromność - wiem co potrafię robić dobrze a czego nie, bo w moim wieku powinna być to wiedza powszechna. I powiem wam jedno - gdyby mnie któregoś dnia pojebało i doszedł do wniosku, że chcę napisać książkę, to byłaby w 70% zbliżona stylem do Moore'a. Znaczy nie wiem czy by była. Starałbym się aby była. No ale o tym się pewnie nigdy nie przekonamy.

środa, 24 października 2007, radkowiecki
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/10/24 14:46:22
Książkę sygnowaną "Radosław / Radek Teklak" kupiłbym w ciemno, nawet gdyby zawierała jedynie wyraz "Dupa" odmieniony przez przypadki ;)
A serio - weź się kiedyś i postaraj i napisz coś, co ci wydadzą. Bo że opowiadać umiesz, to żadne odkrycie Ameryki :)
-
2007/10/24 15:14:18
no, tego mi było trzeba - kawałka o literaturze :-)
czuję się zachęcony do Ch.Moore'a i ucieszony, bo właśnie szukałem czegoś nowego do czytania. Dziękuję, Radkowiecki.
-
2007/10/24 15:23:40
PS akurat w Merlinie wszystko mają (i akurat obecnie nie pobierają za wywyłkę), już zamówione. Wszystkie 3.
-
2007/10/24 20:10:44
nazwisko zapisane w kajeciku, przyda się dobra lektura na chłodne wieczory, no i będzie sensowną alternetywą na dziewczynę/faceta/kozę (z czego prawdopodobnie koza byłaby najmniejszym rozczarowaniem).
-
2007/10/24 20:22:14
też przeczytam (Adamsa uwielbiam, więc
jeśli podobnie...- lecę kupić)
-
2007/10/25 11:12:33
Baranek - przeczytałem od wczoraj 150 stron i twierdzę, że to było bardzo dobrze wydane 35 zł. I chyba napiszę coś więcej jak skończę.
-
2007/10/25 14:40:31
cytat z książki, który znalazłam w recenzji: "gen samca beta przetrwał nie dzięki pokonywaniu przeciwności, lecz ich przewidywaniu i unikaniu. Kiedy samce alfa szły polować na mastodonty, samce beta umiały przewidzieć, że atakowanie wściekłego, włochatego buldożera za pomocą zaostrzonego patyka to lekka przesada, i zostawały w obozowisku, by pocieszać zrozpaczone wdowy". rewelka, już zamawiam ;-)))
-
2007/10/30 08:22:18
Ja Baranka czytałem już dawno temu; pożyczyłem zresztą go potem PWCowi, który napomknął, że świetne i że fajnie by było, jakby wydali. Jak otworzyłem polskie wydanie i zobaczyłem, kto tłumaczył, nie mogłem się powstrzymać od szerokiego uśmiechu.
-
2007/10/31 15:24:37
czytam "Anioła" i już parę razy łzy mi pociekły ze śmiechu :-)



-
2007/11/03 21:08:40
I dzięki tej krótkiej, acz uroczej recenzji, nabyłem "Anioła" i "Brudną robotę". I po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zasmarkałem się ze śmiechu w środkach miejskiej komunikacji.
-
2007/12/01 13:14:49
Radku, i co z tym Barankiem? Bo kupiłam bratu na Mikołajki, a wahałam się miedzy tym a Najgłupszym aniołem...
-
2007/12/01 15:20:02
O Baranku napiszę szerzej przy okazji następnego wpisu książkowego. Na szybko powiem tyle, że bardzo mi się spodobał. Tak bardzo bardzo.
-
2007/12/01 16:21:43
To bardzo bardzo dobrze.
-
2009/02/23 12:04:23
Radku, ponieważ ciągle jakoś nie napisałeś recenzji "Baranka", pozwoliłem sobie napisać ją za Ciebie tutaj:
fata-libelli.blogspot.com/2009/02/christopher-moore-baranek.html

I dzięki raz jeszcze za polecenie tegoż - świetna rzecz!